Świadectwa nawróceń i uzdrowień

Zalążek działu, traktującego o cudownych nawróceniach i uzdrowieniach. Na początek warto polecić plik PDF z wycinkiem książki „Iskra Bożego Pokoju z Oławy” na ten temat. Wygodna postać, zawiera spis treści, identyczny znajduje się w dziale o dokumentacji medycznej i technicznej uzdrowień.
Pierwszy z tych plików został wzbogacony o nową treść (w tym zdjęcia), względem swojej poprzedniej wersji:

Cudowne nawrócenia i uzdrowienia za przyczyną Matki Bożej .PDF

Mamy także drugą część dokumentu, zawartą w drugiej części „Iskry Bożego Pokoju z Oławy”. Odnośnik do niej udostępniamy poniżej:

Cudowne nawrócenia i uzdrowienia za przyczyną Matki Bożej cz. II .PDF

 

Poniżej tekst tych plików PDF, lecz bez zdjęć i spisu treści:


CZĘŚĆ I

Próby badań ze strony ks. biskupa Wincentego Urbana

Na prośbę ks. biskupa Urbana, pragnącego zorientować się na ile przekonujące są świadectwa osób uzdrowionych w Oławie – lek. med. Zygmunt Dudek zajął się analizą olbrzymiej dokumentacji zebranej w pierwszym roku objawień:

Na jesieni 1984 r. zwrócono się do mnie, abym zapoznał się z dokumentacją lekarską osób jakoby „cudownie uzdrowionych” w Oławie. Pracę swoją rozpocząłem od żmudnego przeglądania zeszytów z podziękowaniami za łaskę uzdrowienia. Przejrzałem kilkanaście stu-kartkowych zeszytów, z których każdy mógł zawierać kilkaset takich podziękowań.

W większości pisane były one bardzo prostym i ubogim w fachowe określenia medyczne językiem, co w istotny sposób utrudniało właściwą ich ocenę.

Opierając się na dokumentach lekarskich z okresu choroby i po pobycie w Oławie stwierdziłem u czterech osób niewytłumaczalne pozbycie się schorzeń przy których współczesna medycyna jeszcze jest bezsilna.

Skompletowana pod moim nadzorem dokumentacja lekarska tych czterech osób została przekazana bezpośrednio do rąk Ojca Świętego Jana Pawła II w czasie audiencji w Rzymie.

Wydaje mi się, że potrzebą chwili staje się dzisiaj powołanie zespo­łu biegłych z różnych specjalności medycznych, który w sposób kom­pleksowy zbadałby przypadki radykalnych powrotów do zdrowia tych, którzy przekonani są, że stało się to przez „uzdrowienia” w Oławie.

lek. med. Zygmunt Dudek
Chirurg ogólny
i specjalista chorób płuc
Wr 1855 L
(podpis nieczytelny)

Po śmierci biskupa Urbana – Kuria Wrocławska nie zdecydowała się, jak sugerował lek. med. Zygmunt Dudek, na powołanie specjalnej komisji. Już w pierwszym roku objawień w Oławie miały miejsce tysiące radykalnych nawróceń. Warto podkreślić w tym kontekście, że zebrana do roku 1984 pełna dokumentacja czterech uzdrowionych osób, które „niewytłumaczalnie pozbyły się schorzeń, przy których współczesna medycyna jeszcze jest bezsilna” aż nadto uzasadniała konie­czność zajęcia się badaniem nadprzyrodzoności objawień oławskich. W procesie badań objawień w Lourdes wystarczyły trzy takie dokumentacje, zaś w wypadku beatyfikowania Faustyny Kowalskiej wystarczyło jedno, w pełni udokumentowane świadectwo niewytłumaczalnego uzdrowienia.

Kazimierz Domański przekazał do Kurii Wrocławskiej wymienioną przez lek. medycyny Zygmunta Dudka dokumentację czterech uzdrowień, rozszerzoną o inne, nowe świadectwa uzdrowień. Potwierdzali je nie tylko lekarze, ale nierzadko księża proboszczowie z wielu parafii w całej Polsce. Według słów wizjonera-Ordynariusz Archidiecezji Wrocławskiej oświadczył mu, że dokumentacja lekarska uzdrowień „go nie interesuje”.

Na str. 540 publikujemy świadectwo lekarskie nagłego uzdrowienia Joanny Adamskiej. Orzeczenie Obwodowej Komisji Lekarskiej ds Inwalidztwa i Zatrudnie­nia w Pile stwierdza trwałe inwalidztwo i brak podstaw do dalszego leczenia badanej. Drugi dokument (str. 541) wydany przez lekarza chorób wewnętrznych Stanisława Bolanowskiego z Łobżenicy potwierdza uzdrowienie z trwałego kalec­twa. Joanna Adamska cierpiała na stwardnienie rozsiane.

Moje ukochane miejsce święte – Oława

W imię Chwały Bożej w Oławie, aby hierarchia Kościoła zatwierdziła to święte miejsce, skąd ma wyjść iskra Bożego Pokoju na cały świat.

Dziś, kiedy z woli Bożej dane mi jest cierpienie, myśl moja stale wybiega na miejsce objawień w Oławie. Kocham to miejsce, gdzie całe Niebo łączy się z ziemią, Dziękuję Bogu Wszechmogącemu i Matce Bożej za liczne pielgrzymki, które mogłam zorganizować do Oławy.

Poczytuję sobie za wielką łaskę, iż dane mi było stanąć na tym świętym miejscu 8 XII 1983 r., tj. w roku 600-lecia obecności obrazu Matki Bożej Częstochowskiej i Jej opieki nad naszym narodem. Dała znak Matka Najświętsza 8 VI tego roku, że jest obecna razem z nami, schodząc na polską ziemię w Oławie.

Kiedy nastał czas prześladowań, jeździłam z ludźmi w dalszym ciągu do Oławy, choć milicja sprawdzała dowody osobiste i wyznaczała mandaty. Kosztowało to mnie wiele przeżyć, ale mimo to nie mogłam nie jeździć do tego miejsca. Kiedy minął czas prześladowań, zaczęłam organizować pielgrzymki autokarowe z Lubina do Oławy, jeżdżąc zawsze z figurą Matki Bożej Róży Duchownej (zdj. 88), która nami kieruje i czujemy Jej opiekę.

Wierzę w to mocno, że gdyby Oława była wcześniej zatwierdzona, sytuacja w Polsce i na całym świecie uległaby radykalnej zmianie na lepsze. Jest to wielkie ryzyko i wielka odpowiedzialność, która spoczywa na wszystkich, a szcze­gólnie na hierarchii Kościoła, kiedy świat zagrożony jest straszliwą bronią nuklearną. Całe Niebo łączy się z ziemią w Oławie, aby ratować świat od samozagłady.

Cały świat przeżył straszliwą gehennę II wojny światowej, a nie byłoby jej, gdyby żądania Matki Bożej z Fatimy były spełnione. Dlatego należy wnikliwie badać wszystkie objawienia przez komisje biskupie, aby nie dopuścić do straszliwej wojny atomowej. Objawienia się mnożą, płaczą figury i obrazy zwykłymi i krwawymi łzami. Jest to alarm, że ludzkość znalazła się nad przepaścią i tylko słuchając wezwań Nieba, możemy uniknąć zła, które nam zagraża. Nie lekceważmy więc żadnych, objawień, tak jak zlekceważyliśmy objawienia w Fatimie!

Pan Domański to człowiek wielkiej cierpliwości i łagodności, który z wielkim spokojem i miłością błogosławi każdego pielgrzyma, który tego zaprag­nie. Człowiek ten odznacza się wielką rozwagą, taktem i mądrością -niespotykaną u innych ludzi.

Cieszę się ogromnie, że mogę swoje przeżycia zamieścić w książce o Oławie. Oczekuję i pragnę, aby w następnym roku papież to miejsce zatwierdził, a wszy­stkim, którzy się trudzą przy pisaniu książki, niech błogosławi Trójca Przenajświęt­sza, Matka Najświętsza, archaniołowie, aniołowie i wszyscy święci.

Szczęść, Boże!
Janina Brzóska z Lubina

Janina Brzóska trzy tygodnie po daniu tego świadectwa w szpitalu – zmarła. Całe swoje życie i straszne cierpienia ofiarowała za przedłużenie życia papieża, za miejsce objawień w Oławie i przyjazd Ojca Świętego do Oławy. Wspierała swoją modlitwą i cierpieniami wydanie książki „Iskra Bożego Pokoju z Oławy”, która ukazała się 8 XII 1996 r. Była wielką apostołką objawień Maryjnych w Oławie. W swoim sercu nosiła ogromną wdzięczność Bogu i Maryi za wielkie Łaski otrzymane w Oławie, szczególnie za pogłębioną i żywą wiarę, zrozumienie znaków czasu i gorliwość apostolską. Jako wotum wdzięczności zorganizowała min. kilkadziesiąt pielgrzymek autokarowych z Lubina na to święte miejsce.

Choć miała wyższe wykształcenie pedagogiczne – ukończyła dodatkowo stu­dium katechetyczne. Już w okresie rządów PRL wiele wycierpiała z powodu swoich odważnych wystąpień w obronie Kościoła Świętego. Złoty Krzyż Zasługi, jakim została uhonorowana – złożyła jako wotum dziękczynne dla Maryi w kościele pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Lubinie.

Szanowana i ceniona przez władze kościelne i miasta Lubina – swoją heroiczną postawą dawała przykład odpowiedzialności za losy Kościoła Św. i wrażliwości katolickiego sumienia. Pełniła funkcję sekretarza koła ZChN w Lubinie, była radną Rady Miejskiej. Broniła herbu Lubina (na którym dominuje obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus) przed ponowną zamianą go na inny. Dbała o to, by był wszędzie eksponowany. Miała wielkie nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu: często organizowała i prowadziła adoracje Pana Jezusa w kościołach. Szerzyła kult do Matki Bożej i do Miłosierdzia Bożego, doprowadzając do umieszczenia obrazów Jezusa Miłosiernego w świątyniach. Swoimi odważnymi wystąpieniami w obecności biskupów domagała się przywrócenia Kościołowi Św. lubińskiej kaplicy pw. św. Jadwigi, którą jak dotąd – „użytkuje” Biuro Wystaw Artystycznych. Taką sytuację, powstałą w wyniku bierności świeckich i duchownych, nazwała hańbą. Janina Brzóska w imieniu mieszkańców Lubina witała w ub. roku bpa Tadeusza Rybaka, ordynariusza Diecezji Legnickiej w kościele pw. Matki Bożej Częstochowskiej. Ks. biskup przybył w ub. roku do Lubina, aby poświęcić tablicę upamiętniającą 700-lecie tego grodu.

Ludziom tak wielkiego formatu, jak siostra Janina Brzóska, którzy zostawili nam wielki dar bezcennych cierpień i modlitw dla zwycięstwa Niepokalanej w Oławie -jesteśmy winni szczególną wdzięczność i pamięć. Za pośrednictwem siostry Zmarłej – Urszuli Moczulskiej, wiernie opiekującej się Janiną Brzóską, dowiadujemy się o niezwykłych okolicznościach śmierci drogiej nam Apostołki. Świadectwo to jesz­cze raz potwierdza znaną nam wcześniej prawdę o ogromnej ofierze życia wypeł­nionego wielkimi cierpieniami, modlitwą i wyrzeczeniami za Oławę, jaką pozostawiła nam siostra Janina.

Oto co powiedział ks. Kazimierz Pracownik, proboszcz parafii pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej w Lubinie w czasie Mszy Św. pogrzebowej, 31 XII 1996 r.:

Przez wiele lat żyła Kościołem i dla Kościoła. Ostatnie cztery miesiące były miesiącami wielkiego cierpienia, ale nie użalała się na nie. Chciała odejść z tego świata do Wieczności, tak jak odchodzi osoba wierząca. Skorzystała z Sakramentu Pokuty (zresztą często korzystała z tego Sakramentu), z głęboką wiarą przyjęła Komunię Św., otrzymała Sakrament Chorych z wszystkimi odpustami.

Do śmierci była przytomna. Jej odchodzenie z tego świata rozpoczęto się w godzinie konania Chrystusa o godz. 15 – w samo Boże Narodzenie, l dopiero 25 minut przed godziną 18 jej oczy trochę zaszły mgłą, zaczęła gdzieś daleko odcho­dzić. O godz. 18 skonała.

Wielka to łaska umierać w godzinach konania Chrystusa, ale otrzymała tę łaskę, ponieważ kochała Jezusa! Całe życie kochała Jezusa! W każdym momencie swego życia dawała świadectwo Jezusowi. Zorganizowała ponad 120 pielgrzymek do różnych sanktuariów naszej Ojczyzny. Spalała się dla Boga. Poświęcała się dla drugich. Przecież każda pielgrzymka na pewno kosztowała ją wiele trudu, wiele poświęcenia! A jednak umiała ofiarować siebie Bogu i bliźnim – za to jesteśmy Ci wdzięczni, siostro Janino.

Nie spotkałem w swoim życiu kapłańskim drugiej takiej osoby, która byłaby tak zaangażowana w ewangelizację, jak pani Janina Brzóską!

Przecież ten autobus, który jechał do jakiegoś sanktuarium, był żywą kaplicą! Tam były odmawiane Różańce, Koronki, były śpiewane różnego rodzaju pieśni, były dziękczynienia, prośby, przeproszenia i dlatego właśnie Jezus w swe narodzenie wziął ją do Nieba. Czyż to nie jest dar i symbol łaski od Boga? Żegnamy Cię, siostro Janino, dziękując za to wszystko, co uczyniłaś dla Boga i ludzi. (…) Zawsze przed środową nowenną modliłaś się za swojego proboszcza. Wiele razy słyszałem te intencje. Żegnamy Cię z nadzieją, że kiedyś Pan obudzi Cię z tego snu śmierci do życia w chwale Zmartwychwstania i że usłyszysz od Chrystusa, Króla Wszechświa­ta, te wspaniałe słowa, które On skieruje do sprawiedliwych, do tych, którzy czynili dobro na ziemi:

„Pójdźcie, błogosławieni, do Królestwa mego Ojca i weźcie je w posiadanie. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść, byłem spragniony, a daliście Mi pić, byłem nagi, a przyodzialiście Mnie, byłem chory, a odwiedziliście Mnie, byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych – Mnieście uczynili”. Niech Pan będzie Twoją największą radością aż do skończenia świata. Amen”.

