Jadwiga Bartel – stygmatyczka z Radomina k. Golubia-Dobrzynia

Polska Stygmatyczka Jadwiga Bartel – wydanie cyfrowe, uzupełnione .PDF

Najlepiej pobrać wersję PDF materiału z odnośnika na górze strony – najpełniejsze wydanie, najbardziej dogodne do czytania, opisy, mapy, wyjaśnienia, zdjęcia – najlepsza forma zapoznania się z żywotem Jadwigi.

Stygmatyczka Jadwiga Bartel, zatwierdzona w Oławie z wzajemnością i poświadczona licznymi znakami i świadectwami jest postacią mniej znaną od śląskiej Katarzyny Szymon i ciężko znaleźć o niej w internecie jakieś głębsze informacje. Udało się pozbierać obszerny materiał, wręcz wydać odnowioną cyfrowo książkę ks. Alfonsa Wąsika – „Polska Stygmatyczka”, oraz wzbogacić ją o małe opracowanie i mapy dojazdu oraz wiele, wiele innych dodatków.

 

Dodatkowe zdjęcia z książki dra Huberta Czachowskiego – „Cuda, wizjonerzy i pielgrzymi”, która zawierała pewien materiał faktograficzny i dodatkowe zdjęcia. Oczywiście, że jest to książka opisująca te wydarzenia jako wierzenia ludowe, ale osobom, które wiedzą o prawdziwości żywota Jadwigi ona nie zaszkodzi.

Skrócona biografia Jadwigi Bartel

Jadwiga Bartel, z domu Kalinowska (16. IV. 1911r. – 11. III. 1993r.) urodziła się Niedzielę Wielkanocną w Płonku na ziemi Dobrzyńskiej jako najstarsze z siedemnaściorga dzieci (tylko jeden jej brat – Stanisław przeżył wiek dziecięcy) w pobożnej rodzinie Józefy (z d. Warlikowskiej) i Władysława Kalinowskich. Jadwiga była dobrym dzieckiem, pobożnym, chętnie się uczyła i pomagała w gospodarstwie. Pewnego razu gdy modliła się przy figurze, którą często ubierała zdobiąc kwiatkami, i patrzyła na ukrzyżowanego Chrystusa mówiła: „Jezu jak ja skaleczyłam palec to bardzo mnie bolał, a Ciebie przybijali do krzyża to napewno płakałeś, daj mi choć jedną godzinę bólu jak Ty cierpiałeś.W tej chwili usłyszała głos: „będziesz cierpieć aż zasłużysz na łaskę w życiu.” Dziewczynka się obejrzała ale nikogo nie widziała. O tym powiedziała tylko swojej matce.

W wieku 22. lat nie chcąc odmawiać rodzicom, wyszła za mąż za Antoniego Bartela, który potem okazał się człowiekiem okrutnym. W wyniku pobicia z jego strony Jadwiga straciła słuch. Krzyż tego małżeństwa niosła przez 39 lat i 4 miesiące. W pierwszy piątek lutego 1948r. doznała pierwszego objawienia Pana Jezusa, który zapowiedział, że otrzyma ranę w prawym boku, krwawiącą przez 33 dni. Od Wielkiego Piątku 1950r. doznawała w piątki cierpień stygmatycznych przez 33 lata głównie w ukryciu. Potem stygmaty krwawiły także przy ludziach. W piątek, 8. czerwca 1951r. została aresztowana na 2 tygodnie na przymusowe badania „medyczne” w szpitalu Rypinie. Niedługo później wywiezioną ją do Akademii Medycznej w Gdańsku na bloku 25 – oddział psychiatryczny. Zabroniono jej chodzić do kościoła i poddawano eksperymentom narkozy, elektrowania a nawet posunęli się do dania zastrzyku zabójczego podczas snu Jadwigi. Jednak poza mocnym bólem ręki nie poniosła szkody. Po powrocie ze szpitala zamieszkała w Kiełpinach. Doznawała objawień, ran, krwawień stygmatycznych, głównym jej opiekunem duchownym był ks. Alfons Wąsik, autor książki „Polska Stygmatyczka”.

Do czasów komunistycznych starano się nie rozgłaszać bardzo jej historii z racji prześladowań ze strony ubowców, choć dotarła ona do ks. prym. Wyszyńskiego, który po przebadaniu sprawy przysłał Jadwidze obrazek – „Stygmatyczce – Prymas”. Po zaistnieniu Objawień w Oławie Pan Jezus potwierdził ich prawdziwość u Jadwigi. Z czasem zamieszkała w Radominie k. Golubia-Dobrzynia w gospodarstwie p. Szlejerowej i to jest najbardziej znane jej miejsce pobytu. Przyjeżdżało tam bardzo wielu pielgrzymów, niektórzy z odległych miast i kontynentów. Kiedy figura Matki Bożej w domu Jadwigi zakrwawiła pielgrzymki jeszcze się wzmogły, bo opublikowano jej zdjęcie w gazetach. Jadwiga zmarła w wyniku wielu chorób, głównie cukrzycy po ekspiacyjnym życiu i została pochowana pod krzyżem przy kościele pw. św. Marii Magdaleny w Ostrowitem – miejscowości leżącej pomiędzy Golubiem-Dobrzyniem a Kowalewem Pomorskim. W pogrzebie (14. III o 15:00) uczestniczyło wiele osób – około 2 tysiące.

 

Treść oryginalnej książki „Polska Stygmatyczka” autorstwa jej opiekuna duchowego, ks. Alfonsa Wąsika.

Przedmowa

Do napisania książki pod tytułem „Polska stygmatyczka” skłoniło mnie kilka powodów. Jednym z nich, jak sam tytuł mówi jest ten, aby podać do publicznej wiadomości że w Polsce, w narodzie polskim, od tysiąca lat chrześcijańskim, są również osoby wybrane przez Boga. Taką osobą jest Jadwiga Bartel, która przez 33 lata nosiła na sobie tzn. na czole, rekach, stopach i w okolicy serca krople krwi. W każdym narodzie miły jest Bogu każdy człowiek.
Stygmaty są wielką łaską, darem zasadniczo nie zasłużonym, chociaż przez swoją wytrwałość, cierpliwość i pobożność można je sobie wyprosić. Każdego stygmatyka to bardzo dużo kosztuje, bo cierpienia są ogromne ale owoce tych cierpień stokrotne. Chrystus ma przecież różnych ludzi, których sobie wybiera. Obdarza jednak łaskami tylko tych którzy to zniosą bez szemrania i w nich wytrwają.
Innym powodem jest wykazanie, że życie religijne podlega stałemu rozwojowi. Podobnie jak wszystko co istnieje, gwiazdy, słońce, planety, komety stale są w ruchu i życie wewnętrzne stale się powinno rozwijać aż do doskonałości. W tym rozwoju jak wiemy jest pewne stopniowanie.
Podstawą tego rozwoju jest etyka naturalna albo wychowawcza. Pisze o niej O. Jacek Woroniecki. Są tu różne stopnie doskonałości. Trudno je tu wyliczyć. Etyka naturalna prowadzi do ascetyki a ascetyka do mistyki.
Powstaje pytanie co to jest mistyka ? Mistyka czyli teologia mistyczna jest to nauka o bezpośrednim kontakcie ze światem nadprzyrodzonym. Mistyk, mistyczka to człowiek, który już na ziemi ma kontakt z Bogiem, Jezusem Chrystusem, Duchem św., Matką Bożą, archaniołami, aniołami duszami z czyśca itd. Mistyk, mistyczka widzi ich, z nimi rozmawia, przyjmuje ich orędzia itd.
Wiadomo że każdy człowiek się modli, zachowuje przykazania, ponosi różne wyrzeczenia po to aby kiedyś po śmierci zasłużył sobie na szczęście w niebie i w ten sposób połączył się bezpośrednio z Bogiem, Matką Bożą, aniołami itd. Tu na ziemi nikt nie może dojść do takiego zjednoczenia. Są jednak bardzo rzadkie wypadki, wyjątki kiedy człowiek tu na ziemi utrzymuje bezpośredni kontakt ze światem nadprzyrodzonym. Historia mówi o takich dziwnych, niezrozumiałych, rozmowach i kontaktach z Jezusem Chrystusem, Matką Bożą, duszami z czyścca. Niniejsza książka mówi właśnie o tych nadprzyrodzonych widzeniach i kontaktach.
Jeszcze jednym najważniejszym powodem napisania książki „Polska stygmatyczka” , jest wyraźne życzenie. W jednym z objawień a było ich bardzo dużo przez kilkanaście lat, Pan Jezus powiedział Jadwidze: „zapisuj wszystkie Moje Słowa bo będą one opublikowane”. Publiczne, oficjalne objawienia się skończyły ze śmiercią ostatniego apostoła św. Jana. Jednak prywatne objawienia mają dalej miejsce. Chodzi tu teraz o stwierdzenie, że objawienie prywatne jest prawdziwe.

Dom rodzinny

Dom rodzinny naszej stygmatyczki a szczególnie jej rodzice, wywarł wielki wpływ na całą jej osobowość, postawę, zachowanie i pobożność. Często sprawdza się popularne powiedzenie, że dobrego wychowania wyniesionego z domu rodzinnego karczma nie popsuje a złego wychowania wyniesionego również z domu rodzinnego kościół nie naprawi.
Dlatego też na początku popatrzymy na jej rodziców.
Ojciec Jadwigi Bartel urodził się 5.XII.1885 r. w Płonku koło Szafarni. Tu kiedyś przebywał Fryderyk Chopin. Kiedy miał 5 lat zmarł jego ojciec Władysław. Matka drugi raz zawarła sakrament małżeństwa. Pomimo, że ojczym był dobry, to jednak dla małego dziecka rozpoczął się trudny okres życia. Sam opowiadał swojemu synowi że od tej chwili, a miał około 7 lat, poszedł na służbę do innych ludzi. Był tu w różnych sytuacjach. Obcy ludzie uczyli go czytać i pisać. Uczyli go również modlitwy. Mały chłopiec nie miał zrozumienia dlaczego trzeba się modlić. Nikt mu tego nie wytłumaczył. Używali więc zwykłego argumentu. Mówili, że jeżeli się pomodlisz dopiero dostaniesz kawałek chleba. A jednak pomimo tego łaska boża robiła swoje. Chłopiec z początku niechętnie, jakby pod przymusem ale później chętnie się modlił. Pan Bóg bowiem nigdy nie odmawia nikomu swojej pomocy. Chłopiec pracował i mieszkał u różnych ludzi. Na początku XX w. wstąpił do wojska carskiego. W tym czasie cały kraj był podzielony przez Rosję, Austrię i Prusy. Ponieważ był silny i zdrowy dostał się do kozackiej baterii artylerii, było to za cara Mikołaja II. Uczył się czytać z książeczki do nabożeństwa. Trudne warunki w jakich żył w wojsku i jeszcze przedtem kiedy pracował u różnych ludzi, wyrobiły u niego mocny, twardy i prawy charakter. Był człowiekiem uczciwym i sprawiedliwym. W wojsku był na dalekim wschodzie, przy samej granicy chińskiej. Tu służył 3,5 roku.
Kiedy odbył służbę wojskową wrócił na gospodarstwo swoich rodziców. Szeroki świat, różni ludzie dużo go nauczyli. Większą jednak wartość pokładał na wyrobieniu charakteru aniżeli na dobrach materialnych. Młody człowiek pełen zapału zabrał się do pracy. Dużo pracował, od samego rana był na polu, sam kosił zboże. Opowiadał jego syn, że kosił zboże jakby z pewnym uszanowaniem i z pewną gracją jakby dziękczynieniem, że Pan Bóg daje ludziom ziarno na chleb. Wyglądało to jakby koszenie zboża, i ta ciężka praca była dla niego przyjemnością opowiada dalej jego syn. Trzymał swobodnie w ręku kosę jakby jakiś instrument muzyczny, którym wygrywał pochwalną pieśń dla Boga, który hojnie żywi i okrywa lilie polne, ptaki niebieskie i utrzymuje przy życiu ludzi. Był bardzo silny tak, że kiedyś sam wyciągnął wóz z błota, który trzech ludzi nie mogło wyciągnąć. Często opowiadał o swojej służbie w wojsku i myślami często tam wracał. Nic zresztą dziwnego bo tam spędził swoje młode lata, a służba ta zapadła mu głęboko w świadomość. Mówił, że przeszedł różne warunki dobre i złe. To wszystko wyrobiło w nim silny, dobry i prawy charakter.
Kiedy wrócił z wojska zawarł sakrament małżeństwa z panną Józefą Warlikowską w parafii Róże dnia 4.V.1910 roku. Jego małżonka pochodziła z Frankowa Zbójeńskiego. Pochodziła z zamożnej rodziny, jej rodzice mieli gospodarstwo około 20 hektarowe.
Józefa Warlikowska, matka Jadwigi urodziła się 9.XI.1889 roku. Kiedy zawarła małżeństwo miała około 20 lat. Była trochę inaczej wychowana, miała bowiem tych samych rodziców. Rodzice jej byli bardzo pobożni. Każdy dzień rozpoczynali śpiewaniem „godzinek” na cześć Matki Bożej. Kończyli go również wspólną modlitwą. Przy każdej czynności w domu, jeżeli to było możliwe śpiewali pieśni kościelne. W niedzielę uczestniczyli we mszy św., a po południu byli również w kościele parafialnym w Różu na nieszporach. W ten sposób dziękowali Bogu za wszystkie dobrodziejstwa i prosili aby im w codziennej pracy zawsze błogosławił. Tak więc w ich domu była rzeczywiście prawdziwa pobożność. Dziś niestety ona zanika i dlatego Pan Bóg ludziom nie błogosławi.
Zawartemu małżeństwu w kościele parafialnym w Różu, Pan Bóg błogosławił i dał im do wychowania 17 dzieci. Najstarszą z nich była Jadwiga, późniejsza stygmatyczka. Prawie wszystkie dzieci, 15-cioro zmarło w krótkim czasie po przyjęciu sakramentu chrztu św. Dzieci na chrzcie otrzymały imiona: Walentyna, Ewa, Marianna, Zenona, Teodozja, Michał, Adam, Tadeusz, Józef, Stanisław, Izydor, Władysław, Witold, Stefan, Konrad i Czesław. Do dziś żyje tylko jeden brat Stefan, który mieszka w parafii Ostrowite koło Kowalewa.
Pismo św. mówi, że Bóg daje życie i je zabiera. A więc i w tym małżeństwie dał gromadkę dzieci. Zabrał je po przyjęciu chrztu św., bo jak z późniejszych objawień wynika, były potrzebne w niebie dla większej chwały bożej, aby razem ze zbawionymi i aniołami śpiewały: święty, święty, święty, Pan Bóg Zastępów. Rodzice bardzo boleśnie przeżyli śmierć swoich małych dzieci. Trudno powiedzieć jakie były przyczyny ich śmierci. Trzeba jednak podziwiać ich mocną wiarę, że się nie załamali na duchu kiedy musieli pochować na cmentarzu tyle swoich niemowląt. Wiara jednak dodawała im otuchy i męstwa. Sprawiedliwy człowiek – mówi Pismo św., z wiary żyje i ta mocna i silna wiara nie pozwoliła aby się załamali. Była to ciężka próba dla młodych małżonków Władysława i Józefy Kalinowskich. Bóg dał i Bóg zabrał powiedział w Starym Testamencie pobożny Hiob. Historia się powtarza, tak było kiedyś w Starym Testamencie. Tak jest również i dziś z tą różnicą, że człowiek niszczy i dobrowolnie zabija dzieci, które Pan Bóg stwarza dla swojej chwały a rodzicom daje do wychowania na tym świecie. A więc wszystkie ich małe dzieci śpiewają Bogu w niebie. Jadwiga i Stefan zostali na ziemi aby służyć Bogu i ludziom a po doczesnym życiu połączyć się ze swoimi małymi braciszkami i siostrzyczkami w niebie i razem z nimi chwalić Boga, który jest Panem Życia i śmierci.
Rodzice Jadwigi mieszkali w Płonku, w Długiem a przed II wojną światową przeprowadzili się do Płonnego. Tu kupili małą parcelę z majątku i tak powoli się dorabiali. Ojciec i matka, jak wspomina brat Stefan byli bardzo pobożni. Przed rozpoczęciem każdej pracy w domu, czy to na polu się modlili. Ojciec kiedy orał ziemię a potem siał zboża, błogosławił ziarno święconą wodą. Prosił Bóg aby pobłogosławił zasiewy. Potem kiedy nadszedł czas żniw z wielką radością ścinał to co urosło z hojnej ręki bożej. Zona wiązała zżęte zboże w snopki. Przy tej pracy śpiewała pieśni do Matki Bożej. W takiej pobożnej atmosferze urodziła się pierwsza córka Jadwiga. Wszyscy do kościoła parafialnego chodzili do Płonnego. Tu też i na cmentarzu w Strzygach spoczywają wszystkie zmarłe dzieci. Ojciec Jadwigi mieszkał w Płonnem aż do śmierci. Kiedy był już starszy i nie mógł pracować bo siły go opuszczały, sprzedał swoje gospodarstwo a zastrzegł sobie tylko mieszkanie i skromne wyżywienie. Mieszkał tu razem ze swoją żoną. Coraz więcej przybywało im lat. Powoli więc zaczęli się przygotowywać do śmierci i drugiego swojego Życia. Z łatwością to robili bo całą ufność pokładali przez całe życie w Bogu. Nie mieli żadnego majątku, do niczego się nie przywiązywali i dlatego bez żadnego żalu opuszczali ziemię. Tu Władysław Kalinowski zakończył swoje życie. Jego doczesne szczątki przewieziono do Ostrowitego koło Kowalewa i tu został pochowany na parafialnym cmentarzu. Matka od chwili śmierci męża zamieszkała u swojego syna w Ostrowitem. Był rok 1969. Matka przyjeżdżała do swojej córki. Zamieszkała u niej w Radominie aż do śmierci. Teraz kiedy była bardzo słaba miała tylko jedno życzenie, chciała umrzeć w święto Matki Bożej. Pod koniec swojego – życia nic nie jadła, żyła tylko samymi płynami. Mówiła, że chyba umrze śmiercią głodową. Spełniło się więc jej jedno i drugie życzenie. Zmarła rzeczywiście śmiercią głodową i to w święto Narodzenia N.M.P. Liczyła wówczas 93 lata. Została z Radomina przewieziona do Ostrowitego i tu pochowana obok swojego męża. Dożyła sędziwego wieku. Można by tu jeszcze dodać, że widocznie była posłuszna swoim rodzicom bo Pan Bóg powiedział w IV przykazaniu: czcij ojca twego i matkę twoją aby ci się dobrze powodziło i abyś długo żył na ziemi.
Rodzice razem z córką Jadwigą

Życiorys Jadwigi Bartel

Pobożni rodzice wydali na świat pobożną córkę. Jadwiga Bartel z domu Kalinowska urodziła się 16.IV.1911 r. Było to I – Święto Zmartwychwstania Pańskiego. Miała jeszcze 16-cioro rodzeństwa. Wszystkie dzieci poumierały wkrótce po przyjęciu chrztu św. Żyje do dziś tylko jeden brat. Mieszka w Napolu par. Ostrowite koło Kowalewa.
Dziewczynka mała, drobna jak wszystkie inne niemowlęta, już od samego narodzenia, a właściwie jeszcze wcześniej, bo od samego poczęcia, jak to wynika z późniejszych objawień, była wybrana przez Chrystusa na Jego Oblubienicę. Matka Józefa, bardzo pobożna mówiła małej dziewczynce o Bogu. Jadwiga napewno jeszcze tego nie rozumiała ale słowa matki przenikały powoli do jej świadomości. Matka uczyła ją najpierw składać rączki. Sama razem z mężem klękała rano i wieczorem do modlitwy. Jadwiga na to patrzyła a skutek był taki, że również obok nich sama klękała.
W różnym stopniu rozwijają się dzieci, jedne wcześniej inne wolniej. Nie wiadomo od czego to zależy. W pewnej mierze rozwój umysłowy i psychiczny dziecka zależy napewno od łaski bożej. Wiemy, że każdy człowiek ma anioła stróża. Wiemy również jakie jest jego zadanie. Opiekuje się zawsze swoim poddanym.
Jeżeli się nad tym głębiej zastanowimy to stwierdzamy, że nie każdym człowiekiem anioł stróż opiekuje się jednakowo. Jest rzeczą zrozumiałą, że lepiej opiekuje się tym, który się więcej do Niego modli.
Matka uczyła Jadwigę najpierw modlitwy do anioła stróża. Tak więc anioł stróż w niewidzialny sposób kierował krokami dziewczynki.
Jadwiga na swój wiek była mądra. Sama pisze w swoich wspomnieniach że kiedy miała 3 latka umiała już cały pacierz na pamięć. Teraz kiedy umiała już chodzić poszła z rodzicami do kościoła. Ktoś ją jakby wołał i przyciągał do Świątyni Pańskiej. Można to powiedzieć o każdym dziecku; bo dusza jego czysta i niewinna łatwo jest podatna: na działanie łaski. Ale łaska sama nic na ogół zrobić nie może. Człowiek musi z łaską współpracować i wtedy wyda ona wspaniałe owoce. W tym przypadku dziecko jest jeszcze nieświadome na działanie łaski. Jego rolę spełniają rodzice. Jeżeli matka i ojciec są pobożni, prowadzą dziecko do kościoła i mówią mu o Bogu, Matce Boże itd, to dziecko to wszystko wchłania w swoją świadomość a przez to łaska coraz bardziej zaczyna dzieckiem kierować, i go prowadzić. Dużo jednak rodziców zaniedbuje ten podstawowy warunek i obowiązek prowadzenie dziecka do Boga.
Inaczej było z rodzicami Jadwigi. Matka mówiła jej o Panu Jezusie, który mieszka w kościele w tabernakulum. Dziewczynka słuchała z wielkim zainteresowaniem.
We wiosce, w której mieszkali była przydrożna figura Matki Bożej Jadwiga zrywała polne kwiatki. Wiła jak umiała wianki i ubierała figurę. Figura była bardzo wysoka, musiała się więc wspinać na palcach aby sięgnąć do figury. Wspinałam się na palcach – pisze Jadwiga pomagałam sobie kolanami aby zawieść wianki. Z wielkim: wysiłkiem zawiesiła jeden wianek na główkę Pana Jezusa, drugi na lewą a trzeci na prawą rączkę: a potem pocałowała głowę, ręce i nogi. Gdy spuszczała się z tej figury poraniła sobie kolana aż do krwi. Krew się lekko sączyła a Jadwiga uklękła i pomyślała, że Pan Jezus jeszcze więcej cierpiał. Łzy zalewały jej oczy. Wtedy dużo się modliła do cierpiącego Pana Jezusa.
Łaska boża trafiła na dobry grunt. W życiu człowieka, również i małego dziecka są chwile, w których Pan Bóg daje specjalne natchnienia. W specjalny i dziwny sposób dla nas niezrozumiały pobudza do żalu. Zwykle tak bywa, że chwile większego oświecenia człowiek sobie lekceważy i o nich zapomina. W tym wypadku rodzice powinni swoim dzieciom pomóc aby łaska boża uświęcająca lub uczynkowa, mogła się rozwinąć i wywołać pożądany skutek. Kiedy rodzice dziecku nic nie pomogą, to łaska odchodzi i nie wywołuje żadnej zmiany.
Pewnego razu w kościele po nieszporach była procesja, Dziewczynki w białych sukienkach z koszykami sypały kwiatki. Jadwiga pierwszy raz widziała taką procesję. Właściwie widziała ją już przedtem ale to nie dochodziło do jej świadomości. Teraz kiedy już miała kilka lat powiedziała swojej mamusi że również chciałaby sypać kwiatki. To było zwykłe życzenie – można powiedzieć – małego dziecka. Jednak tu kryło się coś innego. Pan Jezus swoją łaską wołał ją do siebie aby Mu służyła. Od tej chwili prawie w każdej procesji z wystawieniem Najświętszego Sakramentu zawsze sypała kwiatki.
Kiedy miała 7 lat przystąpiła do I – Komunii św. Jeszcze przed tem bardzo tęskniła za Panem Jezusem. Teraz jeszcze bardziej kochała Pana Jezusa całym sercem i całą duszą. W dalszym ciągu zrywała polne kwiatki wiła wianki i ubierała figurę. Do kościoła chodziła nie tylko na mszę św. w niedzielę ale również i po południu na nieszpory. Od tej chwili łaska boża przemieniała zwykłe życie dziewczynki i przygotowywała stopniowo do spełnienia wielkiego zadania. Mamusia mówiła jej że, Pan Jezus tak bardzo kochał ludzi; On daje wszystko i te kwiaty które sypiesz Panu Jezusowi i te gwiazdy co świecą w nocy i wszystko co rośnie. Pewnego razu gdy modliła się przy figurze i patrzyła na ukrzyżowanego Chrystusa mówiła: „Jezu jak ja skaleczyłam palec to bardzo mnie bolał, a Ciebie przybijali do krzyża to napewno płakałeś, daj mi choć jedną godzinę bólu jak Ty cierpiałeś.” W tej chwili usłyszałam głos: „będziesz cierpieć aż zasłużysz na łaskę w życiu.” Dziewczynka się obejrzała ale nikogo nie widziała. O tym powiedziała tylko swojej matce.
Gdy ukończyła 7 lat rodzice posłali ją do szkoły. Ponieważ Jadwiga wszystkie litery już znała, nauczycielka przeznaczyła ją zaraz do klasy drugiej. W szkole bardzo dobrze się sprawowała. Miała dobrą pamięć i dlatego dobrze się uczyła. Sama pisze że był to dar Ducha św. Pomagała w nauce również innym dzieciom. Ze wszystkimi koleżankami się bawiła i rozmawiała. Jednak niektóre jej się nie podobały. Zerwała z nimi wszelkie rozmowy bo śpiewały brzydkie piosenki.
Ile jest dzieci dobrych a ile złych ? Po czym ich można poznać? Pan Jezus powiedział: „po uczynkach ich, poznacie ich” Dobre uczynki to w tym wypadku same słowa. Z, dobrego serca wychodzą dobre słowa, a z serca złego przekleństwa, wyzwiska, kłótnie, spory itd. Powstaje pytanie kto za te dzieci, które wprawdzie nieświadomie przeklinają i wyzywają, będzie odpowiadał? Wielką odpowiedzialność ściągają na siebie rodzice, wychowawcy nauczyciele i w ogóle całe otoczenie.
Wiedzieli o tym rodzice Jadwigi i w każdej chwili dawali jej dobry przykład. Kiedy urodził się braciszek i siostrzyczka a potem zmarli, Jadwiga pytała się dlaczego ich nie ma, dlaczego nie żyją. Matka tłumaczyła dziecku, że Pan Bóg ich stworzył a teraz ich zabrał do siebie. Bolesne to były doświadczenia, rodzice stali przed wielką tajemnicą. Chociaż sami tego nie rozumieli, jednak pokładali ufność w Bogu że tak jest najlepiej. Jadwiga zadawała rodzicom różne pytania, ile będzie dzieci w niebie, czy one będą mówiły i czy będą same chodziły? Mama ze łzami w oczach jak mogła tak tłumaczyła. Dziecko się zamyśliło i po chwili pytało dalej: a czy ja również pójdę do nieba i będę ich widziała?
Kiedy była starsza, również nie mogła zrozumieć dlaczego 15-cioro ich rodzeństwa musiało umrzeć.
Wydaje się nam, sądząc po ludzku że daremne było wydanie na świat 15 dzieci. Jednak Pan Bóg innymi posługuje się kategoriami. Prorok Izajasz mówi: jak odległe są chmury od ziemi, tak odległe są Moje myśli od myśli waszych. Z późniejszych objawień wynika że dzieci które zmarły były potrzebne dla chwały bożej w niebie. To stwierdzenie również dla nas ograniczonych ludzi również jest niezrozumiałe.
Dzieci Józefy i Władysława Kalinowskich umierały prawdopodobnie z powodu niezgodności grupy krwi.
Jadwiga ukończyła 4 klasy, do szkoły chętnie chodziła. Zdała egzamin z wynikiem bardzo dobrym do klasy V. Rodzice jednak powiedzieli że już umiesz czytać i pisać, nauczyłaś się geografii, wiesz gdzie Polska leży i poznałaś inne kraje i już więcej nie potrzebujesz się uczyć. Potrzebna jesteś w gospodarstwie. Tak więc Jadwiga do szkoły już więcej nie chodziła i ze smutkiem musiała zostać w domu. Trzeba było zawsze słuchać rodziców. Kiedy miała 12 lat przyjęła sakrament bierzmowania dnia 1.IX.1923 r. z rąk ks. biskupa Antoniego, Juliana Nowowiejskiego. Teraz Duch św. jeszcze bardziej pociągał Jadwigę do pobożnego życia. Otrzymała teraz siedem Jego darów. Zwykle tak bywa, że każdy bierzmowany wkrótce zapomina o Duchu św. Jednak sakrament bierzmowania ma wielkie zadanie do spełnienia. Nazywamy go sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej. Przeciętnemu katolikowi wydaje się, że jeżeli już jest przyjęty do I – Komunii św., zna katechizm, chodzi na lekcje religi, na msze św. w niedzielę, to już wystarcza aby dostać się do nieba. Tymczasem prawda jest zupełnie inna.
Katechizm, spowiedź, Komunia św, msza św., to tylko początek. Wszystkie zdobyte wiadomości trzeba uzupełnić i pogłębić. Sam człowiek przy pomocy zdobytych kiedyś wiadomości o Bogu itd, nie jest w stanie tego uczynić. Potrzebuje tu koniecznie pomocy Ducha św., a konkretnie Jego siedmiu darów. Duch’św. – jak pisze O. Woroniecki – daje ostateczne wykończenie wszelkiej doskonałości. Ale aby Duch św. i Jego dary przyniosły owoce, człowiek musi się do tego przygotować przez modlitwę, umartwienie, różne wyrzeczenia, posty itd. Musi zdobyć i wypracować w sobie różne cnoty naturalne jak np: sprawiedliwość, roztropność, umiarkowanie, męstwo, pokorę cierpliwość, wytrwałość, wspaniałomyślność, wiarę, nadzieję, miłość itd. Kiedy takie naturalne podłoże jest przygotowane, to Duch św. swoimi darami poprowadzi człowieka na wyższy stopień doskonałości.
Jadwiga była prostą, wiejską dziewczynką, która ukończyła tylko cztery klasy szkoły podstawowej. Dużo rzeczy napewno o Duchu św. nie wiedziała a tylko się modliła. To jej wystarczyło aby Duch św. poprowadził ją na wyżyny doskonałości. Mówiła że, Pan Bóg nie potrzebuje uczonych tylko pobożnych. Od tej chwili jeszcze gorliwiej się modliła. W każdą niedzielę była w kościele na mszy Św. a często również i na nieszporach a miała do kościoła 7 kilometrów. Cieszyła się gdy nadeszła niedziela, bo to był „dzień Pański poświęcony wyłącznie na chwałę bożą”. W domu razem z rodzicami śpiewała różne pobożne pieśni. Służyła Bogu i ludziom. Sąsiedzi z Kiełpin dobrze ją znali. Wiedzieli, że to panna skromna, pracowita a nade wszystko pobożna. Nic więc dziwnego, że niejednemu kawalerowi „wpadła” w oczy.
Kiedy miała 22 lata przyszedł do rodziców młodzieniec Antoni Bartel. Prosił ich o rękę Jadwigi, aby pozwolili z nią zawrzeć sakrament małżeństwa. Sama Jadwiga – jak pisze – nie chciała wyjść za mąż. Rodzice jednak mówili, że musi się ożenić aby nie była starą panną. Tak więc z posłuszeństwa dla rodziców a nie z własnej woli czy upodobania – jak pisze – zawarła sakrament małżeństwa dnia 8 lipca 1930 roku.
Teraz skończyło się dla niej spokojne ciche, sielankowe życie. Wkrótce urodziło się dwóch chłopców. Jeden żył 3 miesiące, a drugi tylko 2 tygodnie. Mąż Jadwigi był bardzo nerwowy. Często bił ją po głowie. W swoich pamiętnikach Jadwiga o tym zupełnie otwarcie pisze. Bił ją prawie za wszystko. Mieli małe gospodarstwo. Kiedyś zachorował koń. Mąż mówił, że Jadwiga ma winę i za to bił ją po głowie. Za to że była za długo w kościele również ją bił. Tylko jeden Bóg wie ile wycierpiała. Sąsiad nie miał w studni wody, a mąż nie chciał pozwolić aby sobie z ich studni wody zaczerpnął. Kiedy mąż poszedł do pracy, powiedziała sąsiadowi, że może przyjść po wodę. Pewnego razu mąż zobaczył, że sąsiad nosi wodę z jego studni. Kiedy wrócił do domu zaraz Jadwigę swoją żonę ze złości przewrócił, bił po twarzy i kopał butem. Krew z nosa i uszu leciała, a Jadwiga od tego uderzenia zagłuchła i do końca swojego życia już nie słyszała. Kiedy się położyła na spoczynek nocny, mąż ją wyciągnął za włosy z łóżka i wypędził – na dwór boso. Oblał ją jeszcze wodą. Na dworzu leżał śnieg. Na podwórzu stał stóg ze słomą.
Podeszła do niego, zrobiła trochę miejsca w stogu i tu całą noc przesiedziała. Drzwi były zamknięte. Jadwiga była tylko w nocnej koszuli i boso. Opisuje że kiedy wcisnęła się w otwór w stogu, przykryła się wydartą słomą. Przez otwór patrzyła na błyszczące gwiazdy i pomyślała sobie, że już niedługo będę tam gdzie wy święcicie. Modliła się słowami: „Jezu zabierz mnie już dziś”, a następnie prosiła Matkę Bożą „aby okryła ją swoim płaszczem jak kiedyś okryła klasztor w Częstochowie przed Szwedami.” Następnie wzbudziła żal za swoje grzechy i przygotowała się na śmierć męczeńską z zimna. Potem zasnęła. Matka Boża i Jej Syn użyczali jej ciepła tak że nie zmarzła. Rano kiedy się przebudziła odmówiła hymn z godzinek i litanię do Matki Bożej. Wróciła do mieszkania. Mąż bardzo się zdziwił a po chwili powiedział: dziwna rzecz, że ty jeszcze żyjesz. Wieczorem kiedy wrócił z pracy powiedział: znów tam pójdziesz i pokazał na stóg, bo mnie nie posłuchałaś i pozwoliłaś zabrać ze studni wody. Jadwiga odpowiedziała mężowi: nikomu wody nie żałuj bo Cię Ręka Boża dotknie. Bóg rozkazał i żyję aż mnie powoła do siebie a nigdzie nie pójdę i z bratem twoim żyć nie będę. Tobie ślubowałam i od ciebie nie odejdę aż do śmierci. Kiedy przyszedł wieczór znów żonę wygnał z mieszkania. W stogu długo się jeszcze modliła, zmówiła różaniec. Jeszcze dwa razy mąż ją wypędził z domu i musiała nocować w stogu. Nikomu się nie skarżyła. Swoje cierpienia ofiarowała za dusze w czyśćcu. Było to 7, 8, 9, i 10 marca 1947 roku. Kiedy wróciła po takiej nocy do domu pomyślała, że spełniają się słowa, które kiedyś usłyszała jako dziewczynka przy figurze: będziesz cierpiała aż zasłużysz na łaskę w życiu. Nikomu o tym wszystkim nie mówiła tylko prosiła o wytrwanie w męczeńskim życiu. Kiedy mąż później zachorował i czuł, że zbliża się śmierć prosił Jadwigę aby mu wszystko przebaczyła. Powiedziała aby poszedł do spowiedzi. Mąż spełnił życzenie żony. Kiedy wrócił powiedział, że był u spowiedzi ale wszystkich grzechów nie powiedział. Jadwiga już nic na to nie powiedziała, tylko się modliła o przebaczenie. Wiadomo, że spowiedź taka jest świętokradzka.
Ze swoim mężem Jadwiga żyła 39 lat i 4 miesiące.
Jadwiga specjalnie nie skarżyła się na swojego męża, mówiła że w każdym małżeństwie są różne zmartwienia. Wszystko co przechodziła z mężem uważała za wolę bożą. Była cierpliwa i wytrwała. Pan Jezus powiedział jej w jednym z objawień: zamknąłem ci uszy abyś nie słyszał gwaru tego świata. W jaki sposób powstaje pytanie Chrystus zamknął jej uszy? Oczywiście sam tego nie uczynił. posłużył się w tym wypadku jej mężem, tak więc Jadwiga wszystko co ją spotkało przyjmowała jako wolę bożą.

Wiarygodność objawień

O co chodzi w tym rozdziale? Nie ma żadnej wątpliwości co do prawdziwości objawień. Wszystkie objawienia oczywiście przekazała Jadwiga Bartel. Jaka więc jest prawdomówność? Jadwiga jest osobą prostą, ukończyła tylko IV klasy szkoły podstawowej, zawsze mówiła prawdę. Była w klinice w Gdańsku na badaniach, na oddziale psychiatrycznym. Ówczesne władze komunistyczne walczyły z Kościołem i dlatego każdy przejaw religijności niszczyły. Jednak niezależnie od tego uważali, że jest chorą psychicznie. Po badaniach Jadwiga powróciła do domu. Władze chociaż wrogie Kościołowi uznały, że jest zdrową pod względem psychicznym a więc wszystkie objawienia, które przekazała nie są wytworem bujnej wyobraźni ani żadną halucynacją. To jest jedna sprawa.
Chodzi natomiast o coś innego. Jaka jest wiarygodność wszystkich jej przekazów ? Niektóre jej przekazy dotyczyły przyszłości i wszystkie się spełniły.
Jadwiga Bartel w każdy piątek zamykała drzwi na klucz. Przez kilka godzin leżała zupełnie bezwładna, a kiedy miała stygmaty występowała krew i przeżywała cierpienia Chrystusa na krzyżu. Nikogo w tym czasie nie przyjmowała. Pewnego razu Pan Jezus powiedział, że przyjdzie do ciebie zamaskowany człowiek, Twoją twarz opluje, wyzwie i obleje cię wodą a potem wyjdzie. Kiedy to Jadwiga usłyszała bardzo się przestraszyła. Od tej chwili zawsze pamiętała aby zamknąć drzwi na klucz. Tymczasem pewnego piątku była u niej przed południem sąsiadka. Kiedy wyszła w południe Jadwiga zapomniała zamknąć drzwi na klucz. Położyła się do łóżka jak zwykle w każdy piątek. Ukazał się krzyż, z niego biły „strzały”, promienie i Jadwiga była bezwładna. Kiedy tak leżała i się modliła nagle drzwi się otwierają i wchodzi zamaskowany człowiek. Podszedł do łóżka, Jadwigę opluł, wyzwał a na końcu oblał wodą. Po chwili wyszedł. Nikt jej nie bronił bo ona sama mieszkała w swoim domu. Spełniło się więc to co przepowiedział jej Pan Jezus kilkanaście dni wcześniej.
Sprawa druga. Na Śląsku w pewnej parafii wydarzyła się wielka tragedia, straszna zbrodnia. W sobotę było wesele. Ojciec panny młodej nie chciał aby ks. proboszcz udzielił ślubu jego córce. Córka była pełnoletnia, przeszkód żadnych nie było i ślub został udzielony. Młodzi zawarli sakrament małżeństwa w kościele. Następnego dnia ktoś z rodziny odurzony jeszcze alkoholem, wpadł do kościoła z siekierą w ręku. Chciał pomścić się na proboszczu za to, że udzielił ślubu wbrew jego woli. W tym czasie odprawiała się msza św. Podszedł więc do ołtarza i siekierą zabił księdza, który ją odprawiał.
Jadwiga nie czyta gazet, zresztą żadnych gazet nie prenumeruje. Również nie słucha radia bo przecież nie słyszy. O tej tragedii dowiedziała się od Pana Jezusa, który kilka dni po tym wydarzeniu powiedział: „zabili Mojego kapłana przy ołtarzu”.
Sprawa trzecia. Kilka dni przed śmiercią papieża Jana XXIII Pan Jezus powiedział: „zbliża się dzień śmierci Najwyższego Pasterza, bez mąk czyśćcowych wejdzie do nieba za miłość bliźniego i pokorę” O tym pisała do mnie w swoim liście. W tym czasie Ojciec św. był chory, nikt nie przypuszczał, że ta choroba skończy się śmiercią. W tym czasie trwał Sobór watykański II, zwołany przez właśnie Jana XXIII. Tymczasem za kilka dni radio i prasa doniosły, że papież Jan XXIII zakończył życie.
Jeszcze inną sprawą to jej szpitale. Pan Jezus przepowiedział Jadwidze, że „będą cię męczyć w szpitalu”. Wiemy, że Jadwiga była również na badaniach w szpitalu w Rypinie i w Gdańsku. Słowa Chrystusa również się spełniły. Można by podać tu jeszcze więcej przykładów, które się spełniły. To są bezsporne dowody na wiarygodność objawień przekazanych nam przez Jadwigę Bartel.
Niezależnie jednak od tego nasza wiarygodność polega na cnocie wiary. Wierzymy w to wszystko co Ona pisze i nam przekazuje bo Chrystus jak sam powiedział „Jestem Panem życia i śmierci” i mylić się nie może. To jest najwyższy autorytet, który trzeba przyjąć. Sam zresztą kiedyś powiedział: „kto uwierzy będzie zbawiony, a kto nie uwierzy będzie potępiony, bo nie uwierzył w Jedynego Syna Bożego Jezusa Chrystusa.”