Ks. proboszcz Kazimierz Pracownik, stojąc przed grobem Janiny Brzóski w pożegnalnej mowie pogrzebowej na lubińskim cmentarzu, powiedział m.in.:

Składamy matce ziemi bardzo zacną parafiankę – jak wspomniałem w kościele – apostołkę Bożego Miłosierdzia, odważną obrończynię Chrystusa. Do dzisiaj widzę to wielkie zaangażowanie siostry Janiny w sprawę Bożą, jak walczy z szatanem, jak walczy z piekłem, jak walczy z grzechem, jak wszystkim przypomina o Bogu i grzechu: czy to w kościele, czy w autobusie podczas pielgrzymki. Oby takich niewiast – gorliwych, pobożnych, zaangażowanych w sprawę Bożą – było w naszym mieście i w naszej parafii jak najwięcej. O, rzeczywiście sprawdzają się słowa Chrystusa u ludzi odważnych: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. Siostra Janina – tak jak mogła, na ile było jej dane – nauczała, mówiła o sprawie Bożej, l dlatego, jeszcze raz z tego miejsca pragnę Jej podziękować. Przeżyła zaledwie 58 lat. Czy to dużo? Na pewno w oczach Bożych te 58 lat jest krotką chwilą, błyskiem. Dla nas ludzi jest to poważny odcinek życia. Ale przecież mogła żyć jeszcze dłużej… Pan Bóg – jak powiada św. Augustyn – zabiera człowieka w momencie najbardziej dla jego duszy stosownym – wtedy, gdy dojrzał do Nieba. Ona – dojrzała. Wierzymy, że jest już w Niebie”.

Dziękujemy, Siostro Janino!

Katarzyna Szymon powiedziała mi, abym pojechała do Oławy

Po raz pierwszy pojechałam do Oławy 12 VII 1984 r. W tym czasie poważnie chorowałam i szukałam pomocy u Boga. 12 VII wyraźnie poczułam ponaglenie, aby pojechać do miejsca objawień Matki Bożej w Oławie. Nauczyłam się modlić na Różańcu, który stał się moją ulubioną modlitwą, był dla mnie wielką podporą i siłą duchową. Modlitwa ta pomagała mi przyjąć wolę Bożą i pogodzić się z różnymi kryzysami i bolesnymi doświadczeniami, z którymi nie mogłam sobie przedtem poradzić. Wiara moja była płytka, powierzchowna. Od kiedy zaczęłam jeździć do Oławy i żyć orędziami Matki Bożej Oławskiej, moje życie wewnętrzne bardzo się pogłębiło i zaczęłam po raz pierwszy w sposób odczuwalny doświadczać obecności żywego Boga. Było to w zasadzie moje rzeczywiste nawrócenie się do Boga żywego. Od tej pory zaczęłam się dużo więcej modlić i umartwiać, zaczęłam też chodzić codziennie na Mszę Świętą, uwieńczoną zawsze przyjmowaniem Komunii Świętej, co było przedtem nie do pomyślenia. Przed moim nawróce­niem się w Oławie, chodziłam tylko w niedzielę na Mszę Św. i było to bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby ducha, a Komunię Św. przyjmowałam tylko dwa razy w roku (w Boże Narodzenie i na Wielkanoc) i to bardzo powierzchownie. Obecnie jest zupełnie inaczej, przeżywam Komunię z głęboką wiarą i z wielkim pragnieniem, i oczekiwaniem na każde jej przyjęcie. Zostałam również uzdrowiona w Oławie z nieuleczalnej – według lekarzy – choroby (czwarty stopień nadżerki).

Gdy byłam w drugim miesiącu ciąży, lekarka oświadczyła, że tego dziecka nie urodzę. Przedtem miałam już trzy poronienia. W czasie tej ciąży pojawił się duży zakrzep na mojej lewej nodze i chirurg nakazał mi kategorycznie leżeć i unikać jakiegokolwiek chodzenia. Przeżywałam w tym czasie bardzo ciężkie chwile, ale zaufałam Bogu i nieustannie, zgodnie z poleceniem Matki Boskiej Oławskiej, odmawiałam Różaniec. Po tygodniu, tzn. 10 XI miałam sen, w którym przyśniła mi się Katarzyna Szymon, nie znałam jej osobiście – widziałam ją tylko raz w Oławie (zdj. 113-118), która powiedziała mi, abym się niczego nie obawiała i abym poje­chała do Oławy, mimo że miałam w tym czasie zakaz wstawania z łóżka z powodu dużego zakrzepu na lewej nodze. Dowiedziałam się przypadkowo, że 16 XI przy­pada Święto Matki Bożej Miłosierdzia. Poczułam ogromne pragnienie, aby pojechać na miejsce objawień Matki Bożej w Oławie. W czasie pobytu w Oławie, kiedy odmawiałam Różaniec Św., poczułam ogromną radość, jakąś dziwną lekkość i ciepło, jakby czyjąś obecność. Gdy wróciłam do domu, odzyskałam siłę i radość, czułam się bardzo dobrze, ustąpiła też wysoka gorączka (39°), która mi towarzy­szyła w czasie pobytu w Oławie. W krótkim czasie ustąpił też zakrzep i mogłam powrócić do pracy. Uwierzyłam również, że moja modlitwa, aby dziecko się urodziło, została wysłuchana. Co też się później potwierdziło. Urodziłam córeczkę niespo­dziewanie 1 VI 1986 r. (jest to data obchodów Dnia Dziecka) – 13 dni wcześniej od planowanego przez lekarzy terminu. Wcześniej lekarze twierdzili, że nie urodzę. Jestem przekonana, że to wszystko zawdzięczam Matce Bożej Oławskiej.

Chciałabym nadmienić, że Matka Boża, jakby na potwierdzenie swojego działa­nia, udzieliła mi pewnego znaku. W Święto Chrystusa Króla w 1995 r. w kaplicy Bo­żego Miłosierdzia w czasie błogosławieństwa udzielanego przez Kazimierza Domańskiego, moja już 10-letnia córka Kasia (ta córka, która miała się nie urodzić) na moją prośbę zrobiła w tym czasie zdjęcie, na którym po wywołaniu nieoczekiwanie pojawiła się bardzo duża Hostia Św., której oczywiście gołymi oczyma nikt nie widział.

W Oławie byłam już ponad 100 razy i będę jeździć zawsze, aby nie tylko dziękować Matce Bożej za uzdrowienie duszy i ciała, ale aby wypraszać Boże Miłosierdzie dla najbliższych i dla całej Polski. Ubolewam też nad bezmyślną krytyką tego świętego i wybranego przez Boga miejsca, ze strony osób duchownych i świeckich, za których też się modlę.

Nie mogę pojąć, jak można oczerniać miejsce objawień Matki Bożej w Oławie gdzie jest tysiące nawróceń i uzdrowień. Nie spotkałam się też nigdy wśród ludzi z tak wielką pokorą i skromnością jak u pana Domańskiego, który nigdy jeszcze nic złego nie powiedział o tych, którzy tak kłamliwie o nim mówią i oczerniają go na wszystkie sposoby. Gdy mu o tym donoszono, nie chciał o tym słuchać, mówiąc najczęściej, aby o nikim źle nie mówić i aby się modlić za niego i za innych, których atakuje szatan.

Maria Łuszczek z Milicza

Żona zapomniała o bólu nogi

Ja, Piłaś Władysław, lat 81, składam serdeczne podziękowanie Matce Bożej Oławskiej za cudowne uzdrowienie mnie z choroby raka i mojej żony z ostrego zapalenia żył.

Oświadczam, że po powrocie ze Szpitala Onkologicznego w Krakowie czułem się bardzo źle, wprost beznadziejnie, cierpiąc nieustanne bóle. Nie myślałem już o leczeniu, lecz o śmierci. W tym czasie zachorowała na nogę moja żona. Poszedłem z żoną do specjalisty, dr. Kawy, który stwierdził ostre zapalenie żył i nadmienił, aby, broń Boże, żona nie przeziębiła nogi, bo „pójdzie do Bozi” – umrze.

Przypadkowo dowiedziałem się, że w Oławie Matka Boża uzdrawia. Żal mi było żony (młodsza ode mnie o 12 lat), więc pojechałem z nią do Oławy. Ja o sobie w ogóle nie myślałem, gdyż byłem w stanie beznadziejnym. Do Oławy pojechaliśmy z żoną w styczniu 1984 r. W tym dniu wiał mroźny syberyjski wiatr, w podmuchach którego zmarzliśmy „do szpiku kości”. W tej sytuacji modliłem się gorąco, prosząc Matuchnę, abym mógł powrócić do domu z moją ciężko chorą żoną, tak przemarz­niętą, że to – według ostrzeżeń lekarza – zagrażało jej życiu. Całą Mszę Św. modliliśmy się na mrozie. Tę Mszę Św. odprawiał ksiądz z Niepokalanowa. W tej sytuacji doświadczyliśmy na sobie, że u Boga wszystko jest możliwe! Gdy po godz. 14 powracaliśmy do domu, żona moja nie czuła żadnego bólu nogi, wprost o tym bólu zapomniała.

Po naszym powrocie do domu dzieci pytały swoją Mamusię, czy bardzo boli ją noga. Żona okazała zdziwienie tym pytaniem, bo zupełnie o bólu zapomniała. Od tego czasu noga jest zdrowa! Ale nie tylko żona została uzdrowiona, bo ja także zostałem wtedy w Oławie uwolniony od moich cierpień i jestem całkiem zdrowy.

W swoim życiu, a zwłaszcza w okresie wojny doznałem licznych dowodów szczególnej nade mną opieki Matki Bożej. Wojnę przeżyłem różnorako doświadczo­ny: działaniami wojennymi, niewolą w łagrach niemieckich, zamknięciem w najcięż­szym więzieniu na Montelupich w Krakowie w 1943 roku, gdzie doznałem oczywistego cudu: oto w obliczu grożącej mi śmierci męczeńskiej, bojąc się iż na torturach mogę ujawnić kolegów i współtowarzyszy broni z partyzantki AK – modli­łem się o łaskę rozstrzelania. W czasie moich modlitw w więzieniu przyszła do mnie Matka Boża widzialnie. Wśród bijących od Niej promieni przemówiła do mnie:

Przestań się martwić, wszystko przeżyjesz i powrócisz do domu”, l tak się stało! Nie poszedłem na rozstrzelanie, lecz wywieziono mnie do fabryki w obozie koncen­tracyjnym, gdzie przeżyłem resztę okupacyjnego piekła hitlerowskiego i dzisiaj ja, żywy pomnik wolności, mając 81 lat, gorącym i wdzięcznym sercem składam Ukochanej Matce Bożej niniejsze podziękowanie za wszystkie Łaski i Dary, jakich mi w moim długim życiu hojnie udzielała.

Piłaś Władysław, niewolnik Matki Bożej, zamieszkały w Dąbrowie Tarnowskiej

Po stwardnieniu rozsianym: radość, łzy a nawet morze łez

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

11 X 1984 r. o godz. 9 rano przyjechaliśmy na działkę do Oławy. Siedząc na wózku inwalidzkim, otrzymałam błogosławieństwo od pana Kazimierza Domańskie-go, po błogosławieństwie odmówiliśmy modlitwy i udaliśmy się w drogę powrotną. Przejeżdżaliśmy przez Wrocław, zaczęłam odczuwać straszny ból ręki (tej bezwład­nej z powykręcanymi palcami). Ból był straszny, ale za Rawiczem ból ustępował, palce zaczęły się prostować i ręka była sprawna. Wielka radość, łzy, w pierwszej chwili nie dowierzałam, ale ból całkiem ustąpił, ręka była zdrowa i sprawna. Zaczęłam dziękować Matuchnie Bożej i Panu Jezusowi, ze łzami w oczach zaczę­łam odmawiać Różaniec Św. i inne modlitwy. Do domu przyjechałam jakaś inna, nie ta sama, żywsza, nie zmęczona, silniejsza, tego nie da się opisać ani opowiedzieć, pełna radości życia.

Po dwóch dniach (w sobotę) zaczęłam odczuwać stukanie w nogach, takie jakby pulsowanie, a wieczorem (tj. 13 X) poczułam nogi; czułam każde stukanie i mogłam poruszać palcami. Radość, łzy a nawet morze łez. Chciałam wstać, bo czułam, że nogi są silne, postawiono mnie, stałam mocno, nogi się nie uginały. Chwilę stałam bez ruchu, ale postanowiłam dać jeden krok, potem drugi. Uczucie było dziwne, jak po długim locie samolotem, trochę lęku, obawy, bo kręgosłup był jeszcze trochę słaby, po niespełna miesiącu chodziłam po mieszkaniu, tak jak przed chorobą, a teraz chodzę wszędzie po zakupy i jestem dosyć często w Oławie. Nogi są silne, ręka nie gorzej. (Dokumentacja potwierdzająca cudowne uzdrowienie znajduje się na str. 540-541 – przyp. red.)

Dziękować będę do końca życia Matce Bożej i Panu Jezusowi za otrzymane Łaski, bo wiem, że Łaskę tę otrzymałam z Nieba. Teraz inaczej jest w moim życiu, codziennie pragnę przyjmować Pana Jezusa, Mszę Św. też inaczej przeżywam, odczuwam w sobie mękę Pana Jezusa. Nie wiem, jak to pisać, po prostu jestem inna, jakby nowe życie we mnie wstąpiło. Chciałabym czynić dużo dobrego, odwiedzam chorych i cierpiących, pocieszam, opowiadam o cudownym miejscu w Oławie, zanoszę chusteczki i medaliki z błogosławieństwem Matki Bożej. Chciała­bym pomóc, ulżyć w cierpieniach. Smuci mnie i boli nienawiść bliźniego do bliźniego, upominam tych, co czynią źle. Pragnę bardzo być blisko Matki Bożej i czynić dobre uczynki, być posłuszną i wierną, tak jak dziecię, które bardzo kocha swoją Matkę.

Joanna Adamska z Łobżenicy

Od tej chwili jestem pewien, że Bóg jest!

Nazywam się Obodziński Marian i mieszkam we Wrocławiu. Z wykształcenia jestem dr. inż. elektrykiem. W czasie gdy piszę tych parę zdań o sobie i swojej rodzinie, mam 44 lata.

Do Oławy na miejsce objawień po raz pierwszy przybyłem 8 XII 1985 r., jak się później dowiedziałem było to Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Dlaczego tam pojechałem? Z natury jestem człowiekiem, którego interesuje wszystko. Przypadkowo dowiedziałem się od żony mojego kolegi, że ma przegraną na taśmie wypowiedź Matki Bożej z 1 XI 1985 r., która objawia się Kazimierzowi Domańskiemu w Oławie. Jak wspomniałem, ciekawość spowodowała, że wziąłem to nagranie i jeszcze w nocy tego dnia, tj. 23 XI 1985 r. je przesłuchałem. Bardzo się przestraszyłem, słuchając treści słów tam wypowiadanych dotyczących życia ludzi na ziemi. Była to prawda, która dotyczyła również i mnie. Nie zwracałem uwagi na płacz osoby wypowiadającej słowa ani na błędy gramatyczne, tylko na wartość merytoryczną, którą przekazywała, tzn. jak jest w rzeczywistości na ziemi, na której żyją ludzie. Matka Boża ostrzegała: „Gdy to się nie zmieni, przyjdzie kara gorsza niż za czasów Noego”.

Dlaczego to tak przeżyłem? Pochodzę z biednej rodziny robotniczej. Gdy miałem 15 lat, zmarł mi ojciec. Praktycznie wychowywałem się sam, ponieważ moja matka ciężko pracowała na utrzymanie 3-osobowej rodziny. Jest kobietą bardzo pobożną. Gdy pozwalało jej na to zdrowie, codziennie chodziła do kościoła na Mszę Świętą i odmawiała Różaniec Święty. W takim duchu wychowywała mnie i moją siostrę. Przez cały okres szkoły podstawowej byłem ministrantem. Gdy dorastałem i zdobywałem wykształcenie, moje poglądy na świat zmieniały się na coraz bardziej „liberalne”, tzn. z akceptacją mordowania nie narodzonych dzieci, środków antykoncepcyjnych, rozwodów, swobody seksualnej oraz ne­gacją rodzin wielodzietnych itp. wynaturzeń, co obecnie lansuje tzw. „nowoczes­ny świat” z inspiracji masonerii. Uważałem, że najważniejsza jest pozycja społeczna, tj. wykształcenie, wysokie stanowisko, dobra materialne, a więc to, co charakteryzuje tzw. „człowieka sukcesu”. Oczywiście ze względu na swój charakter jestem bardzo obwiązkowy – chodziłem do kościoła co niedzielę i jak pamiętam, nie opuściłem nigdy Mszy Świętej w niedzielę i święta. Ten tradycyjny nawyk przyjąłem z domu rodzinnego. Nigdy nie czyniłem tego z pobudek religijnych, dlatego nie miało to nic wspólnego z prawdziwą żywą wiarą.

Słuchając po raz pierwszy objawień Matki Bożej z kasety z 1 XI 1985 r., dowiedziałem się, że następne objawienie będzie 8 XII 1985 r. Ciekawość zmusiła mnie do tego, że pojechałem. Miałem wtedy 33 lata. Byłem bardzo zaskoczony, ponieważ zobaczyłem ogromne tłumy ludzi i dziesiątki autobusów z całej Polski. Dotarłem jak najbliżej miejsca objawień, tj. ok. 40 m od działki pana Kazimierza Domańskiego. Było ok. godz. 10.10. Trwała Ofiara Mszy Świętej. Pomyślałem sobie, że zebrały się tłumy naiwnych ludzi, a facet, który ma rzekomo objawienia „robi duże pieniądze”. Dzień był pochmurny. Kończyła się Msza Święta i ok. godz. 12.50 zobaczyłem ku mojemu zdziwieniu bardzo szybko rozchodzące się chmury oraz nagłe i niespodziewane ukazanie się słońca nad miejscem objawień. W pewnym momencie ludzie zaczęli krzyczeć: Popatrzcie na słońce, jaki wspaniały „cud!”. Spojrzałem ku górze i to, co zobaczyłem, sprawiło, że w ułamku sekundy doświadczyłem i zrozumiałem dogłębnie jak nigdy dotąd, że faktycz­nie jest Bóg i że straszną jest rzeczą żyć tak, jakby Go nie było!!! Na słońcu ujrzałem wirującą tarczę i wspaniałe kolory wychodzące z jego centrum.

Później gdy zacząłem czytać książki na temat objawień, dowiedziałem się, że podobny cud słońca miał miejsce w Fatimie. Cud słońca w Oławie miał miejsce między godz. 12 a 13.

Może nie wszyscy wiedzą, że Matka Boża, objawiając się pielęgniarce Pierinie Gilli we Włoszech, w Montichiarii, w Święto Niepokalanego Poczęcia, 8 XII 1947 roku, powiedziała: „Życzę sobie, aby mnie czczono jako Maryję Różę Mistyczną, Matkę Kościoła. Życzą sobie, aby każdego dnia roku w dniu 8 grudnia w południe miała miejsce Godzina Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę niezliczone Łaski dla duszy i ciała. Będą liczne nawrócenia. Pan mój, Boski Syn Jezus okaże wielkie Miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za swych grzesznych braci. Ci, którzy nie mogą przyjść do kościoła, niech modlą się w domu. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina Łaski była praktykowana na całym świecie. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski1.”

lPrzyp. red.: Objawienie Matki Bożej w Montichiarii zyskało aprobatę Kościoła Św. a papież Jan XXIII powierzył Matce Bożej Róży Mistycznej obrady Soboru Watykańskiego II.

W jednym z orędzi oławskich Matka Boża powiedziała, że od tej chwili Godziny Łaski rozciąga na cały dzień. Byłem jednym z tych grzeszników, którzy na sobie doświadczyli skuteczności tej wielkiej obietnicy Maryi w Godzinie Łaski dla całego świata.

Jestem człowiekiem bardzo twardym, ponieważ zahartowało mnie niełatwe życie, ale po tym wszystkim, co przeżyłem, natychmiast się rozpłakałem. Spędziłem wtedy cały dzień w Oławie aż do późnego wieczora. Byłem bardzo szczęśliwy, że nie muszę wierzyć już w Boga, ale od tej chwili jestem pewny, że On jest. W tym dniu byłem również świadkiem odzyskania wzroku przez 16-letnią dziewczynę, która była niewidoma od urodzenia.

Po powrocie do domu wszystko opowiedziałem żonie, która była bardzo zdzi­wiona, że ja, który zawsze kierowałem się rozumem, opowiadam takie rzeczy. Zmieniła się generalnie w moim życiu hierarchia wartości. Od tej chwili na pierwszym miejscu jest Bóg i nauka Kościoła rzymskokatolickiego. Wszystko inne jest nieważ­ne. W momencie mojego nawrócenia mieliśmy z żoną 2 synów. Obecnie mamy 6 dzieci – 5 synów i 1 córeczkę, która ma 3 latka i na cześć Niepokalanej Dziewicy daliśmy jej na imię Maria.

Teraz, po 18 latach małżeństwa zrozumiałem, jak wspaniałą żonę dostałem od Pana Boga, że chciała urodzić tyle dzieci. Od mojego nawrócenia codziennie chodzimy z całą rodziną do kościoła na Mszę Świętą i korzystamy z Sakramentów Świętych. Czterech moich synów jest ministrantami i codziennie służą do Mszy Świętej. Po 11 latach uważam, że każdy przeżyty dzień bez Mszy Świętej jest dniem straconym. Oprócz tego w mojej rodzinie, zgodnie z żądaniem Matki Bożej Oławskiej, odmawiamy codziennie Różaniec Święty, Koronkę do Bożego Miłosierdzia, Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa, Litanię Loretańską do Najświętszej Maryi Panny, Litanię do św. Józefa, pacierz rano i wieczorem oraz Anioł Pański o godz. 6, 12, 18 i 21.

Zrozumiałem też, jak nigdy przedtem, że najpotężniejszą bronią – obok Ofiary Mszy Świętej – jest Różaniec Św. oraz że rodziną, która się nie modli, kierują namiętności i szatan.

W każdy piątek odmawiamy Drogę Krzyżową w podziękowaniu Panu Jezusowi i Matce Bożej za odkupienie całej ludzkości przez wypełnienie się Ofiary na Krzyżu.

Przez 11 lat w niedzielę, święta lub co dwa tygodnie, jak mi pozwala czas, jeżdżę na miejsce objawień, aby otrzymać błogosławieństwo od Pana Jezusa i Matki Bożej przez ręce pana Kazimierza Domańskiego. Otrzymuję siły fizyczne i duchowe, aby wytrwać do następnego przyjazdu.

Po tylu latach mam jeszcze jedno bardzo ważne doświadczenie, że łatwo jest się nawrócić, bo otrzymałem tę łaskę od Pana Boga i Matki Najświętszej w Oławie, ale bardzo trudno jest w niej wytrwać do końca swoich dni. Pisząc tych parę zdań o sobie po 11 latach, wiem, że Pan Bóg chciał mi także pokazać, że bez Niego nie jestem w stanie wytrwać w Łasce Uświęcającej. Uświadomiłem sobie też ogromną i wręcz niepojętą wartość i korzyść płynącą z bardzo częstego korzystania z Sakramentu Pokuty i Eucharystii, bez których nie jest możliwe uświęcenie się i pełne zjednoczenie z Bogiem. Nie uważam się też za człowieka świętego, a wręcz przeciwnie – za średniego, jeżeli chodzi o dawanie świadectwa swoim życiem. Żeby nie być gorszym, niż jestem, często się spowiadam, przyjmuję Komunię Świętą i

odmawiam codziennie Różaniec Święty. Bez sakramentów i modlitwy różańcowej bym nie wytrwał. Ciągle upadam i podnoszę się. Zrozumiałem, po co się narodził, poniósł śmierć męczeńską i zmartwychwstał Jezus Chrystus. Sakramenty, które po sobie zostawił, są największą bronią przed złem tego świata, co nie wszyscy chcą zrozumieć. Pomaga nam w tym wszystkim Najświętsza Matka naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa-Maryja. Traktuję Ją po ludzku, jako najwspanialszą! najczulszą matkę, której wszystko zawdzięczam, a szczególnie to, że pokazała mi, po co człowiek został stworzony przez Boga i po co żyje. Cieszę się, że przez Nią poznałem wielu wspaniałych Bożych ludzi, którzy pomagają mi również wytrwać w Łasce Bożej. Po wielu latach zrozumiałem, że Bóg jest faktycznie miłością. Obecnie posiadam dużą wiedzę teologiczną i przekonałem się, że cała nauka i prorocy opierają się na miłości do Boga i bliźniego, jak mówił Jezus Chrystus. W tym temacie jestem na początku drogi, a szczególnie jeżeli chodzi o miłość do bliźniego w naszych zepsutych czasach. Jak mówił św. Paweł: „Kto by miał tak dużą wiarę, żeby góry przenosił, a miłości by nie miał, jest niczym”. Jest to prawda, która jest dla mnie obecnie jeszcze najtrudniejsza. Ciągle czuję bardzo dużą odpowiedzialność za to, że wiele otrzymałem od Pana Boga i Matki Najświętszej i modlę się, abym tego nie zmarnował. Mam tu głównie na myśli wychowanie swoich dzieci, które są przede wszystkim własnością Boga. Moim najważniejszym zadaniem na ziemi i wielką odpowiedzialnością przed Bogiem jest doprowadzić je do jak najgłębszej miłości Boga i Maryi. Rodzice, którzy nie chcą tego pojąć, są mordercami dusz dzieci, które Bóg im powierzył tylko i wyłącznie po to, aby tylko Jemu samemu służyły i miłowały ponad wszystko, a przez to osiągnęły Niebo. Nieustannie mam w pamięci słowa Pana Jezusa skierowane do gorszycieli: „Biada światu z powodu zgorszeń!” (Mt 18, 7), „Biada temu, przez którego przychodzą zgorszenia. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie!” (Łk 17,1-2). Także rodzice, którzy pozwalają dzieciom oglądać, słuchać i czytać te zwyrodniałe, a-moralne i bezbożne programy w telewizji, kinie i radiu itp. należą do tych gorszycieli, o których mówi Chrystus i którzy szykują sobie karę wieczną (por. Mt 13, 41-42).

Proszę tych, którzy będą czytali o mnie, aby się głęboko modlili za moją rodzinę, żeby ta wielka Łaska Boża, którą otrzymałem 8 XII 1985 r. w Oławie, wydała wspaniałe owoce.

Pragniemy dodać, że pan Marian Obodziński jest wiernym, który aktywnie włą­cza siew życie swojej parafii pw. Matki Bożej Królowej Pokoju. W dniu 24 X 1994r. nawiedziła tę parafię Matka Boża w kopii obrazu jasnogórskiego, l właśnie chyba nieprzypadkowo panu Marianowi Obodzińskiemu (zdj. 119) dane było uroczyście przywitać w imieniu rodzin wielodzietnych peregrynującą Matkę Bożą Częstocho­wską w Jej kopii obrazu jasnogórskiego.

Zwróciliśmy się też do pana Mariana Obodzińskiego z następującym pytaniem:

Czy w związku z wyrażeniem zgody na umieszczenie swojego świadectwa nawrócenia w Oławie – nie obawia się złośliwych podejrzeń, a nawet oskarżeń ze strony niektórych duchownych i świeckich z powodu negatywnego stano­wiska Kurii wobec objawień Matki Bożej w Oławie?

Marian Obodziński: Gdyby nie moje nawrócenie w miejscu objawień Matki Bożej w Oławie, to nie byłoby mnie na tym zdjęciu wraz z żoną i sześciorgiem dzieci. Rozpatruję to w kategoriach Łaski Bożej i wielkiego planu zbawienia człowieka przez naszego Boga Wszechmogącego, a nie czy ktoś uważa miejsce objawień w Oławie za prawdziwe lub nie. Dla mnie jest to miejsce powtórnego narodzenia.