Pierwsze spotkanie

Na granicy diecezji chełmińskiej, obecnie diecezji toruńskiej, 45 km od Torunia, nad rzeką Drwęcą jest parafia Golub. Z drugiej strony rzeki jest miasto Dobrzyń, które należy do diecezji płockiej. Jedno i drugie miasto zostało połączone w jedno i zachowało nazwę Golub-Dobrzyń. Na wysokiej górze, przy trasie którą się zjeżdża do miasta stoi pokrzyżacki wspaniały zamek. W czasie II wojny Niemcy urządzili tu siedzibę dla swojej młodzieży – Hitlerjugend. W czasie działań wojennych zamek został nieco uszkodzony. Obecnie wszystko jest odbudowane i odnowione. Tu odbywają się teraz różne turnieje rycerskie, popisy i zawody hipiczne. Tu również odbywają się zabawy noworoczne. Dzięki zamkowi Golub stał się sławny na cały kraj a nawet i za granicą. Dziś przyjeżdżają tu zawodnicy z Niemiec, Czechosłowacji, Węgier, Austrii. Z zamku rozpościera się wspaniały widok na całą okolicę i miasto Golub i Dobrzyń. Doskonale widać jak się wije rzeka Drwęca. Wody jej płyną bardzo wartko i przez różne zakręty wpływają w Toruniu do Wisły.
W roku 1959 byłem wikariuszem w parafii Golub. W sąsiedniej parafii Dobrzyń był odpust św. Katarzyny. Między proboszczem parafii Golub a sąsiednim proboszczem parafii Dobrzyń były dobre kontakty duszpasterskie i towarzyskie. Proboszcz z Dobrzynia prosił więc na odpust św. Katarzyny. Po mszy św. w kościele spotkaliśmy się w plebani. W tym czasie, przy kolacji, w rozmowie towarzyskiej omawialiśmy różne sprawy. Rozmowa dotyczyła między innymi O. Pio i Teresy Neuman z Niemiec. Kiedy rozmawialiśmy o tych dziwnych zjawiskach z zakresu teologii mistycznej, miejscowy duszpasterz z Dobrzynia opowiada nam o dziwnym przypadku, który miał miejsce w jego kościele. W czasie mszy św., do Komunii św., do balustrady podeszło kilku ludzi. Prawie na samym końcu podeszła pewna kobieta w średnim wieku. Kiedy na nią spojrzałem gdy przyklękała do kratek – opowiada ksiądz – na jej czole zobaczyłem kilka kropel krwi. Zanim uklękła – w tym czasie ludzie byli pobożniejsi – z pokorą i uszanowaniem przyjmowali Komunię Św. – jedna kropla krwi spadła na posadzkę i się rozprysła. Gdy ludzie to zobaczyli to jedni się śmiali a inni płakali. W tej chwili przypomniały mi się słowa starca Symeona, który powiedział do Maryi i Józefa kiedy wnosili dzieciątko Jezus do świątyni: „ten oto położony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu.” Dla jednych w tym wypadku krew była symbolem krwawego potu Chrystusa w Ogrójcu, a dla innych jakimś dziwnym zwykłym wydarzeniem. Jedni wierzyli inni się śmiali; a wszyscy przystępowali do Komunii św. Z tego można wyciągnąć wniosek, że tylko dla pobożnych jest Komunia św. „chlebem na żywot wieczny”.
Kiedy o tym usłyszeliśmy zapanowała między nami dziwna cisza, dochodziliśmy bowiem do rzeczy dla nas niezrozumiałych.
Po chwili pytałem się księdza, który to opowiadał gdzie mieszka ta osoba. Powiedział mi że w sąsiedniej parafii, to jest w Radominie. Po chwili wróciliśmy do naszej parafii w Golubiu.
Długo się zastanawiałam co teraz zrobić. Pojechałem do Radomina aby osobiście o tym się dowiedzieć i naocznie przekonać. Nie wiedziałem, że mam tu do wykonania pewne zadanie.
Tak więc po kilku dniach, kiedy miałem więcej czasu – była wówczas jeszcze religia w szkole – pojechałem do Radomina. Pytałem się gdy przyjechałem do wioski, gdzie mieszka Jadwiga Bartel. Wskazano mi mały domek przed wioską. Nie można tego było nazwać domem. Wyglądało to zabudowanie jak na zwykłą małą murowaną oborę. Korytarz zbity z nieheblowanych desek, zamiast podłogi była ziemia. Mała kuchnia i nieco większy pokój. Pomieszczenia tak wysokie że wyciągniętą ręką można było dotknąć sufitu. Mały ten domek jak się później okazało zbudował brat Stefan dla siostry. Miało ono służyć tymczasowo za mieszkanie. Dziś tego domu już nie ma. Ziemię kupił sąsiad i domek rozebrał.

Ubogi domek, gdzie najpierw mieszkała w Radominie Jadwiga Bartel.

W domu była matka Józefa Kalinowska i jej córka Jadwiga Bartel. Pochwaliłem Boga, przedstawiłem się i zaraz mówię po co przyjechałem. Córka tymczasem przeszła do pokoju. Ja natomiast rozmawiałem tylko z matką w kuchni. Powiedziałem, że dowiedziałem się od księdza z Dobrzynia że córka ma stygmaty. Chciałbym się o tym coś więcej dowiedzieć. Matka jednak nic nie mówiła. Po chwili milczenia powiedziała ja nic nie wiem. Pokazałem swój dowód z fotografią, że jestem księdzem. Ale to również nic nie pomogło. Matka nic nie chciała mówić. Później się dopiero okazało że, Ubowcy jej zabraniali rozgłaszać o stygmatach, aby u niej ludzie się nie gromadzili. Rozmawiałem jeszcze z matką około dwóch godzin, a córka wcale nie wyszła z pokoju. Kiedy stwierdziłem, że dalsza rozmowa jest bezcelowa, pożegnałem się oczywiście tylko z matką i wróciłem na swoim motorku do Golubia. Przed odjazdem powiedziałem, że rozmowa moja w tej sprawie chociaż dla mnie nic nie przyniosła, to jednak nie jest bezoowocna. I rzeczywiście, miałem słuszną rację.
Za kilka dni, gdy wróciłem rano z kościoła, przyszła do mnie matka Jadwigi, Józefa Kalinowska. Bardzo się zdziwiłem. Matka jej, kobieta około 60-ciu lat, tak mi mówi: kiedy ksiądz odjechał, ukazał się córce Pan Jezus i powiedział „aby zawołać tego kapłana według Serca Mojego.” Zastanawiałem się co to znaczy „według Serca Mojego”. Odpowiedz jest prosta. Według Serca Mojego to znaczy według myśli Mojej. Matka tymczasem mówiła jeszcze dalej: proszę więc przyjechać.
Tak więc za kilka dni pojechałem. Potem dowiedziałem się jeszcze, że matka szła pieszo 7 km aby mnie zawołać bo tak powiedział Pan Jezus „aby matka poszła pieszo a nie jechała autobusem”.
Od tej chwili rozpoczęła się moja znajomość z Jadwigą Bartel. Teraz rozmawiała swobodnie ze mną przez swoją matkę. Jeżeli się coś chciałem zapytać to mówiłem jej matce a matka powoli mówiła córce. Ta patrzyła na jej wargi i prawie wszystko rozumiała o czym do niej mówiła. Powiedziałem, że przyjadę w piątek, zabiorę ze sobą aparat fotograficzny i zrobię kilka zdjęć. Następnego razu zrobiłem fotografię kiedy Jadwiga leżała w łóżku i na czole miała kilka kropli krwi. Zdjęcia są tylko koloru czarno-białego, bo jeszcze wtedy kolorowych filmów nie było. Kilka razy w miesiącu byłem od tej chwili w Radominie. Przypominam sobie, że kiedyś byłem również w jeden piątek. Jadwiga leżała w łóżku i przeżywała swoje piątkowe cierpienia. Jej matka stała przy łóżku w szczycie, w nogach. Rozmawiałem z matką. Jadwiga tymczasem spokojnie leżała, patrzyła jakby na sufit. Po pewnej chwili powiedziała przed chwilą był Pan Jezus i powiedział, że za tą książkę do modlitwy, ksiądz od którego ją otrzymałaś, będzie wolny po śmierci od ognia czyśćcowego.” Pytałem się jak Pan Jezus wyglądał? Jadwiga powiedziała, że miał czerwoną szatę, serce na zewnątrz, wielka jasność biła od całej postaci a nóg już nie widziałam bo zasłaniała je pierzyna. Stał między matką a księdzem. Po tych słowach dziwne wzruszenie nas ogarnęło.

Drugi świat jest rzeczywiście mocno „zakryty”. Człowiek niczego nie może zobaczyć. Trzeba tylko wierzyć, bo kto wierzy będzie zbawiony. Dużo przecież rzeczy człowiek nie może zobaczyć. Nie chodzi tu już o świat nadprzyrodzony ale o ten świat w którym żyjemy. Człowiek nie może zobaczyć fal radiowych, nie widzi fal telewizyjnych. Nikt nie może powiedzieć, że ich nie ma. Nic innego nie pozostaje jak tylko wierzyć, że fale radiowe i fale telewizyjne istnieją, że nas otaczają a my w nich się poruszamy. Tak więc każdy człowiek stoi przed różnymi zagadkami nie tylko jeżeli chodzi o świat przyrodzony a tym bardziej jeżeli chodzi o świat nadprzyrodzony, świat duchowy. |
Wracając myślą jeszcze raz do tego opisanego powyżej objawienia, trzeba powiedzieć, że ani matka ani ja nic nie widzieliśmy, że w tej właśnie chwili, między nami ukazał się Chrystus. Nie było żadnego poruszenia powietrza. W tym czasie swobodnie rozmawialiśmy a tu dzieją się tak dziwne niezrozumiałe rzeczy których, właściwie mimo woli byliśmy świadkami.

Początek „drogi krzyżowej”

Każdy człowiek stworzony przez Boga ma specjalne zadanie do spełnienia na ziemi. Trudno czasami to zadanie sobie określić i sprecyzować. Różne więc mogą być zamiary wobec każdego człowieka. Postaramy się je teraz bliżej określić.
Kiedy się nad tym głębiej zastanowimy, to musimy stwierdzić, że każdy człowiek i to bez wyjątku ma osiągnąć dwa cele, wykonać dwa zadania powierzone mu przez Boga. Tym zadaniem to uświęcenie własne i uświęcenie bliźnich. To są zadania, które każdy człowiek żyjący na ziemi musi spełnić. W pierwszym rzędzie idzie uświęcenie własne. Pan Jezus wyraźnie powiedział: „świętymi bądźcie bo i Ja jestem święty”. Każdy człowiek jest przeznaczony do zdobycia królestwa niebieskiego. Dla każdego jak powiedział Chrystus kiedy chodził po ziemi jest miejsce w niebie. Jeżeli ktoś je nie zdobędzie to tylko z własnej winy z niego rezygnuje. Człowiek świadomie powinien służyć Bogu, bo w przeciwnym wypadku służy w większym lub mniejszym stopniu szatanowi. Tym samym rezygnuje ze swojego miejsca i szczęścia w niebie.
W królestwie niebieskim są tylko święci a więc trzeba być świętym żeby się dostać do nieba. Pan Bóg stawia człowiekowi wielkie rzeczy do spełnienia, ale rzeczy niemożliwych nie żąda.
Drugim celem człowieka na ziemi jest uświęcenie innych. Tu każdy stoi na innym miejscu. Jedni spełniają obowiązki ojca, matki, zakonnika, zakonnicy, kapłana, biskupa itd. Jeżeli popatrzymy na zajęcia różnych ludzi to można powiedzieć, że każdy pracuje dla innych. Stąd mamy różne zawody. Jeden człowiek jest zależny od drugiego. Są to tzw. obowiązki zawodowe (lekarz, ekspedientka, piekarz, rzeźnik, kolejarz itd.)
Niektórych ludzi Pan Bóg specjalnie wybiera i daje im zupełnie inne zadanie do spełnienia. Takie nadzwyczajne zadanie powierzył Pan Jezus Jadwidze Bartel.
„Na większą cześć i uwielbienie Pana Jezusa – pisze Jadwiga w swoim pamiętniku – pragnęłam odprawić nowennę 9-ciu pierwszych piątków miesiąca.” Rozpoczęła tą nowennę w pierwszy piątek miesiąca 1947 roku a ukończyła ją w lutym następnego roku. Tegoż roku wieczorem była sama w pokoju. Mąż poszedł do sąsiada. Tam schodzili się wieczorami i grali w karty. Drzwi były zamknięte od wewnątrz tak że nikt ich nie mógł otworzyć. Jadwiga cerowała pończochy i przy tym śpiewała dobranoc głowo święta. W pewnej chwili odwróciła głowę do drzwi jakby ktoś ją tam wołał. Spojrzała i w pierwszej chwili się przelękła. Oto przed drzwiami unosiła się kilka centymetrów nad podłogą, wysoka postać mężczyzny. Ubrana była w szacie koloru bordo, nogi bose. Lewa ręka ułożona na piersi w okolicy serca, prawa uniesiona, twarz łagodna. Biła z niej jakby wielka dobroć. Twarz jaśniała blaskiem słońca. Jadwiga uklękła i powiedziała: „kim jesteś Panie, czy świętym czy Chrystusem”. Wówczas usłyszała słowa: „nie lękaj się córko, jestem Synem Bożym, Chrystusem, Panem życia i śmierci, obecny na każdym miejscu, drugą osobą Trójcy Przenajświętszej. Obdarzę Cię łaskami za twoją pobożność i męstwo co cierpisz od męża. Wybrałem Twoje ciało do wyższych rzeczy, dużo słów powiem ci i obdarzę cię stygmatami, przez które podzielę Swoje cierpienia z tobą. Otrzymasz ranę w prawym boku, będzie krwawiła 33 dni, będzie bardzo bolało i będziesz krwią się pocić. Od czasu do czasu na dłoniach i stopach krew wystąpi a nigdy nie będziesz wiedziała kiedy wystąpi krwawy pot. Będziesz w czasie cierpień pić gorzkość podobnie jak ja piłem żółć. Bądź mężna i cierpliwa, a po życiu doczesnym dam ci niebo. Módl się za grzeszników i za cały świat, córko Moja, zostań w pokoju.” Jadwiga miała łzy w oczach i wymówiła słowa: Panie Twoja Wola jest mi wszystkim. Po tych słowach Chrystus znikł.
Za chwilę mąż wrócił, otworzyła mu drzwi ale nic nie mówiła mu o tym dziwnym objawieniu tylko swojej matce o tym później powiedziała. Tej nocy od wielkiego wrażenia Jadwiga nie mogła zasnąć. Cierpliwie czekała na tą obiecaną łaskę. Zastanawiała się ciągle co to może być za łaska. Myślała między innymi że może będzie lepiej słyszała.
Innym razem kiedy Pan Jezus się zjawił w jej domu powiedział: „twoimi stygmatami dużo ludzi się nawróci.” Następnego roku w październiku Pan Jezus ukazał się znowu Jadwidze. Ona wtedy płakała, bo mąż ją zbił dlatego, że koń był chory. „Otrzyj łzy powiedział Ja ciebie pocieszę co chcesz abym ci uczynił ?” Wówczas Jadwiga powiedziała: Panie zabierz mnie do ciebie. Na to usłyszała: „droga do nieba jest ostra, wąska i górzysta i jeszcze do tego daleka. Kiedy skończy się dla ciebie doczesna podróż to Cię wezmę do Siebie, a będziesz między wybranymi. Zostań w pokoju córko” i po tych słowach znikł.
Od tej chwili rozpoczęła się „droga krzyżowa” Jadwigi Bartel. Odczuwała boleści w dłoniach, stopach, powyżej palców i w prawym boku w okolicy serca. Obdarzył ją Pan Jezus swoimi łaskami. Chodziła w wielkim bólu a w skutek tego była pochylona i z wielkim trudem się poruszała. Ponieważ nie mogła tak dłużej chodzić, musiała się położyć do łóżka. Był Wielki Piątek rok 1950. Kiedy się położyła, po paru minutach, było to około godziny 13-tej nad jej łóżkiem ukazał się krzyż a na nim Chrystus. Z rąk Pana Jezusa biegły promienie do jej rąk, z nóg promienie do jej nóg, a z prawego boku Chrystusa do jej prawego boku. Czuła na głowie jakby ktoś jej włożył wianek z kolcy. Cała głowa była tym wieńcem ściśnięta. Krzyż z Chrystusem znikł a Jadwiga leżała w łóżku zupełnie bezwładna. Nie mogła nawet poruszyć palcem. Od tej chwili cierpienia powtarzały się w każdy piątek; i tak było przez 33 lat.
W pierwsze piątki miesiąca cierpienia trwały 5 do 7 godzin, a w inne piątki nieco krócej. W czasie tych cierpień występowały zawsze na czole krople krwi a czasami również na rękach i stopach. W środę Popielcową powstała rana wielkości kilku centymetrów w okolicy serca. Krew się sączyła aż do pończochy. Tak było przez 33 dni, potem rana się zagoiła. Krew już się więcej nie sączy tylko to miejsce w każdy piątek boli. W czasie tych cierpień odczuwa również ciężar na prawym ramieniu. Po kilku godzinach cierpienia się kończą. Wszystko nagle znika jakby ktoś to nagle zabrał i powoli Jadwiga odzyskuje władzę w nogach i rękach. W niektóre piątki było na czole 25 kropel krwi. Nigdy nie wie kiedy wystąpią krople krwi. Występuje ona (krew) podobnie jak pot przez pory w skórze. Potem krew krzepnie. Można je zetrzeć wodą, a przy ścieraniu bardzo boli jakby kto igłami kuł skórę. Sam byłem świadkiem tych nieziemskich łask.
Pewnego razu przyszła Jadwiga do Golubia do kościoła na mszę św. Potem przyszła do mojego mieszkania. Kiedy się modliła wystąpił krwawy pot na jej czole o czym wcale nie wiedziała. Zrobiłem wtedy fotografię, a później podałem lusterko aby sama zobaczyła krew na czole. Za chwilę podałem miskę z wodą i ręcznik aby tą krew mogła zetrzeć. Kiedy mokrym ręcznikiem krew ścierała, jej twarz wykrzywiała się od bólu. Kilka razy potarła mokrym ręcznikiem i krew została wytarta.

Dziwne i cudowne rzeczy dzieją się na świecie. Wszystko ładnie i pięknie wygląda, ale to wszystko jest okupione wielkimi ofiarami i cierpieniami. Pan Jezus odkupił człowieka, przyniósł mu możliwość zdobycia królestwa niebieskiego ale tylko za cenę różnych wyrzeczeń, cierpień, ofiar i modlitw. Same te wyrzeczenia nie miałyby żadnego znaczenia gdyby z pomocą ludziom nie przyszła ofiara i męka Chrystusa na krzyżu.
O tym dobrze wie i naucza Kościół. Dlatego też śpiewamy w mszalnej pieśni: „lecz cóż Ci stworzenie dać może, przyjm Syna Twego podczas tej ofiary”.

Stygmaty i dusze w czyścu cierpiące

W tym rozdziale chciałbym omówić po krótce ogólne znaczenie stygmatów. Pierwszym stygmatykiem był prawdopodobnie św. Paweł. Wyraźnie pisze w swoim liście: „niech nikt nie sprawia mi żadnej przykrości, bo ja na sobie noszę znaki Męki Chrystusa.” Dokładnie jednak nie wiadomo o czym pisze św. Paweł w swoim liście. Prawdopodobnie chodziło tu o stygmaty.
W ciągu XX wieków historii Kościoła było dużo różnych stygmatyków. W ostatnim czasie wielkie zainteresowanie całego Świata wzbudzał włoski stygmatyk O. Pio. Nie będę tu wymieniał innych stygmatyków, bo o to nie chodzi. Chcę odpowiedzieć na zasadnicze pytanie – jakie znaczenie, jaką rolę spełniają stygmatycy w historii zbawienia?
Stygmatyk to człowiek wybrany, który otrzymał nie tylko nadprzyrodzone łaski, ale Chrystus powierzył mu specjalne zadanie do wykonania.
Jak sama nazwa wskazuje, otrzymał znak, znamię specjalnej przynależności do Chrystusa, do Jego planu zbawienia człowieka. „Męka i cierpienie Moje się skończyły” – powiedział Chrystus do Jadwigi. Możemy sobie dopowiedzieć, że już drugi raz Chrystus umrzeć nie może, bo to uczynił jeden raz – mówi św. Paweł. Przez swoją śmierć wysłużył wszystkim potrzebne łaski. Jednak w dalszym ciągu odkupia każdego człowieka przez tajemnicze działanie swoich sakramentów. W tym dziele zbawienia człowieka, pomagają Chrystusowi różni wybrani ludzie, czyli mówiąc inaczej stygmatycy. Oddają oni swoje ciało, ręce, nogi, głowę, serce aby ponawiać nieustanne cierpienia Syna Bożego za wszystkich współcześnie żyjących ludzi. Św. Paweł w swoich listach mówi o „mistycznym ciele Chrystusa” czyli o Jego Kościele. Wszyscy tworzymy jeden organizm, który się składa z licznych członków. Ten tajemniczy Kościół musi być stale zbawiany przez wybranych do tego zadania stygmatyków. Zbawienie człowieka wymaga wielkiego wysiłku, ogromnych ofiar, wyrzeczeń i trudów, a nadto wielkiej bezinteresownej miłości. Dlatego powiedział Pan Jezus do Jadwigi: jesteś Moją Oblubienicą i dlatego spalę Cię w ogniu Mojej wielkiej miłości.
Trudno te słowa nam małym, ograniczonym ludziom zrozumieć, bo jak mówi prorok: „Moje myśli nie są myślami waszymi”. Odkupienie człowieka bardzo dużo kosztowało Syna Bożego i dlatego bardzo dużo również cierpień muszą ponosić różni stygmatycy aby niejako pomagać Chrystusowi odkupiać człowieka. Jeżeli nad tymi rzeczami się zastanawiamy, to trzeba stwierdzić, że nie tylko o to tu chodzi. Wchodzi tu również sprawa zadośćuczynienia Bogu za grzechy poszczególnego człowieka. Inną jeszcze sprawą to oddanie Panu Bogu przez te cierpienia najwyższej chwały.
Te jednak sprawy dla nas są tajemnicą i nigdy ich tu na ziemi nikt nie może zrozumieć do końca.
Jeżeli chodzi o naszą stygmatyczkę Jadwigę, to Pan Jezus jej wyraźnie powiedział: „obdarzę cię stygmatami abyś pomogła Mi zbawiać ludzi. Ale to jeszcze nie wszystko. Na innym miejscu, w czasie innego objawienia powiedział Pan Jezus „przez twoje cierpienia pomożesz wybawić dusze z czyśca które bardzo cierpią i skracać ich cierpienia w ogniu”. Z tego więc wynika, że Jadwiga otrzymała stygmaty w podwójnym celu, po pierwsze aby pomóc zbawiać ludzi żyjących na ziemi; a po drugie aby przez swoje cierpienie tu na ziemi, pokutować za ludzi w czyścu i przez to skracać ich cierpienia. Pan Jezus powiedział do swojej wybranej córki, że będzie w piątki również w lekkim ogniu czyścowym.
Byłem kiedyś u Niej w piątek. Oczywiście przed tem musiałem ją o tym powiadomić, że przyjadę w piątek aby jej matka otworzyła mi zamknięte drzwi. Pytałem się w jakich leży płomieniach ? Wtedy uniosła nieco głowę i popatrzyła aby je zobaczyć. Powiedziała, że są kilka centymetrów nad pierzyną i są lekko czerwone. Ja osobiście rzecz zrozumiała nic nie widziałem.
Musimy sobie jeszcze wyjaśnić sprawę cierpień w czyścu. Powiedział Pan Jezus, że nic zmazanego do nieba wejść nie może. Każdy człowiek, nawet za najmniejszy grzech musi sobie odpokutować. Cierpienia w czyścu są bardzo wielkie. Powiedział św. Tomasz z Akwinu, że największe cierpienie na ziemi jest najmniejszym cierpieniem w czyścu. Nie można więc porównywać żadnego cierpienia na ziemi w porównaniu z cierpieniem w czyścu.
Z jednej strony sprawiedliwość boża domaga się odpokutowania za każdy grzech, za każdą niedoskonałość. Z drugiej strony jednak Pan Jezus pełen miłosierdzia lituje się nad tymi cierpiącymi duszami. Powiedziała kiedyś do Jadwigi Matka Boża że „z czyśca wyszło 260 000 (dwieście sześćdziesiąt tysięcy) dusz za Twoje modlitwy, posty, twarde łoże i wczesne wstawanie, miały one pokutować jeszcze dziesięć lat”. Z tego więc można wyciągnąć wniosek, że tu na ziemi można nie tylko pokutować przez swoje umartwienie za dusze w czyścu ale pokuta na ziemi jest lżejsza aniżeli pokutowanie w czyścu.
Jadwiga opisuje w swoich wspomnieniach, że w październiku wracała z kościoła. Kiedy była blisko swojego domu, zatrzymała się. Oto po obu stronach ścieżki zobaczyła ogień. Kiedy bliżej się przypatrywała widziała w ogniu postacie ludzkie. Wszystkie dusze wyciągały do niej ręce i błagalnym głosem wołały: ratuj. Gdy to zobaczyła jakby cała zdrętwiała, nogi zrobiły się sztywne i nie mogła się w ogóle poruszyć. Serce mocno biło z wielkiego wrażenia. Tych dusz było bardzo dużo, tysiące tysięcy. Niektórych, których znała za życia poznawała. Każda dusza jest w osobnych płomieniach. Jedne były w płomieniach aż do szyi, inne w płomieniach aż do pasa a inne do kolan. Kiedy wróciła po chwili do domu, bo zaraz iść z wrażenia nie mogła, nic nie mówiła swojej matce. Następnego dnia mówiła, że na różaniec do kościoła nie pójdzie. Matka się bardzo zdziwiła, że chciała zostać w domu, kiedy chętnie dotąd chodziła do kościoła na różaniec. Teraz jej powiedziała, że widziała czyściec i dlatego nie chce pójść, żeby znowu tego strasznego widoku nie widzieć. Widzenie czyśca powtarzało się co tydzień.
Dusze w czyścu mają ciało astralne, duchowe. Wygląda to tak jakby były nago. Jednak prawdziwe ich ciało materialne leży na cmentarzu w grobie. Dusze wychodzą z czyśca w pierwsze piątki miesiąca. Anioł stróż czeka na poszczególne dusze, wkłada jej czystą, białą szatę i razem unoszą się do nieba. Wyglądają bardzo pięknie. Również słyszała Jadwiga jak śpiewają w niebie święty, święty, święty Pan Bóg Zastępów.
Pan Jezus jej potem powiedział: „widziałaś tylko małą część czyśca”. Od tego czasu kiedy Jadwiga zobaczyła czyściec, jeszcze więcej się modliła za pokutujących tam i spłacających swoje długi ludzi. Cierpienia w czyścu są straszne. Niektóre dusze pokutują tu bardzo długo, po pięćdziesiąt lub sto lat. Są tu jeszcze ci za, których już się nikt nie modli, bo już nikogo z rodziny nie mają na ziemi. Powiedział Pan Jezus, że gdyby za nich odprawiła się msza św. to ich cierpienia byłyby skrócone. Są tu ludzie, którzy mieli wielkie dobra i wielkie majątki. Wykorzystywali innych w pracy, sami prowadzili wystawny tryb życia, a dla ludzi, swoich robotników byli niemiłosierni.
Pewnego razu Jadwiga była w kościele. Gdy się modliła, przyszła do niej jakaś dusza. Była do połowy w ogniu. Powiedziała: „niech Bartelka powie mojej córce aby dała na dwie msze św. a wyjdę z czyśca”. Kiedy się msze św. odprawiły, przyszła ponownie aby jej podziękować.
Odtąd modliła się dużo za te dusze w czyścu cierpiące i pokutujące. Było to w piątek kiedy Jadwiga leżała w cierpieniach, przyszło do jej pokoju około 400 dusz (czterysta). Dziękowały za modlitwy, posty, umartwiania, dzięki którym weszły prędzej do nieba. Jadwiga przez swoje modlitwy i pokuty skróciła ich cierpienia.
Okropny to jest widok jak się palą dusze w czyścu. Z początku Jadwiga bardzo się tego widoku bała. Pan Jezus jej jednak powiedział: „nie lękaj się tym widokiem, bo to jest Moja łaska że widzisz te dusze, ale módl się za nie, bo przez swoje modlitwy i umartwienia możesz skrócić ich cierpienia.” Jadwiga widziała również i niektórych dostojników Kościoła w lekkich różowych płomieniach. Pan Jezus powiedział że: „ks. Popiełuszko był również w czyścu ale tylko dziesięć minut, bo zeszedł w strasznych cierpieniach z tego świata. Prędzej był zbawiony aniżeli pochowany.”
Innym razem powiedziała Matka Boża: „każdemu kto przychodzi do Ciebie daj kawałek chleba, bo to jest również ochłodą dla dusz w czyścu.”
Dusze cierpią, bo już sobie same nic pomóc nie mogą. Czas zasługi dla nich już minął i skończył się ze śmiercią. Mogły korzystać kiedy żyły na ziemi z wielkiego miłosierdzia bożego. Teraz dla nich miłosierdzie się skończyło, została dla nich tylko sama sprawiedliwość boża. Pismo św. mówi straszną jest rzeczą wpaść w ręce sprawiedliwego Boga. Pan Jezus natomiast powiedział kiedy chodził po ziemi „nie wyjdziesz stamtąd dopóki nie oddasz każdego szelążka, każdego grosika”.
Jadwiga modliła się ciągle za dusze w czyścu i odmawiała 200 (dwieście razy) krótką modlitwę: „wieczny Odpoczynek raz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci na wieki wieków.”
My ludzie żyjący na ziemi, żyjemy w czasie. Trudno powiedzieć co to jest czas. Mówi się dzisiaj, że to jest jeszcze jeden wymiar w którym żyjemy. To jednak są filozoficzne rozważania. Możnaby powiedzieć, że czas to zbawienie, czas to również potępienie. Czas jest pewnego rodzaju próbą. Ta próba trwa czasami bardzo długo i jest trudna, uciążliwa i okropna. Trwa tak długo, jak trwa życie na ziemi. Skoro przychodzi śmierć próba się kończy. Pismo św. mówi jak drzewo upadnie tak będzie już leżało. Dopóki człowiek żyje na ziemi wszystko może jeszcze zmienić. Możnaby to porównać z przygotowaniem do fotografii. Wszyscy mogą się ustawić do zdjęcia tak jak chcą. Ale kiedy zdjęcie już zostanie zrobione już nic na nim nie można zmienić. Z, chwilą śmierci kończy się czas dla człowieka. Tak jak żył na ziemi, czy dobrze czy źle, zostaje jego stan utrwalony i już nic nie można zmienić.

Dochodzenia milicji i ubowców

Kiedy pierwszy raz pojechałem do Radomina, matka Jadwigi nie chciała w ogóle rozmawiać ze mną o stygmatach swojej córki. Bardzo się tym zdziwiłem. Później, gdy za kilka dni przyszła do mnie, pytałem się dlaczego nic nie chciała mówić ?
Wtedy powiedziała, że kiedy od ludzi dowiedziała się o tych rzeczach milicja a potem ubowcy, zagrozili córce, że jeżeli będzie o stygmatach i objawieniach rozpowiadała to ją aresztują i wywiozą. Również i mąż o tych sprawach ludziom opowiadał. Przychodzili więc do niej różni ludzie i pytali się o różne sprawy. Nic więc dziwnego, że jeżeli taką groźbę jej postawili nikt u Niej nic nie widział przez kilkanaście lat.
Jeśli chodzi o mnie to muszę powiedzieć, że o wszystkim wiedziałem prawie od samego początku ale nic nikomu nie mówiłem aby ją nie narażać na różne przykrości. W okresie władzy komunistycznej nie wiadomo było z kim się rozmawia, bo dużo było donosicieli w milicji czy to w ORMO. Niektórzy tylko czekali aby coś o tym usłyszeć i donieść swoim władzom. Groziło tu jeszcze inne niebezpieczeństwo. Ludzie w dobrej wierze opowiadali innym, a ci zaraz z tego robili użytek i donosili władzy.
Z drugiej jednak strony, może i taka była wola Pana Jezusa, aby nikt o tym nie wiedział, aby w cichości i niepoznaniu Jadwiga się modliła i tak składała Bogu jako zadośćuczynienie i współcierpienie swoje cierpienia stygmatyczne.
Czasy, w których żyła Jadwiga były dla Kościoła bardzo trudne. Bezbożna władza komunistyczna tępiła na każdym kroku przejaw wszelkiej pobożności. Największym wrogiem dla władzy ludowej był oczywiście Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński. Aby lepiej zrozumieć te czasy, pozwolę sobie na małą dygresję, co do Prymasa. Bierut często jeździł do Moskwy i pytał się Stalina czy można już aresztować Prymasa. Stalin kilka razy mówił, że jeszcze nie jest odpowiedni czas. Tymczasem zmarł Stalin. Jego następcą został Chruszczow. Bierut również pojechał do Moskwy i postawił to samo pytanie, czy już można aresztować Prymasa. Chruszczow wyraził zgodę. Całą więc tą akcją aresztowania Prymasa zajęli się oficerowie radzieccy. W nocy przywieźli z Warszawy do Rywałdu Prymasa. Rywałd leży na trasie Jabłonowo Pomorskie – Radzyń – Grudziądz. O północy dobijali się do furty klasztornej. Kiedy ojcowie pytali się kto tam jest: powiedzieli, że mają wyższego oficera radzieckiego i przywieźli go tu na odpoczynek. Ojcowie powiedzieli, że nie mogą otworzyć, bo reguła klasztorna zabrania otwierać komukolwiek w nocy. Wówczas ubowcy i oficerowie radzieccy powiedzieli, że wyważą bramę i tak wejdą. Na to ojcowie powiedzieli, że skoro to zrobią to natychmiast włączą elektryczne, mechaniczne dzwony. Ludzie kiedy je usłyszą przyjdą pod kościół i wtedy okaże się jakie są wasze prawdziwe zamiary. Furtę otworzono dopiero o godzinie 5 rano. Zaraz wprowadzono Prymasa do jednej celi klasztoru. Ojcowie dowiedzieli się dopiero później i to zupełnie przypadkowo, że Prymas został w ich klasztorze uwięziony. Władza komunistyczna w ten sposób pozbyła się swojego największego wroga.
Religię i Kościół uważano za opium, za jakiś dziwny oszałamiający człowieka środek. Uważali, że religią można się posługiwać podobnie jak jakimś narzędziem. Wiadomo, że narzędzie służy do pomocy i do wykonania jakiegoś zadania. Jeżeli cel się osiągnie i zamierzoną pracę się wykona to narzędzie już jest niepotrzebnie. Można wobec tego je zniszczyć. Takie przeznaczenie było dla całego Kościoła i wszystkich księży. Dużo księży było aresztowanych i szantażowanych. Podobna historia była również i z księdzem Jerzym Popiełuszko.
Czasy terroru dla kościoła jednak się skończyły. W tym okresie wprawdzie Kościół ucierpiał ale z podjazdowej walki wyszedł zwycięzko. Sprawdzają się słowa Chrystusa, że „bramy piekielne Go nie zwyciężą” oraz „Mnie prześladowali i was również będą prześladować.”
Do Jadwigi w jednym z objawień Pan Jezus powiedział: „bądźcie gotowi spotkać się z prześladowaniem, podobnie jak ja się z nim spotkałem, bądźcie również gotowi oddać swoje życie za Mnie, a za to otrzymacie nagrodę.”

Przymusowe badania w szpitalu

O dziwnych wydarzeniach u Jadwigi Bartel wieści rozchodziły się coraz bardziej. Jeden drugiemu opowiadał że w piątki ukazuje się na czole krew. Schodzili się do niej ludzie i patrzyli. Jedni przychodzili z pobożności i płakali, inni z ciekawości a potem z tego się śmiali. Naradzali się partyjnicy: w Polskiej Zjednoczonej Partii mówiono o tym szeroko. Podobnie również i w Posterunku milicji i w Urzędzie Bezpieczeństwa. Stawiali sobie pytanie, co należy zrobić aby przerwać te wszystkie „procesje”. Najlepiej Jadwigę Bartel wywieść do szpitala a potem przez różne zastrzyki spowodować jej śmierć. Wszystko się wtedy uspokoi. Pozory będą zachowane a najważniejsze cel osiągnięty. Jadwiga już przedtem o tych złych zamiarach wiedziała.
W pierwszej połowie 1951 roku, w jednym objawieniu Pan Jezus powiedział „będziesz cierpiała prześladowanie i różne męczenie w szpitalu. I tam będę przy Tobie jak będą Cię męczyć niewierzący lekarze”. Od tej chwili minęło kilka tygodni. W piątki ludzie nadal się schodzili i patrzyli na krew na czole, jedni się modlili a inni wyśmiewali. Jednak decyzja u władz komunistycznych już zapadła. Nagle 8 czerwca tego roku, a był to piątek, przyjechała karetka pogotowia. Pomogli się ubrać, kazali wsiąść do samochodu i zawieźli Jadwigę do szpitala w Rypinie. Lekarze pozwolili jej codziennie chodzić do kaplicy. Wówczas nie było jeszcze takiego surowego reżimu. Natomiast w piątki zamknęli w pokoju na klucz aby ludzie tego nie widzieli i się nie schodzili. Została w pokoju z Jadwigą tylko jedna zakonnica. Lekarze patrzyli, dziwili się, dawali różne zastrzyki i lekarstwa ale nic nie mogli stwierdzić. Tu w szpitalu była w Rypinie 2 tygodnie.
Ponownie przyjechał samochód. Tym razem wywieźli ją aż do Akademii Medycznej w Gdańsku. Lekarz pytał się jej po co tu przyjechała? Jadwiga bez żadnej obawy powiedziała: nie wiem dlaczego oni tu mnie przywieźli. W Gdańsku w szpitalu na bloku 25, – oddział psychiatryczny – była dłużej jak miesiąc. Kiedy przyjechała, wszystko co miała ze sobą zabrali a potem oddali. Oczywiście lekarze o wszystkim już wcześniej wiedzieli. Nie pozwolili chodzić do kościoła. Pytali się, czy pani chce się z tej choroby wyleczyć? Chodziło o stygmaty, o występowanie krwi. Na to pytanie odpowiedziała, że jej ta choroba nie przeszkadza, bo to jest łaska boża. Na to odpowiedzieli: zrobimy pani zastrzyk i damy takie lekarstwa, że więcej tej krwi na czole nie będzie. Jadwiga już nie tłumaczyła że to wszystko pochodzi od Boga tylko powiedziała: „nie wiadomo i zobaczymy”. Tymi słowami bardzo się lekarze obrazili i rozgniewali. Przy Jadwidze gdy siedziała na krześle, jeden lekarz, chodził zdenerwowany po pokoju i złośliwie ciągle powtarzał: „zobaczymy, zobaczymy”. W czasie swojego pobytu w szpitalu wcale nie leżała w łóżku, tylko w piątki się położyła. Chodziła po innych salach, pomagała innym, przynosiła jedzenie, czesała innych – jak sama o tym pisze.
Jeżeli chodzi o samych lekarzy to różni ludzie byli między nimi. Kilka razy dali jej narkozę, cztery razy zastosowali leczenie tzw. elektrowanie. Wskutek tego leczenia Jadwiga od rana 8 godziny do wieczora godziny 18-tej bez przerwy spała. W czasie snu zrobili zastrzyk. Potem kiedy się obudziła bardzo bolała ją ręka. Kiedy po kilku tygodniach wróciła do domu Pan Jezus powiedział: „chcieli Cię córko zabić ale Ja Pan Życia i Śmierci nie pozwoliłem”. Zawsze w piątki leżała i lekarze obserwowali a nic nie mogli zrobić. Nie wiedzieli niewierzący lekarze, że Mocy Bożej nie pokonają i jej nie zrozumią. Spełniają się słowa Chrystusa, który powiedział: „choćby coś zatrutego pili nie będzie im szkodzić”.
Gdy po narkozie obudziła się, kilku lekarzy stało przy łóżku. Pytali się, gdzie Pani teraz przebywa. Podejrzewali, że to tylko jakaś choroba psychiczna. Odpowiadała zupełnie spokojnie wiem, że jestem w szpitalu w Gdańsku. Jeden z lekarzy był człowiekiem wierzącym. Kiedy już prawie odchodziła ze szpitala, zawołał ją do swojego gabinetu i powiedział, że to jest łaska boża. Dodał jeszcze: pani widocznie zasłużyła sobie na to i ta choroba, te wszystkie boleści i cierpienia to stygmaty. Te krwawe krople na czole tylko Bóg może zatrzymać, a żadnych lekarstw na to nie ma. Gdy Pani pójdzie do domu to proszę się przeprowadzić do innej miejscowości. W piątki chustką sobie czoło zasłonić i ludzi do mieszkania nie wpuszczać, bo inaczej mogą przyjechać i gdzieś wywieźć. Z, tych ostatnich słów, które lekarz powiedział wynikałoby, że do Akademi w Gdańsku celowo wywieźli ubowcy Jadwigę rzekomo na badanie ale głównym celem było przez zastrzyki doprowadzenie do śmierci. Ponieważ nic nie mogli zrobić, ani zabić, ani rzekomo wyleczyć, wydali ostrzeżenie, że ma się przeprowadzić, zasłonić krew na czole i nikogo w piątki do siebie nie wpuszczać.
Potem jeszcze profesor dodał: niech Pani się modli w tych boleściach aby moje dzieci były dobre i były zdolne do nauki. Mam dwie dziewczynki. Słyszałem mówił dalej, że jedna zakonnic również miała podobne stygmaty. Patrzyłem jak pani leżała w piątek i na czole było pełno kropli krwi. Twarz była biała jak nie z tego świata. Jeszcze nikogo tak nie widziałem.
Gdy Jadwiga odchodziła ze szpitala wszystko jej oddali: różaniec, medalik i książeczkę do nabożeństwa.
W Akademii Gdańskiej odwiedził ją jej brat, Stefan Kalinowski. W tym czasie Jadwiga w Kościele nie była w niedzielę, bo jej nie pozwolili, a Komunię św. przyjmowała tylko w sposób duchowy.
Kiedy wróciła z Akademii Gdańskiej przeprowadziła się i zamieszkała w Kiełpinach.
Obserwacje i badania Jadwigi w szpitalu w Rypinie, a przede wszystkim w Akademii w Gdańsku na bloku 25, dział psychiatryczny, potwierdzają dwie rzeczy; a mianowicie: jej zdrowie fizyczne i psychiczne a oprócz tego prawdziwość jej stygmatów. Badania, narkoza, elektrowanie, zastrzyki spowodować miały śmierć. Można powiedzieć że gdyby te stygmaty miały inne podłoże, to napewno organizm by tego wszystkiego nie wytrzymał i faktycznie nastąpiłaby śmierć.
Jeżeli czytamy o innych stygmatykach np. o Teresie Neuman to lekarze również poddawali ją różnym próbom. Napewno nie chodziło im o to w przypadku Jadwigi w Gdańsku. Tamci chcieli się tylko przekonać, czy jej stygmaty nie mają podłoża nerwowego. Tu chodziło o spowodowanie jej śmierci. Jadwiga otrzymała specjalne nadprzyrodzone łaski aby pomóc zbawiać ludzi mistycznego ciała Chrystusa to jest Kościoła. Tymczasem władze komunistyczne twierdziły, że to historia. Wielkie rzeczywiście nieporozumienie. Można tu jeszcze dodać to co Pan Jezus kiedyś powiedział do Niej: „kto występuje przeciwko Tobie, tego będę sądził, bo podnosi rękę również i na Mnie.”
Tak więc Jadwiga niepoznana przez nikogo, w ciszy swojego domu i w kościele, wyśmiewana czasami przez dzieci modliła się, cierpiała w piątki, cierpliwie niosła swój krzyż aby spełnić powierzone jej zadanie.
Spełniły się słowa powiedziane jej przez Chrystusa, że będzie w szpitalu na różnych badaniach.
Dziwne to były czasy gdy prześladowano Kościół i wszystkie przejawy pobożności. Szatan posługuje się różnymi ludźmi, aby zniszczyć Kościół Chrystusa. Tak było kiedyś, tak jest i dziś, bo bez ofiary nikt do nieba nie wejdzie. Dusza człowieka ma wielką wartość, i trzeba ją drogo okupić.

Dalsze objawienia

Pierwsze objawienie było w domu w roku 1948. Od tej chwili nastąpił cały szereg dalszych objawień. Pan Jezus przychodził do swojej wybranej córki w różnych miejscach: w domu, w kościele, w drodze i na innych różnych miejscach. Trudno zliczyć wszystkie objawienia, które trwały do końca życia.
Jadwidze ukazywała się również i Matka Boża.
Pewnego razu kiedy Jadwiga szła do kościoła ma mszę św., ukazał się w drodze Pan Jezus. Cała postać unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. Usłyszała wówczas słowa: „Idę po dusze panienki, która już kona, żyła w czystości będzie tylko do pierwszego piątku cierpieć w czyśćcu.” W pierwszym objawieniu Pan Jezus powiedział: „ludzie Mnie nie kochają, ale Ty wynagradzaj Mi tę opieszałość i odmawiaj często: Jezu Ojcze i Boże mój miłuję Cię nade wszystko.” „Będę za to karał powietrzem, głodem i ciężkimi czasami, módl się za grzeszników, zostań w pokoju.” Innym razem usłyszała słowa: „pragnieniem Moim jest abyś co czwartek dawała jałmużny ubogim a przez całe życie Opatrzność Moja będzie Ci błogosławić. Pocieszysz przez to Moje Serce i Matki Mojej Niepokalanej. O zdrowie dla siebie nie proś, dałem Ci dużo innych łask, słyszysz Moje słowa, córko Moja. Jesteś Moją Oblubienicą. Ty jesteś ofiarą Mojej sprawiedliwości i ukojeniem dla Mojej Miłości. Poświęcę Cię na ołtarzu, ale mieczem Miłości, skrępuję Cię, ale więzami miłości. Zniszczę Cię, ale w ogniu miłości, zostań w pokoju córko Moja, módl się za cały świat” i w oka mgnieniu Pan Jezus znikł. Po tym objawieniu i po tych słowach Jadwiga napisała, że to są jakieś ważne słowa, bo dotąd takich słów Pan Jezus jeszcze nigdy nie powiedział. Dalej Chrystus powiedział: „Ja mam skarby w sercu Moim dla wszystkich, a ludzie Mnie nie kochają ponad wszystko, pocieszasz Moje serce gdy rozważasz mękę Moją, bo masz pokorę, módl się za cały świat.”
W Brodnicy zmarł pewien człowiek. Ktoś ze znajomych zapytywał się o jego zbawienie. Pan Jezus powiedział: „za tego co zmarł w Brodnicy nie módl się, jego dusza jest potępiona, on aby kradł kiedy był młody, on szanował tylko pieniądze a nie Mnie Boga. Podobnie i twój mąż będzie potępiony jeżeli się nie nawróci. Drogą do nieba trzeba iść w pokoju i ubogich wspomagać a pieniędzy nie kochać. Twój mąż nienawidzi ciebie, w tej chwili gdy Ty córko cierpisz, on szaleje złością, okropnie przeklina i pragnie żebyś umarła.” Jadwiga w swoich cierpieniach pewnego razu, mówiła że nie może się wcale poruszyć. Wówczas usłyszała słowa: „córko Moja w boleściach stygmatycznych narzekasz, że nie możesz się poruszyć. Ja też na krzyżu nie mogłem sobie pomóc ani w niczym ulżyć, nie narzekaj bo jesteś Moją figurą. Wszystkie cierpienia i wszelkie prześladowanie trzeba cierpliwie znosić. Będę karał tych co biorą rozwody, jedno drugiemu powinno przebaczyć. Również za palenie papierosów, za brzydkie mody i tańce spadnie kara. O papieżu Janie Pawle II Pan Jezus powiedział, że będzie zamęczony. On jest już za życia święty, za pokorę i ubóstwo. Małe dzieci do siebie przytula, całuje nawet starszych, chorych w szpitalach odwiedza, bardzo rano wstaje i modli się za cały świat. Innym razem Pan Jezus powiedział: misjonarz z Krakowa był w Rzymie i o tobie opowiadał papieżowi, zostawił twoje zdjęcia ze stygmatami, mówił że papież prosił ciebie o modlitwy. Jeżeli chodzi o zamachy na papieża to Pan Jezus powiedział, że bezbożnicy chcą zabić papieża, nie mogą patrzeć na Niego a On jest pasterzem według Serca Mojego (tzn. wg Myśli bożej) dla całego świata, lepiej żeby do Polski nie przejeżdżał.
Jeżeli chodzi o te ostatnie słowa: żeby do Polski nie przyjeżdżał to trzeba tu dodać, że w Częstochowie przygotowywano zamach na papieża. Kilku zamachowców miało noże, granaty. Kiedy byli już bardzo blisko i chcieli wykonać zamach, nie mogli unieść rąk i dlatego nic nie mogli zrobić. Powstaje pytanie jak pogodzić jedno z drugim, że zamach miał być a jednak go nie wykonano ? Dlaczego zamachowcy nie mogli unieść rąk ? Wszystko co Pan Jezus powiedział może się spełnić lub nie. Wszystko zależy od modlitwy. Podobnie było z zamachem na papieża, podobnie jest również i ze zbawieniem lub potępieniem człowieka. Żaden wyrok tu na ziemi nie jest absolutny i może być zmieniony dzięki miłosierdziu bożemu i modlitwie.
Pan Jezus kilka razy mówił aby Jadwiga modliła się szczególnie o godzinie trzeciej za grzeszników i rozważała Mękę Chrystusa. O tej godzinie najwięcej cierpiałem, polecaj o tej godzinie miłosierdziu mojemu wszystkich grzeszników. W czasie cierpień w piątek, a były to właśnie święta Bożego Narodzenia Pan Jezus powiedział: kiedy Ty cierpisz z Woli Mojej, to Ja te cierpienia zabieram i daję duszom cierpiącym, które widzisz co tydzień. Z łaski Mojej doznają ulgi i skracają im męki, a gdy cierpisz udręki od ludzi niewierzących i od męża, to Ja daje tym, którzy bez twojej pomocy nigdy by z grzechów swoich nie powstali. Pomóż Mi nawrócić grzeszników. Jadwiga się zapytała w jaki sposób to mam zrobić ? Ja co dzień za grzeszników się modlę, mam w nocy niewygodne posłanie i potem długo klęczę, powiedz mi Jezu a chętnie wypełnię Twoją wolę Córko moja. Miłosierne uczynki, masz blisko siebie ubogich, pomóż im, daj im co czwartek choć kromkę chleba i to co możesz. Za twoją przyczyną dużo grzeszników co długie lata się nie spowiadali, pójdą do spowiedzi wielkanocnej, szczerze się wyspowiadają. Ach jakaż radość dla Serca Mojego i całe niebo cieszyć się będzie z nawrócenia grzeszników, Opatrzność Moja zawsze ci pobłogosławić będzie, że spełnisz dobre uczynki. Zostań w pokoju i módl, się za grzeszników. Jadwiga specjalnie miała się modlić za grzeszników i za dusze w czyścu. Dlatego Pan Jezus jej powiedział: „gdy widzisz lub słyszysz jakiś znak lub czujesz, że coś cię przyciśnie na łożu, to dusze wchodzą po śmierci do ognia czyścowego i proszą cię córko o modlitwy. Podobnie i konający do ciebie przychodzą i proszą o modlitwę. W tym momencie módl się za konających i cierpiące dusze w czyścu. Módl się szczerze a prędzej wejdą do nieba. Tylko w pierwsze piątki wybawiam. Gdy odprawi się w każdy piątek msza św. za jedną duszę przez dziewięć piątków, to nawet największy grzesznik wyjdzie z płomieni czyścowych do nieba. Opatrzność Moja czuwa nad tobą, że Ci przynoszą żywność i Ja też tym co o Tobie pamiętają będę błogosławić. Nie tęsknij za matką, Ona jest już w niebie i widzi dusze swoich dzieci i Ty córko również tam będziesz. Ty już masz miejsce w niebie gdzie twoi rodzice. Jeszcze musisz cierpieć za innych, i za dusze w czyścu, i za cały świat. Córko Moja będziesz dużo cierpieć i wszystko cię będzie bolało, a pot krwawy będziesz miała między ludźmi. Taka jest wola Moja i Matki mojej Niepokalanej. Dokąd możesz to chodź do kościoła. Wszystkie boleści jakie Ci ześlę ofiaruj za oziębłych kapłanów i za dusze w czyścu i za cały świat. Gdy rozważasz o Mojej Męce to ujmujesz mi kolec cierniowej korony, pocieszasz Moje serce, będę Cię przebudzał w nocy pieśniami o Mojej męce. Na świecie najbardziej zepsuci są ci ludzie co mają duże dochody. Już kara się zbliża, brak wody w miastach, to wszystko z Mojej Woli. Moja Matka płacze krwawymi łzami. Objawiłem cud na krzyżach w twojej ojczyźnie. Krzyże krwawią, niewierzący się z tego wyśmiewają, że nie ma Boga i że człowiek nie ma duszy, módl się córko o nawrócenie grzeszników, pamiętaj o ubogich w czwartek, módl się jeszcze więcej za dusze w czyścu cierpiące. Proś Mnie i Moją Matkę o zdrowie dla tych co się polecają twoim modlitwom. Ja Pan życia i śmierci cieszę się, że ofiarujesz każde uderzenie twojego serca na cześć Moją i Matki Niepokalanej. Pocieszasz Moje Serce przez ranne wstawanie.”
Jadwiga odmawiała różne modlitwy. W jednym objawieniu Pan Jezus powiedział aby odmawiała codziennie modlitwę i jej nigdy nie zapominała. Oto słowa tej modlitwy: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci ciało i Krew Pana Naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata. Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi św. itd. Ojcze Przedwieczny ofiaruje Ci Ciało i Krew Pana Naszego Jezusa Chrystusa na naprawienie dobra za nasze grzechy i całego świata.
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi św. itd. Ojcze Przedwieczny ofiaruję Ci Ciało i Krew Pana Naszego Jezusa Chrystusa na zastąpienie dobra, które zapomniałem uczynić w ciągu całego życia. Chwała Ojcu itd. Najwięcej pocieszasz Moje Serce gdy się modlisz o nawrócenie grzeszników i za tą krótką modlitwę: Jezu Chryste, Ojcze i Boże mój miłuję Cię nade wszystko.
Sprawiasz mi radość gdy rozważasz o mojej męce. Przynajmniej jedną godzinę rozważaj o Moich cierpieniach. Kapłan, który Cię odwiedza i tobie pomaga jest jeden na trzydzieści tysięcy, bo jest miłosierny.
W czasie tych różnych objawień Pan Jezus mówił o rodzicach. Oni są dużo winni, wielką mają winę, że dzieci nie uczą pacierza i że córki palą papierosy. Jedna córka mówiła, że mnie już mama nie potrzebuje upominać, że za dużo po zabawach chodzę. Córka ta tak się rozgniewała na matkę, że na łóżku ją zbiła, wodą oblała i jeść jej nie dała tak, że biedna matka zmarła z głodu. Było to blisko Ciebie w sąsiedniej parafii. Módl się o nawrócenie wyrodnych dzieci. Rodzice niektórzy również nie pozwalają służyć swoim dzieciom do mszy św. i być w przyszłości kapłanami. Widzisz jak Ja płaczę w czasie wystawienia. Moje krzyże wyrzucili ze szkół. Ci którzy je wyrzucili będą potępieni. Nawet tu w szkole w Radominie jeden nauczyciel gdy zdjął krzyż kilka razy go podeptał. Dużo ludzi nie wierzy w dusze, mówią że człowiek jak puch lub para zniknie. W ostatnich latach mało kto różaniec odmawia a to jest najmilsza modlitwa Mojej Matki Niepokalanej. Dzieci nie szanują rodziców. Są takie dzieci, które biją rodziców. Tu w Twojej okolicy syn zbił matkę aż ręce jej połamał i biedna matka zmarła z głodu. Tylko 30% jest dobrych rodziców i dobrych dzieci. Młodzież na spowiedzi przedślubnej tai grzechy. Źli rodzice swoje dzieci namawiają do grzechu, żyj z chłopcem to się ożenisz. Rodzice ci sami swoje dusze potępią i dusze swoich dzieci zatracą w piekle. Dobrzy rodzice modlą się wieczorem i różaniec odmawiają z dziećmi. Dają dzieciom dobry przykład, mówią żyjcie w czystości, nie palcie papierosów i nie pijcie, bądźcie skromni. Dziś dużo Ci córko powiedziałem zostań w pokoju, a jutro goręcej przyjmij Mnie do serca w Komunii św. Innym razem Pan Jezus powiedział kilka słów o zakonnicach nie wszystkie są na drodze do zbawienia. Grzeszą przeciw pokorze swoją pychą, przeciw świętej czystości i tęsknią za światem.
Kiedy byłem w Grudziądzu pytałem się o kilka różnych spraw. W tym czasie został zastrzelony prezydent St. Zjednoczonych. Pan Jezus powiedział Jadwidze że dusza jego za łamanie IX przykazania bożego jest potępiona. Zginął on z Mojej woli. Ks. Biskup, który zmarł w Częstochowie na Jasnej Górze tylko miesiąc był w czyścu i to w małych płomieniach. Jego dusza chodziła po Seminarium. Siostra zakonna dobrze postępuje tylko mało pokory, pokory i pokory. Pociesza Mnie ksiądz, który odprawia drogę krzyżową i daje ochłodę duszom w czyścu.”
Wszystkim ludziom Pan Jezus wyrzuca dwie rzeczy lenistwo duchowe i materializm. Również taki sam zarzut stawia wszystkim kapłanom. Był w Radominie jeden misjonarz ze Zgromadzenia św. Rodziny. Pytał się co Pan Jezus o nim sądzi. Po pewnym czasie Jadwiga napisała, że Pan Jezus powiedział, „że dobrze pracuje ale trzeba mu pokory, pokory i jeszcze raz pokory.”
Z tej wypowiedzi widać, że ze wszystkich cnót najważniejszą jest pokora. Najważniejszą cnotą wprawdzie jest miłość. Ale ona zależy od pokory. Można więc powiedzieć, że tyle jest miłości ile pokory. Jeżeli nie ma pokory to również i nie ma miłości.
W Golubiu wystawienie Najśw. Sakramentu, była tzw „wieczna adoracja” Przyszła do kościoła Jadwiga Bartel. Prawie zawsze kiedy jest wystawienie Najświętszego Sakramentu, widzi małe Dzieciątko Jezus. Również i tu w kościele widziała to Dzieciątko Jezus. Kiedy podeszła bliżej patrzy, że Pan Jezus płacze. Nie wiedziała o co chodzi. Dopiero za kilka dni Pan Jezus powiedział: „widziałaś jak rzewnie płakałem w czasie wystawienia w Golubiu. Ksiądz zranił Moje Serce, żałuje mi światła w krótkim czasie wystawienia ale Ja też zamknę mu niebo.”
Wydawałoby się, że to już jest ostateczny wyrok. Jednak w ; -_ późniejszych objawieniach mówi Pan Jezus do Jadwigi aby się modliła za tego księdza aby się nawrócił.
W czasie boleści piątkowych, Jadwiga zapytała: która rana w czasie męki była najboleśniejsza. Pan Jezus powiedział: „wszystkie rany strasznie bolały, ale największą boleść miałem od dźwigania krzyża w prawym ramieniu. Krzyż tak przycisnął Moje ciało, że się oderwało i na samych kościach krzyż zawisł. Tobie stygmatyczko również włożyłem taki krzyż na ramiona co go odczuwasz. Módl się do rany Mojego ramienia o nawrócenie grzeszników. Gdy są odpusty to ludzie nawet do kościoła nie wejdą, bo im za gorąco, nawet kolan nie zegną gdy idę w monstrancji. Ile ludzi nie odmówi nawet zdrowaś Mario, nawet połowa ludzi nie odda czci Mnie i Mojej matce. Miłość Moja jest wielka dla wszystkich ludzi. Z Mojej ręki wszystko żyje w powietrzu, na ziemi i we wodzie, i te cudowne różnobarwne kwiaty, owoce, kłosy na chleb, słońce i deszcz, zmiany pory roku, noc i dzień, słońce i księżyc, gwiazdy. Ptaszęta wdzięcznym głosem śpiewają, że im pokarm daje, cześć Mnie i Mojej Matce oddają. A ludziom dałem rozum i mocne siły, żeby pracowali i ubogim pomagali a ci ludzie nawet mi się nie odwdzięczają, nie dziękują za dary i mówią, że Bóg jest niepotrzebny i Go nie ma. Moja córko módl się za grzeszników i o ich nawrócenie. Bardzo daleko od Ciebie zabijają młodego księdza przy ołtarzu, komuniści go zamęczą, ale korona dla niego jest w niebie. Był kapłanem czystego serca i był pokorny. Bez mąk czyścowych po zamęczeniu wejdzie do nieba. On wciąż się modlił do Mojego Serca, on łzami się zalewał i modlił się o nawrócenie grzeszników. We dnie i w nocy gdy zasnąć nie mógł rozważał mękę Moją, rozmyślał o ostatniej wieczerzy. Matkę Moją kochał całym sercem, odmawiał różaniec. Ja Pan objawiłem ci dzisiaj Moje miłosierdzie i serce pełne miłości. Módl się stygmatyczko o nawrócenie grzeszników.” Na to powiedziała Jadwiga: Panie miłosierny nigdy nie zapomnę się modlić ale błagam Cię o zdrowie dla moich uszy abym mogła Panie tak jak dawniej słyszeć. Pan Jezus się uśmiechnął i powiedział: „więcej ci dałem niż zabrałem. Wylicz wszystkie łaski i te święte objawienia. Zamknąłem ci uszy ale otworzyłem oczy. W tej doczesnej pielgrzymce słyszysz Mój głos i Matki Mojej, to już ci córko wystarczy. Ja już Ci mówiłem bądź mężna, cierpliwa, wytrwaj, masz koronę w niebie, czeka na Ciebie od założenia świata i pamiętaj co Ci mówię będziesz dużo cierpiała. Będą Cię niedługo jednego piątku męczyć, przyjdzie taki co Cię nienawidzi w piątek a jedna pani odejdzie, drzwi będą nie zamknięte. To wtedy przyjdzie ten niedobry człowiek. Maskę będzie miał na twarzy abyś go nie poznała. Odkryje Ci czoło, opluje całą twarz i oczy, odkryje pościel, obleje Cię zimną wodą będzie klął i wyzywał. Pamiętaj o tym co Ci powiedziałem, módl się o nawrócenie grzeszników i nie narzekaj, bo Ja będę przy tobie. Słowa te powiedział Pan Jezus 7 listopada, a spełniły się za miesiąc 13 grudnia 1963 r. Następnego piątku w cierpieniach stygmatycznych przyszedł Pan Jezus i powiedział: tu w twoim kościele jedna sędziwa wdowa co dzień przychodzi do kościoła i niegodnie przyjmuje Mnie w Komunii św., tylko według ludzkich względów a wiarę ma słabą. Jak się nie nawróci to zginie jej dusza. Córko Moja módl się o jej nawrócenie. Jadwiga powiedziała: przebacz Panie jej grzechy a Pan mówił: „módl się do patrona spowiedź św. żeby się szczerze wyspowiadała i gorąco Mnie przyjmowała w Komunii św.”
13 grudnia spełniło się co Pan Jezus zapowiadał, że przyjdzie człowiek zamaskowany, drzwi będą otwarte, opluje twarz, i obleje całą zimną wodą. Kiedy tak się znęcał nad Jadwigą ona powiedziała: duszo po co tak się na mnie znęcasz, ja modlę się o twoje nawrócenie, Bóg pragnie twojego nawrócenia. On tymczasem drugi raz ją oblał wodą i odszedł. W tej chwili objawił się Chrystus przy jej łóżku i powiedział: „pocieszyłaś córko Moje Serce bo wytrwałaś cierpliwie to znęcanie się co Ci przepowiedziałem. Moją twarz opluli i twoją także, podzieliłem Moje cierpienia z Tobą. Ten co się znęcał nad Tobą to Mój obraz i krzyż wyrzucił ze swojego domu. Również wyrzucił obraz Mojej Matki. Módl się o jego nawrócenie, aby jego dusza się nie zgubiła, bo teraz jego dusza jest zgubiona. Jeszcze jeden człowiek – ty wiesz kto daje Ci natchnienie pragnie Twojej śmierci. Chodzi do kościoła chociaż nie wierzy, a chodzi tylko po to aby go ksiądz i ludzie widzieli. Jego dusza również będzie, jeżeli się nie nawróci, potępiona. Chociaż leżysz dzisiaj w cierpieniach i cała we wodzie, bo cię strasznie oblał, Ja Ciebie ogrzewałem Moim tchnieniem abyś się nie zaziębiła. Jadwiga powiedziała: cieszę się żeś Mnie Panie odwiedził, niech cię wielbią moje oczy każdym mrugnieniem, a serce każdym uderzeniem. Niech będzie imię Twoje i Twej Matki uwielbione. Pan Jezus mile się uśmiechnął, powiedział: „zostań w pokoju, módl się za grzeszników” i znikł w oka mgnieniu. W następnym objawieniu Pan Jezus powiedział: „będziesz święta na mój sposób a nie na twój. To rzecz niezmiernie wzniosła gdy Mnie przyjmujesz, stajesz się Moim niebem, módl się za grzeszników” i znikł w oka mgnieniu. Kiedy Pan Jezus znikł powiedziałam Panie tyś najlepszym przyjacielem Mojej duszy i rozważałam ostatnią wieczerzę i całą Jego mękę. W tej łasce widzeń i cierpień jest moja dusza szczęśliwa, rozkoszny płomień miłości pali się w moim sercu. Spokojnie i cicho pragnę aby moje cierpienia, komunia św i droga krzyżowa przyczyniły się do nawrócenia grzeszników, wybawienia dusz z czyśca i o zdrowie dla tych którzy mnie proszą i aby była jedna owczarnia i jeden pasterz. Następny piątek usłyszała słowa Chrystusa: „będziesz przez cały okres Wielkiego Postu pocić się krwią i więcej cierpieć. Kto będzie u spowiedzi wielkanocnej temu wszystkie grzechy przebaczę, módl się o nawrócenie tych zatwardziałych grzeszników, za wyrodne matki, które dzieci zabijają i za młodzież wstępującą w sakrament Małżeństwa. Przebijają Me ręce i nogi gwoździami jak w czasie męki cierpiałem”. Jadwiga na to odpowiedziała: niech będzie Panie Twoje imię uwielbione, użycz Mi świętej cierpliwości, wszystko na Twoją chwałę i dla ginących dusz, wysłuchaj Moje prośby, przebacz grzechy wszystkim ludziom. Pan Jezus powiedział: „dobrze przebaczę tym którzy będą u spowiedzi”.
W Grudziądzu utopiła się młoda dziewczyna – Powiedział innym razem Pan Jezus, była 3 miesiące w stanie poważnym, uczyniła to z rozpaczy bo chłopiec ją zostawił, usłuchała podszeptów nieprzyjaciela, dusza jest potępiona, a do Jadwigi powiedział módl się o nawrócenie tego starca co nie chce się wyspowiadać.
Zapytywałem się czy wyjedzie z Polski do Afryki jeden ksiądz. Pan Jezus powiedział że „Moją Wolą jest że ten ksiądz do Afryki nie pojedzie, niech On się zgodzi z Wolą Moją”. Tymczasem starał się o wyjazd, złożył wszystkie papiery i był pewien że wyjedzie. Jednak wszystkie starania były daremne i z kraju nie wyjechał.
W następnym objawieniu Pan Jezus powiedział kilka słów o księdzu z Golubia, a był to rok 1964. Proboszcz z Golubia nie żałuje za grzechy, zapomina o swojej duszy, tyle biednych ukrzywdził, światła mi żałował w kościele w czasie wystawienia, módl się o jego nawrócenie.
Jadwiga modliła się o deszcz bo była wielka susza. Jednego piątku Pan Jezus powiedział: „spuszczę deszcz, aż Ty się córko pomodlisz i ofiarujesz drogę krzyżową”.
Pewnego razu przed południem, Jadwiga czytała książkę o naśladowaniu Jezusa Chrystusa. Nagle Pan stanął po drugiej stronie stołu. Wówczas Jadwiga powiedziała: „Pan Mój i Bóg Mój mnie nawiedza”. Pan Mile spojrzał i powiedział: „córko Moja, ułóż z natchnienia jakiejś słowa na moją chwałę i zapisz w pamiętniku tę modlitwę i odmawiaj ją codzień”. Mówię: Panie naucz Mnie. Usłyszała słowa: Sam udzielę ci córko stygmatyczko daru Ducha św. Wtedy powiedziała a później zapisała słowa modlitwy: Bądź uwielbiony Jezu tyle razy ile gwiazd na niebie, prochów ziemi, kropelek wody w morzach, rzekach i strumykach, kwiatów na wiosnę, ziarenek w kłosach, liści jesienią, bo godzień jesteś Jezu w Sakramencie Ołtarza. Pójdźcie ze mną wszystkie ptaszęta śpiewające i pokłońcie się tu przed Panem Jezusem w Sakramencie Ołtarza. Pójdźcie wszystkie stworzenia i ryby i pokłońcie się ze mną tu przed Panem Jezusem w Sakramencie Ołtarza. Pójdź wszystko ziemio z górami, pójdźcie wszystkie drzewa i pokłońcie się Panu Jezusowi w Sakramencie Ołtarza. Pójdź słońce i księżycu, pójdźcie gwiazdy na niebie i pokłońcie się Panu Jezusowi w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Pójdźcie dni i noce, ciemności i jasności pokłońcie się Panu Jezusowi w Sakramencie Ołtarza. Pójdźcie wszystkie serca ludzkie i serce moje, pokłońcie się Panu Jezusowi w Sakramencie Ołtarza, bo tu mieszka w tym tabernakulum święty, święty święty Pan Bóg Zastępów. Zaraz po tych słowach Jadwigi P. Jezus powiedział: „wielkie prześladowanie cierpisz od niedowiarków, przeklinają ciebie i wyzywają. Dźwigaj ten krzyż i niech Ci on nie ciąży. Bądź mężna, cierpliwa, zapłatę otrzymasz w ostatniej godzinie. Już nie proś dla siebie o zdrowie, daję ci krzyż i dam Ci chwałę. Ja Pan życia i śmierci daję Ci dość łask stygmaty, cierpienia, objawienia nieba, czyśca, Matkę Moją i Mnie samego.
Wybrałem Cię za powierniczkę, abyś prosiła za ludzi o zdrowie i nawrócenie grzeszników. Cieszą Mnie twoje modlitwy, gdy ze łzami rozważasz Mękę Moją i drogę krzyżową odprawiasz, bo kapłani nie mają czasu rozważać Męki Mojej. Na sto kapłanów tylko jeden odprawia drogę krzyżową.
W tym czasie zmarł jeden brat zakonny w Oborach gdzie jest kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Szkaplerznej. O nim powiedział Pan Jezus: „ten braciszek co zmarł w Oborach, jego dusza przejdzie w pierwszy piątek miesiąca do nieba. Mało miał grzechów, szczerze się modlił do Mojej Matki Bolesnej i do Mego Serca. Tylko jest w płomieniach lekkich jak Ty córko w piątki w czasie cierpień. Innym razem powiedział „więcej jak połowa dusz ludzkich idzie po śmierci na potępienia. Coraz bardziej i więcej grzeszą, dzieci rodziców nie szanują, pragną aby jak najprędzej umarli bo za dużo jedzą, śmierdzą. Nie uczą rodzice dzieci paciorka, bo to jest niepotrzebne. Brzydkich słów uczą, okraść sąsiada, warzywa rwać, drób z obory kraść, przeklinać. Dużo ludzi mówi że księża są niepotrzebni i spowiedź niepotrzebna, śluby w kościele niepotrzebne, że Matki Boskiej nie ma, nauczyciele krzyczą aby dzieci do kościoła nie chodziły, chcą raj bolszewicki wprowadzić. Aby niedzieli nie świętować. Komuniści przeklinają kościoły i księży, mówią lepiej byłoby ich wymordować a w kościołach byłyby tańce komunistyczne i gimnastyka. Mówią że Boga nie ma i nie było, że księża Go wymyślili, a głupie ludzie wierzą. Ciężkie czasy się zbliżają, wojna nieunikniona”.
Przed wojną 1939 r. w Oborach zmarł O. Wincenty, bardzo świątobliwy zakonnik. Trumna z jego prochami spoczywa w piwnicy tego klasztoru. Na podwórzu klasztoru jest wmurowana tablica, na której jest podany krótki życiorys tego zakonnika. Kiedy przyszedł Pan Jezus i ukazał się w domu Jadwigi powiedział: „Ten ksiądz Wincenty z Obór, świątobliwy kapłan według Serca Mojego po ostatnim tchnieniu poszedł do nieba. Miał świętą pokorę, ubogich wspierał, sam dużo dni pościł. Żył o suchym chlebie i wodzie. Duszę swoją karmił moim ciałem i Krwią, świętym słowem jednał dusze z Bogiem, odrzucił świat, nawet na niego nie patrzył. Kochał Mnie świętą miłością jak również i Matkę Moją. On w nocy wstawał, łzy wylewał modlił się, abym na spowiedzi grzechy przebaczył. Modlił się, aby matki szczęśliwie dzieci urodziły. On sam uważał się za największego grzesznika, a najmniej grzeszył. Gdy wszyscy zakonnicy spali on wśród największych mrozów schował latarkę pod suknię zakonną i szedł do kościoła. Na kolanach drogę krzyżową odprawiał i płakał, aż łkał, że ja cierpiałem za wszystkich, a ludzie Mnie wciąż obrażają. Tęsknił za niebem i prosił abym go tam zabrał. Powiedziałem temu księdzu że po życiu doczesnym dam Mu niebo. Jego dusza jest między świętymi, powinien już dawno być wyniesiony na ołtarze i kanonizowany, ale duchowieństwo o to nie dba. Dziś Ci moja córko dużo powiedziałem bo zasłużyłaś na to, a więc módl się za pysznych i zarozumiałych księży i za grzeszników, aby poznali że jestem cichy i pokornego Serca. Pokój tobie stygmatyczko. Wiem że tęsknisz za Mną, aby się dostać do nieba. Już bym Cię córko zabrał, ale Moja Matka Niepokalana chce przedłużyć Ci życie, abyś więcej dusz grzesznych nawróciła i dla swoich rodziców jeszcze żyła. Pomagaj tym biednym ludziom zawsze z Moim imieniem w sercu. Ile czas Ci pozwoli nawiedzaj Mnie w tabernakulum. Wielką radość Mi sprawisz gdy Mnie odwiedzasz i mękę Moją rozważasz w drodze krzyżowej. Dusze w czyścu ochłody doznają. Co tydzień w pierwsze piątki widzisz ich wybawienie słyszysz ich jęki ratuj. Za twoimi modlitwami dużo dusz przeszło do nieba. Już ludzie zapominają o swoich najbliższych, to też córko módl się za nich, a Ja za Twoim wstawiennictwem odpuszczę ich grzechy i prędzej wejdą do nieba, szczególnie, które tysiące lat cierpiały, a nie miały żadnego ratunku. Ta dusza, która już cierpi, dawno by weszła do nieba, ale dużo razy kradła sąsiadom kartofle z kopca, warzywa wyrywała w nocy. Jeszcze będzie długie lata cierpieć. Deszcz spuściłem na twoją prośbę, bo Mnie szczerze prosiłaś. Moja Matka dziś odbierze dużo czci na Jasnej Górze od dobrych dusz, ale połowa ludzi nie modli się, ale zwiedza klasztor. Tam na świętym miejscu zniewagi również doznaje Moja Matka i Serce Moje, bo są u spowiedzi, a tają grzechy. Nawet voto jeden człowiek ukradł sprzed cudownego obrazu Mojej Matki. Nisko zawiesiła małe serduszko uboga kobieta za zdrowie dla swojego dziecka i łzy wylewała. Mówiłem Moja matka wysłucha prośby i przywróci zdrowie tej dziecinie. Matka tej dzieciny szła pieszo osiemdziesiąt kilometrów z podziękowaniem i zawiesiła to voto na pamiątkę za wysłuchanie jej próśb o zdrowie. Ten co ukradł voto będzie gorzał w piekle. Ty Moja stygmatyczko nie módl się dla siebie o zdrowie, ono Ci jest niepotrzebne. Lepiej wciąż chorować, a później po życiu doczesnym cieszyć się w niebie. Taka jest Wola Moja i Mojej Matki, że masz cierpieć bez przestanku. Krzyż Mój jest krzyżem Twoim, ale i chwała Moja będzie chwałą Twoją. Wybrani muszą cierpieć. Ucz się pogardzać jeszcze więcej światem, duchowe pociechy ważniejsze są ja ich Ci użyczam z łaski Mojej niż wszystkie bogactwa ziemskie. Daje Ci królewską drogę, tylko bądź mężna, cierpliwa i wytrwaj. Kiedy wieczorem Jadwiga czytała Pismo św. Pan Jezus się objawił i rzekł: córko, szukaj prawdziwego pokoju tylko we Mnie. Dla Mojej Miłości wszystko cierpliwie znoś. Praca, prześladowania, niedostatek, choroby, cierpienia stygmatyczne wszystko ofiaruj na Moją chwałę za to dam Ci wieczną zapłatę chwałę bez końca. Nawiedzaj Mnie więcej. Ja czekam na Ciebie w tabernakulum. Oddaj Sercu Mojemu tych co Cię prześladują, co ci ranią Twoje serce. Doświadczam Cię krzyżem w tym życiu abyś go dźwigała. Za wszystko dam Ci królestwo niebieskie. Córko Jam jest Prawdą i Życiem. Sama siebie mniej za najniższą, a będziesz Mi jeszcze milsza. Te matki co zabijają dzieci, królestwa nie posiądą. Dużo tych dzieci byłoby księżmi. Więcej by było modlitwy Ojcze nasz i uwielbień na Moją i Mojej Matki chwałę. Te ptaszęta uwielbiają Mnie swoim śpiewem, a Moja Opatrzność daje im posiłek. Będzie taki czas że ludzie dzieci mieć nie będą z Woli Mojej, a będą ich pragnąć. Przyjdą te czasy, że ludzi będzie mało. Nie będzie miał kto ziemi na chleb uprawiać. Już się to zbliża.”
Innym razem Chrystus powiedział: dziś objawię Ci niebo, spiesz więc do kościoła. W kościele nikogo nie było. Do połowy kościoła było dużo pięknych postaci mężczyzn, starszych ludzi, młodzieńców, dziewic i małych dzieci. Nad nimi jakby w powietrzu najwyżej unosiła się Matka Boża Niepokalana z dzieciątkiem na prawej ręce. Dziecię Jezusa wyciągnęło rączki do tych świętych. Wszyscy śpiewali: kilka razy, święta, święta, święta Maryja Niepokalana, a potem, święty, święty Pan Bóg Zastępów. Święci mieli ręce złożone jak do modlitwy, na głowach mieli korony, wszyscy jaśniejący jak słońce. Serce Jadwigi biło mocno na ten widok niebieskiej chwały. To objawienie trwało około pół godziny. Potem mgła zakryła wszystko i pozostał tylko sam kościół.
W innym objawieniu Pan Jezus powiedział aby po mszy św. ludzie śpiewali „Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam, bo Matka Moja dużo czci odbiera w tych paru słowach. Coraz bardziej odnawiają Mi rany niesprawiedliwością. Ludność pracująca w Twojej Ojczyźnie głód cierpi, brak żywności, wielka drogość różnych towarów, a za bezcen wywożą za granicę. Tylko Moja Matka powstrzymuje rękę Moją, abym kary nie spuścił za grzechy bezbożnych, stygmatyczko módl się o nawrócenie grzeszników. Teraz są ostatnie lata spokoju, nie znajdzie ludzkość spokoju dopóki nie zwróci się do Mojego Serca, ofiaruj dzisiejsze cierpienie o nawrócenie grzeszników.” Kiedy to Pan Jezus powiedział, odczuwała większą boleść w dłoniach, stopach i w prawym boku, a głowę ściskały jeszcze bardziej kolce.
W innym objawieniu Chrystus powiedział: jeżeli ludzkość się nie nawróci i będzie łamać Moje przykazania to będę jeszcze bardziej karał niż potopem. Już czas kary się zbliża. W XX wieku ziemia i niebo przeminą, ale co Ci powiedziałem słowa Moje nie przeminą.
Kiedy byłem w parafii Pieniążkowo pewnego razu opowiadał mi proboszcz, że kiedy wracał wieczorem do plebanii i szedł przy kościele, słyszał jak za nim ktoś szedł. Było słychać coraz więcej kroków. Kiedy zapalił latarkę również nic nie widział, a światło wychodzące z latarki jakby ktoś zasłonił. Opowiadał mi tą całą historię z wielkim przerażeniem. Na to odpowiedziałem że napiszę do Jadwigi Bartel, a ona zapyta się Pana Jezusa.
Po pewnym czasie kiedy Chrystus się ukazał powiedział Jadwidze: „to co za proboszczem szło, i to stąpanie, to były dusze zmarłe za które proboszcz nie odprawił mszy św.; proszą o modlitwę”. Kiedy to powiedziałem to ksiądz się zastanowił i powiedział: możliwe że zapomniałem odprawić msze św. Było to w czasie wojny, ludzie mieli dużo pieniędzy, nic nie można było kupić, dawali na msze św. a zawsze mszy Św. nie można było odprawić.
Jadwiga w każdy piątek leżała i przeżywała mniejsze lub większe cierpienie. Pewnego razu Pan Jezus powiedział: wkrótce spuszczę karę na świat, kara już jest blisko. Będzie to kara materialna. Stanie się to jeśli ludzie nie będą się modlić ani czynić pokuty. Przez upadek ducha religijnego dużo narodów zniknie z oblicza ziemi. Boli Mnie Serce i Mojej Matki Niepokalanej. Niech kapłani nauczają o Moim Sercu pełnym dobroci i miłości, a będę błogosławił całej ludzkości, a ludzie byliby dobrymi. W pierwsze piątki miałbym więcej chwały gdyby Mnie przyjmowali do serc w Komunii św. Mnie należy wychwalać we wszystkim. Ja kocham wszystkich ludzi, a Mnie nie kochają”.