Módl się i nie trać czasu

Po raz pierwszy pojechałam do Oławy w lutym 1984 r. Wcześniej wiedziałam o uzdrowieniu w Oławie z nieuleczalnej choroby 12-letniej dziewczynki (Tałaj Alicja) z mojej miejscowości. Jak mi wiadomo, był to rak krtani. Uzdrowienie to spowodo­wało wielkie poruszenie w mojej miejscowości.
Pierwsze moje spotkanie z Oławą i Kazimierzem Domańskim nie wywarło na mnie większego wrażenia. Potraktowałam to lekceważąco. Po pewnym czasie sprawa miejsca objawień jakby ponownie dobijała się do mojej świadomości, nie dając mi spokoju. Nie wiedziałam i nie rozumiałam, dlaczego tak się dzieje. Postanowiłam modlić się w tej intencji do Ducha Świętego i Matki Bożej. Po jakimś czasie odczułam silne pragnienie ponownego udania się na miejsce objawień w Oławie. Jeszcze tego samego roku w lipcu lub sierpniu pojechałam ponownie na miejsce objawień Matki Bożej w Oławie.
Pozbyłam się wtedy wszelkich uprzedzeń i nabrałam wewnętrznego przekona­nia o prawdziwości tych objawień. Skłoniły mnie do tego świadectwa nawróceń i uzdrowienia wielu ludzi jak i ogromna potęga modlitwy płynącej z tego miejsca. Bardzo poruszyły mnie również słowa Kazimierza Domańskiego skierowane do wszystkich wiernych. Postanowiłam częściej tu przyjeżdżać.
W następnym już, 1985 roku byłam przejazdem w Oławie. Wielkim przeło­mem w moim życiu był cud słońca w dniu 8 XII 1985 r. Wokół altanki i na przylegającym terenie było co najmniej 50 tyś. pielgrzymów. Było odprawio­nych kilka Mszy Św.
Około godz. 12 wszyscy wierni wokół mnie z wielkim wzruszeniem i zachwytem twierdzili, że widzą wirujące słońce i inne niezwykłe znaki. Ja natomiast nic na słońcu nie widziałam i wszystkiemu zaprzeczałam. Ludzie mówili też, że widzą na obrusie ołtarza polowego różne kolorowe pasy, a także i twarze ludzkie stały się wielobarwne.
Ludzie z takim przejęciem i wiarą o tym mówili (niektórzy nawet płakali), że w końcu im uwierzyłam. Ogarnął mnie wtedy ogromny żal i smutek, zaczęłam nawet płakać. W tym stanie znajdowałam się około pół godziny. Poczułam ogromny wyrzut sumienia. Przypomniałam sobie, że 5 lat wcześniej słyszałam często wewnętrzny głos: „Módl się i nie trać czasu”. To sprawiło, że zaczęłam regularnie każdego dnia odmawiać Różaniec Św. i Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Z tak obranej drogi byłam bardzo szczęśliwa, czułam w sobie radość Bożą płynącą z modlitwy Różań­cowej. Bardzo często w ciągu następnych dwóch lat słyszałam ten wewnętrzny głos:
„Módl się i nie trać czasu”.
Aż pewnego dnia, byto to w lipcu 1980 r. ponownie usłyszałam głos: „Módl się i nie trać czasu”. W tym samym momencie usłyszałam inny, ostrzejszy i donioślejszy głos: „Co się będziesz ciągle modlić, inni nie modlą się i lepiej im niż tobie”. Gdy słyszałam te słowa, nikogo przy mnie nie było. Pomyślałam wtedy, że faktycznie innym lepiej się powodzi, mimo że się nie modlą i rzadko uczęszczają do kościoła.
Trzymany w ręce Różaniec odłożyłam i słyszany tak często głos: „Módl się i nie trać czasu” już się więcej nie powtórzył.
Dopiero w Oławie zakrycie tego cudu słońca uświadomiło mi, skąd pochodziły oba głosy. Zaczęłam wtedy przepraszać Matkę Bożą i błagać Ją o przebaczenie i miłosierdzie. Zdałam sobie sprawę, że posłuchałam głosu szatana i odrzuciłam modlitwę Różańcową.
Wiedziałam, że zasłużyłam na karę Bożą, ale pomyślałam że Matka Boża jest bardzo dobra i może mi wyprosić przebaczenie u swojego Syna. Ten mój pokutny płacz trwał około pół godziny. Gdy po tym czasie przejęta strasznym żalem i płaczem spojrzałam mimochodem na słońce, ku ogromnemu zaskoczeniu i wielkiej radości zobaczyłam wirujące słońce, tarcza zmieniała kolory. Raz była biała jak atłas, raz zielona, raz różowa, słońce wykonywało ruchy zygzakowate, jakby zostało wyrwane z własnej osi, dookoła byty różnokolorowe chmurki. W pewnym momencie słońce zatrzymało się, a chmurki zaczęły wkoło słońca wirować i rozpryskiwać się w przestrzeni kolorowymi kroplami. Zjawisko to trwało ok. 2 godzin. Owocem tych moich przeżyć, ale także i innych doznań w Oławie, jest pogłębienie mojej wiary i aktywności religijno-społecznej. Zaczęłam organizować grupy modlitewne, zaczęłam prowadzić w kościele Różaniec przed Mszą Św. w niedziele. Bardzo dużo modlę się teraz w domu i zachęcam do pokuty i modlitwy Różańcowej inne rodziny.
Jest już wiele takich rodzin w mojej parafii, które się modlą w pierwsze soboty. Bronisława ze Strzegomka woj. tarnobrzeskie

Byłem kompletnie załamany…

Poniżej zamieszczamy list Andrzeja ze Świecia nad Wisłą do jego Eminencji ks. Kardynała Józefa Glempa.
Z największym szacunkiem pragnę uprzejmie donieść jego Eminencji, że zosta­łem uzdrowiony z bardzo poważnej nieuleczalnej choroby w noc sylwestrową z 31 XII 1985 r. na 1 l 1986 r. w miejscowości Oława pod Wrocławiem, przez naszą kochaną Matuchnę Najświętszą. Wiem też, że miejsce objawień Matki Bożej w Oławie jest dotychczas lekceważone, ale fakt pozostaje faktem i nikt we mnie tej wiary nie jest w stanie zniszczyć. Zachorowałem w roku 1984 na tzw. chorobę Wilsona, która objawia się nadmiernym odpływem z wątroby miedzi, która odkłada się w korze mózgowej, co powoduje guzowacenie wątroby i silne trzepotanie, szczególnie głowy i rąk – są tylko trzy przypadki tej choroby w Polsce. Choroba ta kończy się zejściem śmiertelnym, ponieważ nie ma możliwości jej wyleczenia. Byłem kompletnie załamany, w ogóle nie mogłem wychodzić na ulicę, a nawet odczuwałem już w ostatnim czasie paraliż nóg. Leczono mnie w Szpitalu Specjalistycznym Oddz. Neurologiczny w Gdańsku od 18 IV do 5 VI 1985 r., powtórnie we wrześniu 1985 r., gdzie specjalistyczne badania diagnozę potwierdziły. Lekarstwa, które mi aplikowano, stanu mego zdrowia nie poprawiły, a raczej pogorszyły. Uzyskałem zdrowie tylko dzięki Mateńce Najświętszej w Oławie. Niestety, nie mogę udowodnić mego uzdrowienia świadectwem lekarskim, ponieważ lekarze takowego mi nie wydadzą, gdyż twierdzą, że ta choroba jest nieuleczalna i pozostanie do końca życia, a trzepotanie rzekomo zlikwidowały tabletki, które mam łykać również bez końca. Zaznaczam, że od chwili powrotu z Oławy do dnia dzisiejszego nie używam żadnych lekarstw, o czym lekarz nie wie. Wystarczają mi jedynie lekarstwa duszy. W międzyczasie badano mi kilka razy krew i wyniki badań były w normie. Czuję się wewnątrz zupełnie zdrowy, trzepotania do tej pory żadnego nie miałem. Jedynymi świadkami tego wydarzenia są pielgrzymi jadący razem ze mną w pamiętną noc do Oławy, którzy mogą potwierdzić w razie konieczności mój stan przed wyjazdem i po powrocie do domu.
Pragnąłbym jednak usilnie, aby Matka Boża w Oławie zwyciężyła, by można było udowodnić Jej objawienia w tym miejscu. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to takie proste i może trwać jeszcze sporo czasu, zanim zostanie potwierdzone to miejsce objawień, jednak usilnie proszę Jego Eminencję o rozważenie mego przypadku. Jestem w każdej chwili do dyspozycji, a także mogę poddać się badaniom lekarskim na życzenie władz kościelnych.

Amputacja albo śmierć?

Nie potrafiłam się pogodzić z tym strasznym stwierdzeniem. Miałam jednak wielką nadzieję w Bogu. Gorąco modliłam się o powrót do zdrowia. Korzystałam z wielu dobrych rad i różnych leków, ale nie skutkowało.
Wreszcie kiedy w 1985 roku były już głośne wydarzenia o objawieniach Matki Bożej w Oławie i opowiadano o licznych cudach i Łaskach doznanych na tym miejscu, zaufałam i nie zawiodłam się. Uprosiłam męża, by pojechał do Oławy i przywiózł mi wody z tego szczególnego miejsca. Po wielu godzinach wyczekiwania wśród tłumu, mąż otrzymał błogosławieństwo Pana Jezusa i Matki Bożej przez ręce Pana Kazimierza Domańskiego. Przywiózł mi pobłogosławioną chusteczkę i wodę z tego świętego miejsca. Oczywiście chusteczkę przyłożyłam do rany i polałam ją tą wodą. Po kilkunastu dniach rana zupełnie się wygoiła.
Upłynęły 3 lata od tego czasu, rana nie odnowiła się. Pozostała tylko blizna, a ja codziennie dziękuję Matce Bożej za tę cudowną łaskę uzdrowienia i modlę się o jak najrychliwsze zatwierdzenie objawień Matki Bożej w Oławie.
To niezwykłe wyleczenie podziwiają również i lekarze, a jeden z miejscowych lekarzy potwierdza prawdziwość tego wydarzenia.
Genowefa Ziemska z Łodygowic

potwierdzam zgodność
lek. med. Krzysztof Schramel
(podpis nieczytelny)

Najświętsza Pani z Oławy uzdrowiła mnie z raka

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja, Matka Jego!
Sz. P. Domański
Serdeczne dzięki składam panu Domańskiemu za modlitwę i za piękne obrazki z modlitwami, sprawiło mi to wielką radość. Najświętsza Pani z Oławy jako uzdro­wicielka chorych wysłuchała moją prośbę i zostałam uzdrowiona z raka.
Lekarze zwolnili mnie ze szpitala. Ale jeszcze jestem pod ścisłą kontrolą, bo choroba raka nie należy do przyjemnych i trzeba czasu, aby dojść do pełni sił. Czuję się bardzo szczęśliwa. Dołączam ofiarę 50 DM. Jeszcze raz dziękuję za błogosła­wieństwo, uzdrowienie i życzę obfitych łask Bożych. Serdecznie pozdrawiam. Cześć Marii, cześć i chwała! Ernst Anna, Uelzen, 20 IX 1988 r.

Nowotwór zniknął

Szanowni Państwo Domańscy!
Na wstępie pragnę podziękować za pozwolenie odwiedzenia w Pańskim Domu Pana Jezusa i Matki Najświętszej w dniu 31 VIII 1988 r., gdzie byłam mile widziana i prosiłam o błogosławieństwo, o uzdrowienie duszy i ciała. Wtedy pokazywałam Państwu, że mam na ustach guz nowotworowy, którego lekarze zalecali nie ruszać. Po przyjeździe do domu, na 3. dzień nowotwór zniknął. Dzięki Matusi Najświętszej i Panu Jezusowi, przez błogosławieństwo Pana Domańskiego jestem uzdrowioną na duszy i ciele. Jestem wdzięczna za to i za łaski, którymi Bóg Wszech­mogący nas obdarza. Dziękuję Bogu Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu oraz Matce Najświętszej za te łaski, które nam zsyłają przez te święte osoby. Chciałabym jeszcze przyjechać do Państwa, ale się krępuję i proszę o zezwolenie. Wdzięczna jestem i zawsze wierna Panu Jezusowi i Matce Najświętszej oraz Państwu Domańskim. Jestem cudownie uzdrowiona, za co Bóg zapłać. Za zezwolenie mi odwiedze­nia Państwa w przyszłości Bóg zapłać. Z uszanowaniem.
Aniela Fajer z Jagniątkowa

Panie doktorze, bez cierpienia nie ma zbawienia…

3 lata temu (1990) pojawił się na mojej szyi guz, który po leczeniu znikł. Na ramieniu jednak zaowocował bolesnym obrzękiem uniemożliwiającym poruszanie lewą ręką. Byłam gotowa znosić ból, aby tylko mój syn, chory na schizofrenię, był zdrowy. Chodziłam pieszo na pielgrzymki do Górki Klasztornej i prosiłam Matkę Najświętszą o zdrowie dla syna. W tym roku (1993) dał o sobie znać kolejny okropny ból ręki. Na pogotowiu lekarz zabandażował, unieruchomił kończynę i podał lekar­stwo znieczulające. Niestety, ból nie ustępował. Moja synowa, która pracuje w szpitalu na oddziale chirurgicznym jako sekretarka, poleciła mi dobrego chirurga -doktora Korpala. Po prześwietleniu i pokazaniu zdjęcia usłyszałam od lekarza: „Pani Drożniakowa, ma pani bardzo chore kości!” Do mojej synowej, która weszła do gabinetu powiedział: „Pani Bożeno, kieruję pani teściową do kliniki ortopedycznej, bo tu Jest rak!” A ja odwróciłam się do lekarza i zaczęłam tłumaczyć, że mam chorego syna, który wymaga opieki.
Zostałam skierowana do ortopedy do kliniki w Bydgoszczy przy ul. Czerkaskiej. Założono mi gips. W czasie czwartkowej, cotygodniowej adoracji Najświętszego Sakramentu prosiłam ze łzami Pana Jezusa, aby dał mi żyć dla mojego chorego syna! Ból przejściowo zelżał, a prawą ręką chwyciłam Różaniec błagając: „Matko Boża, daj mi żyć dla mojego Januszka, co on zrobi beze mnie!” Wiedziałam, że mój mąż lubi wypić…
Ponieważ ja i mój syn mamy małe renty, zmuszona jestem wynajmować pokój na gabinet lekarski w moim własnym domu, by móc utrzymać mieszkanie. Lekarz chirurg, któremu przynosiłam herbatę, bardzo zdziwił się na widok gipsu na mojej ręce. Gdy mu wszystko wyjaśniłam, stanowczo polecił: „Proszę dać to zdjęcie i nie lekceważyć sobie. Ja panią kieruję do kliniki przy ul. Jurasza w Bydgoszczy”. Zaopiekowano się tam mną troskliwie. Ośmiu lekarzy potwierdziło rozpoznanie raka. W czasie kolejnej wizyty w klinice przyglądałam się długiej dyskusji lekarzy. „Czy pani się zgadza na operację?” Dzięki Matce Bożej było mi wszystko jedno:
bylebym tylko mogła żyć dla mojego syna. W kolejny wtorek dowiedziałam się o terminie i szczegółach czekającej mnie operacji: „Otworzymy ciało, zobaczymy, wpuścimy lekarstwo, jeśli będzie się goić, to dobrze, jeśli nie – może będzie amputowanie, może będzie narastanie – no, zobaczymy…”
W czasie adoracji Najświętszego Sakramentu bezradna pytałam Pana Jezusa, co mam czynić. Natchnęło mnie: Jedź do Oławy! Powiedziałam wówczas do modlącej się obok mnie siostry: „Irena, ja jadę do Oławy! Jeżeli nie uzdrowi mnie Matka Boża, to nikt!” l tak się stało. Przyjechaliśmy we troje. Mój syn rzucił się na twarz pod Krzyżem i głośno błagał o moje zdrowie.
„Panie Jezu – szlochałam – tak leży pod Krzyżem mój syn, daj mi dla niego żyć!” Po błogosławieństwie pana Kazimierza Domańskiego w altance poczułam się dobrze. Jadąc do domu tyle kilometrów myślałam, że jestem w Niebie. Ból ustał. Chyba nigdy przedtem nie czułam tak wielkiej radości i jakiegoś niezwy­kłego wewnętrznego spokoju. Byłam dobrej myśli. W kolejny wtorek ponownie pojawiłam się w klinice. Był to termin mojej operacji. „Teraz zdejmiemy pani gips, wykąpie się pani, odpocznie i pójdzie na operację” – oznajmił mi docent z asysten­tem. Po podwójnym prześwietleniu ręki i ogromnym zdziwieniu, malującym się na twarzach lekarzy, pomyślałam sobie: Chyba mnie Matka Boża uzdrowiła! Uwolnioną od gipsu ręką poruszałam swobodnie. „A czemu pani ma tę rękę na dole? Tak po gipsie nią pani macha?” – dziwili się lekarze. A mnie tak przyszło na myśl: „Panie doktorze, bez cierpienia nie ma zbawienia…”
Podnosili oba zdjęcia z prześwietlenia pod światło ze zdziwieniem pytając: „Co tu się dzieje?!” Poprzednio lekarz onkolog pokazywała mi na wcześniejszym zdję­ciu, gdzie znajdowała się i jak wyglądała ta zmiana nowotworowa; słysząc te słowa odpowiedziałam bez wahania: „Panie doktorze, ja już wiem, że zostałam uzdrowio­na w Oławie”. Lekarz odwrócił się do mnie i poklepał moje ramię, które jeszcze kilka dni temu promieniowało bólem trudnym do zniesienia i powiedział: „A dotykał panią, dotykał?”. Uwierzył mi. Pogratulował mi zdrowia i oznajmił, że operacji mieć nie będę, za co Panu Bogu i Matce Bożej Oławskiej dziękuję i przyjeżdżam, jak tylko mogę- na każde objawienie.
Maria Drożniak z Nakła nad Notecią

Od tego czasu stał się dla mnie wielki cud

Szanowny Panie Domański
Piszę ten list do pana, bo powód jest dla mnie bardzo ważny. W zeszłym roku był pan zaproszony przez rodzinę Baldewijns-Ceulemans do Belgii. Ja mogłem zapoznać się z panem w Herentals, gdzie była odprawiona Msza Św. Po Mszy Św. podczas błogosławieństwa położył pan ręce na mnie i od tego czasu stał się dla mnie wielki cud. Od mojej młodości cierpiałem na ciężkie bóle głowy i depresje. Bezskutecznie szukałem pomocy u wielu lekarzy. To moje ciężkie życie, w którym tyle cierpiałem, skończyło się, z chwilą gdy położył pan swoje ręce na mnie i modlił się do Matki Bożej i Pana Jezusa o pomoc dla mnie. Od tej chwili moje bóle i cierpienia ustąpiły, dziękuję z całego serca Panu Jezusowi i Matce Bożej, że zostałem uzdrowiony, dziękuję panu Domańskiemu, że mnie, biednemu grzesznikowi błogosławił i prosił o litość dla mnie Matkę Bożą i Pana Jezusa. Dziękuję państwu Buldewijns-Ceulemans. Teraz poświęcę więcej niż przedtem mego życia na modlitwę i ofiarę. Moje spojrzenia będą więcej skierowane na Jezusa i Maryję. Jeszcze raz dziękuję wszystkim. Całe moje serce przepełnione jest dziękczynieniem. Sługa Boży Vegouwen Louis, Bazel, 22 XII 1991 r.

Nie piję – odkryłem potęgę Różańca

Po raz pierwszy przyjechałem do Oławy z pielgrzymką autokarową z Lęborka do miejsca objawień Matki Bożej w Oławie w dniu 8 XII 1991 r. Była wraz ze mną żona i dwoje dzieci.
Wcześniej już słyszeliśmy o bardzo licznych cudach w Oławie, szczególnie nawróceniach i cudownych uzdrowieniach z różnych nieuleczalnych chorób i znie­woleń. Chciałem poprzez ten wyjazd nie tylko uwolnić się od zniewolenia alkoholi­zmem ale także pogłębić swoją wiarę. Podobnie myślała moja żona, która już wcześniej została cudownie uzdrowiona na kręgosłup w innym miejscu objawień w Polsce, w Okoninie koło Grudziądza. W objawieniach tych Matka Boża często wspominała o Oławie. Jak się potem okazało nie zawiodłem się. Mój pierwszy przyjazd do Oławy bardzo umocnił moją wiarę. Od tej pory bardzo dużo modlę się na Różańcu, który jest ogromną siłą i podporą mojego życia. Odkryłem tu poraź pierwszy potęgę i ogromną głębię tej modlitwy. Matka Boża pomogła mi całkowi­cie uwolnić się z nałogu alkoholowego.
Po raz pierwszy zacząłem się regularnie raz w miesiącu spowiadać. Odczu­wałem też potrzebę częstszego udziału w ofierze Mszy Św. Innym owocem Ła­ski Maryi to wspólna modlitwa w rodzinie, co przedtem było nie do pomyślenia.
Wiele razy potem przyjeżdżałem jeszcze do Oławy i będę to czynił nadal. Zawsze dziękując Matce Bożej w Oławie za te wielkie łaski, za okazaną mi macierzyńską miłość i za to że pogłębiła moją miłość do Boga.
W wielu orędziach Matka Boża prosiła aby wierni ofiarowali swoją pracę przy budowie nowego Sanktuarium na miejscu objawień. Czułem się wewnętrznie we­zwany aby dołożyć tu swoją cegiełkę. Miałem w związku z tym różne sny i nat­chnienia. Po raz pierwszy pojechałem latem 1992 r. gdy rozpoczęto budowę dużego budynku klasztornego. Wykonywałem wtedy wszelkie zlecone mi prace, ciesząc się ogromnie, że Maryja zechciała się mną posłużyć przy budowie tego wspaniałego Sanktuarium. Cały przysługujący mi urlop ofiarowałem Matce Bożej. Także swój wolny czas poświęcałem na budowę Sanktuarium. Pracowałem społecz­nie bez żadnego wynagrodzenia, nie żałując także w miarę możliwości ofiar pieniężnych. Chciałem w ten sposób podziękować Matce Bożej za otrzymane łaski. Będę pracował aż do skończenia tej budowy o ile Bóg na to pozwoli.
Jestem pewien, że jest to wielkie dzieło Boże z pożytkiem dla Kościoła i świata.
Na zakończenie chciałbym dodać, że na skutek naszego kontaktu z Oławą umocniła się wiara w naszej rodzinie. Od tej pory Bóg jest na pierwszym miejscu za co bardzo przez Matkę Bożą Oławską dziękuję.
Jan Żybiński z Lęborka

Mąż zaczął się modlić, moje rany zabliźniły się

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Matka Boża, Królowa Pokoju! Z całego serca pragnę przez ręce Brata złożyć podziękowanie Matce Najświęt­szej i Panu Jezusowi za liczne łaski, a zwłaszcza za dar wiary i Miłości Bożej.
Piszę ten list pełna nadziei, że przyniesie on Bratu radość i wzmocni w przeko­naniu, że misja Brata naprawdę wydaje owoce, chociaż są tacy, którzy nie wierzą ani w objawienia, ani w łaski. Jednak, mimo tych ataków, Prawdy zmienić się nie da i myślę, że o tym trzeba mówić, by dać świadectwo Prawdzie.
Dzięki łasce Boga, miałam możliwość być w Oławie dwukrotnie. Muszę przy­znać, że z początku przybyłam tu raczej z ciekawości, aniżeli z potrzeby ducha. Jednak Matka wie, że dzieci Jej są słabe i choć szukają Drogi, same nie są w stanie jej znaleźć i to właśnie Matka podaje Pomocną Rękę i prowadzi do przemiany, w miejsce ciekawości rodzi się wiara, ginie nienawiść, a budzi się miłość poszukująca Boga. Już jakiś czas minął, gdy zaczęłam żyć wiarą i modlitwą, zaś mój mąż ani do kościoła nie chciał chodzić, ani zatapiać się w modlitwie, a widok dzieci, wspólnie modlących się ze mną na Różańcu, przyprawiał go o straszną złość i wściekłość.
Aż tu nagle po pierwszej pielgrzymce do Oławy, po błogosławieństwie Pana Jezusa nastąpiła gwałtowna zmiana. Wracając z Oławy kupiłam (wiedziona pewnym przeczuciem) w Częstochowie Różaniec mężowi, poświęciłam go, licząc, że będzie on naprawdę przydatny, l tak się stało. Mąż przyjął go nic nie mówiąc, lecz na drugi dzień zapytał, jak się odmawia Różaniec. Ja stałam osłupiała, zabrakło mi słów. Zaczął się modlić, przyszedł czas, że znowu porzucił modlitwę, ja cierpliwie czekałam, modląc się o światło dla nas i światło znów przyszło. Jakie to cudowne, że odnaleźliśmy sens życia. Mimo że jeszcze tłumi go wiele rzeczy, brak mu sił, by głośno wyznawać wiarę, to jednak ja wierzę, że trzeba trochę czasu, a wszystko się zmieni. To naprawdę cud uzdrowienia naszych dusz. On (policjant) przez tyle lat po tej drugiej stronie – brat wie, jak lata komuny potrafiły wypaczyć sumienia ludzkie -ja zawsze gdzieś z boku i nagle doznajemy cudu wiary, wiary, która przez tyle lat błąkała się między Prawdą Wiekuistą a fałszem rozsianym przez sługi szatana. Zrozumieliśmy, że Kościół to my, ludzie wierzący, a nie tylko ksiądz. Ojciec Pio zaprowadził mnie do grupy modlitewnej, naszą rodzinę do Boga. Te Święta Wielka­nocne przeżyliśmy naprawdę w duchu Bożej Miłości. Mój mąż uznawał tylko święta niedzielne, w tygodniu nie czuł potrzeby brania udziału we Mszy Św. W Wielką Sobotę za Łaską Bożą adorował w nocy Najświętszy Sakrament, natomiast w Święto Miłosierdzia Bożego z ufnością przystąpiliśmy do Źródła Życia i w ten to piękny dzień po raz pierwszy wszyscy czworo, z dziećmi przed Obrazem Miłosier­dzia modliliśmy się wspólnie, wysławiając Niezgłębione Miłosierdzie Pańskie. Mąż nigdy przedtem nie chciał modlić się przy dzieciach, twierdząc, że czynimy widowi­sko. l to jest właśnie cud przemiany.
Ale nie tylko zostały uzdrowione nasze dusze, ja otrzymałam łaskę uzdro­wienia na ciele. Przez 16 lat nosiłam Krzyż w postaci gnojnej egzemy na rękach, w ub. roku otrzymałam II grupę inwalidzką. Modliłam się do Pana naszego za przyczyną Maryi i Ojca Pio. Choć niektórzy mówią, że egzema tylko przygasła – to ja wiem, że to nieprawda. Już pół roku minęło. Rany się zabliźniły, po krwawych i ropiejących bliznach zniknął ślad – pojawiła się piękna skóra. Jedynie zostały pozostałości na łokciach, ale one nie są potrzebne mi do pracy. Zdrowymi dłońmi mogę prać, gotować, służyć pracą w domu i bliźnim. Czasami pojawiają się malutkie krostki, ale ja wiem, że to tylko alergia. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć ran ropiejących, krwawiących, pootwieranych na całych dłoniach, ale myślę, że to i tak by nic nie dało. Bo wiary nie można udowadniać, tylko trzeba nią żyć.
Piszę to wszystko po to, by Brat wiedział, że tu, w Oławie do Matki Bożej ludzie biegną sercem, choć inni kpią, to są i tacy, którzy wierzą i dziękują Bogu, że wybrał Brata jako swe narzędzie, a Matce za to, że jest, że prowadzi ludzi do Boga. Pytano mnie, skąd ta pewność, że właśnie w Oławie zostałam wysłuchana. Ja odpowiadam, że Bóg jest jeden i Matka także, ale nikt nie może zabronić wierzyć, że Matka jest wszędzie i prowadzi nas do swych miejsc, by tu umacniać się. Nie wystarczy tylko modlić się, ale trzeba także czynem dać świadectwo wierze. Choć jest tylu przeciw­ników, to niech Brat wie, że jesteśmy, choć w dalekich stronach Polski, szczerze, całym sercem przy Bogu i Matce w każdym miejscu przez nią wybranym.
Proszę, aby Brat podziękował tu w Oławie za wszystkie łaski Bogu i Królowej Pokoju w naszym imieniu. Ja będę się łączyć z wami sercem i modlitwą, a jeśli Bóg pozwoli – to z ufnością przybędę jeszcze raz, by oddać naszej Pani i Bogu pokłon w tym cudownym zakątku świata.
Ze wszystkich sił będę polecać Bogu w modlitwie to wybrane miejsce jak i inne miejsca, by dobry Bóg użyczał wszelkich łask i błogosławieństw, by wszyscy niewierzący jak i zatwardziali przeciwnicy zostali poprowadzeni przez Królową Wszechświata na Drogę Światłości.
Wszystkie plany budowy będę wspierać modlitwą i ofiarą w miarę możliwości.
Życzę Bratu, całej Rodzinie i wspólnocie czcicieli Królowej Pokoju wiele łask i błogosławieństwa Bożego i opieki Królowej Pokoju.
Proszę wpisać do Księgi Uzdrowień, że Nowak Jolanta została uzdrowiona w miesiącu październiku 1992 r. na ciele i duszy (16-letnia egzema gnojna z II gr. inwalidzką).
Jolanta Nowak z Chełma
PS. Kapłan usłyszawszy o moim uzdrowieniu naprawdę się ucieszył i uwierzył. Proszę przyjąć do kaplicy ten skromny dar – obrazy Matki Bożej Królowej Wszechświata i Pana Jezusa Króla Wszechświata, które dostarczy Brat Stanisław.

Takiej modlitwy nigdzie nie ma

Nie wiem, jakie to będzie miało znaczenie, ale pragnę przyczynić się do potwier­dzenia prawdziwości objawień Matki Bożej w Oławie.
Nie jest to dla mnie obojętna sprawa, by milczeć na głos naszej kochanej Mamy, gdy wszystkie dzwony dzwonią na alarm, by uznać to miejsce jak najszybciej za prawdziwe.
Do Oławy pragnęłam z dziećmi przyjechać właśnie w tym dniu, 13 11993. Taki piękny dzień słoneczny i wyjątkowo, jak na tę porę stycznia, bardzo ciepły. Rano o 4.00 wstałam i o 5.30 z Tarnowskich Gór dojechaliśmy do Opola, a w Oławie byliśmy na 10.00 godz. Niewielka gromadka nas była w kaplicy. Inny wystrój – piękne choinki w ołtarzu, Pan Jezus w Przenajświętszym Sakramencie. Ołtarz taki uroczysty, na dywanie niżej tyle żywych kwiatów. Prawie każdy, chociaż drogo, to tutaj pragnie coś przynieść, najczęściej kwiaty, własnej roboty wazonik czy Różaniec Św. Każdy pragnie coś mieć tutaj, ofiarować jakiś dar tej skromnej kapliczce. Każdy prawie pragnie być na tym miejscu z czystym sercem i złożyć chociaż grosik na budowę kaplicy. To nie wydatek, to pragnienie serca, to paląca radość, która nakazuje człowiekowi, by miał tu swój udział. Tego się nigdzie nie przeżywa, tylko tutaj.
Boże, uwielbiam Cię za to, że pozwoliłeś mi oglądać to cudowne miejsce, że ja mam tę łaskę, by tutaj przybywać. Jakże dobrze czuliśmy siew ten dzień na tym świętym miejscu. Od rana piękne grupy modlitewne, prowadząc modlitwy ze „Śpiewników”, wielbią Boga, Ducha Świętego, aniołów, Przenaj­świętszy Sakrament, odmawiają Różaniec. Co za cudowne modlitwy, których nie ma w żadnych książeczkach. Trochę próbuję nauczyć się. A dusza aż skacze z radości, a Róża Duchowna i Królowa Pokoju spogląda na nas uśmiechając się. Łzy cisną się nam do oczu… Jesteśmy w okresie Bożego Narodzenia. Przyszliśmy do tej ubogiej stajenki, nie uznanej przez Kościół. Jak pierwsi pasterze wygląda­my. To to samo. W kożuchach, w kaplicy bardzo zimno, jak na polu w szopie. Nosy nam pomarzły, ręce, z zimna się trzęsiemy razem z tym maleńkim Dzieciątkiem w ubogim żłobku, l znowu to spojrzenie w żłobek, kojarzenie i łzy same płyną ze szczęścia, że to właśnie nas spotkała ta łaska Boża, by oddać pokłon Królowi Świata. Nikt nie wychodzi z kaplicy chociaż w nogi zimno. Jakaś uparta siła i wewnętrzna radość nakazuje bez ruchu klęczeć i adorować Przenajświętszy Sa­krament. Ogromne skupienie widać na twarzach pielgrzymów. Jakże ogromna i wielka lekcja wiary. Na Anioł Pański biją już dzwony w świątyni Królowej Bożego Pokoju. Wszyscy, którzy byli przy pracy na budowie, na tę godzinę przychodzą na Anioł Pański i wspólnie modlimy się za papieża, naszą Ojczyznę, za to święte miejsce. Proszę mi wierzyć, jak wszyscy z powagą odmawiają tę modlitwę tutaj. Chociaż Przenajświętszy Sakrament jest wystawiony, wszyscy klęczą w czasie modlitwy Anioł Pański. Później odmawiamy wspólnie część Chwalebną Różańca Świętego – tak jak rozmawia dziecko z matką, powoli i sercem. Takiej modlitwy nigdzie nie ma. Czuje się naprawdę w duszy jakby całe Niebo zeszło na ziemię i modliło się z nami. To wszystko tak głęboko duchowo się tutaj przeżywa…
Po tej modlitwie wychodzimy na dwór a tu ok. 13.00 takie piękne drogi nad kaplicą i słońce pięknie wiruje. Wcześniej nie wspomniałam, w Opolu już widać było ok. 9.00 złotą drogę od słońca, która prowadziła w kierunku Oławy, a później ok. 16.00 znowu w pociągu z powrotem złota droga szła od Oławy do słońca. Proszę mi wierzyć, że znaki są widoczne, tylko trzeba patrzeć na Niebo. Idziemy do kiosku i kupujemy „Orędzia Zbawienia”, III tom. Zawsze pragnę coś mieć z lektury z tego miejsca, bo to jest wszystko takie piękne i jest lekcją życia. Później znowu idziemy jeszcze do kaplicy, by pożegnać Pana Jezusa. Pan Domański nas błogosławił na drogę, a takie cieplutkie ręce ma i taki miły, jak sam Pan Jezus. Nie chce s-ię odchodzić do domu. Matuchno – modlimy się – czas rozstania nadszedł. Żegnamy się z Tobą i chodź z nami w nasze szare życie i pomóż nam tak żyć, byśmy mogli Cię oglądać w wieczności. Chwila pożegnania Matki z dziećmi. Śpiewamy na koniec „Ciebie Boże wysławiamy”,
Kłaniamy się pod Krzyżem i żegnamy z Matką Bożą Bolesną. Czas do pociągu.