„Ja wszystkich obejmuję nieograniczoną miłością”

Bądź mężna i cierpliwa jako męczennica Moja. Przykrości, które znosisz od męża ofiaruj za grzeszników. Przeznaczyłem Ci z Woli Mojej nieść krzyż, ale różnymi łaskami obdarzyłem Ciebie, widzisz Mnie jako Dziecię, w Wystawieniu, ile Ja łez wylewam za grzeszników, którzy ranią Mnie boleśnie. Pragnę aby więcej dzieci przychodziło do kościoła, to zależy od twojego proboszcza, żeby był przyjemny to by więcej dzieci przychodziło do kościoła. W sąsiedniej parafii swoją matkę staruszkę córka zamożyła głodem. Dawała jej kartofle z wodą bez soli. Matka będzie zbawiona ale córka potępiona.
Córko moja stygmatyczko, cierpienia zsyłam Ci by doświadczyć wartości twej duszy, bo zamierzam duszę Twoją podnieść ku Sobie i przeznaczyć do ważnego dzieła, staraj się o nieustanny akt miłości. Przez Twoje cierpienie uświęcam Twoją duszę w zasługi na świętość wieczną. Twoje cierpienia stygmatyczne skracają Męki dusz w czyścu. Świętość masz w sobie przez to, że zapominasz o sobie, żądam od Ciebie cierpień, przyjmuj je zawsze ochotnie jak Ja je przyjmowałem ochotnie na krzyżu. Im więcej cierpisz tym lepiej cię kocham. Chcę się posłużyć Tobą, która jesteś nicością abyś zbawiła wiele dusz. Gdyby ludzie się modlili na różańcu to byłby spokój na świecie, pocieszyliby Serce Mojej Matki i osuszyliby łzy Jej Niepokalanego Serca.
Świętość córko to jest zapomnienie o sobie, nieodogadzanie sobie w jedzeniu i w spaniu, rozważanie o Męce Mojej Matki Niepokalanej. Dla życia wiecznego trzeba nieść Krzyż ochotnie. Ci cieszą się w niebie bo za życia dźwigali krzyż ochotnie, byli pogardzani a teraz oddają Mi dzięki i uwielbiają Moje Imię i Matki Niepokalanej.
Kilka razy Pan Jezus mówił Jadwidze, że będzie karał. Ludzie tak Mnie obrażają grzechami, że będę karał. Tymi grzechami to: łamanie przykazań, zabójstwa dzieci nienarodzonych, nieprzyzwoite mody i stroje, rozbite małżeństwa, rozpusta młodzieży, oszukaństwo i wyzysk panujących, nieposłuszeństwo dzieci, niespełnienie swoich obowiązków przez kapłanów. Pan Jezus powiedział, że kara będzie większa aniżeli potop. Dużo miast zostanie zburzonych tak że nie będzie kamienia na kamieniu. Jasna Góra będzie ocalona, uratowany klasztor Mojej Matki.
Kilka lat temu był zjazd księży w Pelplinie. W drodze wydarzył się tragiczny wypadek. Nastąpiło zderzenie z samochodem ciężarowym. W chwili zderzenia samochód osobowy się zapalił. Ksiądz, który go prowadził został na miejscu przez benzynę spalony. Pan Jezus powiedział, że taka była Jego Wola, a ksiądz po ostatnim tchnieniu poszedł do nieba.
Masz córko Moja-doskonałą skruchę i pokorę to cały świat jest ci gorzki. Gdy ześlę Ci krzyż to dla twego uświęcenia.
We wielki Piątek Pan Jezus powiedział módl, się za dusze oddalone ode Mnie Pana Życia i śmierci, aby wróciły na łono Kościoła katolickiego i zbawiły dusze swe, za które tak cierpiałem w czasie męki i wciąż cierpię aby były w owczarni Mojej. Módl się za oziębłych kapłanów w winnicy Mojej o pokorę dla nich i miłosierdzia dla ubogich. Żniwa będą mokre bo taka jest Moja Wola. W Indiach dzieci umierają z głodu w morzach zboże jest wysypywane na chleb. Muszę karać ludzkość za niesprawiedliwość wojną i wrogością, módl się za grzeszników i o rozum, bo nie wiedzą co czynią. Synu Alfonsie, kapłanie według Serca Mojego, wielką radość sprawiasz Sercu Mojemu gdy odprawiasz drogę krzyżową i rozważasz mękę Moją. Jakąż, radość sprawiasz Mnie Panu życia i śmierci, gdy z wiarą i miłością unosisz Ciało Moje i Krew w chwili podniesienia, a jakąż radość sprawiasz Sercu memu gdy niesiesz Mnie do chorego, gdy modlisz się za żywych i umarłych i dziateczki małe uczysz gorliwie o Mojej chwale. Nie lękaj się śmierci, Ja będę twoją zapłatą za twe prace w winnicy Mojej. Szczęśliwa Matka twoja co cię prowadziła do kościoła i pragnęła abyś był Moim kapłanem. Módl się synu mój u stóp Mego tabernakulum, zostań w pokoju”.
W każdy piątek, gdy Jadwiga się modliła, Pan Jezus powiedział: już miliony dusz co widzisz gdy wychodzą z czyśca, cieszą się w niebie i śpiewają chwałę Mnie Panu i Matce Mojej. One przeszły za twe modlitwy, posty i cierpienia twarde posłanie i te łzy które za nich ofiarujesz i za udręki, które cierpisz niewinnie od męża. Wytrwaj do śmierci, a dam Ci niebo, które założone od początku świata dla dusz Mnie Panu życia i śmierci oddanych.
Jadwiga modliła się za jednego zmarłego, którego znała. Tymczasem Pan Jezus jej powiedział, że jego dusza jest potępiona, bo popełnił grzechy nieczyste a z nich się nie spowiadał. Myślała, że jego dusza jest w czyścu, bo tu poznała niektórych ludzi, których znała za życia. Pan Jezus powiedział, że to nie jest ten młodzieniec a tylko kto inny do niego podobny. Dziś jedna panienka umiera ale będzie krótko w czyścu bo modliła się na różańcu. W pierwszy piątek listopada przejdzie z czyśca do nieba jej świetlana dusza. Od dziś będziesz cierpiała córko stygmaty pięć razy dziennie. Pierwsze boleści będziesz miała rano jedną godzinę, drugie boleści o godzinie 10-tej; trzecie boleści o 12-tej, czwarte o godzinie 15-tej i piąte o godzinie 19-tej. Również w każdą noc Ja Ciebie cierpieniem przebudzę. Wynagradzaj Mi za zniewagi jakie mi wyrządza cała ludzkość. W prawej dłoni będziesz miała ból stygmatyczny bez przerwy. Bądź mężna, cierpliwa i wytrwaj.
Jadwiga w swojej wiosce miała różnych wrogów. Niektórzy jej niedowierzali, że ma stygmaty, inni się wyśmiewali, a jeszcze inni byli bardzo wrogo nastawieni i gdyby mogli to napewno by ją zabili. Pan Jezus powiedział Jej, że ten co pragnie Twojej śmierci będzie potępiony, dałem Ci córko natchnienie. Pokój Tobie córko, przychodź do Mnie czerpać świętość, łącz się ze Mną jak najwięcej i dźwigaj krzyż dla miłości Mojej. Ja bowiem sprawię, że zapomnisz o trudach a zażywać będziesz wewnętrznego pokoju. Ja daję Ci zdroje pociech, nagradzam cię boś cierpiała i wytrwała przy Mnie. Od dziś módl się jeszcze więcej za cierpiące dusze co widzisz z łaski Mojej co tydzień. Wczoraj matki zabiły w Polsce 9 dzieci. Pan Jezus był tym razem smutniejszy, miał łzy w oczach, bo Go ludzie obrażają.
W Radominie był młodzieniec, który chciał wstąpić do Seminarium Duchownego. Sam się wahał i nie wiedział co zrobić. Modlił się w kościele o święcenie. Oczywiście Pan Jezus słyszał jego prośby i powiedział do Jadwigi: pragnieniem Moim jest aby Zdzisław był kapłanem w Winnnicy Mojej, powiedz córko Moja, że jest on miły Sercu Mojemu. Niech Zdzisław wytrzyma to ubliżanie od alumnów i niech się nie przejmuje. Ja będę mu błogosławić, córko módl się w Jego intencji o wytrwanie. Miły jest Mi Twój żywot, te modły we łzach, ta pokora i niewygody nocne. Daje Ci zdroje pociech, ofiaruj Mi każde uderzenie Twojego serca, akty strzeliste, módl się córko o nawrócenie twoich prześladowców bo czyhają na Ciebie. Drogę do nieba usłałem cierpieniami i łaską nieocenioną.
W kościele były „Gorzkie żale” w niedzielę. Jadwiga leżała w domu w cierpieniach. Rozpoczynał się właśnie Wielki Post. Kiedy rozpoczęło się wystawienie wysoko nad łóżem ukazało się Dzieciątko Jezus. Dzieciątko mrużyło niebieskimi oczętami, całe w słońcu aż nie mogła dobrze Jadwiga patrzeć. Jeszcze przed niedzielą Pan Jezus powiedział: gdy Ty będziesz w niedzielę cierpiała to Ja Cię nawiedzę w postaci dzieciątka. Za miłość Twoją dla Mnie Ja Ci oddaje całego Siebie w postaci Dzieciątka i przemawiam do Ciebie. Zdrowie Ci niepotrzebne, dałem Ci inne łaski. Cierpienia Twoje są dla ludzi, za dusze cierpiące i za cały świat, módl się o nawrócenie grzeszników. Twoje cierpienia pomagają wszystkim: duszom w czyścu, grzesznikom, uprosisz zdrowie chorym, zgodę w rodzinach i spowiedź szczerą. Ja Pan życia i śmierci te cierpienia roznoszę i daję szczęśliwe rozwiązania i ulgę w boleściach tym, którzy Cię proszą o modlitwy. Ksiądz Wincenty z Obór jest świętym. Po ostatnim tchnieniu Jego dusza weszła do nieba. Ty córko stygmatyczko do Niego się modliłaś, gdy byłaś w szpitalu na obserwacji a ksiądz prosił Mnie aby Cię nie zamęczyli. Już dawno powinien być kanonizowany. On swoje dochody rozdawał ubogim, nie pragnął mieć pieniędzy, bo ich nienawidził. Codziennie odprawiał drogę krzyżową, codzień płakał abym ludziom wszystkie grzechy przebaczył. On w nocy przychodził do stóp Moich. Kochał Mnie nad życie ze wszystkich sił jak również Moją Matkę Niepokalaną. Wzrok miał zawsze spuszczony, miał świętą pokorę. Innym razem Pan Jezus powiedział tu w okolicy syn i synowa bili okrutnie matkę, syn, znęca się i pięściami bije po głowie, a synowa kopie nogami w plecy. Biedna matka męczeńskie życie prowadzi ale drogą wprost idzie do nieba bez mąk czyścowych. Ona sama kocha dzieci, gotowa jest od swoich ust dać im chleba. Dzieci wpadły w sidła piekielne i męczą matkę, ale duszy jej nie zamęczą, a dusze tych dzieci będą potępione Jadwiga pisze, że Pan Jezus mówił wyraźnie i głośno. Innym razem Pan Jezus powiedział: ta co dała na msze św. za dusze Zygmunta, to nic mu już nie pomoże, on jest potępiony za grzechy przeciw świętej czystości. Będą inne dusze miały ochłodę za tą mszę św. Córko ofiaruj modlitwy, prace, cierpienia, radości na chwałę Moją. Napełnię serce Twoje wdzięcznością za łaski Moje, a wstrętem do grzechu, miłością bliźniego i wzgardą świata.
Wówczas Jadwiga uklękła i powiedziała: Jezu Ty jesteś moim a Ja Twoją, błagam Cię w pokorze najgłębszej użycz Mi najmniejszej łaski abym bez mąk czyścowych dostała się do nieba. Pan Jezus powiedział: nagradzam Cię różnymi łaskami, bo cierpiała dla Mnie, darzę Cię niewymownym szczęściem i najcenniejszymi łaskami, daję Ci pełnię Moich bogactw. Drogą ciernistą pójdziesz do nieba, kielich cierpień masz wypić aż do dna, ból masz ukryć w sobie i cnoty masz wypełniać: miłość, pokorę, cierpliwość i wytrwanie.
Kiedy Jadwiga była pewnego razu w kościele nagle spadła stuła z konfesjonału. Pan Jezus powiedział: w tej chwili zmarł ksiądz, dał Ci znać abyś się za Niego modliła. Cierpi w czyścu w dużych płomieniach, nie miał miłosierdzia dla swoich parafian, prosili aby opuścił cenę za śluby i pogrzeby, a on nie miał serca i za to długo cierpieć będzie Jego dusza.
Było to na wieczornej mszy św, stuła z konfesjonału spadła na posadzkę, a nikogo przy konfesjonale nie było.
Pewnego razu Jadwiga modliła się w domu mniej więcej o godzinie trzeciej po południu. Powiedział Pan Jezus: „przyjdę na ten przeładowany grzechem świat w mroźną noc z przerażającym grzmotem, gwałtowną wichurą i huraganem na ziemi. Pioruny będą wypadać z ognistych chmur, powietrze będzie przesycone trującymi gazami, dymy i podmuchy trąb powietrznych będą zmiatać i niszczyć wszystkie wyniosłe budowle wzniesione przez pychę ludzką i dla własnej chwały. Gdy wszystko legnie w gruzach, wtedy ludzkość zrozumie, że ponad wszystkim istnieje Moja Wszechmocna Wola. Ja jestem Zbawcą po wszystkie czasy. Oddajcie się w opiekę Mojej Matce, nie przerażajcie się tym co widzieć będziecie, piekło się będzie wysilać lecz to wam szkodzić nie będzie. Zbierzcie się na modlitwę obok Mojego Krzyża i wzywajcie aniołów stróżów dusz waszych. Walczcie o dusze i bądźcie blisko Mojego Serca. Ofiarujcie Mi wasze prośby i gwałtowne pokusy i niewidzialne udręki, które was będą męczyć. Ofiarujcie Mi wasze prośby na korzyść tych biednych grzeszników, którzy wyśmiewają się z kapłanów tak drogich Mojemu Sercu. Cierpienia wasze, ofiarowane za nich wyjednają że dam im skruchę w momencie ich śmierci. Zapewniam, że Miłość Moja was wynagrodzi. Trwajcie tak przez jedną noc i jeden dzień a potem następnie noc przyniesie wam koniec okropności. Z blaskiem następnego dnia słońce znowu ukaże, a światło i ciepło złagodzi okropności nocy. Przyjmijcie nowe życie z pokorą i wdzięcznością, żyjcie w prostocie, miłości i pokoju według Moich zamiarów. Pocieszajcie się wzajemnie i dodawajcie sobie otuchy i odwagi. Módlcie się i czyńcie z siebie ofiary tak, aby Moje błogosławieństwo mogło przynieść wiernemu poświęceniu obfite owoce. Bądźcie stali i niewzruszeni o Mój honor. Walczcie, bronią dobrych uczynków, ofiar, modlitw i poświęceń z wewnętrznym przekonaniem, że jest to waszym obowiązkiem. Miejcie współczucie dla uwięzionych współbraci których pycha wiedzie do ruiny. Bądźcie gotowi spotkać się z prześladowaniem jak Ja się spotkałem i dałem się ukrzyżować dla waszych braci. Za to możecie wyjednać łaskę nawrócenia dla wszystkich. Zawsze zwracajcie się do Mego Miłosierdzia i do Mego Serca, które jest przepełnione miłosierdziem do ostatnich granic. Uciekajcie się do Matki Łaskawej, wtedy nieuniknione cierpienia wasze spowodują zwycięstwo nad piekłem i Moi aniołowie przywiodą dusze pokutujące które, były skazane na potępienie do radości rajskich. Córko Moja, Niebo i ziemia przeminą ale słowa, które ci dziś powiedziałem i dawniej, nigdy nie przeminą.
Jadwiga pisze ,że Pan Jezus to wszystko mówił a ja zaraz pisałam bo tyle słów bym nie pamiętała. Sam Pan Jezus był smutny gdy to wszystko mówił. Powyższe słowa odnoszą się do trzech ciemnych dni i Sądu Ostatecznego. Między jednym a drugim wydarzeniem napewno będzie przerwa. Z, powyższych wypowiedzi wygląda, że jedno wydarzenie będzie miało miejsce zaraz po drugim. Jednak jest to styl prorocki i dlatego trzeba uwzględnić różne przerwy. Podobnie jest kiedy Pan Jezus mówił apostołom o zburzeniu Jerozolimy. Zaraz potem mówił o końcu świata i Sądzie Ostatecznym. Wiemy jednak ,że od zburzenia Jerozolimy do dziś upłynęło prawie dwa tysiące lat.
Pan Jezus mówił kiedyś aby Zdzisław był kapłanem. Jadwiga o tym mu powiedziała. Zdzisław wstąpił do Seminarium Duchownego. Jednak tam nie bardzo dobrze się czuł. Pan Jezus powiedział do Jadwigi: donieś Zdzisławowi że w tym Seminarium nie wytrwa, niech idzie do innego Seminarium, bo prześladowanie kolegów ujemnie wpływa na jego zdrowie. Do Jadwigi jeszcze powiedział chociaż ześlę na Ciebie strapienia, to się nie przejmuj. bo taka droga prowadzi do królestwa niebieskiego. Ja szukam dusz czystych, pobożnych, pokornych i tym daję świętość, ale mało jest czystych i świętych dusz. Na tysiąc tylko jedna w ojczyźnie Twojej według Serca Mojego. Daję Ci łączność z konającymi, którzy kilkaset kilometrów od ciebie umierają. Poznajesz je czysto duchowo przez jakiś znak. W tym momencie proś Mnie w modlitwie za te dusze, które za Twoją prośbą wchodzą tylko w małe płomienie do czyśca i w krótce przechodzą do nieba i wielbią Mnie i Matkę Moją bez przestanku. Jeszcze więcej ochłody mają gdy sobie nie dogadzasz w jedzeniu i ranne wstanie ofiarujesz za nie. Módl się codziennie za dusze, które nie mają zniknąć ratunku i są zapomniane. Tu w okolicy syn bije ojca staruszka pięścią po twarzy, módl się o nawrócenie wyrodnego syna.
Cierpisz różne boleści z Woli Mojej w każdy piątek, są to nieocenione boleści nad boleściami. Cierpisz od ludzi wielkie prześladowanie podobnie i od męża. Kto Cię prześladuje nikt nie będzie zbawiony. Zadość sprawiasz Memu sercu gdy rozważasz Mękę Moją i nawiedzasz Mnie z radością w sakramencie Ołtarza. Radość sprawiasz Memu Sercu, gdy idziesz na spoczynek i kładziesz członki na twarde posłanie a sercem Swoim stajesz w duchu przede Mną u stóp tabernakulum i gdy ofiarujesz każde tchnienie i bicie swego serca na uwielbienie Moje. Te łzy Twoje córko Mnie cieszą, gdy się modlisz i prosisz Mnie o zdrowie dla tych co się polecają Twoim modlitwom. Bądź córko mężna, cierpliwa, dam Ci koronę po doczesnej pielgrzymce. Ziemia i nieba przeminą ale Moje słowa nigdy nie przeminą.
Pokój tobie synu kapłanie według serca Mojego. Za miłosierdzie twoje i pracę dam ci nagrodę i koronę po życiu doczesnym, bądź cierpliwy i pokorny i mężny gdy, krzyż będziesz dźwigał. Nieś go chętnie i raduj się w duchu ze Mną, rozważaj mękę Moją, módl się za grzeszników, za cały świat i za dusze w czyścu, zostań w pokoju synu mój Alfonsie.
Jadwiga była w miejscowości Obory na odpuście ze swoją znajomą z Radomina. Tymczasem jej mąż się rozgniewał, że jeździ po odpustach. Wówczas Pan Jezus powiedział: Twój mąż się rozłościł na Ciebie, On tylko kocha pieniądze, ale nie Ciebie ani Mnie, będę Go sądził, żadnej modlitwy od męża nie przyjmę. Mówię Ci, że jego dusza będzie potępiona jeżeli się nie nawróci. Ziemia i niebo przeminą ale słowa Moje nigdy nie przeminą.
Z tych wypowiedzi wynika, że Pan Jezus śledzi wszystkie jej kroki. Innym razem Chrystus powiedział: „dziś córko wielką ofiarę całopalną złożyłaś w czasie cierpień. Dałem Ci nieoceniony dar łaski Mojej, dałem Ci cierpienia nie mniejsze gdy cierpiałem na krzyżu. Nie narzekałeś, tylko łzy zalewały oczy i twoją twarz. Te Twoje łzy zaniosłem na ochłodę duszom w czyścu, a każda łza ochłodziła tysiąc dusz cierpiących, które widzisz z Woli Mojej co tydzień. Innym razem usłyszała słowa: pokój tobie córko Moja i męczennico w doczesnej pielgrzymce, czekałem abyś oddała Mi się całkowicie w doczesnej pielgrzymce na Moją służbę. Nie przeszkadzał w tym oddaniu sakrament małżeństwa, dziateczki Ci zabrałem, bo tam Mi są potrzebne dla Mojej chwały. Najbliżej te duszyczki są przy Moim tronie, czekają na Twoją duszę. Dusze Twoich dzieci i dusze twoich braci i sióstr czekają za Twoimi rodzicami, które matka Twoja urodziła w boleściach i ich nie zabiła. Dobrze, że spoczywasz blisko Serca Mojego, Twojego Oblubieńca. Nie dogadzaj tak swemu ciału, przyzwyczajaj się do rannych modlitw i ofiar przez wierne ćwiczenie się w umartwianiu. Dojdziesz do tego, że nie będziesz odczuwała cielesnych potrzeb a to będzie bardzo dobrą rzeczą, że zapomnisz o sobie a skierujesz myśli do Mnie, który jestem najwyższym dobrem dla Twej duszy. Nie daj ciału dużo odpoczynku, żyj tu na ziemi jakbyś była w klasztorze. Zaraz kiedy to zanotowała, pisze Jadwiga, że Duch św. użyczył Mi pamięci że tyle stów zapamiętałam i je zapisałam. Za kilka dni kiedy Chrystus przyszedł do Niej powiedział: „córko moja, gdybyś wiedziała jak gorąco pragnałęm posiąść Ciebie na wyłączną własność”.
„W Moim Sercu są skarby dla dusz które Mnie miłują. Moje serce jest pełne miłosierdzia, słucham uderzeń Twojego serca i mile przyjmuję każde Twoje natchnienie. Taka droga prowadzi do Nieba: miłować Mnie nade wszystko”. Jadwiga na to opowiedział: pragnę być Twoją Panie na wieki. Innym razem powiedział Pan Jezus: żądam od Ciebie dużo zamilczenia, myśl dużo o Mnie jak cierpiałem w czasie męki, należy nieustannie podtrzymać ogień rozniecony w Twoim sercu. Ja umarłem na krzyżu dla zbawienia dusz, połącz więc te milczenie z moją Miłością. Mało mam dusz, które poddają się Mojej Woli, więc wybrałem Ciebie córko do rzeczy nadzwyczajnych. Cierpliwie znosiłaś męki i Mnie się polecałaś, poświęcę Cię na ołtarzu, mieczem miłości skrępuję Cię i więzami i ogniem miłości Cię zniszczę.
Kiedy była w domu i czytała o męce Pańskiej, Pan Jezus stanął w oka mgnieniu przy Jadwidze i powiedział: krzyż jest najcenniejszym darem dla tych co rozważają Mękę Moją i cierpliwie znoszą cierpienia a Ty jesteś wybraną ze wszystkich ludzi.
Co najbardziej wyrządza krzywdę Chrystusowi ? Jadwiga nie miała odwagi się o to pytać. Pan Jezus jednak Jej sam to powiedział: „najbardziej Mnie boli, gdy widzę nienawiść Moich dzieci, tak bardzo Mnie nienawidzą, uciekają ode Mnie jakbym był zabójcą swoich dzieci. Mam w niebie wiele miłości ale szukam jej na ziemi. Mało dusz mam, które Mnie miłują. Dusze które Mnie miłują znajdują we Mnie wielką rozkosz, a do tych dusz Ty należysz. Jeszcze wiele będziesz cierpiała w doczesnej pielgrzymce, bądź mężna, cierpliwa i wytrwaj. Jadwiga modliła się za tych których znała. Modliła się również za swoją sąsiadkę. Pan Jezus jej powiedział: nie módl się za dusze tej kobiety, bo ona jest potępiona za łamanie szóstego przykazania. Cierpienia w piątek będziesz przeżywała cięższe, ofiaruj Twoje ciało na cierpienia i całopalną ofiarę, udzielę Ci łask o, które Ciebie ludzie proszą, cierp jak Oblubienica. Ja zawsze jestem przy Tobie, dodaję Ci cierpliwości i męstwa. W czerwcu więcej będziesz miała boleści stygmatycznych, w nocy będziesz mało sypiała bo ból z Woli Mojej Cię obudzi a w prawej dłoni będziesz miała więcej krwawień.
Innym razem Pan Jezus bardzo smutny na twarzy powiedział: „jedna córka strasznie bije swoją matkę, a jeść bardzo mało daje, a w twojej parafii syn bije ojca i matkę, odwracam oblicze Swoje od syna. W innej rodzinie mąż okrutnie żonę bije gdy się upije z kolegami. Zabiorę tę kobietę do swojej chwały, już zaczyna chorować a męża potępię bo już się nie nawróci, przekroczył liczbę grzechów, już nie ma ratunku.
Jadwiga otrzymuje bardzo dużo listów. Proszą ją ludzie o zdrowie, zdanie egzaminu, o szczęśliwą służbę w wojsku, o szczęśliwe rozwiązanie itd. W tych intencjach ciągle się modliła. Gdy te wszystkie prośby czyta to już niejeden raz sobie pomyślała że lepiej by było żeby ludzie o Niej zapomnieli. Pisze, że nie zdąży wszystkim odpisać. Ale w tych intencjach nie tylko się modli ale jak sama pisze, wyniszcza swoje ciało tym twardym posłaniem łożka aby i to Pan Jezus przyjął na swoją chwałę i ludziom użyczył tego co proszą.
Jadwiga dobrze wiedziała dlaczego tak musi cierpieć. Pan Jezus powiedział Jej, że Twoje cierpienia są bardzo potrzebne dla dusz cierpiących które Opatrzność Moja daje Ci widzieć i wielką korzyść odnoszą grzesznicy. Dzięki tym cierpieniom się nawracają. Z tych wypowiedzi wynika, że Jadwiga bardzo wysoko stała w mistyce. Powstaje pytanie dlaczego Chrystus ją wybrał na swoją Oblubienicę ? Jest tylko jedna odpowiedź, a mianowicie dzięki wytrwałości w swoich cierpieniach tak wysoko się wzniosła. Pewnego razu Pan Jezus powiedział gdy byłem chłopczykiem 4-letnim, bawiłem się z innymi. Nagle przyleciała pszczoła, usiadła na Moim ręku i Mnie ukąsiła. Paluszek spuchł i bardzo bolało. Pobiegłem do Mojej Matki. Z. płaczem powiedziałem: matulu przecież jej nic nie zrobiłem. Matka popatrzyła i powiedziała: taka była wola Twojego Ojca.
Jadwiga myślała o swoim ojcu, który niedawno zmarł. Również za niego się modliła i ofiarowała swoje cierpienia. Pan Jezus powiedział Jej, że dusza Twojego Ojca, przejdzie do nieba w pierwszy piątek sierpnia. Nie tęsknij do Twojego ojca, Ty jeszcze musisz cierpieć za grzeszników. Nawrócisz Mi z łaską Moją wiele dusz. Cieszy Mnie, że nie dogadzasz swojemu ciału. Ja też nie oszczędzałem swojego ciała. Głód, chłód i cierpienie znosiłem i Wolę Ojca Mojego chętnie spełniałem aż do śmierci krzyżowej, za wszystkich grzeszników. Dusza twojej znajomej będzie (tu Pan Jezus powiedział nazwisko) cierpieć aż do końca świata bo była skąpa dla ubogich. Gdy napotkała ubogą dziewczynkę w ogrodzie które zbierała niedojrzały owoc do swojego fartuszka i powiedziała wyrzuć, te jabłka bo są niedojrzałe a potem tak silnie uderzyła ręką w głowę dziewczynkę i kawałkiem drewna, że dziewczynka się przewróciła i zagłuchła na oba uszy. Potem kiedy się podniosła uderzyła ją jeszcze raz w plecy. Biedactwo płakało bez przerwy przez trzy godziny. I co z tego dla swej duszy uczyniła, chociaż do kościoła chodziła, to tylko ze względów ludzkich.
Innym razem Pan Jezus powiedział: im bardziej się umartwiasz tym bliżej zbliżasz się do Mnie. W cierpieniach piątkowych tak się umartwiasz i nie możesz się poruszyć, bo Ja również na krzyżu nie mogłem poruszyć ręką, nogą ani głową. Im więcej cierpisz tym zdolniejsza się stajesz do zrozumienia Moich łask. Grzechy ludzkie będą Twoją nagrodą. Uświęcę te Twoje cierpienia piątkowe, te krzyże są kwiatami, one wydają owoc, spełnij radośnie kielich z Mojej Woli. Wszystko na pierwszym miejscu do Mnie powinnaś odnosić, gdyż Ja Ci wszystko dałem. Jestem sprawiedliwy i godny uwielbienia gdy z Tobą tak czynię. Co przyrzekam to dam, co zapowiedziałem to spełnię tylko wytrwaj w Miłości Mojej, nagradzam dobrych i mocno doświadczam pobożnych. Dla Miłości Mojej wszystkie cierpienia i wszystko należy cierpliwie znosić, prace, boleści, prześladowanie, tęsknotę, obmowy i wzgardę. Podobnie moi święci byli wzgardzeni i prześladowani. Wznieś oczy ku niebu. Oto Ja i Moi święci, którzy cierpieli a teraz używają pokoju w królestwie Ojca Mojego. Przyjdź do Mnie, Ja czekam abyś Mi wszystkie troski powiedziała i prosiła o łaski dla tych, którzy się Twoim modlitwom polecają. Wielką radość Mi sprawiasz jak Mnie odwiedzasz w Najświętszym Sakramencie. Przyjdź do Mnie czerpać świętość i łączyć się ze Mną. Ja nie chcę nikogo potępić ale dusze się same potępiają.
Jadwiga w domu śpiewała różne pobożne pieśni. Jedna z nich bardzo się jej podobała. Niestety nie pisze jaka to jest pieśń. Chciała aby również w kościele ją śpiewano. Kiedy nad tym rozmyślała, Pan Jezus się objawił i powiedział: córko Moja tę pieśń co śpiewa dusza Twoja i pragniesz aby na Moją chwałę ją w kościele śpiewali, dziś wieczorem będziesz w kościele słyszała i śpiewać będziesz ją na Moją chwałę. Dałem natchnienie księdzu aby w aparacie ją wyświetlił. Pragnieniem Moim jest abyś jak najwięcej grzeszników Mi nawróciła. Moja miłość powiększy Ci cierpienia, zgadzaj się z Wolą Moją, od Ciebie córko żądam umartwienia ducha.
Kiedyś Pan Jezus powiedział jak ma się umartwiać, a mianowicie: ma się obchodzić ze swoim ciałem jak z nieprzyjacielem, nie martw się gdy nie możesz zasnąć, wejdź do ogrójca duszy swej i patrz jak biją Mnie rózgami aż do krwi. Wszystkie narzędzia męki Mojej widzieć będziesz. Co noc współczuj Mi ile Ja wycierpiałem, wylewaj łzy i pomyśl, że grzechy ludzkie Mnie zamęczyły i wciąż męczą. Mało jest świętych bo mało jest dusz umartwionych. Ludzie powinni żyć umartwieniem tak jak się żyje chlebem powszednim. Córko Ja do Ciebie mówię, Ja Cię kocham, Ja Cię nauczam, Tyś Moje narzędzie, Tyś wycierpiała i na wielkie łaski zasłużyłaś miłością i pokorą serca. Ubogaciłem Twoją duszę boś Mnie umiłowała od dzieciństwa, tęskniłaś za Mną i krzyż Mój ubierałaś, całowałaś Moje ręce, nogi i głowę, sprawiłaś Mi przez to wielką radość. Moje serce jest pełne miłosierdzia dla grzeszników. Gdyby kapłani nauczali o Moim sercu w pierwsze piątki, lepiej by Mnie ludzie kochali.
Jakie znaczenie ma msza św. ofiarowana za duszę w czyścu ?
To co mówi nauka Kościoła o mszy św., potwierdził Pan Jezus kiedy powiedział, że każda msza św. ofiarowana za dusze w czyścu, dużo ochłody i ulgi na kilka dusz daje, szczególnie dla tych, którzy największe męki w czyścu ponoszą.
W kościele w Radominie zmarł starszy człowiek. O nim właśnie Pan Jezus powiedział, że ten co zmarł w kościele na Wielkanoc jest w małych płomieniach a syn jego będzie cierpiał największe płomienie, że ojcu nie przywiódł kapłana do domu, tylko słabiutkiego ojca przywiódł do zimnego kościoła. Ten chory był przed dwoma miesiącami u spowiedzi a syn teraz w skrytości opłakuje, że ojcu nie przywiódł kapłana do domu.
Kilka już razy Pan Jezus mówił, że wojna jest nieunikniona. I teraz powiedział, że jeżeli ludzkość się nie nawróci to ześle karę i wojnę na całą ludzkość. Ta cała ludzkość jest w agonii i sama się potępia.
W jednej rodzinie koło Radomina panowała wielka kłótnia, wyzwiska i przekleństwa, straszna niezgoda. Dzieci chciały zabić swojego ojca. We Wielki Piątek ukazał się na szybie w drzwiach krzyż. Pan Jezus powiedział że objawiłem w Twojej okolicy na drzwiach krzyż aby w tym domu była zgoda. Kiedy go zobaczyli, od razu się zmienili, przestali się kłócić. Teraz dzieci ojca szanują, codzień odmawiają pacierz w tym domu, do kościoła chodzą i wierzą w Boga. Ludzie kiedy to zobaczyli zaczęli się tam schodzić.
Było to w czasie władzy komunistycznej. W tym czasie milicja i ubowcy aby nikt tam nie chodził wyjęli szybę z krzyżem z drzwi.
W podobnej sytuacji są różne rodziny. Gdyby ujrzeli krzyż lub jakiś inny znak potęgi Bożej to napewno by się poprawili. To prawda. Jednak Pan Bóg w ten sposób nie chce nikogo nawracać.
Jeżeli natomiast chodzi o powyższy wypadek, o ukazanie się krzyża na szybie, to widocznie ktoś chciał uprosić tą bezpośrednią ingerencję bożą. Może wyprosiła to Jadwiga przez swoje cierpienia, a może matka tych dzieci która już nie żyła i jak powiedział Pan Jezus już jest zbawiona. Dziwne są wyroki boże i nikt z ludzi tego nie może rozumieć.
Pan Jezus do Jadwigi powiedział, że to są ostatnie lata spokoju. Już dość obrazy dla Mnie Pana życia i śmierci. „Będę karał za brzydkie mody, krótkie suknie, i za zgorszenia, na zabójstwa dzieci nienarodzonych. Będzie płacz i prosić Mnie będą o spokój, ale już nie wysłuchałam. Czekają godzinami w kolejkach w sklepie po różne rzeczy a do Mojego Kościoła nikt nie wchodzi aby zgiąć kolana i powiedzieć Jezu kocham Ciebie i mi błogosław. Wielka rana dla Mnie. Ja was wołam pójdzie do Mnie wszyscy a Ja was wspomogę. Córko Ty Mnie nawiedzaj jak dotychczas, bo inni zapominają o Mnie. Nie mówią pacierza ani różańca, nie wierzą, że dusza jest nieśmiertelna. Wierzą w gry, zachcianki i pieniądze, i mało Mnie kochają.
O stygmatach Jadwigi Bartel dowiedział się również prymas ks. Kardynał Stefan Wyszyński. Całą tą sprawę zbadał. Przysłał Jadwidze obrazek z podpisem z drugiej strony: „stygmatyczce – Prymas”.
W związku z tymi życzeniami Ks. Prymasa Wyszyńskiego nasuwają się różne wnioski. Jeżeli tą sprawę zbadał sam Ks. Prymas i potem potwierdził ją przez przysłanie obrazku ze swoim podpisem, to nie ulega żadnej wątpliwości co do prawdziwości jej Objawień.
Pewnego razu a było to w październiku pisze Jadwiga – wróciłam z kościoła z różańca. W domu odmawiałam jeszcze oficjum do Matki Bożej. Nagle po drugiej stronie stołu stanął Pan Jezus. Ja uklękłam i mówiłam: Pan mój i Bóg mój Mnie odwiedza. Wtedy usłyszała słowa: odwiedzam Cię stygmatyczko, wiem że Twoje serce rozpromienia Moja obecność. Niebo i ziemia ogarnąć Mnie nie mogą. Wielka łaska uświęca twoją duszę i ciało. Będę Cię córko dużo odwiedzał i rozmawiał z Tobą jako Moją Oblubienicą z wielu tysięcy wybraną. Nie przejmuj się co Cię ta kobieta okradła, ona męża otruła i Ciebie ukrzywdziła.
Jej dusza już wiele lat jest potępiona i nie módl się za nią. Masz tu blisko ubogich. Wspomagaj te dzieci. Ja Ci dopomogę, Moja łaska będzie z tobą. Odwiedzaj chorych i mów im żeby zgodzili się z Wolą Bożą, bo Pan Jezus więcej wycierpiał. Jeżeli przyjdzie list z prośbą o zdrowie żebyś się modliła, to przyjdź, Ja tam będę czekał na Ciebie w tabernakulum i przeczytaj Mi prośby te ze szczerymi łzami to Ja Ciebie wysłucham. Gdy będziesz wychodziła z kościoła to powiedz Mi że chcesz być w niebie i ofiaruj Mi cierpienia stygmatyczne na Moją chwałę. Wówczas Jadwiga powiedziała: Panie zawsze będę wypełniać Wolę Twoją i dodała: powiedz Panie Matce Swojej Maryi żeby przyszła tu do Mnie bo Ją tak kocham i tęsknię za Nią. Może już niegodna jestem Jej widzieć to przebacz Mi Moje słowa. Pan Jezus wtedy Jej powiedział: Matka Moja Cię odwiedzi w mieszkaniu i da Ci w ramiona Mnie jako Dzieciątko, które Ci łaska Moja daje widzieć w czasie wystawienia. Co Ci mówię zapisz w pamiętniku.
Innym razem kiedy Jadwiga wróciła z różańca i śpiewała dobranoc głowo święta, w oka mgnieniu przyszedł Pan Jezus w całej jasności aż bił wielki blask tak, że Jadwiga nie mogła dobrze otworzyć oczu. Jadwiga uklękła i mówiła Pan mój i Bóg mój, ach jaka radość napełnia serce Moje gdy w tym ubogim domku odwiedzasz mnie, małą dziewczynkę, uważam się za najgorszą a serce Moje płonie wielką miłością dla Ciebie i Twojej kochanej Matki, co Mi użyczyłeś ze swej łaski oglądać w kościele i w domu. Pan Jezus odpowiedział: mówisz córko że ubogi ten domek a Ja Ci mówię to jest pałac dla Mojego serca. Tu jest Moja córka wybrana z tysięcy. Te słowa pod Moim wizerunkiem wyszyłaś na Moją i Matki Mojej chwałę. Módl się codziennie jeszcze więcej o nawrócenie grzeszników bo Moje serce ranią, przebijają je włócznią słudzy Moi. Módl się i nie przestawaj nawet w nocy i za te dusze co je widzisz, One się polecają Twoim modlitwom, słyszysz ich jęki i głos ratuj. Dużo im ochłody użyczam gdy odprawiasz drogę krzyżową i za te dusze ją ofiarujesz. Widzisz Moja córko ile ich wychodzi w pierwsze piątki za Twoją przyczyną. Te dusze Mnie uwielbiają w niebie i śpiewają święty, święty, Pan Bóg Zastępów i swoim śpiewaniem modlą się w Twoich intencjach.
Innym razem Jadwiga pisze, że kiedy przyszła do domu, odmawiała litanię do Najświętszego Sakramentu. Przyszedł Pan Jezus, upadła na kolana, pozdrowiła Go i powiedziała: przebacz Mi Panie, że nie w kościele tylko w domu czytam o Twoim cudzie, bo dziś czwartek, kiedyś Panie przemienił chleb w Swoje Ciało i wino w Swoja Krew. Pan Jezus mile się uśmiechnął i mówił: Ja Ci Córko zawsze wszystko przebaczam, Ty Mnie prawie nigdy nie obrażasz a myślisz, że czymś zgrzeszyła. Przychodzę przecież do Ciebie jak do swojej Oblubienicy. Córko Moja będą ciężkie czasy i wojna nieunikniona za łamanie, III, IV, V i VI przykazania. Tyś stygmatyczko w tym niewinna Ja Cię dużo wysłuchuję, będzie droga żywność i dużo rzeczy nie do kupienia. Ten ksiądz, który Cię prosił o modlitwę, bo jest chory, wysłucham Cię i Twoje łzy, On wyzdrowieje. To kapłan według Serca Mojego, jest pokorny i naucza gorliwie o Sercu Moim. Łaski, które Ci użyczam są szczególnym darem nadprzyrodzonym i zadatkiem wiecznego zbawienia. Następnie Pan Jezus mówił że łaska odrywa Cię od rzeczy ziemskich a wznosi do rzeczy niebieskich. Łaska znosi ubóstwo i wszystko odnosi do Mnie. Módl się wciąż o nawrócenie grzeszników. Wielką radość Mi sprawiasz że miłujesz Mnie ponad wszystko, że codzień Mnie odwiedzasz, przyjmujesz Mnie do serca w Komunii św., i o Męce Mojej rozważasz. Serce Moje jest pełne miłosierdzia dla pokornych a mających się za największych grzeszników. Właśnie wybrałem Ciebie i Miłość Cię strawi. Tak Oblubienico Moja, przyjmuję Twoje cierpienia jak do rzeczy wyższych. Ja Pan życia i śmierci chcę właśnie w Tobie zamieszkać. Córko mam mało dusz nawet w stanie kapłańskim, które Mnie miłują. Ja konam z pragnienia. Miła Mi chwila, gdy się poświęcasz w milczeniu. Jam umarł na krzyżu dla zbawienia dusz, módl się o nawrócenie grzeszników i za cały świat.
Po raz pierwszy zapytał Mnie Pan Jezus, czy chcesz córko Moja abym Ci powiedział jakie jest Twoje wewnętrzne usposobienie ? Jadwiga odpowiedziała: nie wiem Jezu. A więc pisz: wewnętrzny stan twojej duszy jest stanem pokoju, ufności i miłosierdzia, Twoim odpoczynkiem jest Bóg, Twoim pragnieniem Bóg, który Cię sobą napełnia, czujesz nieustanne pragnienie Jezusa pragniesz Go miłować za tych, którzy Go nie miłują, pragniesz cierpieć za dusze, które widzisz co tydzień, pragniesz widzieć dzieciątko Jezus, pragniesz aby nigdy nie płakał Pan Jezus w chwili wystawienia Najśw. Sakramentu, pragniesz abym przebaczył wszystkie grzechy ludziom na spowiedzi i aby wszyscy się nawrócili, pragniesz abym użyczył spokoju i zgody między panującymi, pragniesz aby wszyscy zachowywali 10 przykazań bożych. Córko zachwyciłaś Moje serce w duchu pokoju, działam tylko w Twojej duszy bo znajduję pokój. Jeszcze będziesz wiele cierpiała za grzeszników i za dusze w czyścu cierpiące. Za te co nie mają żadnego ratunku, będziesz wiele cierpiała za oziębłych kapłanów, za młodzież i za cały świat. Świętość składa się z mnóstwa dobrych uczynków i cierpień. Wszystko w Tobie córko Moja powinno tchnąć pokojem, wznoś się na wyżyny, żyj tu na ziemi jakbyś żyła w klasztorze. To jest pożytek dla Twojej duszy. Moje miłosierdzie dokona w Tobie wielkich rzeczy. Kiedy dojdziesz już do tego, że utrapienia staną Ci się słodkie i polubisz je dla Mnie, wtedy bądź pewna, że dobrze się dzieje z Tobą, bo raj na ziemi znalazłaś. Nigdy nie próżnuj, zajmuj się jakąś pracą a jeżeli oschłość wpadnie to tym się nie przejmuj. Ty masz serce czułe i tkliwe. Czekałem aż kielich cierpienia wypije Twoja dusza, a wtedy udarowałem Cię córko moja różnymi łaskami. Zawsze się zgadzaj z Wolą Moją i jak dotąd do ludzi nigdy się nie skarżyłaś. Te łzy policzyłem, coś przechodziła Męki od twojego męża, bo w tym była Wola Moja i Mojej Matki. Patrzyłem gdyś w dużym śniegu grzęzła i szłaś w pierwszy piątek do Mnie i Mojej Matki, aż pot zalewał Ci oczy. Tak się spieszyłaś abyś zdążyła. Mówiłaś w swoim sercu O Jezu, kiedy ja zajdę do tego kościoła, taki śnieg. Zdjęłaś i niosłaś płaszcz w ręku, aż zmęczyłaś się. W tym dniu tyle razy Mi serce pocieszyłaś i dlatego udarowałem Cię po raz pierwszy cierpieniami, które będą trwały do końca Twego życia.
To co dziś piszesz będzie drukowane. Dużo dusz cierpi w czyścu po 200 lat, mają ochłodę za Twoje modlitwy, a wejść do nieba nie mogą aż przy końcu świata, cierpią za swoje grzechy nieczyste nawet i kapłanów jest mnóstwo, cierpią za grzechy przeciw świętej czystości, najwięcej jest młodzieży, kobiet, mężczyzn, płaczą, tak jak widzisz, bo się palą, bo do nieba nic zmazanego wejść nie może. Pamiętaj o tych duszach, które właśnie od Ciebie córko pomocy potrzebują. Ofiaruj za nich nawet Twe niewygodne posłanie w łóżku i tymi uczynkami też dusze ochłodę na kilka godzin mają. Każdy uczynek dla twych rodziców też ofiaruj za dusze, ile możesz uczyń coś ubogiemu, czego masz za dużo oddaj chętnie, a Ja użyczę ochłody dla tych dusz cierpiących. Córko Moja stworzyłem ten świat i wszystko co się porusza na ziemi, te zioła, te kwiaty, te pory, które się zmieniają dla człowieka a ludzie nie odwdzięczają Mi się. Nie mają czasu na odwiedzanie Mnie, w niedzielę pracują, ranią Moje Serce jeszcze bardziej niż w czasie męki. Będę karał głodem, powietrzem i wojną która jest nieunikniona. Dziś Ci córko dużo powiedziałem. Wszystkie krzyże, radości i łaski jakie Ci zsyłam znoś jak zawsze dotąd cierpliwie, a za wszystkie boleści będziesz miała radość w niebie. To objawienie pisze Jadwiga było w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego i trwało pół godziny.
Innym razem Pan Jezus mówił: wiele cierpię od młodzieży wstępującej w sakrament małżeństwa, od wyrodnych matek, od niewierzących, którzy mówią, że duszy nie ma człowiek, że nie ma Boga, że księża to wszystko wymyślili o duszy i o Mnie Panu życia i śmierci. Ty córko cierpisz prześladowanie i klątwy od męża, po cichu przeklina Cię abyś jak najprędzej zmarła. Twój mąż się nie modli. On nie jest taki chory tylko udaje aby rentę otrzymać. Od ludzi też cierpisz prześladowanie, dźwigaj ochotnie krzyż jak Ja Go dźwigałem w czasie męki, obecnie módl się za grzeszników i za cały świat, zostań w pokoju córko wybrana, w ostatniej godzinie będę przy Tobie po Twoją duszę.