Gdy ten wizjoner dotyka człowieka potrafi powiedzieć na co on choruje

Przyjechaliśmy tu z Niemiec, z powiatów (Lankreis) Lindau i Ulm. Kilka lat temu poznaliśmy pana Domańskiego, kiedy odwiedził nas w Niemczech. Byliśmy świad­kami objawień i uzdrowień. Przekonaliśmy się, że jest to człowiek bardzo pokorny. Po odjeździe pana Domańskiego widzimy ogromne przemiany w duchowości ludzi, wśród których przebywał. Przyjmują oni Ewangelię Św., którą głosi, i nawracają się.
Jest świadom obecnych zagrożeń dla Kościoła i świata, które Pan Jezus i Matka Boża mu przekazują. W wielkiej pysze przyjmowana jest Komunia Święta: na stojąco i na rękę. W starożytnym Rzymie zginano kolana przed pogańskimi bóstwami i zwierzętami, czego dzisiaj odmawia się Bożemu Majestatowi! Ludzie nie chcą klękać, nie rozumiejąc, że kiedyś Pan Jezus będzie naszym Sędzią.
Przez łaski spływające za pośrednictwem pana Domańskiego wielu ludzi zostało uzdrowionych na duszy i ciele.
Zdj. nr 123. Anneliese, autorka świadectwa.
Gdy ten wizjoner dotyka człowieka, potrafi powiedzieć na co on choruje. Ta moc nie pochodzi od niego, ale od Matki Bożej. W minionym roku przyjechaliśmy tu autokarem. Podczas Mszy Św. objawiła się Matka Boża. Pobłogosławiła kapłana odprawiającego Mszę Św. O prawdziwości zjawienia się Matki Bożej w Oławie przekonała się naocznie jedna z naszych pielgrzymujących. Widziała to wszystko, co pan Domański. Dopiero po odnalezieniu tłumaczki udało się skonfrontować opisy obu widzeń Matki Bożej: były identyczne. Upadłości we wierze należy przypisywać trudności wiary w miłosierdzie Boga, który posyła swoją Matkę do nas, aby nas upominała, oświecała i ratowała.
Jesteśmy przekonani, że to miejsce będzie większe od Fatimy i Lourdes. Bardzo nas raduje nasza tu obecność w dwunastą rocznicę objawień Matki Bożej w Oławie. Pozostajemy w modlitewnej łączności z wizjonerem panem Kazimierzem Domańskim.
Będziemy w naszym kraju propagować to święte miejsce. Będziemy dawać świadectwo o łaskach tu otrzymanych. Wierzymy, że nie jest to nasza ostatnia pielgrzymka do Oławy, że Pan Bóg pozwoli nam tu jeszcze przeżyć duchową radość z pielgrzymowania na to miejsce. Mamy nadzieję, że pan Domański przyjedzie jeszcze do nas, że będzie naszym rodakom budził sumienia, nawracał i przyciągał do konfesjonałów. Pragniemy, by Matka Boża za jego pośrednictwem wyjednała im łaskę powrotu do Kościoła. U nas jest mało świętych kapłanów, a tych którzy są – odsuwa się od (urzędu) probostwa. Są naciskani, by nie podawali Komunii Św. na klęczące i do ust. Prześladuje się ich. Pragniemy, by pan Domański przemówił do kapłanów, którzy za mało mówią prawdy.
Jestem pielęgniarką. Muszę mówić chorym o Bogu i Matce Bożej – ale oni nie chcą mnie słuchać, nie chcą mnie akceptować. Dlatego nie mogę wykonywać swojego zawodu. Od dziesięciu lat pracuję jako gospodyni u kapłana, którego wysłano na wczesną emeryturę za głoszenie niewygodnej Prawdy. Cieszymy się, że wracając do domu, zabierzemy ze sobą Łaski Boże i że wrócimy tu znów do Matki Bożej, która nam daje tyle radości i zadowolenia.
Anneliese
Jestem głęboko przekonany o prawdziwości objawień w Oławie

O objawieniach Matki Bożej w Oławie usłyszałem pierwszy raz w czasie pełnie­nia dyżuru w Pogotowiu Ratunkowym w Piasecznie. W czasie chwilowej przerwy w pracy obejrzałem w telewizji fragment krytycznego programu o tak zwanych obja­wieniach Matki Bożej w Oławie. Jednakże świadectwa ludzi uzdrowionych oraz ich wiara były tak przekonujące, że pomyślałem sobie wtedy, iż musi to być prawdą, ponieważ Matka Boża wybiera sobie jako narzędzia ludzi pokornych duchem, czyli dzieci i ludzi prostych.
W tym mniej więcej czasie moja cioteczna siostra zachorowała na ciężką, praktycznie nieuleczalną chorobę, ziarnicę złośliwą. Siostra moja była leczona przez najlepszych hematologów z Instytutu Hematologii w Warszawie, jednakże bez wyraźnych trwałych efektów terapeutycznych. Bardzo źle znosiła wielokrotne tzw. kursy chemioterapii, po których miewała torsje. Podczas chemio- i radioterapii straciła wszystkie włosy, zmieniła jej się niekorzystnie cera, znacznie straciła na wadze i ważyła nieco powyżej 30 kg. Dodatkowo męczyła ją infekcja układu oddechowego.
Patrząc z głęboką troską na coraz bardziej pogarszający się stan zdrowia mojej siostry, poradziłem jej, aby wspólnie z mężem wybrali się do Oławy na miejsce Objawień i aby tam za przyczyną Matki Bożej prosili Boga o łaskę zdrowia, co też wkrótce zrobili.
Po dwóch dniach wrócili z Oławy. Stan jej ducha był tak radykalnie odmie­niony, że wszyscy znający ją dosłownie zaniemówili. Promieniowała radością, pocieszała i uspokajała wszystkich. Najwyraźniej nastąpiło uzdrowienie du­chowe mojej siostry, równocześnie choroba ciała ustąpiła, włosy odrosły, zaczęła przybywać na wadze. W następnym roku wybrała się z pieszą pielgrzymką do Częstochowy, dziękując Bogu za otrzymane łaski. Moja siostra w tym czasie była matką dwojga małych dzieci i jej miłość macierzyńska w tym czasie była dzieciom niezbędna.
Niecałe dwa miesiące po pierwszym nawiedzeniu miejsca objawień w Oławie przez moją siostrę, wspólnie, w większej grupie udaliśmy się do Matki Bożej, aby w szczególny sposób podziękować za łaskę uzdrowienia i żeby powiadomić pana Domańskiego o otrzymanej łasce. Będąc pierwszy raz w Oławie, stałem się naocz­nym świadkiem cudownego uzdrowienia ciężko chorego starszego mężczyzny, pana Jan Dziuby, żarn. w Grudziądzu, ul. Modrzewiowa 26, który okazał się zastępcą legendarnego majora Hubala. Jego spontaniczna radość i łzy wzruszenia, oraz wdzięczność Matce Bożej udzieliły się nam wszystkim, którzy byliśmy świad­kami tego cudownego uzdrowienia. Należy wiedzieć, że chirurdzy z powodu postę­pującej choroby zamierzali amputować mu nogę.
W tym czasie prawdziwie uwierzyłem, że Matka Boża przychodzi na to Święte Miejsce, aby uzdrawiać na duchu i ciele potrzebujących uzdrowienia. Wkrótce dowiedziałem się o orędziach przekazywanych panu Kazimierzowi Domańskiemu. Orędzia owe zachęcały do wytrwałej modlitwy Różańcowej i adoracji Najświętszego Sakramentu oraz wyrażania wiary i szacunku dla prawdziwej obecności Chrystusa pod postacią Chleba i Wina, poprzez przyjmowanie Eucharystii Świętej w postawie klęczącej. Matka Boża wyrażała ważność postawy pokutnej i zachęcała do ofiary i postów. Z lektury owych orędzi dowiedziałem się o dramatycznej potrzebie modlitwy za Kościół Święty, o potrzebie generalnego nawrócenia, o potrzebie wytrwania pod Krzyżem Jezusa Chrystusa, o konieczności zachowania świętej Tradycji w Kościele katolickim. Od pierwszej wizyty w Oławie odwiedzałem to miejsce co miesiąc przez kilka lat, biorąc udział w czuwaniach nocnych w wigilię świąt Matki Bożej.
Będąc na miejscu objawień, poznałem tam wielu radosnych, uzdrowionych duchowo i fizycznie ludzi, którzy uzyskali tam potrzebne łaski. W altance pana Kazimierza Domańskiego widziałem wiele okularów, kuł i lasek uzdrowionych tam ludzi. Trwając na modlitwie, nie szukałem tam nadzwyczajnych cudowności. Udzie­lał mi się natomiast zapał modlitewny, kiedy wspólnie trwaliśmy na modlitwie. Wielokrotnie spotykałem na miejscu objawień pana Jana Dziubę, który trwał tam na modlitwie dziękczynnej.
Czasami osobiście prowadziłem modlitwy na tym miejscu, a do domu wracałem duchowo umocniony i szczęśliwy. Myślę, że to duchowe umocnienie jest owym biblijnym dobrym owocem. Spotyka się tu bowiem ludzi nawracających się do Boga, porzucających swoje nałogi i oddających się wytrwale modlitwie i pokucie. Te głę­bokie nawrócenia, zmiany sposobu życia, stały się dla mnie potwierdzeniem pra­wdziwości objawień, choć ostateczny osąd pozostawiam autorytetowi Kościoła Św.
W dniu objawienia pogoda zwykle się poprawiała. Pomimo że często do ostatniej chwili padał deszcz i było bardzo zimno, w godzinie objawienia słońce „pulsowało”. Zjawisko to obserwowane było wielokrotnie przez rzesze wiernych.
Pośrodku placu miejsca objawień w Oławie, obok budowanej kaplicy Bożego
Pokoju znajduje się duży drewniany krzyż z dużą figurą Pana Jezusa rozpiętego na krzyżu (por. zdj. 27). Otóż w sobotę poprzedzającą Niedzielę Palmową 1995 r. byłem świadkiem cudownego i nadzwyczajnego wypływania Wody z boku figury Pana Jezusa, z miejsca, gdzie nasz Pan został przebity włócznią.
Zjawisko to trwało około pół godziny, woda płynęła wartkim strumieniem, mieniąc się w słońcu wzdłuż figury aż do stóp, a silnie wiejący wiatr porywał krople tego strumienia i roznosił je po całym placu. Świadkami tego cudownego zjawiska były w sumie cztery osoby. Osobiście byłem tak przejęty tym wyraźnym cudem, że wkrótce podzieliłem się tą informacją z ks. biskupem Z. Kraszewskim z Diecezji Warszawskiej. Jestem głęboko przekonany o prawdziwości objawień w Oławie, a także o ich szczególnym znaczeniu dla Kościoła katolickiego oraz dla świata. Wierzę również w to, że z kaplicy Bożego Pokoju w Oławie wyjdzie Iskra Bożego Pokoju Chrystusowego, tak bardzo oczekiwanego w sercach wszystkich ludzi na całym świecie.
Włodzimierz Wojciechowski lekarz medycyny