Dzieci nienarodzone

Każdego człowieka – mówiąc ogólnie – stwarza Pan Bóg przy udziale rodziców, to jest ojca i matki. Z tego wynika, że wielkie znaczenie mają rodzice. Są oni niejako pomocnikami samego Boga w przekazywaniu nowego życia. Sprawa ta wydaje się na pierwszy rzut oka zrozumiała i jasna. Aby powstało nowe życie, musi być ojciec, musi być matka i musi być Pan Bóg. Ojciec i matka bez aktu stwórczego Boga, życia sami nie stworzą. I odwrotnie, bez połączenia komórki żeńskiej i męskiej, ojca i matki również Pan Bóg sam nowego życia nie stworzy. Można więc powiedzieć, że Pan Bóg w tym znaczeniu jest zależny od rodziców, a rodzice zależni od Pana Boga. Większą rolę i znaczenie oczywiście odgrywa akt Stwórczy samego Boga. Jednak Pan Bóg potrzebuje tu również z konieczności rodziców. Można więc powiedzieć ,że oni są niejako pomocnikami Boga w przekazywaniu nowego życia.
Jest dogmatem wiary, że od pierwszej chwili poczęcia, kiedy obie komórki tak się połączyły przez podzielenie, że powstaje zalążek nowego życia w tej samej chwili Pan Bóg stwarza duszę temu nowemu dziecku. Dokładnie nie możemy powiedzieć kiedy ma miejsce akt stwórczy Boga. Stary Testament a później św. Tomasz z Akwinu powiedzieli, że ta chwila ma miejsce po kilkunastu dniach. Jednak precyzyjnie, dokładnie tego człowiek nie może określić bez specjalnego objawienia w tej sprawie. Ponieważ tego nie wiemy dlatego każde poczęcie musi być chronione. W przeciwnym razie każdy zamach na to nowe życie jest zwykłym morderstwem. Odbiera się życie dziecku, które się nie może bronić, i które nic złego nikomu nie wyrządziło. Jest to zbrodnia większa gdyby się skazało na śmierć człowieka dorosłego np. złodzieja, bandytę itd.
Skazując dziecko nienarodzone na śmierć, zamyka się jemu wejście do nieba. Skazuje się je na otchłań. Jest to miejsce – jak mówi dogmatyka, gdzie dzieci przebywają w ciemności i Boga już nigdy nie mogą oglądać. To co podaje dogmatyka potwierdza sam Pan Jezus w objawieniach do swojej córki Jadwigi, że już nigdy Boga, swojego dobrego Ojca, który dał im życie i powołał z nicości do istnienia nie zobaczą.
Gdy człowieka dorosłego skazuje się na śmierć, to umożliwia się mu jeszcze nawrócenie i żal przed śmiercią. Ten ma możliwość odpokutowania za swoje grzechy w czyścu i zdobycia nieba. Dziecko nienarodzone a uśmiercone, zabite w łonie matki, takiej możliwości już niestety nie ma. Widać więc, że to jest bardzo ciężkie przewinienie. O dusze tych dzieci Pan Jezus kiedyś się surowo upomni. Będzie ciężko karał matki, lekarzy i wszystkich moralnych sprawców, którzy do tego zabójstwa się przyczyniają. Bardzo często Pan Jezus w Swoich objawieniach mówił o zabijaniu dzieci nienarodzonych różnymi zabiegami. Mówił, że to jest straszna zbrodnia. Wiemy że w różny sposób można dokonać aborcji. Często lekarz bierze nóż do ręki i dokonuje kranatomii, to jest stopniowego odcinania dziecku nóżki, rączki i innych części organizmu. Pan Jezus powiedział, że dziecko woła, krzyczy i prosi aby go nie pozbawiać życia. Lekarz i matka tego wołania nie słyszy, ale mordują dziecko z zimną krwią.
W Norymberdze, po kapitulacji Niemiec, skazano na śmierć prawie wszystkich zbrodniarzy wojennych. Sprawiedliwości stało się zadość. Tu jednak w czasach pokojowych, w szpitalach i gabinetach lekarskich morduje się dzieci, które nic złego nie zrobiły. To wszystko dokonuje się zgodnie z prawem. Zbrodnicza jest więc dzisiejsza cywilizacja i zbrodnicze prawo.
Czytamy we wspomnieniach Jadwigi Bartel, że po wojnie zabito w Polsce różnymi zabiegami 40 milionów dzieci (czterdzieści milionów). Niektóre matki czytamy tam, są tak przewrotne, że wolą na smyczy prowadzić psa aniżeli wychowywać dziecko. Często powiedział Pan Jezus szatan szepce do ucha niejednej matki po co będziesz się męczyła z dzieckiem, lepiej go usunąć a będziesz swobodniejsza.
Prawie w każdym objawieniu Pan Jezus skarży się na wyrodne matki, które zamiast życia przynoszą śmierć.
Bardzo smutne i drastyczne są te objawienia. Oto treści tych okropnych morderstw. Lekarze biorą duże pieniądze za usuwanie zabiegami dzieci. Jedna kobieta uśmierciła dziecko w 5 miesiącu ciąży. Gdy lekarz wkładał nóż do miejsca gdzie dziecko rosło pod sercem, biedactwo uciekało na koniec miejsca, Ta mała dziecina i jej dusza broniła się. Tymczasem lekarz bez litości i miłosierdzia użynał po nóżce i rączce, krew się lała. Lekarz się cieszył że ma pieniądze, a jego dusza i dusza matki pójdzie na potępienie. Będzie żałować w ostatniej godzinie ale dziecku już życia nie wróci. Tak giną i w wielkich boleściach umierają bezbronne dzieci. Lekarze, którzy dokonują tych zabiegów będą potępieni. I cóż im po pieniądzach mówił Pan Jezus. Miałbym dużo kapłanów według Serca Mojego – powiedział Chrystus – gdyby matki nie zabijały dzieci i Moja Matka Niepokalana miałaby dużo pozdrowień Zdrowaś Mario. Najwięcej zabójstw dzieci jest w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach. Jeszcze więcej zabójstw jest w Nowym Jorku i w całej Ameryce. Milionerki wolą mieć psy i prowadzić je na smyczy, aniżeli dzieci. Spuszczę karę za zabójstwa dzieci. Będę karał powietrzem, głodem, ciężkimi czasami, dużo rzeczy nie będzie można kupić i na końcu przyjdzie nieunikniona wojna. Pan Jezus powiedział, że jednego roku zostało zabitych nienarodzonych dzieci przeszło sto milionów. Odwracam Swoje oblicze od tych wyrodnych matek, one Mnie przybijają, do krzyża koronę cierniową głębiej wciskają, a bok i serce włócznią przebijają, módl się córko o nawrócenie tych wyrodnych matek. Gdy te słowa Pan Jezus wymawiał był smutny i miał łzy w oczach.
Dziecko ma duszę od pierwszej chwili poczęcia potwierdził Pan Jezus. Tak samo również mówi i dogmatyka. Gdy jedno dziecko matka zabije, to dusza tej matki będzie do końca świata w największych i najcięższych płomieniach w czyścu, a gdy więcej to na potępienie dusza pójdzie tej matki. Codzień matki zabijają w Polsce ponad pięćset dzieci nienarodzonych. Te słowa powiedział Pan Jezus w roku 1971. Od tamtej chwili do dziś napewno ilość dzieci zabitych jest większa. Wielka rana dla Mojego Serca, tyle duszyczek w ciemności, nigdy Mnie już oglądać nie będą. Wszystkie matki co zabiły dzieci będą potępione, bo zabijają coraz więcej. W wielkich męczarniach schodzą niewinne dzieci z tego świata. Biada tym wszystkim matkom. Jedna z matek zabiła już szóste dziecko.

Pan Jezus kiedy to mówił był bardzo smutny jakby mówił przez łzy. Te duszyczki mówią: mamo nie z zabijaj mnie, ale matki nie słyszą głosu dzieci, tylko słyszą głos szatana, bo ma już duszę matek w sidłach piekielnych. W dzień sądu okaże się ile matek usłyszy Moje słowa: idźcie przeklęte matki w ogień wieczny za łamanie piątego przykazania. Dużo tych matek będzie żałowało, ale dość tej obrazy, idźcie w w przepaści piekielnej.
U Jadwigi była kiedyś jedna pani doktor. Jako lekarz nie tylko sama zabiła dziecko nienarodzone ale również namawiała matki aby się nie męczyły z wychowaniem tylko je zabijały. Lekarze dają takie zastrzyki i tabletki, że dziecko po kilku godzinach w strasznych męczarniach schodzi z tego świata do ciemności, czy jak mówi dogmatyka do otchłani.
Matki które, zabiły dzieci nienarodzone słyszą ich wyrzuty, słyszą płacz swoich dzieci. Chociaż zajmują się czym innym to mają wyrzuty sumienia i słyszą głos tych dzieci: mamo po coś mnie zabiła, ja bym cię kochała, byłabym pobożna, ładna. Miałabym długie włosy, po coś mnie matko zbrodniarko zabiła. Często kiedy Pan Jezus mówił o tych matkach dodawał na końcu, módl się o nawrócenie tych wyrodnych matek.
Jedna matka zabiła już czwarte dziecko. Z, Woli Bożej powiedział Chrystus słyszy płacz swojego dziecka. Ono jej nie da spokoju w nocy. Teraz matka za to żałuje ale już za późno. W ostatniej godzinie wpadnie w rozpacz. Dusza jej będzie potępiona, bo przekroczyła liczbę swoich grzechów.
Jednego roku zabiły matki na całej kuli ziemskiej przeszło milion dzieci. Dużo lekarzy będzie potępionych za zabójstwa dzieci. Matki płacą setkami i tysiącami aby pozbyć się dzieci. Bez chrztu duszyczki tych dzieci Mnie – mówi Pan Jezus – oglądać nie mogą, ich dusze idą do ciemności, do otchłani.

Anioł Stróż

Pismo św. Starego Testamentu mówi, że Pan Bóg stworzył niezliczoną ilość aniołów. Wszystkich aniołów dzieli Pismo św. na dziewięć chórów anielskich. Są to : aniołowie, archaniołowie, cherubini, serafini, moce, władze księstwa i panowania. Każdy anioł ma jakieś zadanie do spełnienia. Św. Tomasz z Akwinu pisze, że Bóg wyznaczył każdemu aniołowi co innego do spełnienia. Powstaje pytanie: jakie zadanie ma powierzone od Boga anioł stróż.
Pismo św. wyraźnie mówi: aniołom swoim rozkazał Bóg, aby człowieka strzegli od różnych nieszczęść. Aby go prowadzili i opiekowali się nim przez całe życie. Anioł jest duchem, nie ma ciała tylko rozum i wolną wolę. Do swego anioła stróża trzeba się modlić i prosić Go o opiekę.
Pan Bóg chętnie wysłuchuje różne prośby i przysyła do pomocy różnych aniołów i archaniołów. Liczne są przykłady które podaje Pismo św. jak aniołowie opiekowali się ludźmi jak np. historia Tobiasza, anioł wyprowadza z więzienia Piotra itd.
Również i Jadwiga Bartel modliła się do swojego anioła stróża. Uciekała się do Niego w różnych potrzebach. Pan Jezus powiedział Jej, że będzie Go widziała. Jednak w swoich pamiętnikach nigdzie nie pisze, że go widziała. Bardzo dużo się modliła. Kiedy kładła się na spoczynek nocny, prosiła anioła stróża aby w tym czasie kiedy będzie spała, unosił do Boga Jej sen (pieśń wieczorna wszystkie nasze dzienne sprawy mówi: niech cię nawet sen nasz chwali). Kiedy człowiek zapada w sen, przechodzi ze wszystkimi procesami życiowymi ze świadomości w podświadomość. Organizm pracuje dalej, serce „bije”, krew płynie w żyłach, komórki mózgowe pracują itd. Jadwiga prosiła, aby to całe życie w podświadomości a szczególnie pracę serca zanosił przed Tron Boży. Niech wszystko co jest we Mnie – pisze przez pośrednictwo anioła chwali Pana Jezusa. Ona dobrze rozumiała że każdy człowiek przez swoje życie, od rana do wieczora, każdego dnia, a nawet i w nocy od wieczora do rana ma chwalić Boga.
Anioł nigdy nie odpoczywa, bo duch nigdy się nie męczy. Wiedziała o tym i chciała aby przez pośrednictwo anioła chwalić Pana Jezusa i Matkę Bożą również i w nocy. Wzywała anioła stróża również i w dzień; prosiła aby jej modlitwy zanosił przed Tron Boży, aby razem z Nim mogła lepiej chwalić i bezinteresownie służyć Bogu. Aniołowie zawsze wpatrują się w Oblicze Boże i śpiewają bez przerwy: święty, święty, święty itd. Prosiła, aby razem z aniołem mogła swoim życiem wyśpiewywać chwałę Bogu.
Można przecież w swoich modlitwach zwracać się bezpośrednio do Pana Boga, a Matki Bożej i różnych świętych. Lepiej jednak zwracać się do Niego za pośrednictwem swojego anioła stróża.
Jadwiga często powtarzała krótki akt strzelisty: Ojcze i Boże mój miłuję Cię nade wszystko. Prosiła, więc anioła stróża, aby tą modlitwę za Nią odmawiał w czasie snu. Do Niego zwracała się również aby prosił razem z Nią o wysłuchanie różnych próśb.
Pan Jezus powiedział, że „cieszy Mnie że prosisz swojego anioła stróża aby w czasie snu ofiarował każde uderzenie twojego serca i każde tchnienie na Bożą chwałę. Przyjmuję również wszystkie Twoje boleści za Jego pośrednictwem na Moją chwałę. Udzielę Ci tej łaski abyś widziała Twojego anioła stróża bo Go bardzo kochasz. Modlitwy Swoje ofiarujesz, aby On je zaprosił do tabernakulum. Przyjmuję to chętnie jak woń kadzidła i róż najwonniejszych.”

Trzy ciemne dni i Sąd Ostateczny

Pismo św. mówi, że Pan Bóg stworzył niebo, ziemię. Tymi słowami określa Mojżesz stworzenie całego wszechświata. Nasza ziemia była z początku pusta i bezładna. Jednak jak czytamy dalej Pan Bóg przygotował ją do zamieszkania przez człowieka.
Nasza wiedza i wszystkie wiadomości o kuli ziemskiej są bardzo. małe. Kiedy Amerykanie chodzili po księżycu, patrzyli z tych wielkich odległości na naszą ziemię. Mówili wtedy że nasza ziemia wyglądała jak mała piłeczka zawieszona w przestrzeni kosmicznej. Kiedy stanęli na ziemi, patrzyli z ziemi na księżyc, i to samo mówili o księżycu co przedtem mówili o ziemi. Wszystko więc można powiedzieć „wisi” gdzieś w tej wielkiej przestrzeni kosmicznej. Uczeni astronomowie stwierdzają, że w tej wielkiej przestrzeni w tym ogromnym wszechświecie są jeszcze niezliczone planety i gwiazdy.
Między tymi większymi i mniejszymi ciałami niebieskimi krąży jeszcze 150 (sto pięćdziesiąt) komet. To dziwne ciało niebieskie składa się z dwóch części mówiąc naszym sposobem wyrażania się. Składa się z głowicy i długiego warkocza smugi dymu. Te wielkie ciała niebieskie posuwają się z wielką prędkością. Kula ziemska jest jedną z planet należących do układu słonecznego. W jego centrum znajduje się słońce. Dookoła niego w tej wielkiej pustej przestrzeni kosmicznej jest kilka planet. Są to: Merkury, Wenus, Ziemia, Mars, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun, Pluton i liczne planetoidy. Oprócz tego są tam liczne meteory i pył kosmiczny. Dookoła niektórych planet znajdują się księżyc. Nasza ziemia ma tylko jeden księżyc. Inne planety mają po kilka księżyców. Najbliżej ziemi znajduje się księżyc. W przestrzeni kosmicznej nie ma powietrza czyli atmosfery. Jeżeli nad tym się zastanawiamy to trudno to sobie wyobrazić. Dalej od ziemi są różne gwiazdy. Są to rozrzażone olbrzymie jakby kule gazowe.
Zmieniają one stale swoje położenie. Wszystkie gwiazdy, planety, a w naszym układzie również i słońce oddziaływują wzajemnie na siebie. Dla nas ludzi żyjących na ziemi największe znaczenie ma słońce. Człowiek pochłonięty swoją pracą, różnymi trudnościami, kłopotami, swoim zdrowiem i różnymi innymi sprawami, nie zdaje sobie sprawy i wcale się nie zastanawia że prawie wszystko na ziemi, a więc i on sam, zależy od słońca. Jesteśmy przyzwyczajeni, że rano słońce „wschodzi” wieczorem „zachodzi” i tak już musi być. Trudno sobie wyobrazić, że to słońce gdyby przestało świecić i ogrzewać ziemię to skończyłoby się wszelkie życie na naszej planecie. Tak niestety będzie przy końcu świata. Powiedział Pan Jezus, że słońce się zaćmi, a księżyc nie da swojej światłości.
Aby lepiej zrozumieć jak mała jest ziemia w stosunku do innych planet, przypomnijmy sobie, że słońce jest milion trzysta razy większe od naszej ziemi. Gwiazda Syriusz jest dwanaście razy większy od słońca, a gwiazda Kapela pięć tysięcy osiemset razy większa od słońca. Gwiazda Kanopus osiem tysięcy razy większa od słońca.
Z tego wynika, że Wszechświat jest bardzo wielki, ogromny. Rozum ludzki rzeczywiście ogarnąć go nie może – jak śpiewamy w pieśni.
Wiadomo że całym światem, wszystkimi planetami, Ziemią, Słońcem kieruje Pan Bóg. Wszystko jest posłuszne Jego Woli. Ziemia istnieje już kilka milionów lat. Miała kiedyś swój początek, kiedy ją Pan Bóg stworzył i będzie miała, a swój koniec. To że ziemia się kiedyś skończy i przestanie istnieć stwierdzają różni naukowcy na podstawie różnych badań. Jednak nikt nie wie kiedy to nastąpi. Chodzi tu nie tylko o koniec świata, ale również i o to wszystko co się będzie działo z ziemią pod koniec świata.
Pan Jezus powiedział swojej Wybranej Córce, że będą przed końcem świata trzy ciemne dni. Nie będzie słońca tylko będą same ciemności jak w nocy. Trudno to zrozumieć.
Co do tego faktu, co do tego wydarzenia są różne hipotezy, różne przypuszczenia. Jest rzeczą pewną, że wydarzy się wielka kosmiczna katastrofa. Ziemia wypadnie ze swej orbity i przesunie się gdzieś w przestrzeń kosmiczną. Te różne przypuszczenia podają, że ziemia wpadnie w warkocz dymu jakiejś komety.
Te ciała niebieskie posuwają się z wielką prędkością. W głowicy komety spalają się gazy i wydobywają się na zewnątrz. Kometa więc ciągnie za sobą długi ogon dymu i różnych gazów. Właśnie kiedy kula ziemska wypadnie ze swej orbity wskutek zaburzeń, to wpadnie w ten dym i gazy wydobywające się z komety.
Jadwiga chciała się kiedyś zapytać, a właściwie tylko myślała – bo jak mówiła nigdy nie miała odwagi się o różne sprawy pytać bo Pan Jezus albo Matka Boża przychodziła z wielką jasnością i majestatem – czy te trzy ciemne dni będą rzeczywiście kiedyś miały miejsce. Matka Boża potwierdziła i powiedziała, że lepiej żeby ich nie było.
Będą to dni pełne grozy i różnych niebezpieczeństw. Można sobie wyobrazić, że zamiast czystego powietrza będzie dym i trujące gazy. W takiej atmosferze trudno będzie się poruszać i trudno oddychać. Oprócz tego jak wynika z wypowiedzi Chrystusa w tym czasie grozy i ciemności będą jeszcze jakieś przerażające znaki. Nie wiemy co to będzie. Prawdopodobnie będą to błyskawice, pioruny, trzęsienia ziemi, wylewy rzek, różne nawałnice, huragany, tajfuny itd. Ewangelie mówią kiedy to wszystko nadejdzie, ludzie będą drętwieć z przerażenia z powodu tych różnych okropności. Wówczas podnieście wasze głowy bo zbliża się wasze odkupienie, ale teraz to jeszcze nie koniec.
O tych ciemnych trzech dnia Pan Jezus powiedział: „gdy wszystko legnie w gruzach, wtedy ludzkość zrozumie, że ponad wszystkim istnieje Wszechmocna Moja Wola. Dymy i podmuchy trąb powietrznych będą zmiatać i niszczyć wszystkie wyniosłe budowle wzniesione przez pychę ludzką i dla własnej chwały. Kiedy to wszystko będzie się działo, zbierzcie się na modlitwę obok Mojego Krzyża, wzywajcie Aniołów Stróżów i oddajcie się w opiekę Mojej Matki. Nie przerażajcie się tym co widzieć będziecie, piekło się będzie wysilać lecz to szkodzić wam nie będzie. Walczcie o dusze i bądźcie blisko Mojego Serca. Ofiarujcie Mi wasze prośby, gwałtowne pokusy i niewidzialne udręki, które was będą męczyć. Ofiarujcie Mi wasze prośby na korzyść tych biednych grzeszników, którzy wyśmiewają się z kapłanów tak drogich Mojemu Sercu. Cierpienia wasze ofiarowane za nich wyjednają, że dam im łaskę skruchy w momencie ich śmierci. Zapewniam, że Miłość Moja was wynagrodzi. Trwajcie tak przez jedną noc i jeden dzień. Następna noc przyniesie Wam koniec okropności. Z blaskiem następnego dnia słońce ukaże się a światło i ciepło złagodzi smutki nocy. Przyjmijcie nowe życie z pokorą i wdzięcznością. Żyjcie w prostocie, miłości i pokoju według Moich zamiarów. Pocieszajcie się wzajemnie, dodawajcie sobie otuchy i odwagi. Módlcie się i czyńcie z siebie ofiary tak, aby Moje błogosławieństwo mogło przynieść każdemu poświęceniu obfite owoce. Bądźcie stali i niewzruszeni w walce o Mój honor. Walczcie bronią dobrych uczynków, różnych modlitw i poświęceń z wewnętrznym przekonaniem, że jest to waszym obowiązkiem. Miejcie współczucie dla uwięzionych współbraci, których pycha wiedzie do ruiny. Bądźcie gotowi spotkać się z prześladowaniem jak Ja się z nim spotkałem. Dajcie się nawet ukrzyżować za waszych braci. Za to możecie wyjednać łaskę nawrócenia dla wszystkich. Zawsze zwracajcie się do Mego Miłosierdzia i do Mojego Serca, które jest przepełnione Miłosierdziem do ostatnich granic. Uciekajcie się do Matki Łaskawej, wtedy nieuniknione wasze cierpienia spowodują zwycięstwo nad piekłem i Moi aniołowie przywiodą dusze pokutujące, które były skazane na potępienie, do radości rajskich.
Zaraz po tych słowach, mówił Pan Jezus o Sądzie Ostatecznym. Oto słowa pełne grozy zapisane przez Jadwigę. „Przyjdę w mroźną noc, na ten przeładowany grzechem świat z przerażającym grzmotem, gwałtowną wichurą i huraganami. Pioruny będą wypadać z ognistych chmur, powietrze będzie przesycone trującymi gazami. Dymy i podmuchy trąb powietrznych będą zmiatać i niszczyć wyniosłe budowle wzniesione przez pychę ludzką i dla własnej chwały. Gdy wszystko legnie w gruzach, wtedy dopiero ludzkość zrozumie że ponad wszystkim istnieje Wszechmoc Moja, która zmiażdży wszystkie plany tej próżnej chwały.
Kiedy Pan Jezus mówił te słowa pisze Jadwiga był bardzo smutny. Na koniec powiedział: „córko Moja ziemia i niebo przeminą, ale słowa które Ci dziś i dawniej powiedziałem nie przeminą”.
Jadwiga wszystkie słowa zaraz pisała gdy Pan Jezus równocześnie to mówił. Na końcu dodała sama od siebie: że dnia dzisiejszego nigdy nie zapomni.
Tak więc z powyższych słów wynika, że rzeczywiście zbliżają się trzy ciemne dni, koniec świata i Sąd Ostateczny.
Kiedy te wydarzenia nastąpią nikt nie wie. Uczniowie jak mówi Ewangelia, pytali się swojego Mistrza kiedy to wszystko będzie się działo. Pan Jezus powiedział, że o tej chwili nikt nie wie, nawet Syn Boży – jako człowiek ani aniołowie w niebie. Trzeba więc powtórzyć słowa Naszego Mistrza: czuwajcie i módlcie się, bo nie wiecie dnia ani godziny kiedy Wasz Pan przyjdzie.

Modlitwa, cierpienia i różne umartwienia

W pielgrzymkowej pieśni śpiewamy: „jak w uczniowskim zeszycie jakieś trudne zadanie, takie dziwne życie, wielki znak zapytania. Co jest najważniejsze, co jest najpiękniejsze, za co warto życie dać”. Na końcu śpiewamy „kochać co dzień od nowa – kochać coraz goręcej, zawsze być blisko Boga razem z Nim iść przez świat.”
Katechizm mówi, że człowiek stworzony przez Boga, żyje na ziemi po to, aby Boga poznawał, Jemu służył i Go kochał, a za wierną służbę zdobył królestwo niebieskie. Co to znaczy kochać Boga ? Kochać Boga to nie znaczy tylko mówić, że się Go kocha, bo takie słowa są zupełnie puste i nic nie znaczą. Kochać Boga to znaczy, szanować Go, wiernie Mu służyć a przede wszystkim wypełniać Jego przykazania. Św. Jan mówi wyraźnie w swojej ewangelii, że ten miłuje Boga kto spełnia Jego przykazania, a przykazania Jego nie są ciężkie. W ten sposób na życie swoje powinni patrzeć wszyscy katolicy. Inaczej na swoje życie ziemskie patrzyła Jadwiga. Pisałem o tym, że miała Ona wyznaczone specjalne zadanie. Służyć Bogu, szanować Go i Go kochać to dla Niej oznaczało, bardzo dużo się modlić, bezgranicznie cierpieć i ponosić różne umartwienia i wyrzeczenia.
Już na samym początku Pan Jezus powiedział Jej, że będzie dużo cierpieć, „przez Twoje cierpienia stygmatyczne i przy pomocy Mojej łaski będziesz zbawiała dusze w czyścu cierpiące, a przez modlitwę i różne wyrzeczenia będziesz nawracała niewierzących”. Pan Jezus powiedział Jej: „Ty jesteś ofiarą Mojej sprawiedliwości i ukojeniem dla Mojej Miłości. Poświęcę Cię na ołtarzu mieczem Miłości, skrępuję Cię więzami miłości, i zniszczę Cię i spalę w ogniu miłości”. Kiedy te słowa Jadwiga usłyszała napisała w swoim pamiętniku że to są jakieś ważne słowa bo jeszcze nigdy Pan Jezus takich słów nie mówił. Widać z tego, że tak Pan Jezus mówił kiedyś do swoich wybranych córek i synów, różnych mistyków. Podobnie i dziś powtarza te same słowa do swoich wybranych dusz. Wielkie więc Jadwiga miała zadanie do spełnienia.
Innym razem powiedział Chrystus: „będziesz święta ale nie według twoich myśli ale według Mojego sposobu zdobycia tej największej wartości”. Tak więc Jadwiga miała się modlić, cierpieć i ponosić różne dobrowolne umartwienia w najwyższym stopniu.
Wielkie znaczenie dla każdego człowieka ma modlitwa. Pan Jezus kiedyś powiedział, kiedy chodził po ziemi że zawsze trzeba się modlić i nigdy nie przestawać. Powstaje pytanie jak należy to rozumieć ?
Chodzi tu o modlitwę w dosłownym i szerszym znaczeniu. Pierwsze znaczenie to takie, że kiedy się modlimy to mamy ręce złożone i odmawiamy różne modlitwy z książeczki lub z pamięci.
Druga modlitwa w szerszym znaczeniu ma nieco inny charakter. Kiedy wykonujemy wszystkie prace i w ogóle wszystko co czynimy czy to praca w polu, ogrodzie, czy to nauka, podróż, pielgrzymka, wycieczka itp, wykonywane z dobrą intencją na część Pana Boga mogą być również modlitwą. Modlitwa jak mówi katechizm to wzniesienie myśli do Boga lub pobożna rozmowa z Bogiem. W ten sposób można rzeczywiście modlić się zawsze i nigdy nie przestawać. Pan Jezus podał Jadwidze kilka różnych modlitw. Powiedział, aby często powtarzała krótki akt strzelisty: Jezu Ojcze i Boże mój miłuję Cię nade wszystko. Tymi słowami – mówił – wynagradzasz Mi oziębłość ludzi bo oni Mnie nie kochają. Są bardzo niewdzięczni za tyle różnych dóbr, które Ja Pan życia i śmierci im dałem.
Jadwiga codziennie rano wstawała o godzinie 5-tej. Przy ubieraniu się jak pisze – śpiewała godzinki do Matki Bożej. Nauczyła się ich już w dzieciństwie od swojej matki. Jeżeli mogła i była zdrowa to codziennie była w kościele na mszy św. i przystępowała do Komunii św. Nie tylko w kościele, ale również i w drodze do domu dziękowała Panu Jezusowi za wszystkie dobrodziejstwa. Wszystkie prace jak sprzątanie w domu w oborze i na polu były dla niej jakby przedłużeniem dziękczynienia. Kiedyś modliła się dla siebie o zdrowie, aby mogła słyszeć. Pan Jezus wtedy się Jej ukazał, lekko uśmiechnął się i powiedział: „o zdrowie dla Siebie nie proś, już nigdy nie będziesz zdrowa. Dałem Ci inne łaski, przychodzę do Ciebie, widzisz Moją Matkę, widzisz dusze w czyścu, widzisz skrawek Mojego królestwa i widzisz Anioła Stróża”. Modliła się więc już nie więc już nie o zdrowie dla siebie, ale dla tych którzy ją o to prosili, o szczęśliwą służbę w wojsku, o szczęśliwe rozwiązanie, o zgodę w małżeństwie i różne inne przedstawiała prośby. Pan Jezus Jej powiedział: „wszystko o cokolwiek będziesz prosiła otrzymasz, bo Twoje modlitwy zawsze będę wysłuchiwał”. Nic więc dziwnego, że do Niej przyjeżdżało codziennie tyle różnych ludzi.
Kilkanaście lat temu byłem wikariuszem w Grudziądzu w parafii Najświętszej Maryi Panny. W czasie odwiedzin duszpasterskich, w okresie Bożego Narodzenia byłem na „kolędzie” u młodych małżeństwa lekarzy. W czasie rozmowy powiedziała mi młoda mężatka, że za kilka tygodni będzie rozwiązanie. Kiedy to mówiła była trochę zmartwiona i przygnębiona bo mówiła, że nie wiadomo czy dziecko urodzi się żywe. Pytałem się dlaczego o to się martwi. Mamy z mężem niezgodną grupę krwi i w tym wypadku dziecko nie może być żywe. Bardzo dobrze, że mi o tym mówicie – powiedziałem. Teraz krótko opowiedziałem im o stygmatyczce Jadwidze Bartel z Radomina. Jutro napiszę do Niej list aby się pomodliła o szczęśliwe rozwiązanie, możecie więc być spokojni bo dziecko napewno będzie żywe i zdrowe. Kiedy odchodziłem powiedzieli mi jeszcze: to jest niemożliwe. Byłem naprawdę mocno zainteresowany jak to wszystko się skończy. Tymczasem po kilku tygodniach urodziło się dziecko żywe i zdrowe. Pytałem się osobiście jak to się stało ? Powiedzieli mi, że w ostatniej chwili, wbrew wszelkim założeniom medycyny grupa krwi się zmieniła. W takiej sytuacji dziecko mogło się urodzić. Lekarze, którzy ten wypadek śledzili powiedzieli, że to jest wprost cudowne wydarzenie. Dziecko było zupełnie zdrowe bez żadnych powikłań.
Podobnych wypadków które graniczą prawie z cudem jest więcej. Podobny przypadek był kilka lat później. Przyszedł do mnie młody małżonek. Ze łzami w oczach prosił o odprawienie mszy św. o zdrowie dla dziecka bardzo chorego. Lekarz w szpitalu powiedział, że dziecko jest beznadziejnie chore i niestety bliskie śmierci. Żadne lekarstwa go nie uratują. Powiedziałem, że zaraz napiszę do stygmatyczki Jadwigi Bartel, aby pomodliła się o zdrowie dziecka. Jeżeli dziecko od tej chwili będzie żyło przez trzy dni to już napewno nie umrze. Bardzo się zdziwił gdy mu to powiedziałem. Jeżeli Jadwiga list otrzyma, co potrwa mniej więcej trzy dni, zaraz się będzie modliła i dziecko wyzdrowieje. I tak rzeczywiście się stało. Dziecko rzeczywiście wyzdrowiało i wróciło ze szpitala.
Wszystkie uzdrowienia, wysłuchane prośby, szczęśliwe rozwiązania potwierdzają słowa Pana Jezusa: o cokolwiek będziesz prosiła to wszystko spełnię.
Pewnego razu kiedy Pan Jezus objawił się w jej domu wieczorem, nauczył Jadwigę modlitwy: Ojcze Przedwieczny ofiaruję Ci Ciało i Krew, Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata. Chwała Ojcu i Synowi św. itd.
Ojcze Przedwieczny ofiaruję Ci Ciało i Krew Pana Naszego Jezusa Chrystusa na naprawienie dobra za nasze grzechy i całego Świata Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi św. itd.
Ojcze Przedwieczny ofiaruję Ci Ciało i Krew Pana Naszego Jezusa Chrystusa na zastąpienie dobra, które zapomniałam uczynić w ciągu całego życia. Chwała Ojcu i Synowi św. itd.
Pan Jezus powiedział: „najwięcej pocieszasz Moje Serce gdy się modlisz o nawrócenie grzeszników i gdy odmawiasz akt Strzelisty Jezu Ojcze i Boże Mój miłuję Cię nade wszystko. W modlitwie prosiła Jadwiga jak już wspomniałem o słuch dla swoich uszu, aby mogła słyszeć tak jak dawniej. Wówczas Pan Jezus powiedział „więcej Ci dałem niż zabrałem, przypomnij sobie wszystkie łaski i różne święte objawienia. Zamknąłem Ci uszy, ale otworzyłem oczy. W tej doczesnej pielgrzymce słyszysz Mój głos i Mojej Matki, to już Ci córko wystarczy. Jak już Ci mówiłem bądź mężna, cierpliwa i wytrwaj, pamiętaj będziesz dużo cierpiała. Kiedy Ty cierpisz i się modlisz o nawrócenie grzeszników, Ja zabieram Twoje modlitwy i oni się nawracają.”
W jednym z objawień Pan Jezus powiedział: „ułóż córko sama modlitwę”. Wtedy Jadwiga pomodliła się do Ducha św. i zapisała słowa: „bądź uwielbiony Jezu tyle razy ile jest gwiazd na niebie, prochów ziemi, kropelek wody w morzach, rzekach i strumykach, kwiatów na wiosnę, ziarenek w kłosach, liści jesienią, boś godzien jest Jezu w Sakramencie Ołtarza. Pójdźcie ze Mną wszystkie ptaszęta śpiewające pokłońcie się tu przed Panem Jezusem w Sakramencie Ołtarza. Pójdźcie wszystkie stworzenia i ryby, pokłońcie się ze mną tu przed Panem Jezusem w Sakramencie Ołtarza. Pójdź wszystka ziemio z górami, pójdźcie wszystkie drzewa i pokłońcie się Panu Jezusowi w Sakramencie Ołtarza. Pójdź słońce i księżycu, pójdźcie gwiazdy na niebie i pokłońcie się Panu Jezusowi w Sakramencie Ołtarza, pójdźcie dni i noce ciemności i jasności, pokłońcie się Panu Jezusowi w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Pójdźcie wszystkie serca ludzkie i serce Moje, pokłońcie się Panu Jezusowi w Sakramencie Ołtarza, bo tu mieszka w tym tabernakulum święty, święty, święty Pan Bóg Zastępów.”
Innym razem Jadwiga tak się modliła swoimi słowami: „bądź uwielbiony Jezu za te łaski na wieki. Tobie również Matko Najświętsza składam serdeczne dzięki, że wejrzałaś na Moją niskość i pokorę. Broń Mnie Matko Najświętsza od wroga i każdego grzechu, bo Ty wiesz, że boję się grzechów a jeżeli przez swoją słabość obrażę Cię i Twojego Syna, błagam Cię Matuchno Najświętsza użycz żalu szczerego i łez obfitych zanim uklęknę do konfesjonału. Przebacz Moje ułomności, abym gorąco przyjęła z czystym sercem Twojego Syna w Komunii św. Użycz mi łaski pobożności abym jeszcze więcej się modliła i rozważała Twoje boleści serca gdy Syn Twój cierpiał w czasie męki; abym mękę Twojego Syna pobożnie rozmyślała i naśladowała cnoty świętych. O Jezu przebacz wszystkie grzechy ludziom na spowiedzi i dusze cierpiące wybaw z ognia czyścowego, a światu użycz pokoju. O Jezu niech Cię wielbią Moje oczy każdym mrugnieniem a serce każdym uderzeniem, i Ciebie również Matko Niepokalana. Niech żyje Jezu zawsze w Sercu Mym. Dozwól Mi chwalić Cię Panno Najświętsza i daj Mi moc przeciw nieprzyjaciołom Twoim”.
Pan Jezus powiedział: „taka jest Wola Moja i Mojej Matki, że masz cierpieć bez ustanku, krzyż Mój jest również krzyżem Twoim, ale i chwała Moja będzie chwałą Twoją, Wybrani Moi muszą cierpieć. Ucz się pogardzać jeszcze więcej światem, duchowe pociechy ważniejsze są jakich Ci użyczam z łaski Mojej niż wszystkie bogactwa ziemskie. Daję Ci królewską drogę tylko bądź mężna, cierpliwa i wytrwaj.
W każdy piątek Jadwiga leżała w łóżku i przeżywała cierpienia stygmatyczne. Bolała ją głowa jakby pokuta igłami, ręce, nogi i prawie każda część ciała. Pewnego razu kiedy w piecu, w kuchence palił się ogień, mąż Jadwigi, zdjął kręgle (fajerki). Dym wychodził na pokój. Jadwiga dusiła się od tego dymu, oczy bolały. oddychała dymem, a w pokoju było ciemno. Mąż Jadwigi wyszedł z pokoju, a Ja – pisze Jadwiga w swoich wspomnieniach – męczyłam się jak prawdziwa męczennica Chrystusa. Cierpienia Jej były coraz większe, bo Pan Jezus powiedział: „córko Moja cierpienia zsyłam Ci by doświadczyć wartości Twojej duszy, bo zamierzam Twoją duszę ku Sobie podnieść i przeznaczyć do ważnego dzieła. Staraj się o nieustanny akt miłości. Przez Twoje cierpienia uświęcam Twoją duszę w zasługi na świętość wieczną. Twoje cierpienia stygmatyczne skracają Męki duszom w czyścu. Żądam od Ciebie cierpień, przyjmuj je zawsze ochotnie, podobnie jak Ja przyjmowałem je zawsze ochotnie na krzyżu. Im więcej cierpisz tym lepiej Cię kocham. Córko chcę się Tobą posłużyć, która jesteś nicością”.
Jadwiga odmawiała różne modlitwy. Niektóre z nich nauczyła się jeszcze kiedy była w domu. Wieczorem mówiła: „zniknęły ostatnie promienie dziennego światła, nocne cienie zakryły ziemię, muszę opuścić dom boży i odejść do domu. O Jezu Tyś błogosławił mej pracy, Tyś mnie łaskami obdarzył. Ach jak apostołowie na górze Tabor, tak i Ja pragnę tu pozostać. Dzwon wieczorny trzykroć pozdrowił Bogarodzicę Maryję. Ach jakaż radość gdy oglądam Twój domek, modlę się, płaczę, i serce u stóp Twoich składam. Wszyscy święci i święte boże, cherubini, serafini, aniołowie archaniołowie powiedzcie Panu Jezusowi że i we śnie serce Moje czuwać będzie, bo pragnę aby każde uderzenie wyrazem miłości Mojej było. Błogosław Mnie Jezu, w ręce Twoje oddaję ducha mojego”.
Innym razem Pan Jezus powiedział: „córko pragnę, aby się oddawała większej pokucie, zanurzaj duszę swoją w Mojej męce, a pocieszysz Serce Moje. Czas szybko mija, będziesz wiele cierpiała, potem zabiorę Cię do nieba, pracuj i módl się za oziębłych kapłanów co ranią Serce Moje, za młodzież, za wyrodne matki i za cały świat”.
Nic więc dziwnego, że Jadwiga ciągle się modliła, cierpienia chętnie znosiła. Odmawiała również i taką modlitwę którą sama ułożyła: „czem, że Ci się odwdzięczę Mój kochany Jezu za wszystkie łaski. Uwielbiam Cię każdym uderzeniem serca mego, każdym mgnieniem oczów, każdym stąpnięciem nóg moich, każdym poruszeniem rąk moich a w chwili snu Ty Mój Aniele Stróżu ofiaruj Panu Jezusowi na chwałę każde uderzenie serca i każde tchnienie.”
W swoim pamiętniku Jadwiga zanotowała słowa Chrystusa: „rozciągam Cię w bolesne piątki jak na krzyżu. To jest Wola Moja i Ojca Mego i Matki Mojej. Będziesz miała te boleści do końca życia. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Moje nigdy nie przeminą.
Jadwiga chciała być świętą. Myślała o tym. Pan Jezus Jej odpowiedział: Córko Moja mało jest świętych, bo mało jest dusz umartwionych. Świętość składa się z pokory, umartwienia, dobrych uczynków, miłości bliźniego, szczerej modlitwy i pracy.
Innym razem powiedział Chrystus: „drogą ciernistą idź do nieba, kielich cierpień masz wypić, aż do dna, ból masz w sobie ukryć, zdobywać cnoty miłość, pokorę, cierpliwość i wytrwanie. Dźwigaj krzyż dla miłości Mojej wszystko cierpliwie znoś, pracę boleści, prześladowanie, tęsknotę, obmowy i wzgardę. Ja bowiem sprawię, że zapomnisz o trudach, a zażywać będziesz pokoju wewnętrznego. Czekałem, aż kielich cierpień wypije Twa dusza a wtedy udarowałem Ciebie różnymi łaskami. Łaska jest szczególnym darem Moim i zadatkiem zbawienia. Łaska odrywa Cię od rzeczy ziemskich a wznosi Cię do rzeczy niebieskich. Łaska znosi ubóstwo i wszystko odnosi do Mnie. Serce Moje jest pełne miłosierdzia dla pokornych, a mających się za największych grzeszników. Świętość składa się z wielu dobrych uczynków i mnóstwa cierpień. Wszystko w Tobie córko powinno tchnąć pokojem, wznoś się na wyżyny. Żyj tu na ziemi jak byś żyła w klasztorze, bo to jest z pożytkiem dla Twojej duszy. Moje miłosierdzie dokona w Tobie wielkich rzeczy. Kiedy dojdziesz już do tego że utrapienie stanie się dla Ciebie słodkie i polubisz je dla Mnie, wtedy bądź pewna że dobrze się dzieje z Tobą bo raj na ziemi znalazłaś. Nigdy nie próżnuj. Zajmuj się jakąś pracą, a jeśli oschłość wpadnie to tym sie nie przejmuj.”
Nic więc dziwnego, że Jadwiga tak pouczona, chętnie przyjmowała wszystkie cierpienia. Mówiła kiedyś, że nikt nie ma wyobrażenia jakie to wielkie są cierpienia. Pomimo, że wszystko cierpliwie znosiła jak chorobę, głuchotę, wyzwiska ze strony męża, cierpienia stygmatyczne i różne inne umartwienia to Pan Jezus Jej powiedział, aby jeszcze więcej się umartwiała.
Jak należy się umartwiać ? Oczywiście w różny sposób. Pan Jezus bardzo krótko i trafnie powiedział, a mianowicie: „ludzie powinni żyć umartwieniem tak jak się żyje chlebem powszednim.”
„Kiedy żyłem na ziemi, (mówił Chrystus) również często miałem niedostatek, cierpiałem głód, niewygody, szemranie ludzi, wrogie nastawienie faryzeuszy. Znosiłem to wszystko chętnie, bo taka była Wola Mojego Ojca”. Jadwiga więc, nie narzekała, nie skarżyła się przed nikim. Nawet do mnie, który ją od początku znałem nic nie mówiła tylko czasami w liście, w korespondencji pisała, że Jej cierpienia są bardzo wielkie ale to wszystko chętnie znosi i ofiaruje o nawrócenie grzeszników i za dusze w czyścu. Tymi cierpieniami pocieszała również i Chrystusa. Jej miłość musiała być bardzo wielka. Pan Jezus Jej mówił: „im więcej cierpisz, tym więcej Ciebie kocham”.
Trzeba tu jeszcze dodać, że prawdziwa miłość łączy się zawsze z ofiarą. Tyle jest miłości ile jest ofiary. Jeżeli nie ma ofiary, wyrzeczeń, różnych cierpień to nie ma prawdziwej miłości, a tylko same puste słowa, puste frazesy.

Chrystus o swoich kapłanach

Przez kilkanaście lat, w różnych objawieniach dotyczących różnych spraw, Pan Jezus kilkakrotnie mówił o swoich kapłanach. Wiemy dobrze, że są oni Jego zastępcami na ziemi. Otrzymali w święceniach kapłańskich moc odpuszczania grzechów, tzw. władzę kluczy, władze przemieniania chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa. Oprócz tego Chrystus wysłał ich aby nauczali i chrzcili wszystkie narody na całym świecie. Liczne są więc ich obowiązki. Za dobre wypełnienie tych zadań otrzymają wspaniałą nagrodę. Jeżeli natomiast nie spełnią powierzonego im zadania, to otrzymają surową karę. Pan Jezus mówił Jadwidze o różnych kapłanach, o dobrych kapłanach wg Serca Bożego to znaczy według myśli bożej, którzy chętnie spełniają powierzone im obowiązki i o złych którzy, niestety nie spełnili swoich obowiązków kapłańskich.
Pan Jezus często się skarżył, że dzieci które są zabijane przez lekarzy i schodzą z tego świata bez chrztu, już nigdy nie zobaczą Boga i przebywają w otchłani w ciemności. Aby ich przed tym ratować i umożliwić im zbawienie, mogą kapłani chrzcić dzieci nienarodzone. Wystarczy,że będą to robili rano i wieczorem. Ręce powinni mieć zwilżone lub mokre i najlepiej na dworzu, trzy razy pobłogosławić w kierunku wszystkich stron świata i równocześnie powiedzieć słowa: „wszystkie Adamy i Ewy, które schodzicie z tego świata, ja was chrzczę: w Imię Ojca i Syna i Ducha św. Można również nadać inne imiona. To samo mówi rytuał o chrzcie dzieci nienarodzonych w łonie matki.
Jeżeli chodzi o różne objawienia prywatne to Pan Jezus powiedział: „że księża i inni dostojnicy nie wierzą, że Moja Matka Niepokalana prawdziwie ukazuje się w Oławie. To miejsce wybrała Moja Matka.” Tych, którzy nie wierzą w to, mówi dosłownie Chrystus – będę sądził. Wszyscy ludzie, a szczególnie kapłani powinni rozważać Mękę Moją. W ten sposób dziękują Mi za Moje cierpienia i Mnie pocieszają. Mało jest jednak kapłanów, którzy rozważają Moją Mękę.
Skarżył się również Pan Jezus, że pewien kapłan wyjechał w październiku na dwa tygodnie i nie było wystawienia Najświętszego Sakramentu. Zaraz po tych słowach dodał Pan Jezus: „módl się, aby ten niedbały sługa nie zamykał Mnie w tabernakulum.”
Innym razem powiedział, że księża za mało nauczają o Moim Sercu i że za bardzo sobie dogadzają. Do Jadwigi wtedy powiedział: „módl się za tych oziębłych kapłanów.
Mało jest kapłanów miłosiernych, a ten kto Cię odwiedza i Ci pomaga jest jeden na trzydzieści. Z tej wypowiedzi widać, że wielkie znaczenie ma miłosierdzie szczególnie wobec Jadwigi wybranej z tyle tysięcy ludzi. Pan Jezus zarzuca kapłan dwie rzeczy, a mianowicie: materializm i lenistwo duchowe. Za każdym razem kiedy mówił Chrystus o kapłanach mówił do Jadwigi: módl się za oziębłych kapłanów, aby przez swoją lekkomyślność, materializm i lenistwo duchowe, na nowo Mnie nie krzyżowali i nie wciskali Mi korony cierniowej. Kilka razy mówił Pan Jezus, że mało jest kapłanów dobrych, Oni są pobożni, o ubogich pamiętają, mają czas na odmawianie różańca, o męce Mojej rozważają, pobożnie odmawiają brewiarz, dzieci szanują, a przez takie postępowanie sprawiają Mi radość. Tylko połowa kapłanów jest według Serca Bożego czyli według myśli bożej, bo opieszali i lekkomyślni słudzy tylko bogatych szanują, a ubogich za nic mają, lepiej żeby żyli w stanie świeckim. Módl się za oziębłych kapłanów, aby poznali i pamiętali, że Jestem cichy i pokornego serca i aby Mnie naśladowali. Za wzór do naśladowania podał Chrystus zmarłego ks. Wincentego z Obór. W innym objawieniu podał Pan Jezus kto jest kapłanem według Serca Bożego. Oto słowa Chrystusa jakie przymioty powinien mieć dobry kapłan: „Każdy będzie dobrym kapłanem według Serca Mojego jeżeli nie będzie miał pychy, nie będzie za drogo brał za pogrzeby i śluby, będzie ubogim dawał drobne ofiary choćby tylko na chleb, bo wszyscy go nie mają. Niech będzie przyjacielski nie tylko dla bogatych ale przede wszystkim dla ubogich, z wdzięcznym uśmiechem i sumiennie z czystym sercem wypełnia swoje obowiązki, w kościele w naukach i kazaniach gorliwie naucza. Po tych słowach Pan Jezus powiedział, że takich kapłanów jest tylko połowa.
Z, tych słów możnaby wyciągnąć różne wnioski, a mianowicie: aby nie był zarozumiały pyszny ale pokorny. Pycha jest zawsze największym grzechem, bo grzechy ducha są zawsze większe od grzechów ciała. Oto mała dygresja. W jednej parafii odbywały się misje, prowadzili je Misjonarze św. Rodziny. Jeden z nich pytał się Jadwigi, aby zapytała się co Chrystus o nim sądzi. Po pewnym czasie kiedy otrzymała odpowiedź napisała, że Pan Jezus powiedział, że jest zadowolony z jego pracy tylko potrzeba mu jeszcze pokory, pokory, pokory. Z tego widać, że pokora jest podstawową cnotą, mówią Ojcowie Kościoła, że tyle ma człowiek prawdziwej miłości Boga i bliźniego ile ma pokory. Dobrym kapłanem według Myśli Bożej będzie ten kto spełnia dobre uczynki, będzie miłosierny i po przyjacielsku będzie traktował wszystkich ludzi bogatych, ubogich, mądrych, uczonych, wykształconych i prostych. Wszyscy bowiem zostali stworzeni przez Boga i mają taką samą duszę nieśmiertelną. Następnie chętnie z czystym sercem i z dobrą intencją, pełen wiary i bezinteresownej miłości spełnia swoje obowiązki kapłańskie. Powiedział potem Pan Jezus, że na stu kapłanów tylko jeden jest według Myśli Mojej czyli według Serca Mojego. Kapłani powinni nauczać o Moim Sercu pełnym dobroci i miłości a wtedy błogosławiłbym – mówi Chrystus – całej ludzkości i ludzie byliby dobrymi a w I – piątki miałbym więcej chwały.
O jednym księdzu, którego Jadwiga znała i za którego się modliła Pan Jezus powiedział, aby się nie modliła bo jest potępiony ponieważ nie spełnił swoich obowiązków kapłańskich a szczególnie za pychę i zdzierstwo. O innym księdzu powiedział: „oby wszyscy mieli serce miłosierne dla ubogich, jak ty synu. Zaraz po życiu doczesnej pielgrzymki wejdzie twoja dusza do niebieskiej ojczyzny.”
Na innym miejscu Jadwiga zanotowała surowe słowa Pana Jezusa: „dużo jest kapłanów roztargnionych i oziębłych we mszy św., odprawiają mechanicznie jakby to była jakaś zwykła czynność, niedbale odmawiają pacierze. Módl się więc, za tych oziębłych kapłanów i o pokorę dla nich i o to aby byli miłosierni. Jadwiga jednak wszystkich słów nie zapisała. Na końcu dodała kilka słów od siebie że Pan Jezus dużo więcej mówił o kapłanach ale nie nadaje się to (nie godzi się) aby tak pisać o kapłanach. Wydaje mi się, że trzeba tu mówić prawdę, ale z drugiej strony wydaję się że to upomnienie niewiele pomoże bo przecież jak mówi Pismo i tradycja kapłani wszystkich stopni dobrze wiedzą jak mają postępować. Jeżeli jednak się sprzeniewierzyli tym obowiązkom, to jak powiedział Pan Jezus niech za swoje zaniedbania żałują, a wszystko będzie im przebaczone.
W pewnej parafii zmarł człowiek – mówił Pan Jezus. Proboszcz nie chciał ubogiego człowieka pochować. Ludzie sami wykopali grób, znieśli go na cmentarz i go pochowali Dusza zmarłego jest zbawiona, a ksiądz jeżeli się nie zmieni i nie będzie miłosierny będzie potępiony.
Innym razem powiedział Pan Jezus: błogosławię tylko tym, którzy dla ubogich mają miłosierdzie i z czystym sercem Mi służą. Módl się za kapłanów – słowa skierowane do Jadwigi – aby sumiennie spełniali swoje obowiązki kapłańskie, bo już więcej jak połowa zeszła na złą, piekielną drogę i będą potępieni jeżeli się nie nawrócą i nie będą rozważali o Mojej Męce.
Na innym miejscu pisze Jadwiga – gdy byłam w domu i czytałam Pismo św. w oka mgnieniu stał Pan Jezus w jasności i wyrzekał te słowa: więcej byłbym uwielbiony gdyby kapłani wyżej podnosili Moje Ciało i Krew w chwili podniesienia. Jestem przecież lekki. Tyle siły im użyczam a oni jakby z zimnym sercem, wielką łaskę Mi czynili. Mało jest kapłanów, aby Mnie w tej chwili, w tym momencie serdecznie i wyżej unosili. Przez swoją pychę ranią Moje Ciało i Krew. Módl się za tych obojętnych i zimnych kapłanów. Jadwiga wówczas powiedziała: Panie przebacz twym sługom ołtarza. Na to Chrystus rzekł: to też módl się za nich, aby się nawrócili i mniej pychy mieli w sercu.
Wszystkich ludzi stworzył Pan Bóg. Każdego wysyła na świat i wyznacza mu różne obowiązki do spełnienia. Prefacja mszy św. mówi wyraźnie że Pan Bóg stworzył człowieka z miłości . Tę miłość żywi dla każdego człowieka a szczególnie dla swoich kapłanów. Pismo św. mówi, że odwieczną miłością Ciebie umiłowałem. Odnosi się to do każdego człowieka a jeżeli chodzi o kapłanów to możnaby powiedzieć, że szczególnie odnosi się to do nich. Oni są wybrani spośród tylu ludzi przez Chrystusa do wykonania specjalnych zadań. Kapłani dobrze wiedzą o wszystkich swoich obowiązkach. Za wierne i dobre spełnienie swoich zadań otrzymują wielką wspaniałą nagrodę napewno większą od innych zbawionych. Również i odwrotnie, za sprzeniewierzenie się swoim obowiązkom, za niedbałe ich wykonanie, otrzymają surową karę napewno większą od innych potępionych.
Trudne do zrozumienia są słowa Chrystusa który powiedział: jeżeli wykonacie wszystko co wam polecono, mówicie jesteśmy sługami nieużytecznymi bo zrobiliśmy tylko to co nam kazano. Z tego by wynikało że jesteśmy sługami nieużytecznymi bo wykonaliśmy wszystko jakby z tytułu samej sprawiedliwości. Jeżeli natomiast to samo wykonamy z miłości wówczas nie będziemy sługami nieużytecznymi ale przyjaciółmi i domownikami Chrystusa.
To odnosi się nie tylko do wybranych sług Chrystusa, ale do każdego człowieka. Z objawień Jadwigi Bartel wynika – jak już wspomniano – że Chrystus zarzuca swoim kapłanom dwie rzeczy, a mianowicie: materializm i lenistwo duchowe. Te dwa zarzuty dotyczą również i ludzi świeckich, ale w tym rozdziale chodzi tu szczególnie o kapłanów i wszystkich poświęconych Bogu przez święcenie kapłańskie, śluby zakonne i podobne inne wszystkie przyrzeczenia.
Pierwszym zarzutem to materializm. Przypatrzmy się bliżej tej sprawie. Pieniądze i podstawa materialna są potrzebne, aby zapewnić sobie minimum warunków materialnych i życiowych. Wszystko to jest potrzebne, ale nie najważniejsze. Różni święci kapłani wyrzekali się wszystkiego i to z dwóch powodów. Po pierwsze, aby do niczego się nie przywiązywać, wszystko co mają uważają tyko za pożyczone. Po drugie nie przywiązywali się do tych rzeczy przemijających, aby być wolnymi od tych ziemskich rzeczy a myśli swoje tym łatwiej skierować do Boga. Można dużo rzeczy mieć ale najważniejsze jest to, aby się do nich nie przywiązywać. Trzeba pamiętać że to są tylko środki a nie cel sam w sobie. Pan Jezus powiedział troszczycie się o wiele rzeczy, a tak mało albo jednego potrzeba. To wielka prawda, że materializm, pieniądze, dobrobyt, dostatek zabijają ducha i ściągają człowieka do poziomu nierozumnych zwierząt. Do tych wszystkich materialistów tak świeckich jak i duchownych odnoszą się groźby Chrystusa „biada wam bogaczom bo jesteście nasyceni i macie swoją pociechę”.
Drugim zarzutem to lenistwo duchowe. Ten zarzut oczywiście odnosi się również i do każdego człowieka. Kapłani i wszyscy poświęceni Bogu w różny sposób dobrze wiedzą jakie mają spełniać obowiązki. Są to brewiarz, różaniec, msza św., kazania, nauczanie religii, udzielanie sakramentów św. itd. Obowiązki te czasami są bardzo uciążliwe.
Trzeba je jednak wypełniać, nie tylko ze ścisłego obowiązku to jest ze sprawiedliwości ale z miłości z radością. Pismo św. mówi, że radosnego dawcę Pan Bóg miłuje, a refren psalmu polekcyjnego mówi: „idźmy z radością na spotkanie Pana. A więc z radością trzeba wszystkie obowiązki spełniać. Jednak mimo wszystko to jeszcze nie wystarcza. Nie można poprzestawać na tych wszystkich dotąd zdobytych wiadomościach. Swoją wiedzę trzeba ciągle poszerzać. Nie chodzi tu jednak tylko o te różne wiadomości. Trzeba przede wszystkim pogłębiać swoje życie wewnętrzne. Najlepszym środkiem do pogłębienia życia wewnętrznego jest odprawianie „drogi krzyżowej”.
Pan Jezus skarżył się Jadwidze że mało kapłanów odprawia „drogę krzyżową”. Mówią Ojcowie Kościoła, że z jej rozważania płyną różne łaski nie tylko dla tego kto ją odprawia ale również i dla innych. Trzeba stale pogłębiać i rozwijać życie duchowe. Dużo czasu pochłaniają programy radiowe i telewizyjne. Niektóre z nich są rzeczywiście pożyteczne i poszerzają horyzonty myślowe. Z, drugiej jednak strony przez oglądanie tych programów dużo traci się czasu któryby można wykorzystać na to co jest konieczne. Trzeba tu postępować wg zasady najpierw to co potrzebne i konieczne, potem co pożyteczne, a dopiero na końcu to co przyjemne. Nie powinno się odwracać tego porządku. Różne mogą być powody lenistwa duchowego. Człowiek jest „mały”, „słaby” łatwo się zniechęca, idzie po linii najmniejszego oporu. I to właśnie również może być powodem duchowego lenistwa stąd powstają różne inne wykroczenia. Jeżeli różnych obowiązków jest bardzo dużo i człowiek sam nie może im sprostać, to tym więcej trzeba prosić o pomoc bożą przez modlitwę. Wielkie znaczenie ma łaska uświęcająca. O nią w pierwszym rzędzie trzeba się starać. Papież Jan Paweł II pisze w swojej encyklice o miłosierdziu, że Bóg jest bogaty w miłosierdzie. Możnaby również powiedzieć że Bóg jest bogaty w różne łaski ale daje je tylko tym którzy o nie proszą. Tak więc ciesz się mała trzódko bo spodobało się Ojcu Waszemu dać wam wielką i wspaniałą nagrodę.

Objawienia Matki Bożej

Kiedy Pan Jezus ukazał się Jadwidze pierwszy raz powiedział, że przyjdzie również i do Ciebie Moja Niepokalana Matka. Na tę chwilę z wielkim napięciem czekała Jadwiga. Przygotowywała się na to spotkanie przez modlitwę i różne umartwianie. Kiedy była jeszcze w domu rodzinnym, codziennie śpiewała „godzinki” do Matki Boskiej. Chętnie również odmawiała różaniec. Pościła przed każdym świętem Matki Bożej.
Na wszystkie łaski musi sobie człowiek zasłużyć. Powiedział kiedyś Pan Jezus do Jadwigi, że za wszystkie Twoje łzy i umartwienia zasłużyłaś sobie na różne Moje łaski. Podobnie powiedział również o objawieniach Matki Bożej. Zasłużyłaś na nie przez śpiewanie różnych pieśni pobożnych, przez śpiewanie godzinek i przez ubieranie figury. Kiedy była jeszcze małą dziewczynką, zbierała przydrożne kwiaty, wiła wianki i zanosiła je do figury Matki Bożej. Wydaje się, że te drobne rzeczy nie mają większego znaczenia i na to nie zwraca uwagi Matka Boża. Jednak prawda jest zupełnie inna. W dalszych objawieniach powiedziała Matka Boża: „patrzyłam kiedy przynosiłaś kwiatki do Mojej figury, widziałam jak się wspinałaś na palce, aby położyć kwiatki i jak poraniłaś sobie nogi o figurę kiedy z niej się spuszczałaś na ziemię”.
Człowiek w swej pobożności niekiedy popełnia kilka błędów. Jednym z nich to brak wytrwałości. Chodzi tu o to, że niejeden człowiek kiedy się modli a nie otrzymuje to o co prosi, załamuje się i przestaje się modlić. Mówi, że Pan Bóg, Pan Jezus, Matka Boża itd go nie wysłuchała.
Czytamy w Nowym Testamencie, że kiedy Pan Jezus mówił przypowieść o siewcy, który rzucał ziarno na swoje pole, a które potem wydało różne plony, powiedział, że plon stokrotny przynoszą ci, którzy są wytrwali i żadnymi przeszkodami się nie zrażają. Tylko w wytrwałości zbawicie swoje dusze.
Jako mała dziewczynka Jadwiga niczym się nie zrażała, że figura wysoka że nogi sobie porani, że inne dzieci się z tego śmieją itd. Za wytrwałość w swoich modlitwach i ubieraniu figury zasłużyła, aby Matka Boża do Niej przyszła.
Pierwszy raz zobaczyła Matkę Bożą w kościele przed mszą św. W miejscu gdzie był ołtarz pełno było postaci różnych świętych. Nad nimi unosiła się Matka Boża Niepokalana. Jak wyglądała Matka Boża ? Miała niebieską szatę, na głowie biały welon, ręce złożone, oczy niebieskie. Cała postać lekko się poruszała, mrużyła oczami. Matka Boża nic nie mówiła. To objawienie trwało tak długo aż zmówiła dwie dziesiątki różańca i modlitwę św. Bernarda. Całą postać Matki Bożej i świętych otaczała wielka jasność.
Innym razem gdy się ukazała, to przy Niej było dużo aniołów i świętych. Matka Boża poruszała wargami. Była smutna i mówiła jakby przez łzy. Po samych wargach Jadwiga poznała, że Matka Boża mówiła, aby się modliła za grzeszników i za cały świat.
W uroczystość Wniebowzięcia ukazała się Matka Boża w kościele. Wielka jasność biła od całej postaci. Wymówiła wówczas trzy razy: „módl się za grzeszników”. Podobnie ukazała się w październiku w kościele kiedy wszyscy odmawiali różaniec. W pewnej chwili wszystko znikło, to znaczy nie widziała Jadwiga ani księdza, ołtarza ani ministrantów. Pełno było aniołów, unosili się w powietrzu. Niżej było dużo świętych mężczyzn i kobiet, sięgali aż do posadzki, było kilka tysięcy. Ponad aniołami jaśniała blaskiem słońca Matka Boża. Powiedziała: córko stygmatyczko odnawiają rany Mojemu Synowi, tak jak w czasie męki cierpi. Młodzież wstępująca w związki małżeńskie grzeszy przeciw świętej czystości. Wszyscy tają grzechy na spowiedzi przedślubnej, świętokradzko się spowiadają. W Warszawie najwięcej matki zabijają dzieci nienarodzone. Córko módl się za grzeszników, bo świat jest zepsuty. Za te grzechy Syn Mój będzie karał wojną. Kiedy wymówiła: wojna jest nieunikniona zaraz znikła. Biała postać była bardzo piękna, rączki miała złożone jak do modlitwy. Kiedy się ukazała zaraz Jadwiga uklękła i powiedziała: „piękna jesteś Maryjo i zmazy pierworodnej nie ma w Tobie.
Kilka razy ukazała się Matka Boża z Dzieciątkiem Jezus na ręce. Dzieciątko miało rączki wyciągnięte do ludzi, z serca biły promienie, a całe jaśniało. Matka Boża miała białą szatę i biały welon, stóp nie było widać bo tysiące świętych postaci je zasłaniały. Matka Boża mówiła: „córko módl się za grzeszników, zbliżają się ciężkie czasy”. To widzenie trwało około pół godziny, a później wszystko w oka mgnieniu znikło.
Również w piątek, w czasie cierpień stygmatycznych ukazała się Matka Boża. Stała blisko Jej łóżka. Trzymała na ręku Dzieciątko cudnej piękności. Grono białych aniołów unosiło się nad Jej postacią Tym razem Dzieciątko zaczęło płakać, a potem ocierało łzy swoimi małymi paluszkami.
Aniołowie pięknie i wolno śpiewali: lulajże Jezuniu, lulajże lulaj, a Ty Go Matulu z płaczu utulaj. Ten śpiew powtórzył się sześć razy. Gdy aniołowie przestali śpiewać zapytała Jadwiga: O Pani Moja, dlaczego Jezusek płakał. Matka Boża mówiła: „bo matki ziemskie zabijają dzieci nienarodzone i dusze tych matek nie chcą się nawrócić, dlatego Mój Syneczek płacze. Przyszłam Ci powiedzieć abyś się modliła o nawrócenie wyrodnych matek. Po tych słowach w jednej chwili znikła.
Po tym objawieniu pisze Jadwiga pozostała we mnie wielka tęsknota, a piękny śpiew, który przechodzi wszelkie pojęcie ludzkie, brzmiał dalej w Moim sercu.
Innym razem kiedy Jadwiga wróciła do domu i odmawiała oficjum o Matce Bożej, nagle w pokoju w powietrzu pełno było aniołów. Cały pokój był Nimi napełniony. Pośród aniołów również w powietrzu była postać Matki Bożej cała jaśniejąca aż Jadwiga mrużyła oczy. Trzymała w ręku cudne Dzieciątko takie samo jak widziała w Monstrancji w czasie Wystawienia Najświętszego Sakramentu. Aniołowie śpiewali słowa: święta, święta Maryja Niepokalana. Jadwiga uklękła i jak mogła tak razem z aniołami śpiewała. Matka najświętsza, żywa cała, promieniująca jak słońce, mile się uśmiechnęła. Dzieciątko wyciągało rączki. Zbliżyła się do Mnie Niepokalana i mówiła czystym wyraźnym głosem: „weź córko Syna Mojego w swoje ręce i uciesz się. Podeszła bliżej bo była dość wysoko. Dzieciątko w oka mgnieniu już jest na Moich rękach i leciutko trzyma Jadwigę rączkami za szyję. Ucałowała Pana Jezusa w prawe ramię, a Pan Jezus dotknął ją prawą rączką w lewy policzek. Zaraz po tym powiedziała Jezu Miłości Moja, weź duszę dzisiaj do nieba. Dzieciątko Jezus powiedziało: „Córko Moja, Ja Ciebie zabiorę aż tu na ziemi nawrócisz Mi więcej grzeszników”. Po tych słowach Matka Boża zabrała Dzieciątko Jezus. Potem mówiła: „odwiedzam Cię stygmatyczko, a Ty módl się za grzeszników, tu w okolicy umiera panienka, która za czystość, pokorę i pobożność zasłużyła sobie na opiekę przy śmierci. Jej duszę zabierzemy bez męk czyścowych do nieba. Na to Jadwiga powiedziała: „Pani Niepokalana, gdy będę umierać przyjdź też po Moją duszę, Ty wiesz że ja Cię kocham od dzieciństwa. Pani Niepokalana odpowiedziała: „przyjdę gdy będziesz umierała z Syneczkiem i aniołami. Do Twoich rodziców też przyjdziemy bo Ty i Twoi rodzice zasłużyliście sobie na niebo. Na te słowa Jadwiga odpowiedziała: „o Matuchno Najświętsza Niepokalana niech Cię wielbią i Syna Twojego moje oczy każdym mrugnieniem a serce każdym uderzeniem”.
Po tym objawieniu Jadwiga napisała: „Pan Jezus był leciutki, cała postać jaśniejąca. Włoski długie spuszczające się na ramiona, sukienka biała długa twarzyczka okrągła mile uśmiechnięta, oczy niebieskie mrużyły, serduszko uderzało razem z Moim. Dziecię Jezus spoczywało dobre 5 minut na Moich rękach. Nie zdolna jestem mówić ani opisać tej chwili gdy była Matka Boża razem z Dzieciątkiem Jezus i pięknymi białymi aniołami. Jaka wielka radość dla Mojego serca i duszy w doczesnym życiu to dzisiejsze objawienie.
Podobnie objawiła się Matka Boża kiedy Jadwiga wróciła do domu z kościoła z różańca. W pokoju było zupełnie jasno. W tym blasku w oka mgnieniu stała Pani Niepokalana z dzieciątkiem na prawej ręce i grono aniołów. Jadwiga upadła na kolana i przez pół godziny razem z aniołami śpiewała. Gdy aniołowie przestali śpiewać Matka Boża powiedziała: pragnę aby dzieci w kościołach śpiewały pieśni na Moją chwałę i godzinki na Moją chwałę a Mojego Syna więcej przyjmowały w Komunii św. Połowa rodziców nie uczy dzieci swoich pacierza w domu. Mają na wszystko czas a na modlitwę go nie ma. Przychodzę do Ciebie córko stygmatyczko z Synem, wyróżniłam Cię i wybrałam abyś się modliła o nawrócenie grzeszników. Módl się za te dusze w ogniu czyścowym, z Mojej łaski i Syna Mojego widzisz te dusze co tydzień. Za Twoje modlitwy i za drogę krzyżową co za nie ofiarujesz więcej ich wybawię i Syn mój.
Córko Moja prześladują Cię gdy odprawiasz drogę krzyżową, dzieci wyzywają. Bądź mężna, cierpliwa i wytrwaj. Jadwiga wtedy mówiła: „Pani Moja z Synem Twoim co go trzymasz na rączkach Twych świętych, błagam Cię ze łzami błogosław tym którzy mnie proszą o zdrowie i spełnij różne ich prośby. Dopomóż mi łaską Twoją doprowadzić dusze zbłąkane do sakramentu pokuty. Przebacz młodzieży i wszystkim ludziom grzechy na spowiedzi. Kapłanom pokornym i szczerego serca błogosław Matko Najświętsza i Syn Twój. Wiem, że już odejdziecie dzisiaj ode mnie, proszę Cię błogosław Mi w tej doczesnej pielgrzymce. Niech Cię wielbią i Syna Twojego Moje oczy każdym mrugnięciem a serce każdym uderzeniem. Matka Najświętsza powiedziała: „dobrze będą Ci błogosławić i Syn Mój i znikła w oka mgnieniu.
Jadwiga zaraz po tym napisała: Matka Boża była piękną jak poprzednio, mrużyła oczami podobnie i dzieciątko, a Ja wciąż z tego zachwytu klęczałam. Gdy objawienie się skończyło w pokoju zrobiło się ciemno i dopiero teraz musiała zapalić światło. W swoim sercu odczuwała wielki żal.
Innym razem w czasie odmawiania w kościele różańca również ukazała się Matka Boża. Wielka jasność zasłoniła Dzieciątko Jezus w monstrancji, Wysoko w górze, aż pod samym sklepieniem w gronie aniołów i świętych stała Matka Boża. Patrzyła na wszystkich w kościele i mówiła głośno i wyraźnie: stygmatyczko będą ciężkie czasy, już się zbliżają. Tu w szkole nauczyciel usnął krzyż z wizerunkiem Mojego Syna, rzucił Go na ziemię i podeptał nogami, a potem wyrzucił na dwór. Mój obraz częstochowski również tego dnia zerwał ze ściany, rzucił na ziemię i podeptał nogami. Moje serce przebił mieczem boleści. Córko módl się za tych grzeszników.
Podobnie było innym razem. Gdy wróciła z kościoła z różańca, cały pokój był napełniony jasnością. W tym blasku stała Matka Boża Niepokalana, tym razem tylko sama. Jadwiga uklękła i mówiła: „cała jesteś piękna, Maryjo, o Pani i Matko Moja i wszystkich żywych i umarłych, użycz mi łaski wytrwania w cierpieniach stygmatycznych i innych cierpieniach oraz różnych łask dla dusz”. Matka Boża Niepokalana skłoniła głowę i mówiła: „stygmatyczko Moja, tyle mam czcicieli w niebie ile widzisz gwiazd na niebie. To jest tylko cząstka nieba, które Ci objawiam i Syn Mój. Szczęśliwy ten kto cierpi w tej dolinie łez i wytrwa bez narzekań. Mało jest dusz wybranych, dusz stygmatycznych, pokornych i kochających Mnie i Syna Mojego jak Ty od dzieciństwa. Tu w całej okolicy duchowieństwo dużo mówi o Tobie Widzisz córko Moja ile próśb ludzie przysyłają abyś pomogła im swoimi modlitwami i cierpieniami. Ten co Cię prosił o dobrą spowiedź, już się szczerze spowiadał bo modliłaś się dla niego o skruchę do św. Gerarda.
Spisz wszystkie słowa Moje i Mojego Syna i wszystkie objawienia, bo w przyszłości to będzie potrzebne. Módl się za grzeszników, już idę do nieba. Będę Cię odwiedzać razem z Moim Synem. Jadwiga odpowiedziała: nigdy nie zapomnę się modlić. Przez dwie godziny Jadwiga klęczała, a było zimno. Gdy się położyła o godzinie pierwszej w mocy nie mogła zasnąć bo serce Jej tak było rozpromienione radością z różnych łask, które otrzymuję od Jezusa i Matki Bożej Niepokalanej.
W kościele w czasie mszy św., cały ołtarz był zasłonięty widokiem nieba i różnymi świętymi. Najwyżej stała Matka Boża z Dzieciątkiem Jezus na ręku. Nad głową Matki Bożej unosili się aniołowie, a nieco niżej święci. Po obu stronach Matki Bożej było dwunastu starców. Mieli brody białe aż do pasa, włosy długie białe spuszczały się, aż na ramiona, a niżej święci i święte. Wszyscy razem śpiewali: „święta, święta, święta Maryja Niepokalana”. Śpiewała Jadwiga razem ze świętymi. Trwało to tak długo jak się msza św. odprawiała Potem przyszła mgła i wszystko zasłoniła. Również ukazała się Matka Boża w dzień św. Jadwigi. Było to w kościele w czasie odmawiania różańca. Gdy ludzie odmawiali różaniec część chwalebną, nagle ukazała się Matka Boża, aniołowie i różni święci i święte. Postaci świętych było kilka tysięcy. To objawienie trwało pół godziny. Potem nagle wszystko znikło. Kiedy Jadwiga wróciła do domu zaraz wszystko zapisała. „Nie zdolna jestem opisać piękności Matki Bożej, świętych i aniołów.” Kiedy była w kościele i to wszystko widziała z radości zapłakała aż ludzie się na nią patrzyli. Dziwili się dlaczego płacze. Również rano kiedy przyszła do kościoła zanim się rozpoczęła msza św. zobaczyła w kościele Matkę Bożą Niepokalaną. Obok niej stała św. Jadwiga z kościółkiem w ręku. Innym razem również w Kościele przed mszą, cały ołtarz był zasłonięty wielkim blaskiem. W tym świetle była Matka Boża Niepokalana a dookoła Niej wiele aniołów. W oczach Matki Bożej był smutek. Jadwiga pisze, że kiedy to zobaczyła podeszła aż do kratek aby lepiej widzieć i lepiej słyszeć. Usłyszała sowa: „będzie wojna za niesprawiedliwość i za łamanie przykazań. Cierpi Mój Syn a Ja razem z Nim. Przybijają Mnie i Mojego Syna do krzyża. Módl się córko za kapłanów którzy nie spełniają swoich obowiązków kapłańskich. Jeżeli się nie nawrócą będą potępieni. Bądź mężna będziesz miała wiele cierpień”. Matka Boża ocierała oczy. Mniej więcej po kilku minutach widzenie znikło. Jadwiga pisze, że nikomu o tym nie mówiła tylko to wszystko gdy wróciła do domu zapisała.
Jadwiga wyjechała kiedyś do Częstochowy. Wcześnie rano była na Jasnej Górze. Po odsłonięciu Obrazu widziała jak matka Boża płakała, łzy jak srebrna rosa opadały na sukienkę. Matka Boża poruszała wargami, ale tego co mówiła nie mogłam zrozumieć. Trwało to około pół godziny. Na drugi dzień była niedziela. Również Matka Boża płakała. Tego również Jadwiga nikomu nie mówiła. Matka Boża kilka razy skarżyła się, że nie wszyscy ludzie przyjeżdżają tu z pobożności. Nic więc dziwnego, że właśnie za tych pielgrzymów łzy wylewa. Pewnego razu powiedziała dziwną historię, która świadczy o wielkiej ignorancji, lekceważeniu prawa bożego albo o zwykłej przewrotności. Przyjechały na Jasną Górę dwie kobiety, które miałyby być matkami. Po co przyjechały ? Chciały prosić Matkę Bożą, aby szczęśliwie mogły dokonać aborcji, przerwania ciąży. Kiedy się modliły w kaplicy, nagle jedna matka zaczyna płakać. Po chwili również i druga płacze. Po modlitwie obie wyszły. Pyta się jedna drugiej: dlaczego płakałaś ? Z początku nie chciały się przyznać. Potem jednak powiedziały: słyszałam głos mojego dziecka: nie zabijaj mnie będę dobrym księdzem. Druga kobieta powiedziała: ja również usłyszałam głos mojego dziecka: nie zabijaj mnie będę ciebie kochała i będę zakonnicą. Obie matki wróciły do domu. Jedna urodziła chłopca, a druga dziewczynkę. Teraz Matka Boża powiedziała: dałam natchnienie obu matkom, aby usłyszały głosy swoich dzieci jeszcze nienarodzonych.