Królowa Nieba udziela audiencji

Pragnę dołączyć jeszcze moje ostatnie przeżycie w Oławie 2 II 1996 r. W tym dniu byłam świadkiem objawienia. Gdy przyjechaliśmy na to święte miejsce, na placu budowy był już bardzo duży tłum pielgrzymów. Odmówiliśmy pod Krzyżem Różaniec Święty. Za chwilę, ok. godz. 11.00 w kaplicy pw. Bożego Miłosierdzia zaczęło się objawienie. Przyszła Matka Boża i ksiądz Jerzy Popiełuszko. Pan Domański upadł na kolana i nastąpiła ekstaza. My wszyscy nie mogliśmy pomieścić się w kaplicy, część była na dworze, przy Krzyżu. Nastąpiła chwila ciszy – Królowa Nieba udzielała audiencji. Twarze ludzkie były bardzo wzruszone, niektórzy płakali, inni się po cichu modlili, a inni padli na kolana i z głosem łkającym przepraszali Boga za grzechy i dziękowali, że mogą być świadkami obecności Królowej Nieba i świętych. Pod koniec ekstazy pan Domański ze wzruszeniem wstał i prosił zapalić gromnice, które mieliśmy przy sobie – Matka Boża pobłogosławiła Je, by miały moc chronienia od różnych kataklizmów.
Gdy objawienie dobiegło końca, niektóre osoby odczuły przy wyjściu, jakby je ciepło ogrzewało w policzki, a w kaplicy jeszcze podczas objawienia widoczna była ogromna jasność, która powoli, powoli bladła. Serce nam waliło ze szczęścia i łaski Bożej bycia właśnie wśród wybrańców Nieba. W sercu pałała ogromna radość i wdzięczność, jakby ktoś nam za to przybycie ogromnie dziękował. Było bardzo zimno, a nikomu nogi nie marzły. Panowała życzliwość. Pan Domański wreszcie głosem pełnym zadumy powiedział parę słów odnośnie orędzi, które mu w tej chwili przekazała Matka Boża i ksiądz J. Popiełuszko. Bardzo był wzruszony, z ogromnym trudem starał się wydoby­wać głos i płakał. Tego nie da się opisać, co człowiek przeżywa w duszy, l naprawdę w tej godzinie objawień każdy odczuwa tęsknotę duszy za Bogiem.
Później jeszcze poszliśmy do świątyni Bożego Pokoju. Tam przyjechał ksiądz i spowiadał, a siostra Teresa uczyła nas modlitwy do Ducha Świętego i Uwielbienia Boga, „Przyjdź, Duchu Święty, oświeć nas i kapłanów. Święty Michale Archaniele, mocą Bożą strąć pokusy i szatana”. To była Koronka, o którą Duch Św. prosi, by odmawiać.
W kaplicy był piecyk, przy którym można było się ogrzać. Ktoś podawał nam krzesło do siedzenia, inny proponował wspólny posiłek. Ta atmosfera wielkiej rodziny Bożej i troska o nią panuje na tym miejscu. Każdy ciągle chce dzielić się z drugim tym, co ma. l wszyscy sadła siebie, jakby się już bardzo długo znali. Wiem, że to Matka Boża rozpala nasze serca, by je dzielić między drugich jak bochenek chleba. Obecnie spotyka się tutaj coraz częściej ludzi, którzy po raz pierwszy przyjechali. W kaplicy budującej się było trochę zimno w nogi, ale podczas odma­wiania Koronki do Ducha Świętego, jakby całe ciało nam się ogrzewało. Taka radość panowała, tyle ludzi, każdy z Różańcem Św. i świecą. Coraz częściej spotyka się tutaj obcokrajowców. Niemcy między innymi z nami byli, próbowali się nauczyć po polsku tej modlitwy. Ta iskra Bożego Pokoju idzie na cały świat z Oławy. Człowiek bardzo tęskni po powrocie do domu za wspomnieniami z tego miejsca i chciałoby się znowu powracać na to miejsce, gdzie króluje całe Niebo i piękna modlitwa dzieci Bożych. Kończę ten list. Może coś z tego wam się przyda.
Szczęść wam, Boże!
Stanisława Kasza z Miasteczka Śl.

Ten paraliż był nieuleczalny –
Opis cudownego uzdrowienia brata

To, co chcę opisać, wydarzyło się naprawdę.
Tutaj w Oławie, dnia 15 VIII 1996 w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, stał się wielki cud w naszej rodzinie. Mój brat został uzdrowiony całkowicie z paraliżu i wróciła mu pamięć. Opiszę przebieg jego choroby i uzdrowienia.
Brat mój jest księdzem i mieszka w Niemczech koło Dusseldorfu. Od roku 1983, kiedy to miał poważny zawał, choruje na serce. Przez cały czas występowały u niego różne bóle i ataki. 15 VIII 1995 r. dostał się do szpitala w Berlinie, gdzie stwierdzono u niego poważne zagrożenie dla zdrowia. Musiał poddać się skompli­kowanej operacji, która była bardzo ryzykowna. Dzięki naszym gorącym modlitwom, operacja przebiegła pomyślnie i w listopadzie 1995 r. powrócił do domu. Celem dalszego leczenia miała być rehabilitacja, która się nie odbyła z powodu różnych trudności. Brak rehabilitacji spowodował niedotlenienie mózgu i w końcu maja 1996 r. nastąpił paraliż całego ciała oraz częściowa utrata pamięci. Od tego czasu brat jeździł tylko na wózku inwalidzkim i musiał mieć stałą opiekę. Stan jego zdrowia z dnia na dzień pogarszał się, nawiązanie z nim kontaktu stawało się coraz trudniej­sze. Otrzymał nawet Oleje Św., gdyż liczono się z jego śmiercią.
Ale Matka Boża miała inne plany. Chciała go jeszcze uratować. Przysłała nas tutaj do Oławy, abyśmy wyprosili u Niej i Jej Syna upragnione dla brata zdrowie, l stało się. Nasze gorące modlitwy i błagania zostały wysłuchane, l oto 15 VII11996 r. kiedy przybyliśmy tutaj do Oławy i złożyliśmy nasze prośby Matce Najświętszej, stał się cud. O godz. 15 brat siedząc na wózku poczuł, że jakaś siła ciągnie go do wstania. Chwycił się poręczy wózka, wstał i zaczął normalnie chodzić. W tej samej chwili wróciła mu pamięć. Lekarze widząc to, stwierdzili, że z punktu widzenia medycyny, jest to niemożliwe, ponieważ paraliż ten był nieuleczalny. To musiała być jakaś siła nadprzyrodzona. Obecnie brat jest całkowicie sprawny fizycznie i umysło­wo.
Uzdrowienie to zawdzięczamy Matce naszej Najświętszej i Jej Synowi, Jezusowi Chrystusowi. Uleczyła go Matka Boża w dzień swojego Wniebowzięcia i Pan Jezus, który o godz. 15.00 konał na Krzyżu. 8 IX 1996 r., w urodziny Matki Bożej przybyliśmy podziękować Jej i Panu Jezusowi za tak cudowne uzdrowienie.
Chwała Jezusowi i Maryi
Agnieszka Nowak z Poznania

Staliśmy się owieczkami bez pasterzy

Wielu pielgrzymów z Czech 13 XII 1996 r. było w Oławie już po raz czterna­sty. Tego dnia przyjechały prawie rónocześnie dwa autokary: z Pragi i Ostra­wy. Czescy pątnicy nie przypuszczali, że będą się modlić aż w stuosobowej grupie za Czechy, świat i przyjazd Ojca Świętego na to miejsce. Dzięki głębo­kiemu świadectwu Agnes Solonkovej z Ostrawy poznamy niezwykłą historię nawrócenia i wiary prawdziwość objawień Matki Bożej w Oławie. Oddajmy głos pątniczce.
Przyjeżdżam do Oławy od trzech lat, nie licząc jednego roku przerwy. Jesz­cze pięć lat temu byłam ateistką. Paliłam dużo papierosów: około 60 dziennie. Nawróciłam się dzięki Ojcu Świętemu. W 1990 roku przybył z pielgrzymką do Czech. Byłam ciekawa, co to za Ojciec Święty przyjechał do nas, dlatego oglą­dałam transmisję z powitania na lotnisku. Usiadłam wtedy na fotelu i paliłam długiego papierosa. Kie­dy Ojciec Święty wysiadł z samolotu, ukląkł i uca­łował ziemię – jakaś nie­znana sita „wyrwała” mnie z fotela i znalazłam się w takiej samej pozy­cji, jak Papież. Ja też klę­czałam na dywanie. Po­tem przez tydzień płaka­łam. Zaczęłam odczuwać ogromną tęsknotę za Bo­giem. Błyskawicznie od­uczyłam się palić. Wielkie pragnienie poznania Boga kazało mi Go szukać. Jako ateistka nie wiedziałam, gdzie mogę Boga odnaleźć. Nie mogłam odnaleźć Go w świątyni. W końcu odnalazłam – dane mi było wiele poznać i zrozumieć. Kiedy usłyszałam w swoim sercu: „Jedź do Oławy”, odezwała się we mnie tęsknota za tym miejscem.
Zdj. nr 124. Autorka niniejszego świadectwa (przy mikrofonie) odmawia Różaniec wraz ze stuosobową grupą swoich rodaków w Świątyni Bożego Pokoju w Oławie.
Przyjechałam tu, bo uwierzyłam, że jest to prawdziwie święte miejsce. Uwierzyłam, że Bóg Wszechmogący może postać Matkę Bożą do Oławy, tak jak posyła do Częstochowy czy innych miejsc świętych uznanych przez Ko­ściół. Ja sama jeżdżę do miejsc świętych objawień Matki Bożej, jak Medziugorje, Litmanova, ponieważ są to skarbnice Bożych Łask. Czuję tam, jak jestem zmieniana przez Boga. Tam naucza mnie Matka Boża. Mówi nam to, czego nie mówią kapłani. Wielu z nich z powodu swojej pychy oziębło, zobojętniało. Sta­liśmy się owieczkami bez pasterzy, dlatego przyjeżdżamy do szkoły Matki Bo­żej na miejsca współczesnych Jej objawień. W swoim sercu poznałam, że Oława to święte miejsce. Oława jest w moim sercu!
Niech żałują ci, którzy nie chcą tu przybyć z powodu własnej pychy, którzy nie chcą przyjąć Matki Bożej pragnącej przygotować nas na po­wtórne przyjście Chrystusa. Najświętsza Maryja Panna chce nam powie­dzieć, co mamy czynić, jak się mamy modlić, dlatego że księża nas tego nie uczą. Przestali już mówić o Czyśćcu, w ogóle nie mówią o Piekle. Wierzą­cy nie przyjmują do wiadomości istnienia Piekła i Czyśćca, dlatego że kapłani w swoich kazaniach je przemilczają. Dlaczego przemilczają?! Dlaczego chrze­ścijanie osłabli w swojej wierze i stali się pyszni? Dlatego że przestali bać się Boga, że myślą, iż Piekła nie ma. Matka Boża w Fatimie i Medziugorje poka­zała dzieciom Piekło. Dobrze wiemy, że zło, które istnieje na świecie, nie po­chodzi od Boga. Pochodzi od diabła, któremu pomagamy!
Kiedy Bóg pragnie postać Matkę Bożą nam na ratunek – my Ją odrzucamy. Pytamy pysznie: Po co są nam objawienia? Nie ma lepszej odpowiedzi, jak wi­dok tylu pielgrzymów, którzy w mgnieniu oka otrzymują łaski i uzdrowienia na duszy i ciele.
Ich serca czują tu szczególną moc, jakiej nie doznają nigdzie indziej. Ten czas współczesnych objawień Maryjnych został dany maluczkim i pokor­nym. Dlatego tutaj przychodzą maluczcy i pokorni a nie pyszni, którzy w ten sposób tracą łaski. To są ostatnie łaski Boże. Przychodzi Pan Jezus, Matka Boża i święci. Zbliża się powtórne przyjście Chrystusa. A księża? Mu­szą to czuć, muszą umieć rozpoznawać znaki czasu! Jak to możliwe, że ka­płani, którzy mają siedem darów Ducha Świętego, nie mają nic do powiedze­nia?! Ich mądrość przesłoniła pycha. Są oślepieni. Sytuacja w Kościele jest krytyczna. Nasi kapłani są o tyle świętsi, o ile się za nich modlimy. Jeżeli nie modlimy się nawet za siebie, to modlić się będziemy za kapłanów? Każdy kto idzie do spowiedzi, winien pomodlić się za księdza, u którego się spowiada. Pokój na świecie będzie wtedy, gdy wszyscy zaczniemy się modlić i chwalić Boga. Światu potrzebna jest ewangelizacja. Przestaliśmy być światłem Chry­stusa, dlatego świat jest zateizowany. Nie ma komu nieść Światła Chrystuso­wego tam, gdzie są walki, gwałty i niepokoje. Wywołują je ci, którzy utrzymu­ją, że Piekła nie ma. A Piekło istnieje!
Byłoby dobrze, aby każdy Polak nawiedził to miejsce, gdyż tu jest wiel­ki skarbiec łask płynących z Bożego Miłosierdzia. Aby je przyjąć, nie na­leży uciekać się do intelektu i rozumowania.
Wiara pochodzi z serca: jeśli mamy ją w sercu – rozpoznamy, czy jeste­śmy na prawdziwym miejscu objawień czy fałszywym. Nie potrzebujemy wtedy specjalnych, właściwych komisji. Jest coraz mniej czasu na nawrócenie. Pan Jezus naprawdę przychodzi! Będzie miał wiele do odżałowania ten, kto nie odwiedza tego miejsca objawień, kto odrzuca wielkie łaski, które tu są. Tu, w Oławie są prawdziwe objawienia! Bywają na świecie objawienia fałszywe, ale to każdy winien poznać w swoim sercu, dlatego że wiary nie da się na­uczyć, wyrozumować. Ten, kto ma wiarę „wyuczoną” – nie rozpozna tego miejsca. Odkryją je ci, którzy mają żywą wiarę, pochodzącą z serca. Przyjedź­cie zatem wszyscy do Oławy. Tu jest świątynia Bożego Miłosierdzia, w której każdy może uzyskać potrzebne mu łaski. Nabierzcie tu sobie wody, która na­prawdę uzdrawia. Chore ciało nie dokucza tak, jak chora dusza. Ludzkość jest chora na duszy. W miejscach objawień może ją uleczyć.
Wzywam więc wszystkich, by przybyli tu po łaski, których niebawem będą potrzebować.
Kiedy byliśmy tu przed dwoma laty, jedna z naszych pań została uzdro­wiona na duszy. Siedemnaście lat żyta bez ślubu kościelnego. Czterna­ście dni po przyjeździe z Oławy wzięta ślub kościelny. Kiedy modliliśmy się na Różańcu w świątyni Bożego Miłosierdzia – obraz Matki Bożej na głównym ołtarzu ożył. Matka Boża stała się żywa, jakby nie była namalowana na obra­zie. Jej oczy poruszały się. To miejsce prowadzi do głębokiej wiary. Ja nie mam kapłana, który byłby dla mnie przewodnikiem duchowym. Kiedy po­szukiwałam Boga, kiedy szłam za Bożym Miłosierdziem – Matka Boża wie­le mnie nauczyła. Tak hojnie obdarował mnie Pan Bóg i przyjął mnie jako mar­notrawnego syna, że szczególnie uwrażliwiłam się na współczesne objawienia Matki Bożej. Rozpoznaje je moje serce, bo żyje w nim Bóg, tak jak żyje w ser­cu katolika, który ma żywą wiarę. Od każdego katolika musi promieniować Światło Chrystusa. To światło wypływa z mądrości daru rozumu, rady, radości.
Kiedyś, gdy nie znałam Chrystusa – nie miałam tych darów. Teraz je mam. Zrobiłam w moim sercu miejsce dla Pana Jezusa. Otrzymałam od Boga dar ro­zeznawania co jest dobre, a co złe. To wszystko buduje mnie, doprowadza do wzrostu duchowego, dlatego nie może pochodzić od diabła!
Diabeł nie mógł mnie po pięćdziesięciu latach doprowadzić do spowiedzi – tylko Bóg!
Mogłabym po całej Polsce głosić: wiara to nic strasznego! To miłość! Nie pragnę uzdrowienia ciała. Chcę cierpieć, ze swoich cierpień się raduję – zanu­rzam je w Chrystusowych Ranach. Pan Jezus je ofiaruje Bogu Ojcu za nawró­cenie grzeszników. Życzę więc każdemu, by miał żywą wiarę płynącą z serca. Pan Bóg chce ją dać każdemu. Nikogo nie wyróżnia. Każdego kocha nie­zmiennie „uniwersalną” miłością. Od nas zależy, czy pozwolimy Bogu wejść do naszych serc. Dopóki zalega w nich grzech, chciwość, nienawiść, itd. – nie ma tam miejsca dla Pana Jezusa. Trzeba się nawrócić. Przez to, że mówię to, co myślę – otwieram serce Bogu. Najszybciej to się dzieje przez modlitwę w du­chu. Jestem przekonana, że bez Matki Bożej nigdy nie doszłabym do Pana Je­zusa. Dane mi było zrozumieć , że bez Matki Bożej nie poznam Pana Jezusa. Prosiłam Maryję, aby mi podarowała Pana Jezusa mojemu sercu, aby pomo­gła je mi otworzyć, bo ja tego nie umiałam. Ona to uczyniła. Jaki Bóg jest dobry! Nie umiem wyrazić słowami tego co czuję, jak wielka jest dobroć Boża! Moje dzieci i mąż – nawrócili się również. Wszyscyśmy byli kiedyś ateistami. Wszystkie nałogi i przywary, które miałam wcześniej – Bóg mi odebrał. Dat mi do ręki Różaniec. Prawie sześć godzin dziennie modlę się nie za siebie, ale za świat, o nawrócenie grzeszników, aby zrozumieli, że bez powrotu do Boga gro­zi im Piekło, wieczne zatracenie. Tego się muszą ludzie bać! To jest czas sza­tana, który wie, że jego czas się kończy. Działa z dopustu Bożego, bo o Bogu zapomnieliśmy i nie kochamy Go. Gdyby ludzkość zaczęta się modlić – całe zło by odeszło. To jest koniec czasów.
Agnes Solonkova z Ostrawy