Stygmaty między ludźmi

Pan Jezus przez swoją śmierć otworzył ludziom niebo. Wysłużył im różne potrzebne łaski, aby mogli wejść do królestwa bożego. Do pomocy w zbawieniu posługuje się szczególnie duszami wybranymi. Udziela im specjalnych charyzmatów, by przypominali Jego Mękę. Tymi łaskami są między innymi stygmaty. Pan Jezus powiedział do Jadwigi, że dał je po to, aby przez cierpienia przy pomocy Jego łaski wybawiała dusze z czyśca i nawracała różnych grzeszników.
W każdy piątek kładła się do łóżka zanim pojawił się krzyż. Od Niego biły strzały do jej rąk, nóg, głowy i serca. Pytałem się kiedyś dlaczego musi się położyć do łóżka ? Powiedziała, że gdyby się nie położyła, to napewno by się przewróciła, a zresztą sama tu dopowiedziała: „Ja muszę się położyć, bo coś mi to nakazuje”.
Tak więc, przez 33 lata miała te stygmaty tylko w każdy piątek. Kiedy upłynęły te lata, Pan Jezus powiedział Jej, że będziesz miała teraz te stygmaty między ludźmi.
Kiedyś czekała na dworcu autobusowym. Siedziała na ławce. Kiedy tak czekała, modliła się. Na Jej czole wystąpiła krew. Sama jednak o tym nie wiedziała. Kiedy ludzie obok niej przechodzili, zatrzymywali się i na Nią z wielkim zdziwieniem patrzyli. Sama Jadwiga również się dziwiła, dlaczego oni tak na mnie patrzą. Jakaś pani wreszcie podeszła do Niej i powiedziała: pani się gdzieś zraniła albo zadrapała, bo ma na czole kilka kropli krwi. Podała jej zaraz lusterko, aby sama to zobaczyła. Dalej pisze Jadwiga w swoim pamiętniku, że kiedy zobaczyła krople krwi, aż sama się przeraziła. Przypomniała sobie wówczas to co Pan Jezus powiedział, że będzie miała stygmaty, gdy będzie między ludźmi.
Innym razem była na weselu u znajomych. I tu kiedy siedziała za stołem, na weselnej uczcie, nagle również pojawiły się krople krwi na czole. Wszyscy to widzieli i bardzo się zdziwili. Wydarzenie to wywarło wielkie wrażenie na wszystkich obecnych. Krwawy pot wystąpił również kiedy była w kościele.
W parafii było przyjęcie dzieci do I Komunii św. Prosili ją znajomi po kościele do domu. Również i tu pokazała się krew na czole. Wielkie to oczywiście na wszystkich zrobiło wrażenie.
Podobnie kiedy była w Częstochowie. Tu również w kaplicy cudownego obrazu pojawiła się na czole krew. Podobnie było kiedy wyjechała z pielgrzymką do Lichenia. Tak samo było również i kilka lat temu gdy przystępowała do Komunii św. Jedna kropla krwi z czoła spadła na posadzkę i tu się rozprysła. Kiedy ludzie to widzieli to jedni płakali, a inni się śmiali.
Powstaje pytanie w jakim celu wystąpiła krew na czole gdy Jadwiga była między ludźmi ?
Pan Jezus posługuje się różnymi sposobami i znakami, aby zbawić człowieka. Jeżeli te krople krwi zobaczył człowiek pobożny to napewno zaraz pomyśli sobie o Męce Chrystusa. Jeżeli te krople zobaczy człowiek, który ma słabą wiarę, który powątpiewa o wszystkim co dotyczy królestwa bożego to napewno się zastanowi, a jednak to wszystko jest prawdą. Dużo jest ludzi którzy, mają wiarę słabą, wiarę powierzchowną. Ich wiara nie opiera się na silnym fundamencie etyki naturalnej. Jest ona podobna do chorągiewki na wietrze. Tak jak wiatr wieje tak się obraca. Trzeba tu postawić pytanie, dlaczego mają taką słabą wiarę ? Wiara jest łaską. Na tą łaskę można sobie zasłużyć przez modlitwę, pobożne życie, zachowywanie przykazań itd. Jeżeli ktoś się nie modli codziennie, nie otrzymuje łaski. Skutek jest taki, że jego wiara z każdym dniem jest coraz słabsza. Możnaby to porównać z codziennym odżywianiem. Jeżeli ktoś systematycznie nie będzie dobrze się odżywiał, to jego organizm będzie coraz słabszy. Podobnie i życie religijne wzmacnia się i rozwija codzienną modlitwą i różnymi pobożnymi praktykami.
Napewno jeszcze inaczej zareagują ci, gdy zobaczą te krople krwi, którzy w nic nie wierzą. Człowiek niewierzący jest bardzo dziwny. Sam właściwie nie wie kto go stworzył, po co żyje na ziemi i jakie ma zadania do spełnienia. Mówią ludzie niewierzący, że Boga nie ma bo Go nie widać. Powołują się na ludzi wierzących i poddają w wątpliwość ich wiarę ze względu na ich postępowanie. Może to jest i prawda. Ale przecież tu o to nie chodzi. To właściwie są tylko wymówki, aby usprawiedliwić swoją niewiarę. Istota sprawy przecież leży w czym innym.
Jeżeli mówią, że Boga nie widać, a więc Go nie ma, to również mogą powiedzieć, że fal radiowych i fal telewizyjnych również nie ma bo ich też nie widać. Jednak nikt tego nie powie. Boga również nie widać podobnie jak fal radiowych i telewizyjnych. W głębi swojej duszy wydaje się że jednak twierdzą ,że Bóg jest tylko z lenistwa duchowego w Niego nie wierzą. Łatwiej i swobodniej jest żyć na ziemi kiedy nie obowiązują różne przepisy moralne. To są ci, o których Pan Jezus powiedział że idą szeroką drogą na swoje zatracenie.
Pan Jezus powiedział, że człowiek ma rozum. Z jego pomocą powinien zgłębiać i zastanawiać się nad różnymi sprawami królestwa niebieskiego. Św. Paweł wyraźnie mówi, że rozum ma wielkie znaczenie. Powiedział dosłownie: „wiara wasza powinna być rozumna”. Człowiek więc swoim naturalnym rozumem może stwierdzić że jest świat nadprzyrodzony, że wszystko co istnieje musiał ktoś stworzyć czy słońce, gwiazdy, ziemię, człowieka, rośliny, zwierzęta itd.
Jednak niezależnie od tego, do tych którzy szukają różnych znaków odnoszą się słowa Chrystusa: O plemię przewrotne szuka znaków, ale żaden znak nie będzie in dany, tylko znak proroka Jonasza. Chodzi tu więc o znak samego Jezusa Chrystusa, a więc również i o całą Jego naukę.
Trzeba obiektywnie stwierdzić, że każdy człowiek, obojętnie kto by to był, jeżeli zobaczy krople krwi na czole, to napewno nad tym się zastanowi.
Dziś powszechnie jest znana postać włoskiego zakonnika O. Pio. Kiedy żył dużo ludzi go odwiedzało. Niektórzy może z ciekawości bo dużo o nim słyszeli. Inni natomiast z pobożności, bo chcieli coś więcej się dowiedzieć o cierpieniach i męce Chrystusa odnawianej w XX wieku w osobie stygmatyka O. Pio. Napewno niejeden który go odwiedził mógłby powiedzieć to co powiedział kiedyś dziennikarz francuski niewierzący, który odwiedził św. Jana Vianne’a: „widziałem Boga w człowieku”.
To samo możnaby powiedzieć, widząc krople krwi na czole stygmatyczki Jadwigi, Chrystus w tajemniczy sposób odnawia Swoją mękę. W dziwny sposób niezrozumiały dla nas ludzi zbawia ludzi przez Swoje cierpienia.
Przedziwne jest Królestwo Boże. Dlatego Pan Jezus powiedział że ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało, a serce nie może pojąć co Bóg przygotował w swoim królestwie niebieskim. Ogólnie więc można powiedzieć że tam jest prawdziwe szczęście, prawdziwa radość i prawdziwa miłość. To wszystko będzie wiecznie trwało i nigdy się nie skończy. Mówiąc po ludzku trudno to wszystko zrozumieć, ale na tym właśnie polega rozumna wiara.
Tak więc, krople krwi na czole Jadwigi są zawsze jakimś znakiem danym ludziom nie dla ciekawości, ale dla umocnienia ich wiary.

Modlitwa w Jej Domu

Kiedy Jadwiga miała już około 75 lat, nie mogła już chodzić do kościoła. Kiedy panował reżim komunistyczny prawie nikt o Niej nie wiedział. Niektórzy do Niej przyjeżdżali. Ja również nikomu o tym nie mówiłem, aby nie narażać Jadwigi na różne szykany i prześladowania władzy. Kiedy ten system bezbożny upadł, dowiedzieli się o Niej ludzie. Przyjeżdżali różni reporterzy i dziennikarze przeprowadzali różne wywiady. Różnie o Jadwidze pisali, ale istoty sprawy mało kiedy przedstawiali. Najbardziej obiektywne wiadomości o Radominie podało czasopismo „nie z tej ziemi”. Teraz dowiedzieli się o Niej prawie wszyscy ludzie nie tylko w kraju, ale również i zagranicą. Przyjeżdżali więc, samochodami i również całe pielgrzymki autobusami. Przyjeżdżali Polacy z Niemiec, w ostatnim czasie przyjechała nawet jakaś pani z Brazylii. Codziennie zawsze ktoś przyjechał, wpisywali się do książki pamiątkowej. Prosili o zdrowie, o zgodę w małżeństwie, o szczęśliwą służbę w wojsku, o szczęśliwe rozwiązanie itd. Dużo również listów otrzymywała Jadwiga. Oczywiście nie mogła na nie odpisywać ze zrozumiałych względów.

Niezależnie od tego to znaczy od tych codziennych przyjazdów i próśb każdego 13 dnia w miesiącu, zjeżdżało się bardzo dużo ludzi różnymi samochodami i autokarami. Czasami kiedy była pogoda na szosie przy jej domu, w którym mieszkała, stało kilkanaście samochodów i kilka autokarów. Wszyscy przyjeżdżali na wspólną modlitwę. Z początku odprawiała się w jej domu msza św., bo Jadwiga nie mogła pójść do kościoła. Potem miejscowy duszpasterz miał co do tego różne zastrzeżenia i mszy Św. oficjalnie każdego 13 dnia miesiąca nie odprawiano.
Tego dnia przyjeżdżały autokarami przeważnie różne grupy modlitewne z Bydgoszczy, Torunia, Warszawy, Zgierza, Łodzi, Lublina itd. Kiedy była pogoda msza św. się odprawiała na dworzu, przed jej mieszkaniem. Wówczas Jadwigę wynoszono na krześle, albo jeżeli mogła to przy laskach wychodziła sama, aby być obecna na mszy św. W razie niepogody msza św. odprawiała się w jej mieszkaniu. Z początku z wielkim trudem przy pomocy ludzi i laski się poruszała. Później już musieli Ją przenosić na krześle. Wszyscy się modlili razem z Jadwigą. W czasie tych modlitw czasami się lekko uśmiechała, a kiedy indziej twarz Jej była poważna. Okazuje się, że ukazała się jej w tym czasie Matka Boża: powiedziała wtedy, „że tu przyszło dużo ludzi tylko z ciekawości”. Jadwiga więc ,była poważna i jakby trochę smutna. Innym razem ,była zadowolona, bo już nie przychodzili z ciekawości tylko z pobożności. W czasie tych spotkań św. odmawiano różaniec, koronkę do Miłosierdzia Bożego, modlitwy do Aniołów Stróży, litanię do Matki Bożej, litanię do Serca Pana Jezusa. Te modlitwy trwały 3-4 godziny. W czasie tych modlitw ukazywała się kilka razy Matka Boża. Widziała Ją oczywiście tylko sama Jadwiga. Mówiła wówczas wszystkim obecnym, że ukazała się Matka Boża wszystkim błogosławiła. Ludzie klękali i pobożnie się żegnali. Matka Boża ukazywała się na podwórzu gdzie byli zebrani ludzie. Na tym miejscu później postawiono krzyż drewniany. Przy nim pielgrzymi stawiali kwiaty i zapalone świece. Dziś przy tym krzyżu jest mała tabliczka z napisem: „tu ukazywała się Matka Boża”. Niektórzy gdy przyjeżdżali najpierw klękali przy krzyżu, tu się modlili, a potem odwiedzali Jadwigę. O godzinie 15-tej wszyscy, którzy byli w Jej domu odmawiali koronkę do Miłosierdzia Bożego. Pisała o tym siostra Faustyna, że jest to szczególna godzina Miłosierdzia Bożego.
Tak więc pobożność Maryjna połączona ku czci Chrystusa, kult mariologiczny z kultem chrystocentrycznym. 2.VII.1986 r. Jadwiga wyszła z pokoju na podwórko. Na stole w mieszkaniu stał czarno biały obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej, formatu pocztówkowego. Kiedy po chwili wróciła mimo woli spojrzała na ten obrazek. Pisze sama w swoim pamiętniku, że z oczu Matki Boskiej popłynęły krwawe łzy. Kiedy to zobaczyła, aż się przeraziła i zapłakała. Przypomniała sobie to co Pan Jezus powiedział: „że Moja Matka będzie na obrazku miała krwawe łzy”. Również wszyscy ludzie, którzy to widzieli jakby zaniemówili z wielkiego zdziwienia i równocześnie przerażenia. Można powiedzieć że sami są świadkami dziwnych niezrozumiałych rzeczy drugiego świata, „królestwa niebieskiego”.
Dlaczego na obrazku Matki Bożej pokazały się łzy ?
Pan Jezus powiedział kiedyś do Jadwigi, kiedy mówił o krwawych figurach i obrazach, że Moja Matka płacze razem ze Mną, nad grzesznym światem. Widać więc, że różne są powody tych krwawych łez. Wiara poszczególnych ludzi jak również i duchowieństwa jest osłabiona z różnych powodów. Nie ma wiary prostej, silnej. Pan Jezus powiedział kiedy chodził po ziemi: „jeżeli nie staniecie się jako dzieci nie wejdziecie do królestwa bożego.” Dziwne słowa, pochwała dzieci. Za co ich Chrystus tak wysoko wynosi. Odpowiedź jest bardzo prosta, a mianowicie tylko za ich prostą zwykłą, naturalną wiarą. Człowiek dorosły dziś również ma wiarę, ale to jest wiara możnaby ją nazwać filozoficzna, skomplikowana. Dzisiejszy człowiek uczony lub nieuczony nad wszystkim się zastanawia czy jest Pan Bóg, gdzie jest niebo, gdzie jest piekło, kiedy będzie sąd ostateczny itd. Te wszystkie wątpliwości i pytania tylko osłabiają prostą wiarę. Dzieci tych wątpliwości nie mają. Wierzą bo tak powiedział Pan Jezus i to im w zupełności wystarczy. Taką wiarę również i starsi powinni mieć.
Straszną jest rzeczą wycisnąć łzy Matce Bożej. Ona chce w różny sposób przestrzec swoje dzieci by się opamiętali i nawrócili ze złej drogi. Kiedyś mówiła do dziewczynki Bernadety, do Łucji, a dziś mówi do nas przez krwawe łzy bo niewiara i lekceważenie prawa bożego dochodzi do ostatecznych granic.
Od tej chwili różne pielgrzymki przyjeżdżały nie tylko aby się pomodlić, ale również i dlatego, aby zobaczyć krwawe łzy na obrazku Matki Bożej częstochowskiej. Ludzie przyjeżdżali tu aby umocnić swoją wiarę, otrzymać błogosławieństwo boże przez ręce Jadwigi. Tak więc, po wspólnej modlitwie z nowym zapałem i prostą wiarą, wracali do domu, aby wiernie służyć Bogu i Matce Bożej Niepokalanej.

Figura Matki Bożej z krwawymi łzami
Jadwiga Bartel mieszkała w Płonku, w Długim i w Kiełpinach. Na końcu to znaczy aż do samej śmierci mieszkała w Radominie. W tej parafii również mieszkała w trzech różnych miejscach. Tam gdzie ją pierwszy raz poznałem, był domek bardzo ubogi. zwykły przedsionek zbity z desek, podłogi nie było tylko zwykła ziemia. Stąd wchodziło się do kuchni bardzo małej. Obok niej był pokój, również bardzo mały. Podłoga z desek, stół do połowy wpadnięty w ziemię, bo deski były zgnite. Stąd przeprowadziła się Jadwiga do wioski. Tu był dom murowany i lepsze warunki mieszkaniowe. Po pewnym czasie przeprowadziła się do innego domu. Tymczasem szukała mieszkania, najchętniej wolałaby mieszkać jak sama to mówiła jak najbliżej kościoła. Pytała się we wiosce gdzie jest wolne mieszkanie.
Opowiada właścicielka domu, w którym ostatnio mieszkała, że kilka razy zapytywała się jej czy ma w swoim domu jakieś wolne mieszkanie. Wystarczy jeden pokój, a kuchnia może być w korytarzu. Za każdym razem jednak jej zawsze odmówiła. Przypadek a właściwie śmierć jej matki to jest właścicielki domu zadecydował, że u niej zamieszkała.

Dom, w którym mieszkała aż do śmierci Jadwiga Bartel. Krzyż stoi na miejscu gdzie ukazywała się Matka Boża

W tym czasie zmarła matka właścicielki tam gdzie Jadwiga potem zamieszkała. Pewnego razu po pogrzebie Jadwiga modliła się w kościele. Nagle czuje, że ktoś Ją dotyka za ramię. Obróciła się i patrzy, a obok niej zmarła matka, cała jednak w ogniu. Usłyszała: „niech Bartleka powie mojej córce, aby dała na dwie msze św., a skończą się moje cierpienia w czyścu i przejdę do nieba”. Oczywiście Jadwiga powiedziała o tym. Msze św. się odprawiły a córka była bardzo wdzięczna, że pomogła swojej matce. Teraz p. Szlejerowa przekonała się kim jest Jadwiga Bartel. Już przedtem o Niej słyszała, ale teraz niejako sama się przekonała. Jadwiga teraz wprowadziła się do jej domu. Sama przeniosła na rękach cały swój dobytek, tak, że nawet p. Szlejerowa się bardzo dziwiła, że tylko tyle posiada. W pokoju Jadwigi były różne obrazy większe i mniejsze. Były to obrazy poświęcone Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej. Otrzymała również figurę Matki Bożej z Fatimy. Przysłali ją jej znajomi z Francji. Od pewnego czasu została przywieziona większa figura Matki Bożej około jednego metra. Figura była zrobiona z gipsu. Na głowę Matce Bożej włożono małą koronę. Przed figurą stawiano kwiaty i zapalone świece. Dookoła głowy zrobiono wianek na którym umocowano białe, małe kolędowe, choinkowe żaróweczki. Jadwiga mówiła, że właśnie przy tej figurze ukazywała się Matka Boża. W tym czasie również każdego 13 miesiąca odprawiała się msza św. Ludzie przychodzili, śpiewali godzinki, mówili różaniec, koronkę do Miłosierdzia Bożego, śpiewali apel jasnogórski.
Coraz więcej ludzi się gromadziło jakby jakiś niewidzialny głos tu wszystkich zwoływał. Kiedy ludzie się modlili ukazywała się Matka Boża i wszystkich, którzy tu przybyli błogosławiła. Oto słowa jednej pani, która tu przybyła na modlitwę: jakaś siła nie dawała mi spokoju w moim domu. Mieszkałam w Wałbrzychu. Przyjechałem więc, tu do Radomina był właśnie Popielec 24.II.1993 r. Teraz dopiero się przekonałam dlaczego tu przyjechałem. W jej pokoju było dużo więcej ludzi jak zwykle. Wszyscy się modlili a kiedy ją skończyli usiedli i rozmawiali. W pewnej chwili, a było to między godziną 9.00 a 10.00, Jadwiga momentalnie przerwała rozmowę. Wszyscy zdziwieni, patrzą na Nią. Jadwiga uniosła głowę, spojrzała nieco wyżej, jakby coś widziała przy tej figurze. Za chwilę powiedziała: przed figurą stała przed chwilą żywa, prawdziwa Matka Boża. Błogosławiła wszystkich i powiedziała: „błogosławię was Moje dzieci i wasze rodziny żeście tu przybyli”. Matka Boża była w niebieskiej o pięknym kolorze sukni na głowie miała złotą koronę. Tak więc, gdy się ludzie dowiedzieli „że tu Matka Boska błogosławi”, z każdym dniem było coraz więcej ludzi. Przyjeżdżali z różnych stron kraju. Jeszcze więcej było ludzi każdego 13 miesiąca. Przyjeżdżali samochodami i autokarami. Niejeden raz było przeszło tysiąc osób. Do tej chwili wszystko odbywało się tak jak zwykle. Była msza św., potem różne modlitwy, Matka Boża błogosławiła i każdy zadowolony wracał do swojego domu.
Tymczasem od pewnego czasu msza św. już się nie odprawiała. Nie wyraził na to zgody miejscowy duszpasterz. Następnego miesiąca ludzie przyjechali, ale mszy św. nie było, pytali się dlaczego ksiądz nie przyjedzie. Kiedy się dowiedzieli, że miejscowy duszpasterz nie wyraził na to zgody bardzo się zdziwili. Wzruszali ramionami, pomodlili się jak zwykle i odjechali. Wydawało się, że wszystko jest w porządku. Jednak Pan Jezus i Matka Boża na to patrzyli inaczej.
Przypominają się tu słowa proroka Izajasza, który powiedział: że myśli Moje są zupełnie inne od myśli waszych. Tak jak chmury są oddalone od ziemi, tak są oddalone myśli Moje od myśli waszych. I cóż się stało ? Przez to wyrządzono krzywdę Matce Bożej. Na tej figurze, na twarzy pojawiły się łzy. Później te krwawe krople pojawiły się na rękach i na sukience. Kiedy je ludzie którzy tam byli zobaczyli razem z Jadwigą bardzo się przejęli. Było to 9 i 13.11.1993 r. Niektórzy ludzie powątpiewali o prawdziwości tych krwawych łez. Mówili nawet, że zostały wymalowane czerwoną farbą. Na uzasadnienie twierdzenia mówili, że łzy jeżeli same spływają po twarzy czy to po rękach przybierają inny kształt. Te łzy natomiast były jakby roztarte w różnych kierunkach. Tak, to prawda, łzy były rzeczywiście jakby rozmazane co wskazywałoby na to, że zostały namalowane. Pytałem się w tej sprawie naocznych świadków dlaczego te łzy mają inny kształt. Nie mogli mi na to odpowiedzieć. Sama Jadwiga również twierdziła że nikt na figurze niczego nie malował. Powiedzieli mi tylko, że kiedy te łzy się ukazały, ci którzy tam byli zaczęli te miejsca całować, a niektórzy je dotykali. Tu właśnie mamy odpowiedź dlaczego te łzy mają inny kształt. Przez dotykanie lub całowane krwawe łzy zostały rozmazane.
Potem już tych miejsc nikt nie dotykał. Krew na tych miejscach stwardniała i ślady rzeczywiście są rozmazane i nie przypominają, że krople krwi samorzutnie opadały i miały inny kształt, podobny do opadających własnym ciężarem kropli deszczu.
Nie ma więc tu żadnych wątpliwości co do prawdziwości tych krwawych łez. Również sama Jadwiga nie mogła zrozumieć dlaczego tu nie można odprawiać mszy św. Pytała się o to swojej opiekunki… Obie, to znaczy Jadwiga i p. Szlerowa nie mogły zrozumieć, że są takie dziwne, przewrotne zarządzenia. Wydaje się czasami jakby to były nieżyciowe faryzejskie przepisy, z którymi ciągle walczył Pan Jezus kiedy chodził po ziemii palestyńskiej. Bardzo się tym martwiła Jadwiga, w nocy spać nie mogła – jak to sama mówiła. Powiedziała, że tak bardzo by się nie martwiła, gdyby nawet straciła swój palec przy ręce. Gdy tak nad tym rozmyślała, ukazała się Jej Matka Boża. Było to 1.III.1992 roku. Powiedziała wtedy: pragnieniem Moim jest aby na tym miejscu odprawiała się msza św. Gdyby były tu msze św. ile wiernych przyjęłoby Komunię Św. – Mojego Syna. Ile czci bym tu odebrała razem z Moim Synem. Krwawe łzy wycisnął Mi ten, kto nie pozwolił tu odprawić mszy św. Dziwne słowa. Kiedy się nad tym zastanawiamy to musimy stwierdzić, że tu jest jakieś nieporozumienie jakieś niezrozumienie spraw bożych; czy sam przepis ważniejszy aniżeli istota sprawy?
Wróćmy jednak jeszcze do słów Matki Bożej: „dużo czci bym odebrała Ja i Mój Syn, większa by była nasza chwała. Co to znaczy? Musimy się więc nad tym trochę głębiej zastanowić.
Obowiązkiem każdego człowieka jest służyć Panu Bogu. Przez to, że człowiek służy Bogu, tym samym chwali go i zdobywa zasługi na osiągnięcie królestwa niebieskiego. Można więc powiedzieć, że Pan Bóg stworzył człowieka dla swojej chwały. Pierwszym więc jego obowiązkiem jest chwalić swojego Stwórcę. Wszystko co istnieje nie tylko na ziemi ale również i w przestworzach ma chwalić Boga. Można więc powiedzieć, że wszystko co istnieje stworzył Pan Bóg po pierwsze dla swojej chwały a po drugie dla dobra stworzeń. Człowiek jako rozumne stworzenie powinien się kierować rozumem. W powietrzu fruwają różne ptaki. Ich śpiew wprawdzie nie przynosi żadnego pożytku człowiekowi ale można powiedzieć, że śpiewają na chwałę Bogu. Różne ciała niebieskie, gwiazdy, planety rozgłaszają wielką chwałę bożą. Te wszystkie wielkie i małe stworzenia rozgłaszają większą chwałę bożą. Człowiek również powinien chwalić Boga. Aby to mógł czynić w rozumny sposób otrzymał rozum, wolną wolę i uczucia. Te wszystkie władze mają wielkie znaczenia. Człowiek je otrzymał jakby to można powiedzieć nie dla kaprysu, mają one pomóc człowiekowi rozumnie żyć, w rozumny sposób poznawać Boga i w rozumny sposób Jego chwalić, i w rozumny sposób Jemu służyć.
Jeżeli w ten sposób będziemy postępować, to przez całe swoje życie, przez wszystkie prace, radości, smutki będziemy chwalić Boga, Chrystusa, Jego Matkę, aniołów itd. Większa wówczas będzie chwała boża.
W zamian za to, że człowiek przez całe życie w ten sposób będzie chwalił Boga, Jezusa Chrystusa, Maryję, aniołów itd., małemu, zagubionemu wśród życia człowiekowi Bóg będzie błogosławił. Trzeba o tym pamiętać jak mówi św. Paweł, że żyjemy dla Boga a nie dla siebie. Niestety człowiek często o tym zapomina. Możliwe, że stąd powstają różne nerwice, choroby, przygnębienia i załamania duchowe. Życie codzienne jest trudne i pełne niespodzianek i rozterek. Tylko w Bogu i Matce Bożej znajdzie spokój nasza dusza.
Taki przykład spokoju, zadowolenia i pogodzenia się z Wolą Bożą, dała swoją postawą Jadwiga Bartel. Zawsze była zadowolona i uśmiechnięta. Ten Jej spokój pochodził z wypełnienia woli bożej i jeszcze z drugiego źródła, a mianowicie z modlitwy. Jadwiga modliła się prawie cały dzień.

Różne prośby i podziękowania

Do Jadwigi Bartel, do Radomina, gdzie mieszkała przyjeżdżali różni ludzie. W czasie trwania reżimu władzy komunistycznej mało kto o Niej wiedział. Dopiero po kilkunastu latach, kiedy skończyło się panowanie bezbożnego komunizmu, kiedy o Niej pisano w różnych gazetach, coraz więcej przyjeżdżało ludzi. Po co oni przyjeżdżali?. Są różne dowody, że przyjeżdżający otrzymywali różne łaski za Jej pośrednictwem.
Powiedział kiedyś Pan Jezus, że miłe mi są Twoje prośby kiedy prosisz o zdrowie i błogosławieństwo, bo Ciebie zawsze wysłucham.
Przyjeżdżali do niej nie tylko ludzie z kraju ale również i Polacy z zagranicy. Najwięcej miała próśb o zdrowie. Sama zresztą mówiła, że zdrowie to największy skarb. Kilka razy prosiła Jadwiga o zdrowie dla siebie. Pan Jezus jednak powiedział Jej, że zdrowia już nie będzie miała, bo otrzymała większe łaski aniżeli zdrowie.

Matki, które przyjeżdżały prosiły o zdrowie dla swoich dzieci. Przyjechał między innymi jej sąsiad, którego dobrze znała z Kiełpin. Był rówieśnikiem Jadwigi. Prosił Ją aby pomodliła się o jego zdrowie. W ostatnim czasie często chorował na serce. Chodził do lekarza. Lekarz przepisał mu różne pastylki na serce. Używał ich kilkanaście codziennie. Z, początku nie przywiązywał większego znaczenia do modlitwy swojej dawnej sąsiadki. Wiedział o tym,że ma stygmaty. Patrzył na Nią jak na, człowieka „dosłownie nie z tej ziemi”. Kiedy słyszał, że do niej przyjeżdżają różni ludzie i proszą o zdrowie również sam się też do Niej wybrał. Poznała go. Kiedy mówił, że ma serce chore i prosi aby się pomodliła o jego zdrowie, dotknęła go ręką i powiedziała: niech serce pracuje spokojnie na cześć Pana Jezusa i Matki Bożej. Po modlitwie przed figurą odjechał do domu. Za kilka dni przyjechał ponownie, teraz nie prosił o zdrowie, ale przyjechał podziękować i powiedzieć, że następnego dnia poczuł wielką zmianę. Odrzucił wszystkie pastylki, bo już nie były potrzebne. Kiedy pojechał do lekarza i ten go zbadał, lekarz bardzo się zdziwił, że ma takie zdrowe serce.
Przyjechał kiedyś mężczyzna w średnim wieku, który miał wyrzut na głowie. Mówił, że kiedyś był mniejszy a teraz jest coraz większy. Ukląkł przed Jadwigą i prosił Ją aby dotknęła ręką jego głowy. Po kilku dniach ponownie przyjechał aby jej podziękować, bo narośl na głowie była coraz mniejsza, aż wreszcie znikła.
Takich wypadków było więcej. Niektórzy przyjeżdżali do Niej już kilka razy. Pierwszy raz prosili o zdrowie, a drugi raz przyjechali aby Jej podziękować za modlitwy dzięki, którym je uzyskali. Opowiadała jej opiekunka, że sama osobiście widziała jak przyjechało do Niej kilka osób. Jedna z nich prawdopodobnie matka, która prosiła o zdrowie, uklękła przed nią i z wdzięczności całowała Jej nogi.
Również były prośby o szczęśliwe rozwiązanie. Według nauki medycznej dziecko nie może się urodzić jeżeli rodzice mają taką samą grupę krwi. Jednak co dla ludzi niemożliwe to nie dla Boga. Dziecko urodziło się zdrowe i bez żadnych komplikacji. Lekarze się dziwili, bo to było wszystko wbrew medycynie. Matki przyjeżdżały i same dziękowały za modlitwy.
Od pewnego czasu jeszcze więcej ludzi przyjeżdżało, kiedy dowiedzieli się o figurze Matki Bożej z krwawymi łzami na twarzy, rękach i sukience. Przyjechali aby sami na własne oczy się o tym przekonać. Pobożni pielgrzymi dotykali tej krwi, inni te miejsca całowali. Robili to wszystko z pobożności i z miłości do Matki Bożej: z drugiej jednak strony przez to rozmazali krople krwi. Niektórzy co tu przyjechali, ludzie o słabej wierze powiedzieli, że tu są ślady pędzla. Oczywiście temu zaprzeczyła sama Jadwiga. Natomiast Pan Jezus, kilka dni po ukazaniu się tych kropel krwi na figurze Matki Bożej, powiedział, że „ludzie powinni się modlić do krwawych łez Mojej Matki”.
Tak więc w różny sposób Matka Boża napomina swoje dzieci. Kiedyś mówiła do dzieci, prosiła a dziś wylewa krwawe łzy. Stwardniało serce tego ludu.
Na podwórzu, gdzie mieszka Jadwiga od pewnego czasu postawiono krzyż. Na nim umieszczono napis: „tu ukazywała się Matka Boża, wszystkich błogosławiła”.
Prośby z którymi przyjeżdżali ludzie były różnego rodzaju, dotyczyły różnych rzeczy. Przyjechał kiedyś mężczyzna i miał dziwną prośbę. Ukradziono mu samochód, prosił aby Jadwiga się pomodliła o zwrot samochodu. Kiedy tę prośbę przedstawiła jej opiekunka, dziwna rzecz, nikogo nie rozumiała, ale ją zrozumiała – Jadwiga myślała o tym, który samochód ukradł. Całą noc nie mogła spać – jak sama mówiła. Ciągle myślała o tych złodziejach aby samochód oddali. Dziwna stała się rzecz. Po kilku dniach samochód stał z powrotem tam skąd został skradziony.
Jakaś żona prosiła aby mąż nie pił alkoholu. Jadwiga modliła się w tej intencji, również pościła i ofiarowała różne swoje wyrzeczenia. Za kilkanaście dni przyszła żona podziękować, bo mąż wyleczył się z nałogu pijaństwa.
Od tej chwili kiedy pojawiły się krwawe łzy na figurze, napewno dzięki kolorowej dużego formatu fotografii w miesięczniku „Nie z tej ziemi”, jeszcze więcej przyjeżdżało ludzi. Patrzyli na figurę, płakali i się modlili. Napewno kiedy odjechali zabrali ze sobą w pamięci obraz figury z krwawymi łzami. Podobnie jak ksiądz głosi kazanie, napomina wiernych aby służyli wiernie Bogu, tak samo Matka Boża przez swoje krwawe łzy głosiła inne kazanie aby ludzie byli wierni Bogu, Krzyżowi i Ewangelii.
Przyjechali tu więc ludzie z różnych miast całego kraju: z Puław, Chojnic, Torunia, Rypina, Poznania, Strzyg, Strzelna, Brodnicy, Szafarni, Kiełpin, Pabianic, Ostrowa, Wielkopolskiego, Owieczkowa, Kołobrzegu, Końskiego, Białegostoku, Gdyni, Rumi, Łomży, Warszawy, Lipna, Chełmna, Kraśnika Lubelskiego, Białachowa, z województwa kieleckiego, Bartoszew, Bystrzycy Bydgoszczy, Lęborka, Rudy, Słupska, Elbląga, Piły, Lublina, Ciechocina, Mileszew, Łodzi, Chrzanowa, Ząbek, Gostynia, Gdańska, Garwolina, Aleksandrowa, Anina, Olsztyna, Skurgwy, Sopotu, Kalisza, Dobrzynia, Janowa, Racławic, Nakła, Nowego Sącza, Bogusławic, Bytomia, Kołobrzegu, Piękar, Chorzowa, Łomży, Ostrowitego, Kożeniec, Mogilna, Łaski Zabrza, Gliwic, Bielsko-Białej, Kowalewa, Swiedziebni, Balina, Kętrzyna, Myśliborza, Jeleniej Góry, Łowicza, Trąbina, Żary, Legnicy, Modlina, Świdnik, Włocławka, Ostrowa, Grudziądza, Kamienia Krajeńskiego, Otwocka, Szczecina, Jastrzębia, Radomia, Mysłowic, Kielc, Wąbrzeźna, Wrocławia, Zamościa, Zduńskiej Woli, Zaborowa, Wyszkowa, Wrocławia i innych miast Polski. Przyjeżdżali do niej również i Polacy z Hamburga a nawet z Australii.
Na ręce Jadwigi składali różne prośby, prosili za Jej pośrednictwem Pana Jezusa i Matkę Bożą w różnych intencjach. Jadwiga ciągle się modliła – mówiła tyle mam różnych próśb, a przez modlitwę i różne wyrzeczenia, muszę im wszystko wyprosić.

Płomień życia dopala się

Kiedy człowiek jest młody przeważnie każdy jest zdrowy. Medycyna jednak mówi, że w każdym organizmie tkwią zarodki różnych chorób. Na złe samopoczucie i różne choroby wpływa w dużej mierze złe odżywianie i zły tryb życia. Pismo św. Starego Testamentu mówi, że człowiekowi przeznaczono 70 lat życia a najwyżej gdy jesteśmy mocni lat 80. Zwykle tak bywa, że człowiek w tym wieku zaczyna chorować. Wszystkie narządy organizmu są już wyczerpane długą pracą. Największą pracę wykonuje oczywiście serce człowieka. Nic więc dziwnego, że jeżeli pracuje dzień i noc i to bez przerwy przez kilkanaście lat, zaczyna niedomagać i już nie jest tak wydajne jak kiedyś.
Również i Jadwiga zaczęła chorować. Zdrowia właściwie dobrego już nigdy nie miała. Pan Jezus Jej kilka razy mówił, że o zdrowie dla siebie nie ma prosić. Tak więc kilka razy przechodziła mniejsze lub większe przeziębienia. W jej pokoju było zawsze chłodno. Wprawdzie codziennie paliła w małej kuchence węglowej ale to nie wystarczało aby ogrzać cały pokój. Zresztą z drugiej strony nie tylko oszczędzała węgiel ale również przez to się umartwiała.
Ktoś z ludzi przywiózł jej piecyk elektryczny, ale mimo to, że był włączony do sieci elektrycznej, w mieszkaniu było chłodno. Przyzwyczaiła się do tej chłodnej temperatury. Kiedy była zdrowa wyjeżdżała do Częstochowy, do św. Lipki, do Lichenia itd. Później kiedy chorowała już nigdzie nie wyjeżdżała. Chodziła przy pomocy laski do miejscowego kościoła na mszę św.
Również z wielkim trudem chodziła do sklepu po różne artykuły żywnościowe. Z każdym dniem coraz trudniej było jej chodzić. Kiedy odbywały się modlitwy każdego 13 miesiąca i była msza św., wychodziła na ganek. Później musieli ją wynosić na krześle, miała również mały wózek inwalidzki. Na końcu jednak już z pokoju wcale nie wychodziła. Tymczasem w jej organizmie rozwijała się coraz mocniej cukrzyca. Miejscowy lekarz zapisywał jej różne lekarstwa. Z, początku sama je przywoziła z apteki w Golubiu lub Rypinie. Później kiedy już nie mogła sama ich przywoźić, otrzymała siostrę z PCK. Była to pomoc tylko na kilka godzin dziennie. Jadwiga znosiła cierpliwie wszystkie swoje dolegliwości. Swoją chorobę i cierpienia ofiarowała o nawrócenie grzeszników, za dusze w czyścu i na pocieszenie Pana Jezusa i Matki Bożej. Tak więc można by powiedzieć, że przez ostatnich 20 lat coraz więcej chorowała. Z, początku nie wiedziała na co właściwie choruje, później się okazało, że to była cukrzyca. Na nodze powyżej stopy, powstała rana, która nie chciała się zagoić. Podobnie było również i na jednym palcu przy lewej ręce. Lekarz stwierdził, że to wskutek wysokiego stopnia cukrzycy. Jadwiga z tego więc powodu zapadła w cukrzycową śpiączkę. Jej opiekunka i wszyscy, którzy ją odwiedzali twierdzili, że już zbliża się śmierć.
Do tego ciężkiego stanu cukrzycy doszło jeszcze zapalenie płuc. Wydawało się, że naprawdę już zbliża się śmierć. Lekarz zapisał różne lekarstwa. Sam mówił, że to już jest stan bardzo ciężki. Jednak po tych krytycznych chwilach nastąpił przełom. Ten sam lekarz następnego dnia, kiedy się polepszyło powiedział, że ma cukrzycę w najwyższym stopniu, a kiedy do tego przyłączyło się zapalenie płuc, to w normalnych warunkach organizm tego nie wytrzymuje i człowiek musi umierać. Sam również mówił, że jeżeli jeszcze żyje to zawdzięcza to tylko interwencji bożej. Inaczej mówiąc żyje tylko w cudowny sposób. Trzeba tu sobie przypomnieć słowa Pana Jezusa „Ja Pan życia i śmierci, komu chcę to daję śmierć albo życie”. Widocznie jej życie i cierpienia były jeszcze potrzebne. Wbrew wszelkim oczekiwaniom Jadwiga wyzdrowiała. Rany na nogach i palcach się zagoiły. Zapalenie płuc minęło, Jadwiga z każdym dniem czuła się coraz lepiej. Dotąd leżała w łóżku, teraz powoli wstawała i zaczynała chodzić oczywiście przy pomocy laski w swoim pokoju. Ludzie tak jak dawniej przyjeżdżali i prosili, aby im uprosiła różne łaski a przede wszystkim zdrowie. Tak więc jej życie jakby zostało przedłużone jeszcze na kilka miesięcy. Teraz musiała mieć jeszcze lepszą opiekę. Przyjeżdżała z pobliskiego Rypina siostra jej gospodyni. Jadwigę trzeba było podnieść, umyć, uczesać i ubrać. Jej gospodyni, u której mieszkała również chodziła przy pomocy laski, a więc sama nie mogła Jadwigi podnieść. Pomagała więc jej siostra z Rypina. Tymczasem zdrowie Jadwigi ciągle się zmieniało. Cukrzyca oczywiście postępowała. Dzięki troskliwej opiece mogła więc powrócić do zdrowia. Przez całą jednak jeszcze zimę z wielkim wysiłkiem chodziła albo leżała w łóżku. Kiedy lepiej się czuła, przy pomocy Jej opiekunki p. Kopyckiej, ubrała się, umyła i z wielkim trudem pochodziła po pokoju. Sama już mówiła, że długo żyć nie będzie. Wspominała kilka razy, że tęskni za swoją matką, która już kilka lat temu zmarła. Jednak ostatnia godzina jeszcze dla Jadwigi nie wybiła.
Dziwne jest życie ludzkie. Człowiek młody, zdrowy tryska życiem, cieszy się nim. Z biegiem lat człowiek zaczyna podupadać na zdrowiu. Odzywają się w organizmie różne choroby. Medycyna mówi, że już małe dziecko nosi w sobie zalążek przyszłej choroby. Jeżeli patrzymy na różnych ludzi, to niejeden już wcześnie zaczyna chorować. Inny natomiast w czerstwym zdrowiu dożywa późnej starości. Trudno powiedzieć jaki jest powód wczesnej choroby, a długiego zdrowia. Stary Testament mówi, że jak ptak jest stworzony do latania, tak człowiek do pracy. Wydaje się, że właśnie ta praca oczywiście nie ponad siły, daje człowiekowi do późnej starości czerstwe zdrowie.
Trzeba tu podkreślić jeszcze jedną sprawę. Chodzi tu o samo cierpienie i jego znaczenie. Zwykle tak bywa, że człowiek starszy, schorowany leży w łóżku krócej lub dłużej. Zdany jest na opiekę w szpitalu lub w domu swojej rodziny lub krewnych. Chorzy narzekają, że muszą cierpieć. Niejeden raz pytają się za jakie grzechy muszą tak cierpieć?. Trzeba powiedzieć, że cierpienie jest wielką tajemnicą. Oczywiście bez woli Pana Boga nic się nie dzieje, a więc również i cierpienie jest jakby zamierzone przez Boga. Aby się pogodzić z chorobą i cierpieniem trzeba koniecznie spojrzeć na to oczyma wiary. Pan Bóg jest dobry mówi katechizm bo kocha wszystko co stworzył i wyświadcza im różne dobrodziejstwa. Również i cierpienie jest takim dobrodziejstwem. Wydaje się to bardzo dziwne. Jednak tu na ziemi Pan Bóg daje człowiekowi cierpiącemu możliwość pokutowania za swoje grzechy. Lepiej przecież pokutować na ziemi aniżeli po śmierci pokutować w ogniu czyścowym. Przecież żadnego cierpienia nie można porównać z cierpieniem, które wyrządza ogień.
Z. drugiej strony trzeba powiedzieć, że przez cierpienie można nie tylko pokutować za swoje grzechy ale również i za grzechy innych. W tym właśnie leży wielka wartość każdego cierpienia. Przez grzech pierworodny weszła na człowieka choroba, cierpienie i śmierć. Jednak dzięki pomocy bożej, dzięki łasce i modlitwie to co było dla człowieka powodem do różnych stresów i załamań, stało się dla niego zbawieniem.

Ostatnie chwile, śmierć i pogrzeb

Po kilku miesiącach pozornego zdrowia, Jadwiga ponownie zachorowała. Lekarz, który stale się Nią opiekował, powiedział, że organizm przez cukrzycę jest już do tego stopnia wyniszczony, że naprawdę nie ma ratunku. Równocześnie inne organa wewnętrzne zaczęły niedomagać. Nastąpiło podrażnienie nerek, pęcherza i jelit. Jadwiga odczuwała wielki ból w jamie brzusznej. Do tego doszła jeszcze arytmia serca. Wyczerpane długą pracą serce, biło nieregularnie. Z wielkim trudem zaczęła oddychać. Jej opiekunka widząc, że jest coraz gorzej, prosiła aby miejscowy ksiądz proboszcz przyszedł i udzielił Jej sakramentu św. Po spowiedzi św., Jadwiga przyjęła Komunię św. i ostatnie namaszczenie. Chwilowo boleści ustąpiły. Trwało to jednak bardzo krótko. Ponownie przyszła wielka duszność i brak powietrza. W nocy wszyscy czuwali przy Niej. Następnego dnia stan zdrowia jeszcze się pogorszył. Przyszły ponownie boleści; nerki i pęcherz nie pracowały. Przyjechał jej Brat. Powiedział, że to już zbliża się śmierć. Aby Ją jeszcze ratować przyjechało pogotowie ratunkowe i zabrało do szpitala. Tu zaraz podano jej tlen. Jednak to już nic nie pomogło, szybko zbliżała się agonia. Kilka razy nastąpił głęboki oddech. Jadwiga otworzyła oczy, popatrzyła na brata, zebranych lekarzy i pielęgniarki. Kiedy jeszcze chodziła kilka razy wspominała, że nie boi się śmierci. Również mówiła, że przyjdzie po Nią Matka Boża i Jej patronka św. Jadwiga. Ostatni raz popatrzyła na świat. Gdy oczy zamknęła żegnała się z tym światem, w którym dotąd żyła.
Teraz otworzyła inne oczy i zobaczyła inny świat gdzie słońce nie zachodzi i nikt już więcej nie umiera. Nastąpiła dla Niej szczęśliwa chwila, przejście do drugiego świata; jakby powtórne drugie narodzenie.
Był to dzień 11 marca 1993 r. godzina 21.30.
Tu w szpitalu Golubiu-Dobrzyniu ubrano Ją, włożono do trumny i przywieziono do Ostrowitego koło Kowalewa. Jadwiga za życia sama powiedziała, że tu właśnie chce być pochowana.
Powstaje pytanie dlaczego nie chciała spoczywać na cmentarzu w Radominie? Tu mieszkała przez kilka ostatnich lat. Prawie wszyscy ją dobrze znali. W każdej wiosce, w każdym mieście żyją różni ludzie, dobrzy i źli. Tu miała różnych znajomych, którzy Ją odwiedzali i przynosili Jej różne rzeczy do jedzenia. W Radominie jednak jak wynikało z Jej wypowiedzi czuła się najlepiej. Proponowałem Jej, aby przeniosła się do mnie i zamieszkała w plebani. Odmówiła. Można Ją było zrozumieć, bo tu nikogo nie znała. Proponowano Jej również aby chociażby na pewien czas zamieszkała w Toruniu. Również odmówiła. Tymczasem za życia powiedziała, że chce spoczywać na cmentarzu w Ostrowitem. Do swojego brata również nie chciała się przeprowadzić, bo tu też nikogo nie znała. Pomimo wszystko jednak chciała być pochowana w Ostrowitem. Okazuje się, że więzy rodzinne są jednak najsilniejsze. Tu na cmentarzu spoczywają Jej rodzice, chciała więc leżeć przy nich. Tu również mieszka jej brat Stefan.
Przez kilka dni leżała w trumnie w kaplicy pogrzebowej w parafii Ostrowite koło Kowalewa.
Lotem błyskawicy rozeszła się wiadomość o Jej śmierci. Pogrzeb odbył się 14 marca 1993 roku po południu o godzinie 15.00 w tejże parafii. W pogrzebie brało udział kilku księży i wielkie tłumy ludzi.

W kościele i na cmentarzu przykościelnym pełno było ludzi. Miejscowy ksiądz proboszcz mówił, że mogło być około dwóch tysięcy ludzi. Przybyli przeważnie ci, którzy do Niej przyjeżdżali i Ją znali. Przyjechało również dużo ludzi z Radomina. Grób Jej został usytuowany przy krzyżu misyjnym, z drugiej strony kościoła.

Modlitwa przy Jej grobie i w Jej mieszkaniu

Od chwili pogrzebu przy Jej grobie zawsze gromadzą się ludzie. W sam dzień pogrzebu pełno było różnych wieńców i kwiatów na jej grobie. Dużo było zapalonych świeczek i zniczy. Ludzie modlili się tu w różnych intencjach. Prosili w dalszym ciągu o zdrowie za jej wstawiennictwem. Szczególnie byli zainteresowani jej zbawieniem. Wiadomo, że napewno jest zbawiona. Chodziło jednak o to czy zaraz bezpośrednio po śmierci poszła do nieba czy też przeszła przez czyściec? W jednym ze swoich objawień Pan Jezus powiedział Jej, że „krótko będziesz w czyścu, a potem zabiorę Cię do nieba i będziesz między Moimi wybranymi”.
Wszystko co się dzieje po śmierci jest dla nas wielką tajemnicą. Cierpienia czyścowe są bardzo wielkie, trudno to sobie wyobrazić i opisać. Pan Jezus powiedział, że nic skalanego do nieba wejść nie może Jeżeli chodzi o Jadwigę, ponieważ była człowiekiem, podlegała również skutkom grzechu pierworodnego. Napewno miała różne małe niedoskonałości. Wiemy, że za każdy grzech, nawet za najmniejszą niedoskonałość trzeba pokutować i trzeba się z nich oczyścić.

Grób Jadwigi w Ostrowitem k. Kowalewa pod krzyżem misyjnym

Jadwiga będzie w niebie między wybranymi – słowa Chrystusa. Z tych słów by wynikało, że również w niebie są różne stopnie doskonałości. Jak to należy rozumieć?
Wszyscy zbawieni są szczęśliwi, jednak szczęście jednych jest większe od innych. Tak z resztą również mówi i dogmatyka a ściśle mówiąc eschatologia.
Od czego więc zależy różnica między szczęściem jednych a szczęściem drugich? Wielkość szczęścia w niebie zależy od poznania Boga na ziemi, od jego umartwień i różnych cierpień ponoszonych na ziemi. Powiemy to na przykładzie, aby lepiej zrozumieć. Różni ludzie różnie się modlą. Jedni mówią tylko pacierz rano i wieczorem. Inni modlą się cały dzień, chodzi tu o zakony kontemplacyjne. Jedni starają się Boga coraz lepiej poznać, czytając różne książki o Bogu, Matce Bożej i różnych świętych. W różny sposób można Boga poznać. Najlepiej jak mówią święci Boga się poznaje na modlitwie. Wielkie również znacznie co do poznania Boga ma cierpienie i różnego rodzaju wyrzeczenia. Chodzi tu nie tylko o samo teoretyczne poznanie Boga ale o Jego przeżywanie na codzień. Trudno powiedzieć kto z ludzi na ziemi najlepiej Boga poznał. Nie ulega wątpliwości, że do tych ludzi należy również i papież. Niektórzy dużo cierpią i ponoszą różne kary ze względu na Boga np. więzienie za to, że wierzyli w Boga i mu służyli. Tak było w pierwszych wiekach i dziś jest w krajach ateistycznych, które wprost lub pośrednio walczą z Bogiem. Ci którzy dla Boga ponosili różne kary tu na ziemi również Boga dobrze poznali i za Niego niejednokrotnie złożyli swoje życie. Nic więc dziwnego, że ponieważ tu na ziemi Boga lepiej poznali, otrzymają na drugim świecie w Jego królestwie większą nagrodę, a tym samym będą mieli większe szczęście.
Tak więc wszyscy w niebie mają wielkie szczęście. Jednak dla wszystkich to szczęście nie jest takie samo. Trzeba więc ostatecznie powiedzieć, że szczęście każdego będzie inne zależnie od tego jak Boga poznał na ziemi, jakie dla Niego poniósł wyrzeczenia, ofiary jak się modlił i jak postępował na ziemi.
Można by tu zrobić jeszcze inne porównanie. Jeżeli wlejemy wodę do szklanki i do małego naparstka to wszędzie jest ta sama woda. Jednak w szklance jest wody więcej aniżeli w naparstku. Podobnie jest również i ze szczęściem różnych osób w niebie. Zależy jaką „pojemność” przez swoje życie człowiek przygotował dla Pana Boga. Im więcej cierpień, im więcej modlitw i wyrzeczeń i różnych ofiar tym większa pojemność do zdobycia szczęścia w niebie. Można tu powiedzieć, że rzeczywiście Pan Bóg jest bardzo sprawiedliwy również jeżeli chodzi o szczęście po śmierci. Kto więcej cierpiał będzie bliżej Boga. Dlatego Pan Jezus powiedział do Jadwigi: „będziesz w Moim Królestwie między wybranymi. Każdy będzie miał takie szczęście po śmierci na jakie sobie zasłużył na ziemi”.
Jadwiga była powołana do nadzwyczajnych rzeczy. Współpracowała, z łaską bożą. Pan Jezus Jej powiedział, że przy pomocy Mojej łaski dużo ludzi nawrócisz i wybawisz z czyśca. Również skierował do Niej słowa: „bądź cierpliwa, wytrwała i mężna. Dzięki tej wytrwałości, a równocześnie przy pomocy łaski bożej ponosiła wielkie ofiary i wyrzeczenia. Nic więc dziwnego, że zasłużyła sobie na specjalne miejsce w niebie, między wybranymi.
Do Jej grobu w dalszym ciągu przyjeżdżają ludzie z całego kraju i zagranicy. Również odwiedzają Jej skromne mieszkanie w Radominie. Napewno za Jej przyczyną dokonują się różne uzdrowienia. Można więc powiedzieć, że nie wszystko skończyło się z Jej śmiercią.
W składzie apostolskim „Wierzę w Boga” wyznajemy wiarę w dogmat o świętych obcowaniu. Z tego dogmatu wynika, że istnieje łączność ludźmi żyjącymi na ziemi, duszami zmarłych, którzy pokutują w czyścu, a zbawionym w niebie. Dusze w czyścu wiedzą kto się za nich modlił, kto przynosi kwiaty na ich groby kiedy się za nich odprawia mszę św. itd. Zbawieni w niebie również wiedzą kto się modli do Boga i za ich przyczyną wyprasza różne łaski. Tylko potępieni są poza zasięgiem dogmatu o świętym obcowaniu. Są oni bardzo biedni, godni pożałowania, ale sami sobie przygotowali taki opłakany los po śmierci, sami sobie przygotowali tak wielkie nieszczęście.
Możemy sobie wyobrazić jak to Jadwiga razem z chórami aniołów śpiewa Trójcy Przenajświętszej pieśni chwały, uwielbienia i dziękczynienia: święty, święty, święty. Wypracowała sobie na ziemi przez modlitwę i cierpienia wielkie szczęście w niebie i zasłużyła sobie na tak wielkie miejsce między wybranymi. Napewno za Jej przyczyną „Pan Życia i śmierci” wysłucha prośby swojej Oblubiennicy teraz w niebie jak i dotąd wysłuchiwał Jej prośby kiedy żyła na ziemi.

Stanowisko Kościoła

Jadwigę Bartel znałem od roku 1958. Byłem wówczas wikariuszem w parafii Golub. Kiedy dowiedziałem się o Jej stygmatach, jak już wspomniałem na odpuście w Dobrzyniu jakby całkiem przypadkowo, pojechałem do Radomina, aby sam o tym osobiście się przekonać. Po trudnych z początku rozmowach powiedziałem, że przyjadę właśnie w piątek kiedy będzie miała na czole krew. Położyła się do łóżka w kuchni, bo w pokoju było ciemno, aby można było lepiej zrobić fotografię. Dotychczas posiadam, te klisze. Sam osobiście widziałem pierwszy raz te stygmaty. Słyszałem już przedtem o Teresie Neuman, O.Pio, ale dopiero teraz mogłem na własne oczy zobaczyć znaki męki Chrystusa, czyli stygmaty. Gdy je zobaczyłem bardzo się zdziwiłem.
Odniosłem wrażenie, że świat nadprzyrodzony jest dla człowieka niezrozumiały i niepojęty. Do tego doszły jeszcze inne przeżycia dotyczące mnie osobiście. Będąc dalej w Golubiu wikariuszem oczywiście w dalszym ciągu Ją odwiedzałem. Podobnie gdy byłem potem na innych placówkach. Ciągle Ją obserwowałem i analizowałem Jej różne wypowiedzi. Jadwiga jak już wspomniałem była osobą nie wykształconą, ukończyła tylko cztery klasy szkoły podstawowej. Wszystkie Jej wypowiedzi były bardzo proste, a równocześnie co do treści bardzo głębokie. Nie były nigdy sprzeczne z nauką Kościoła i jego dogmatyką. W Grudziądzu, na następnej placówce w parafii N.M.P. była wizytacja Ks. Biskupa, Józefa Kazimierza Kowalskiego, Ordynariusza Diecezji Chełmińskiej. Przedstawiłem ks. biskupowi fotografię stygmatyczki Jadwigi Bartel. Powiedziałem, że nie wiem co o tym sądzić. Ks. Biskup kiedy je zobaczył bardzo się zdziwił. Pytał się skąd ja to mam i gdzie mieszka ta osoba. Mieszkała wówczas w Radominie na terenie diecezji płockiej. Ks. Biskup zabrał te fotografie i powiedział, że odda je biskupowi Ordynariuszowi Diecezji płockiej do zbadania całej sprawy. Po kilku miesiącach otrzymałem z powrotem te fotografie. Pytałem się wtedy co mam o tym sądzić? Ks. Biskup powiedział, że to wszystko jest prawdą, są w kościele różne dusze żyjące na poziomie teologi mistycznej. Myślałem, że na tym sprawa już jest skończona. Tymczasem okazuje się, że ks. Biskup Diecezji płockiej, przekazał te fotografię ks. Prymasowi kard. Stefanowi Wyszyńskiemu. Ks. Prymas tą sprawę jeszcze raz zbadał. Pewnego razu odwiedziłem Jadwigę Bartel. Pokazała mi wtedy obrazek, który przysłał Ks. Prymas Stefan Wyszyński. Na drugiej stronie obrazka był własnoręczny napis: „Stygmatyczce – Prymas”.
Ten obrazek z podpisem Ks. Prymasa widziało jeszcze kilku innych księży. Obrazek ten chciała mi Jadwiga podarować na pamiątkę, ale niestety go nie zabrałem. Byłby jednym z autentycznych dowodów prawdziwości stygmatów. Również wszyscy księża z Jej dekanatu potwierdzają prawdziwość Jej stygmatów, a na tej podstawie również prawdziwość Jej objawień. Jakie wobec tego jest jeszcze stanowisko miejscowego duszpasterza? Od chwili pierwszych stygmatów, zmieniło się w tej parafii kilku księży. Wszyscy jednak uznawali prawdziwość jej stygmatów. Ostatni ksiądz proboszcz za którego zmarła Jadwiga Bartel również to samo potwierdza, a mianowicie mówi, że kiedy mogła chodzić, przychodziła na każdą msze św. do kościoła. W pierwszy piątek miesiąca przystępowała do spowiedzi św. 1 Komunii św. Kiedy zbierali się u Niej ludzie w mieszkaniu na modlitwę każdego 13 miesiąca, wtedy już do kościoła chodzić nie mógła. Pomimo tego jednak do wszystkiego podchodził z rezerwą, ale sprawę przedstawił potem swojemu Biskupowi Ordynariuszowi Zygmuntowi Kamińskiemu. Podobnie ks. biskup zajął stanowisko wyczekujące. Kiedy osobiście przedstawiłem tą sprawę ks. biskupowi Zygmuntowi Kamińskiemu, zajął podobne stanowisko. Powiedziałem, że Jadwiga Bartel otrzymała obrazek z podpisem Ks. Prymasa Wyszyńskiego, który przez swój podpis wyraźnie potwierdzał prawdziwość Jej stygmatów. Ks. Biskup się zdziwił, ale już więcej nie oponował. To już jest dowód, którego podważać nie można. Kilka lat potem przyjechała delegacja w Watykanu. Pytała się od kiedy są stygmaty, gdzie i w jakiej postaci. O tym powiedziała mi osobiście sama Jadwiga Bartel. O tej delegacji ks. Biskup nic nie wiedział. Kiedy o Niej powiedziałem ks. Biskup się zdziwił. Mówił, że powinni również do Niego przyjechać, ale po chwili przyznał, że czasami przyjeżdżają incognito tzn. bez powiadomienia swoich władz, tak zupełnie niepoznani.
W ostatnim czasie kiedy o Radominie i Jadwidze Bartel pisały różne czasopisma, a między innymi miesięcznik „Nie z tej ziemi”, do ks. Biskupa nadeszło pismo od księży z zapytaniem jak sprawa ta wygląda w opinii kościoła. Ks. Biskup Andrzej Suski Ordynariusz nowopowstałej diecezji toruńskiej przysłał to pismo do mnie, abym się w tej sprawie wypowiedział. Przedstawiłem to wszystko co powyżej napisałem. Na końcu dodałem swoją opinię, pisałem: znam Jadwigę Bartel od przeszło trzydziestu lat. Analizowałem wszystkie jej wypowiedzi. Przez te lata będąc wikariuszem na różnych placówkach często Ją odwiedzałem i Ją obserwowałem. Nic sprzecznego z nauką katolicką i dogmatami nie stwierdziłem.
Uważam, że Kościół oficjalnie tych rzeczy nigdy nie potwierdzi, z tej prostej przyczyny, że kościół ma inne zadanie na ziemi. Głównym przecież zadaniem Kościoła na ziemi jest strzec czystości nauki Chrystusa czyli tak zwanego depozytu wiary, który Chrystus przekazał swoim apostołom. Dlatego też nie może uznawać i potwierdzać urzędowo różnych objawień prywatnych, różnych stygmatów, stanów mistycznych i objawień prywatnych.
W ciągu XX wieku żyli różni stygmatycy i różne mieli objawienia. Kościół może tylko stwierdzić po długich badaniach, że tu nie ma nic sprzecznego z dogmatami, z nauką chrześcijańską z Pismem św. i z tradycją, czyli ustnym podaniem przekazywanym przez apostołów następnym pokoleniom, aż do dnia dzisiejszego.
Skończyło się objawienie publiczne na ostatnim apostole św. Janie i Jego księdze objawienia czyli apokalipsie.
Wszystkie objawienia prywatne nic w zasadniczych sprawach nowego nie wnoszą. Trzeba przyznać, że kiedy Pan Jezus chodził po ziemi, sprawy królestwa niebieskiego szeroko z apostołami omawiał. To zresztą wynika z ich różnych pytań. Wobec ludzi wszystkiego nie mówił z tej prostej przyczyny, że tego nie mogli zrozumieć. Apostołowie najważniejsze rzeczy zapisali, które zawsze są pewnego rodzaju tajemnicami. Objawienia prywatne, niektóre rzeczy wyjaśniają. Dlatego też św. Jan na początku swojej Apokalipsy pisze: „proroctw i prawdziwych objawień nie odrzucajcie i sobie nie lekceważcie”.
Tak więc na końcu tego rozdziału trzeba zacytować słowa św. Pawła: „o głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga, jak niebadane są Twoje wyroki i nie do wyśledzenia Jego kroki”.

Jak zdobywać królestwo niebieskie

Różne podręczniki ascetyki podają co robić, aby zdobyć królestwo niebieskie. Aby je zdobyć trzeba być świętym, bo w niebie są tylko sami święci. A więc powstaje z kolei pytanie co robić, aby być świętym? Aby rzeczywiście być świętym trzeba spełnić wiele rzeczy. Trzeba przede wszystkim unikać każdego grzechu, dobrze się modlić, współpracować z łaską bożą i tak dalej. Ale to jeszcze nie wszystko. W tej pracy brakuje jeszcze odpowiedniej podstawy, odpowiedniego fundamentu. Co jest podstawą tej pracy? Jakie są tu więc podstawowe wymagania? Aby być świętym trzeba być najpierw dobrym człowiekiem. Kto jest dobrym człowiekiem i na czym budować swoje dobre człowieczeństwo? Podstawą tego jest etyka naturalna albo wychowawcza. Pisał o niej przed kilkunastu laty rektor Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie O. Jacek Woroniecki. Pisze On w swojej pracy między innymi, że dobry człowiek to ten kto kieruje się zdrowym logicznym prawidłowym rozumem, ma mocną dobrą wolę, która zawsze go skłania do dobrego. Człowiek posiada jeszcze uczucie. Musi ono być podporządkowane wyższym władzom to jest rozumowi i woli.
W jednym z objawień powiedział Pan Jezus dałem człowiekowi rozum abyś się nim kierował. Z tego wynika, że życie każdego człowieka powinno być rozumne. Św. Paweł dodaje, że również i wiara wasza powinna być rozumna. Wszystko cokolwiek robi człowiek dla Pana Boga, a więc wszystkie modlitwy, pobożne uczynki wysłuchanie mszy św. w niedzielę itd. powinno być rozumne. Wszystkie te praktyki trzeba wykonać w rozumny sposób, a nie tylko z tradycji lub przywiązania.
Dobry człowiek to ten, który rozumnie postępuje, ćwiczy swoją wolę i uczucia i pracuje nad wyrobieniem swojej osobowości. To jest dopiero początek pracy nad sobą, to tylko podstawa na której wszystko inne może się oprzeć. Teraz przychodzi najważniejsza praca. Dobry człowiek w pełnym tego słowa znaczeniu to ten kto zdobywa różne cnoty. Cnoty jest to pewnego rodzaju moralna sprawność, aby je zdobyć trzeba się w nich ćwiczyć. Podobnie jak żaden sportowiec od razu nie zdobędzie nagrody, jeżeli się nie ćwiczy w danej dyscyplinie sportu, podobnie od razu nikt nie zdobędzie żadnej cnoty jeżeli nad sobą nie będzie pracował. Trzeba się ciągle ćwiczyć i nigdy nie ustawać. Najważniejszą cnotą jest miłość. Podstawą tej miłości jest pokora. Powiedział św. Wincenty, że jeżeli ktoś nie ma pokory to wogóle nie ma żadnej cnoty. Każda cnota ma podwójne oblicze, może być mianowicie cnotą przyrodzoną lub cnotą nadprzyrodzoną.
Dlaczego ludzie się kłócą, wyzywają przeklinają, jeden drugiemu zazdrości, obmawiają, wyrządzają krzywdę drugiemu w różny sposób itd. Jest na to tylko jedna odpowiedź: bo nie są dobrymi ludźmi. Człowiek sam ze sobą jest skłócony. Dlaczego jest skłócony sam ze sobą? Rozum jako najwyższa władza człowieka ma swoje zadanie do spełnienia. Wolna wola ma również inne zadanie do wypełnienia. Natomiast uczucie jeszcze inne zadanie ma do zrobienia. Jeżeli uczucia zajmują miejsce rozumu a wolna wola nie działa tak jak powinna tzn. jest chwiejna, a rozum zdrowo logicznie nie myśli, to człowiek sam ze sobą jest skłócony. Trzeba więc najpierw uporządkować poszczególne władze. To inaczej można nazwać pracą nad swoim własnym charakterem. Pan Jezus powiedział Jadwidze, że trzeba mieć koniecznie pokorę serca. O nią trzeba się modlić i w tej intencji trzeba zmówić jedno „Ojcze nasz”.
Dlaczego pokora jest tak ważną cnotą? Utrzymuje ona odpowiednie rozeznanie między Bogiem, a człowiekiem, chodzi tu o dobre poznanie i zrozumienie kim jest Pan Bóg, a kim jest człowiek. Pokora jak mówią różne podręczniki to prawda. Doskonałość chrześcijańska polega więc na zbywaniu różnych cnót. Tych cnót jest bardzo dużo. Postaramy się tu je wyliczyć. Są to bezinteresowność, odwaga, cierpliwość, łagodność, pokora, radość, uprzejmość, dobroć, wierność, opanowanie, skromność, wstrzemięźliwość, czystość, samozaparcie się, posłuszeństwo, pobożność, roztropność, umiarkowanie, męstwo, sprawiedliwość, wiara, nadzieja, miłość, łagodność, wyrozumiałość, trzeźwość, pilność, umiejętność, długomyślność, wielkoduszność, wdzięczność, sumienność itd. Która z tych cnót jest najważniejsza ?
Św. Paweł powiedział, że miłość jest najważniejsza bo wszystkie inne cnoty kiedyś się skończą bo kiedy człowiek umrze tylko miłość pozostanie. Aby jednak zdobyć prawdziwą miłość w znaczeniu nadprzyrodzonym trzeba koniecznie zdobywać cnotę pokory. Jeszcze raz trzeba powtórzyć to co Pan Jezus powiedział że trzeba się modlić o pokorę serca.
Wspomnieliśmy o tym, że są cnoty w znaczeniu naturalnym czyli cnoty przyrodzone i cnoty nadprzyrodzone. Cnoty naturalne trzeba przemienić, podnieść do poziomu nadprzyrodzonego. Aby to lepiej zrozumieć wytłumaczmy to na przykładzie. Cnotę posłuszeństwa ma każdy kto słucha i szanuje swoich rodziców. Jednak Pan Bóg chce aby człowiek był posłuszny swoim rodzicom ze względu na Pana Boga. Jak to zmienić ? Wiemy, że Pan Bóg kiedyś rozmawiał z Adamem i Ewą w raju. Potem kiedy popełnili grzech pierworodny Pan Bóg już z nimi nie rozmawiał. Przysyłał do ludzi różnych proroków. Później przysłał swojego Syna. Dziś zastępuje na ziemi Jezusa Chrystusa papież. Jeżeli więc słuchamy papieża jakby samego Chrystusa, to mamy już cnotę posłuszeństwa w znaczeniu nadprzyrodzonym. Podobnie jeżeli słuchamy biskupów, kapłanów, a dzieci swoich rodziców bo przez nich rozkazuje nam sam Jezus Chrystus to mamy już cnotę posłuszeństwa w znaczeniu nadprzyrodzonym. Podobnie można zmienić każdą cnotę i tym samym podnieść ją do stanu nadprzyrodzonego. Potrzebna do tego jest również i łaska. Wiadomo, że łaskę człowiek zdobywa przez modlitwę. Tu jest uzasadnienie dla modlitwy. Jednak to jeszcze nie wszystko. Zależy od tego jak ktoś się modli. Trzeba uznać, że masze modlitwy nie są w pełni wysłuchane przez Boga dlatego, że źle się modlimy. Ostateczne wykończenie pracy nad sobą czyli pracy mad zdobywaniem cnót nadprzyrodzonych daje Ducha św. przez udzielenie swoich siedem Darów.
Z tego wszystkiego wynika, że zdobywanie królestwa niebieskiego jest połączone z wielką pracą nad sobą, pracą nad wyrobieniem swojego charakteru. Można to nazwać pracą nad wyrobieniem swojej świętości.
Wielkie wymagania stawia więc Pan Bóg człowiekowi, ale rzeczy niemożliwych od nikogo nie żąda.

Posłowie

Z wielką radością oddaję do rąk czytelników tę książkę. Starałem się ją opracować w jak najprostszej formie, aby była zrozumiana przez każdego. Każdy człowiek jest zawsze w jakimś stopniu narzędziem w ręku Pana Boga. Każdy musi spełnić wyznaczone mu na ziemi zadanie większe lub mniejsze.
Podobne zadanie najwyższej miary miała do spełnienia Jadwiga Bartel. Pan Jezus jej wyraźnie powiedział: „przez Twoje umartwienia i cierpienia przy Mojej pomocy, nawrócisz Mi dużo ludzi i dużo dusz wybawisz z czyśćca”.
Aby wynagrodzić jej modlitwy i cierpienia, bo Jadwiga modliła się za wszystkich, pamiętajmy o nieustannej modlitwie z zmarłych pokutujących w czyścu i o modlitwie o nawrócenie grzeszników.
Człowiek dziś jest zagubiony w rozwiniętym kulturalnym i cywilizacyjnym współczesnym Świecie. Wskutek dobrobytu i rozwoju techniki, szczególnie chodzi o ludzi żyjących w państwach bogatych, traci ufność i wiarę w życie pozagrobowe. Tylko modlitwa, post i różne umartwienia i łaska mogą człowiekowi przywrócić równowagę bożą. Pierwsza część tej równowagi zależy od nas, a druga decydująca od łaski bożej. Na końcu przypomnijmy sobie jeszcze raz słowa, które Pan Jezus powiedział do Jadwigi Bartel: „bądź cierpliwa, wytrwała i mężna, a będziesz między moimi wybranymi.” Słowa te wprawdzie odnosiły się w dosłownym znaczeniu do Jadwigi ale również i odnoszą się do każdego z nas. Bądźcie cierpliwi, wytrwali, mężni w służbie bożej, a otrzymacie nagrodę. Trzeba więc ciągle się modlić i nigdy nie ustawić. Pamiętajmy o duszach w czyśćcu i o różnych grzesznikach i ich nawróceniu.

Cudowny krzyż z Moją Postacią – słowa Chrystusa. Stoi przed wjazdem gdzie mieszkała Jadwiga Bartel.
Dodatki do wydania elektronicznego
Znajdziemy tutaj te materiały, których nie było w oryginalnej książce spisanej przez ks. Alfonsa Wąsika
Przedmowa

Książka została zakupiona tak zwanym „przypadkiem”, podczas szukania materiałów o Katarzynie Szymon na potrzeby strony ObjawieniaOlawskie.pl. Inna postać na zdjęciu i tytuł który nie był znany wśród książek o tej stygmatyczce sprawił, że została ona kupiona. Jest to książeczka niezmiernie rzadka, brak oznaczenia wydawnictwa, roku, czy miejsca wydania sprawia, że sądzić należy o bardzo małym nakładzie. Tym bardziej należy się cieszyć, że trafiła się okazja, do szerszego zaprezentowania żywotu stygmatyczki Jadwigi Bartel. Nie jest ta książka datowana, ale przypuszczać można, że pochodzi jakoś z lat 1995–2000.
Wyjaśnienie pisowni i zasad językowych

Zachowany został oryginalny język ks. Wąsika, pisownia wyrazów nie była zmieniana. Stąd mamy je w oryginalnej formie, którą należy uszanować: „czyśca”, „na pewno” itp. Tak te wyrazy pisano i jest to poprawne. Jednak książka zawierała pewne drobne błędy – na przykład często cudzysłów był otwarty, ale potem nie zamknięty. To zostało poprawione. Jednak tam, gdzie cudzysłowu ks. Wąsik nie wstawiał, tam raczej nie był dodawany. Zatem niektóre cytaty są tak pisane, a inne ciągiem. Poprawiane były ewidentne błędy, typu braki liter, spacji po końcu zdania i podobne rzeczy, nie było zmian tam, gdzie były użyte starsze sposoby wyrażania się – to zostało uszanowane. Do całego dzieła udało się podejść z wielkim szacunkiem – zachowując oryginalny podział akapitów. Zdjęcia także są tam, gdzie w książce.
Wyjątki tematyczne z książki:
Tutaj podamy kilka tylko przykładowych tematów poruszanych w książce, lecz w treści jest ich więcej. Należy także kierować się nazwami rozdziałów, tam znajdziemy wiele innych wątków.

Wynikające z treści Orędzi, bezpośrednich słów z Nieba:

Chrzczenie dzieci nienarodzonych obowiązkiem miłosierdzia – 63
Oława – prawdziwe miejsce Objawień – 63
Kapłani winni wyżej podnosić Ciało i Krew Pańską przy konsekracji – 65
O. Wincenty – zakonnik z Obór k. Golubia powinien zostać kanonizowany – 41
Papież Jan XXIII bez mąk czyścowych wejdzie do Nieba – 14
Kapłani mogą chrzcić dzieci nienarodzone – 63
Kim jest kapłan według Serca Bożego – 64
W roku 1971 co dzień matki w Polsce zabijają 500 dzieci – 52
Cud na Jasnej Górze – dwie matki planujące dzieciobójstwo usłyszały głosy dzieci w swoich łonach – 71
Po wojnie zabito różnymi zabiegami w Polsce 40 milionów dzieci – 51
Trzy ciemne dni – 55
Wynikające z wiedzy i opisów ks. Wąsika:

Prymas Wyszyński pozytywnie opiniuje duchowość Jadwigi i przysyła obrazek – 93
Zamach na papieża szykowany w Częstochowie w 1991r. – 29
Okoliczności aresztowania Prymasa Wyszyńskiego – 25
Po 1989r. bardzo wzrosła popularność Jadwigi i przyjeżdżali do jej domu pielgrzymi – 74
Przyjeżdżali ludzie z wielu miast i innych krajów – 84

Świadectwa z Oławy, gdzie objawiła się Jadwiga Bartel

Objawienie nr 103 — 7 IV 1991. — Oława
Mówi Pan Jezus:
— Mój synu, podam ci tych, którzy mają przekazy, bo w marcu podałem ci w skrócie. Wielkie łaski ma w podeszłym wieku Antoni, Chmielakowa, Jadwiga, która ma Cierniową Koronę, jest w podeszłym wieku, Walenty, Ślipek, Stanisław Kaczmar, Teresa i ten młody rolnik i jeszcze jedna Jadwiga, która ma przekazy od mojej Matki i Mnie, a także Franciszka i jeszcze jeden, który szedł złą drogą, ale teraz przeprosił Mnie i moją Matkę.

Objawienie nr 212 — 26 VIII 1996. — Oława
Matka Boża schodzi z Nieba w otoczeniu aniołów. Obok Matki Bożej jest s. Katarzyna Szymon i s. Jadwiga Bartel, które miały stygmaty.
[…]
Potem mówi Pan Jezus:
— Moje dzieci, pamiętajcie, że tam gdzie jest sprawowana Ofiara Mszy Świętej, tam jestem obecny Ja, Jezus Chrystus i moja Matka. Dzisiaj jest wielkie Święto mojej Matki i moja Matka zeszła dzisiaj w koronie i z Dzieciątkiem Jezus, i wzięła z sobą dwie siostry, które miały stygmaty, na potwierdzenie, że one szły tą drogą, którą im wskazałem Ja, Jezus Chrystus. Wielu drwiło sobie z nich, a one dzisiaj są, mój synu, wraz ze Mną i z moją Matką. Największą łaską, jaką otrzymały, były te stygmaty.

Skrócona biografia Jadwigi Bartel

Jadwiga Bartel, z domu Kalinowska (16. IV. 1911r. – 11. III. 1993r.) urodziła się Niedzielę Wielkanocną w Płonku na ziemi Dobrzyńskiej jako najstarsze z siedemnaściorga dzieci (tylko jeden jej brat – Stanisław przeżył wiek dziecięcy) w pobożnej rodzinie Józefy (z d. Warlikowskiej) i Władysława Kalinowskich. Jadwiga była dobrym dzieckiem, pobożnym, chętnie się uczyła i pomagała w gospodarstwie. Pewnego razu gdy modliła się przy figurze, którą często ubierała zdobiąc kwiatkami, i patrzyła na ukrzyżowanego Chrystusa mówiła: „Jezu jak ja skaleczyłam palec to bardzo mnie bolał, a Ciebie przybijali do krzyża to napewno płakałeś, daj mi choć jedną godzinę bólu jak Ty cierpiałeś.” W tej chwili usłyszała głos: „będziesz cierpieć aż zasłużysz na łaskę w życiu.” Dziewczynka się obejrzała ale nikogo nie widziała. O tym powiedziała tylko swojej matce.
W wieku 22. lat nie chcąc odmawiać rodzicom, wyszła za mąż za Antoniego Bartela, który potem okazał się człowiekiem okrutnym. W wyniku pobicia z jego strony Jadwiga straciła słuch. Krzyż tego małżeństwa niosła przez 39 lat i 4 miesiące. W pierwszy piątek lutego 1948r. doznała pierwszego objawienia Pana Jezusa, który zapowiedział, że otrzyma ranę w prawym boku, krwawiącą przez 33 dni. Od Wielkiego Piątku 1950r. doznawała w piątki cierpień stygmatycznych przez 33 lata głównie w ukryciu. Potem stygmaty krwawiły także przy ludziach. W piątek, 8. czerwca 1951r. została aresztowana na 2 tygodnie na przymusowe badania „medyczne” w szpitalu Rypinie. Niedługo później wywiezioną ją do Akademii Medycznej w Gdańsku na bloku 25 – oddział psychiatryczny. Zabroniono jej chodzić do kościoła i poddawano eksperymentom narkozy, elektrowania a nawet posunęli się do dania zastrzyku zabójczego podczas snu Jadwigi. Jednak poza mocnym bólem ręki nie poniosła szkody. Po powrocie ze szpitala zamieszkała w Kiełpinach. Doznawała objawień, ran, krwawień stygmatycznych, głównym jej opiekunem duchownym był ks. Alfons Wąsik, autor książki „Polska Stygmatyczka”.
Do czasów komunistycznych starano się nie rozgłaszać bardzo jej historii z racji prześladowań ze strony ubowców, choć dotarła ona do ks. prym. Wyszyńskiego, który po przebadaniu sprawy przysłał Jadwidze obrazek – „Stygmatyczce – Prymas”. Po zaistnieniu Objawień w Oławie Pan Jezus potwierdził ich prawdziwość u Jadwigi. Z czasem zamieszkała w Radominie k. Golubia-Dobrzynia w gospodarstwie p. Szlejerowej i to jest najbardziej znane jej miejsce pobytu. Przyjeżdżało tam bardzo wielu pielgrzymów, niektórzy z odległych miast i kontynentów. Kiedy figura Matki Bożej w domu Jadwigi zakrwawiła pielgrzymki jeszcze się wzmogły, bo opublikowano jej zdjęcie w gazetach. Jadwiga zmarła w wyniku wielu chorób, głównie cukrzycy po ekspiacyjnym życiu i została pochowana pod krzyżem przy kościele pw. św. Marii Magdaleny w Ostrowitem – miejscowości leżącej pomiędzy Golubiem-Dobrzyniem a Kowalewem Pomorskim. W pogrzebie (14. III o 15:00) uczestniczyło wiele osób – około 2 tysiące.
Mapy i ułatwienia we współczesnej pielgrzymce do miejsc związanych z Jadwigą Bartel
Istnieją dwa miejsca, gdzie możemy znaleźć ślady pamięci Jadwigi. Jest nim jej grób pod krzyżem misyjnym na cmentarzu przy kościele pw. św. Marii Magdaleny w Ostrowitem (miejscowości pomiędzy Kowalewem Pomorskim, a Golubiem-Dobrzyniem), oraz dom ostatniego zamieszkania w Radominie (dużej wsi za Golubiem-Dobrzyniem). Materiał mieści się na dwóch stronach A4, więc łatwo go sobie wydrukujemy i włożymy do „koszulki”, aby mieć podręczną mapę. Uwaga – materiały pochodzą ze źródeł internetowych, oraz informacji sprzed kilkunastu lat, jednak nie powinno być jakiś przykrych niespodzianek. Między miejscowością Ostrowite, a Radominem jest około 20km. [UWAGA – ledwo 40km na północ od Ostrowitego jest Okonin (między Grudziądzem a Radzyniem Chełmińskim) – Polskie Medjugorie, gdzie wizjoner Krzysztof Czarnota otrzymywał polecenia od Matki Bożej – miejsce święte – warto się tam udać! Na ten temat odnośniki znajdą się na stronie ObjawieniaOlawskie.pl]

Grób Jadwigi Bartel w Ostrowitem
W Ostrowitem kościół znajdziemy od razu i grób Jadwigi pod krzyżem misyjnym.

Dom, gdzie mieszkała Jadwiga w Radominie
Gospodarstwo w Radominie mieści się pod numerem 125, łatwo tam trafimy, bo obok jest Krzyż na rozstajach dróg. Nie wiemy, jaki jest stan obiektów w domu i czy pielgrzymi chętnie są wpuszczani. Z wielkim prawdopodobieństwem – jak najbardziej tak.

Kawałek widoku internetowego. Widzimy stojący tam zanim Jadwiga zamieszkała w Radominie Krzyż, który Pan Jezus określił jako „cudowny krzyż z Moją Postacią” i skierowany na niego wjazd z będącego po prawej stronie naszego widoku gospodarstwa nr 125. Tam pod opieką p. Szlejerowej mieszkała stygmatyczka w ostatnim okresie życia.
Dodatkowe zdjęcia niezawarte w książce
Zdjęcia pochodzące z książki „Cuda, wizjonerzy i pielgrzymi” autorstwa p. dra Huberta Czachowskiego

Tutaj dopiszę, że jest to druga książka, poza „Polską Stygmatyczką”, gdzie znajdziemy informacje tak o Jadwidze, jak i o Objawieniach w Okoninie k. Grudziądza. Pozycja napisana z pozycji etnograficznej – czyli opis tego, jakby wierzeń ludowych z ich prawidłami, ale jest tam dosyć solidna faktografia i opisy są dosyć rzeczowe, nie ma tam takiego zajadłego przeciwstawiania się. Pozycja badawczo-dziennikarska, ale bez kpienia i wyśmiewania. Osobom, które wiedzą – są przekonane o prawowitości czy objawień Matki Bożej w Okoninie czy stygmatów Jadwigi Bartel polecam, jako źródło informacji. Osobom nieprzekonanym, wątpiącym nie pomoże duchowo zrozumieć tych zdarzeń, ale dla osób wierzących będzie ta książka pewną pomocą. Pozwalamy sobie publikować zdjęcia z tej książki z zachowaniem oryginalnych opisów.
Krwawe łzy na twarzy gipsowej figury Maryi

 

Jadwiga Bartel w swoim mieszkaniu przy figurze Maryi płaczącej krwawymi łzami. Zdjęcie sprzedawane w Radominie
Krzyż upamiętniający objawienie Matki Bożej na podwórku w Radominie

Okno w mieszkaniu stygmatyczki w Radominie

Miejsce pochowania stygmatyczki Jadwigi Bartel przy krzyżu misyjnym na cmentarzu w Ostrowitem

Pielgrzymi całujący płytę nagrobną na grobie stygmatyczki

Stół, na którym stała figura Maryi płaczącej krwawymi łzami w Radominie (przed remontem)
Ten sam stół po remoncie

Cudowna fotografia z Radomina, hostia na dachu stodoły

 437 total views,  6 views today