Po cudownym uzdrowieniu powróciłem do Kościoła

Mieszkam w Chrząstawie Wielkiej. 7 II 1996 r. uległem bardzo poważnemu wypadkowi samochodowemu. Mój stan byt bardzo ciężki. Przeszedłem trzy operacje. Żona przyjeżdżała do Oławy. Stąd przywoziła mi do szpitala chus­teczkę pobłogosławioną przez Matkę Bożą. Ocierała mnie tą chusteczką. Je­stem przekonany, że pomogło mi to. Dzięki temu jestem dzisiaj tutaj, już trze­ci raz w Oławie. Przy­jeżdżam tu w każdej możliwej chwili podzię­kować   Najświętszej Maryi Pannie za to, że pomogła mi dojść do siebie. Bardzo niewielu ludzi po takim wypadku wychodzi z życiem. Matka Boża data mi szansę podziękowania Jej za ocalenie, za możliwość wychowania swojej córeczki, prze­bywania w swojej rodzi­nie. Wierzę, że wszystkie łaski, jakie spłynęły z tego miejsca na mnie – będą owocowały w moim życiu
Pragnę, aby wszyscy, którzy nie wierzą, że jest Bóg, że jest Matka Boża, uwierzyli w to! Naprawdę jest i pomaga ludziom w ciężkich chwilach, choć cza­sami trudno jest w to uwierzyć, bo zdarzają się sytuacje, w których człowiek się zatamuje. Ja też przechodziłem takie załamania. Bardzo pomogły mi prze­zwyciężyć je moja żona, jej siostra, która jest bardzo silnej wiary. Jej głębokie nawrócenie nastąpiło także na miejscu objawień w Oławie. Dzięki ich pomocy, ich modlitwom i różnym ofiarom mogłem przetrwać najcięższe chwile pobytu w szpitalu. Jestem im ogromnie wdzięczny. Dziękuję wszystkim osobom, które się za mnie modliły.
Przed wypadkiem często opuszczałem Msze Św., nie chodziłem do ko­ścioła. Starałem się szukać jakiejś wymówki (np. złe samopoczucie), aby tylko nie pójść na niedzielną Mszę Św. Po wypadku sytuacja zmieniła się radykal­nie: zacząłem chodzić do kościoła, moja wiara stała się bardzo silna, żywa. W każdej sytuacji dziękuję Bogu i Matce Bożej za to, że data mi łaskę silnej wiary, łaskę przeżycia tragicznego wypadku. Dzięki tej moja wiara się umac­nia.

Zdj. nr 125. Od lewej stoją kolejno: Jan i Maria Żelichowscy oraz Andrzej Paszkiewicz, autorzy zamieszczonych tu świadectw.
Pragnę podkreślić, że łaski te zawdzięczam Matce Bożej Oławskiej. To tu, w Oławie, moja żona i jej siostra wymodliły dla mnie uzdrowienie w sytuacji, po ludzku sądząc, beznadziejnej. Z tego miejsca przyszło moje uzdrowienie, za co jeszcze raz dziękuję Matce Bożej Oławskiej.
Andrzej Paszkiewicz

Matka Boża Oławska łączy rozbite małżeństwa

Mieszkamy od 12. lat w Stanach Zjednoczonych. Przed wyjazdem do USA byłam tutaj w Oławie prosić o błogosławieństwo na wyjazd do męża, któ­ry wyjechał wcześniej. Miałam kłopoty z uzyskaniem wizy – nie chciano mnie puścić. Po tej pielgrzymce nie miałam żadnych problemów z uzyskaniem wizy.
Przyjechaliśmy tutaj dzisiaj (styczeń 1997), po 12 latach podziękować Mat­ce Bożej za to, że jesteśmy razem. Byliśmy świadkami orędzia Matki Bożej w Oławie przekazywanego podczas ekstazy przez Kazimierza Domańskiego. Bardzo to przeżyliśmy. Otrzymaliśmy od pana Domańskiego figurkę Matki Bo­żej jako błogosławieństwo na drogę.
W Stanach Zjednoczonych nasze małżeństwo przechodziło poważny kryzys. Byliśmy tam cztery lata w rozłące. Wierzymy, że przyjazd tutaj, na to święte miejsce nas połączył. Jesteśmy razem. Dziękujemy Matce Bożej Oławskiej za otrzymane tu łaski. Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy tu przybyć ponownie.
To, co najbardziej nas boli w Ameryce, to fakt, że wielu kapłanów pozwala podawać Komunię Świętą świeckim – mężczyznom i kobietom!
Musimy się temu przeciwstawiać. Utwierdza nas w tym przekonaniu Matka Boża objawiająca się w Oławie.
Jan i Maria Żelichowscy

Tu jest prawdziwy i żywy Kościół

Katarzyna Kłóffel przyjęta po raz pierwszy Komunię Świętą 13 II 1997 r. w Oławskim sanktuarium. Przyjechała na miejsce objawień wraz z rodzicami: pp.Inge i Kolonet Kłóffel z Bawarii. Gdy zapytaliśmy sympatycznych gości o przyczyny umiejscowienia uroczystości Pierwszej Komunii Świętej właśnie na miejscu objawień Matki Bożej w Oławie – okazało się, że w ich sercu, jak w soczewce odbita się tragiczna sytuacja Kościoła Katolickiego w Niemczech. W Oławie poznaje się ludzi wierzących w niezmienność dogmatów i doktryny kościoła Świętego.
Red.: Czy jesteście Państwo w Oławie po raz pierwszy?
Inge i Kolonet Kłóffel: Nie. Pierwszy raz przyjechaliśmy tu w ubiegłym roku, w maju, potem – jesienią – pielgrzymowaliśmy tu na to miejsce objawień razem z naszą córeczką Katarzyną. Katarzyna, która była już w wielu innych miej­scach pielgrzymkowych – miała wewnętrzne pragnienie, aby właśnie tu, w Oła­wie przyjąć Pierwszą Komunię Świętą. Zapytany przez nas ksiądz z naszej pa­rafii wyraził zgodę na takie rozwiązanie.
– Ile lat liczy Katarzynka?
– Ma 10 lat. Jest dzieckiem schorowanym i według przepisów – powinna być dopuszczona do Pierwszej Komunii Św. w wieku 12 lat, a więc dwa lata póź­niej niż jej rówieśnicy.
– Czy przygotowywała się wcześniej do Pierwszej Komunii Św. w swo­jej parafii?
– W niemieckich szkołach specjalnych niestety nie ma nauki religii, dlatego tym mocniej zaangażo­waliśmy się osobiście w przygotowanie Katarzynki. Nasz znajomy ksiądz nauczył ją katechi­zmu i sprawdzał jej wie­dzę religijną i umiejętno­ści modlitwy.
Egzamin zdała celująco. Po upewnieniu się, że Katarzynka jest przygotowa­na właściwie – nasz ksiądz w tym roku dopuścił ją do Pierwszej Komunii Św., wyspowiadał ją.
– Jakie doświadczenia wywozicie z miejsca objawień w Oławie?
– Kiedy tu pierwszy raz przyjechaliśmy – od razu wyczuliśmy w swoich ser­cach, że jest tu prawdziwy i żywy Kościół. W większości niemieckich kościo­łów brakuje żywej wiary. Najczęściej dzieci nie chodzą do spowiedzi i przyjmu­ją Komunię Św. nie przygotowane!!!
– Co na to biskupi i kapłani?
– Niestety, taki stan rzeczy jest przez większość z nich w pełni akceptowa­ny i tolerowany. Uważają Spowiedź św. za niepotrzebną.
– Jaka jest przyczyna upadku wiary w Niemczech? Dlaczego biskupi i kapłani nie odróżniają najbardziej elementarnych Prawd z Objawienia Bożego? Skąd to przerażające i szatańskie zaślepienie czynione w dodat­ku z przewrotnym powoływaniem się na II Sobór Watykański!?
– Największą przyczyną upadku wiary w Niemczech jest brak szacunku do Najświętszego Sakramentu, przez co traci się wszystko. Najboleśniej wyraża się to przez podawanie Komunii Św. na rękę. Proceder ten poprzedzono najpierw podawaniem Komunii Św. na stojąco. Nie idźcie tą drogą!!! Papież nie ma nic z tym wspólnego. Samowola w Kościele jest tak wielka, że jest On bez­silny wobec tych nadużyć. Inną przyczyną upadku wiary jest zatracenie ducha religijnego przez zachłyśnięcie się dobrobytem, pogoń za pieniądzem, która dotarta do nas z Ameryki i wielu ludziom całkowicie przesłoniła Boga. Towa­rzyszący zdrowej wierze duch umartwienia i pokuty byt stopniowo przez większość duchowieństwa rugowany. Nauczanie religii w szkołach zupełnie wypłukano z katolicyzmu. W rezultacie przekazuje się dzieciom zafałszowany ludzkimi „przeróbkami” obraz Boga, który w końcu przestał ich pociągać.
Wszystko stało się względne i nieobowiązujące. Ludzie przestali zauważać ogromną różnicę między wiarą katolicką a innymi mniej lub bardziej fałszywy­mi religiami. W takiej sytuacji dzieci nie są właściwie przygotowane do doro­słego spotkania z Bogiem. Jak wspomnieliśmy – przystępują do Pierwszej Ko-muni Św. nieświadome podstawowych Prawd wiary, bez Spowiedzi Św. Nie wiedzą nawet, czym jest Spowiedź Św.
– Dlaczego pozwalają na to kapłani? Czy nie zdają sobie sprawy, że jest to jeden z najcięższych grzechów śmiertelnych, jaki człowiek może popeł­nić na ziemi?
– Ponieważ wiedzą o tym biskupi i tolerują taki stan rzeczy. Wielu dzieciom pochodzących z pobożnych, katolickich rodzin, w seminariach po prostu wyrywa się resztki prawdziwej wiary. Tak uformowani kapłani nie są w stanie być duszpasterzami. Czyż ślepy może prowadzić ślepego? Zdrowa tradycyjna wiara jest w wielu wyższych seminariach niszczona. Częste są przypadki wyrzucania wiernych z kościołów przez takich kapłanów z powodu … odmawiania Różańca!
– Dziękujemy za rozmowę. Życzymy wytrwania w żywej wierze w łączności z Papieżem i z tymi biskupami, którzy są z Nim w jedności.

 

 

CZĘŚĆ II

 

Tekst został zaczerpnięty z książki „Iskra Bożego Pokoju z Oławy część II” i znajduje się tam w rozdziale siódmym (s. 211–219). Stamtąd też pochodzi numeracja zdjęć, ale sposób ich rozmieszczenia został dopasowany do formatu tekstu odpowiedniego dla potrzeb zastosowanego formatu dokumentu.

Świadectwa Bożego działania w Oławie

To dzieło pochodzi od Boga

Ks. Josefa, skromnego czeskiego kapłana spotkaliśmy 8 V 1998r. w Oławie. Przyjechał tu z czeskimi pielgrzymami, aby wspólnie się modlić na miejscu objawień Matki Bożej w Oławie. W tym powszednim dniu do oławskiego sanktuarium przyjechały aż trzy autokary z Czech. Po odprawieniu Mszy Świętej poprosiliśmy go o krótkie świadectwo.

Jestem kapłanem od 20 lat. Pod moją opieką duszpasterską mam trzy parafie. Mieszkają w połowie katolicy i ewangelicy. W Oławie jestem po raz piąty. Jestem pod wielkim wrażeniem tego miejsca. Wiem, jak wiele ofiar i czasu poświęcił temu miejscu pan Kazimierz Domański, aby mógł tu powstać kościół, dwie kaplice, plebania i dom pielgrzyma. Dziękuję Panu Bogu, że to dzieło rozrasta się z takim powodzeniem. Gdyby pochodziło tylko od człowieka — z pewnością nie miałoby szans powodzenia. Znam negatywne stanowisko Kościoła w sprawie objawień Matki Bożej w Oławie, ale ufam, że zostaną one w przyszłości uznane.

Właśnie dlatego, że wierzymy, iż to dzieło pochodzi od Boga, mamy nadzieję, że zostanie ono przez Władze Kościelne uznane. Oprócz dania tego świadectwa, pragnę również podziękować polskim kapłanom za to, że jest ich aż tylu, że przyjeżdżają również do nas, aby pomagać nam w pracy duszpasterskiej. Życzę im wytrwania na swojej kapłańskiej drodze, którą wskazuje nam Chrystus i Maryja. Tylko ta droga daje nam gwarancję Bożej Miłości i Bożego Pokoju między nami wszystkimi.

Ks. Josef z Czech

Mógłbym już nie żyć

W maju 1991 roku przeszedłem operację na jelito grube. Po czterech latach, kiedy dowiedziałem się o tutejszych objawieniach Matki Bożej, przyjechałem do Oławy. Od 8 grudnia 1994, przez cały rok, co miesiąc nawiedzałem to miejsce.

W 1995 r. pojawiły mi się na twarzy i pod pachami guzy chłonne. Lekarze skierowali mnie do onkologa. Specjalista onkolog zdecydował mi zrobić biopsję.

Modląc się w domu, prosiłem Matkę Bożą aby mi tego nie robił. Onkologa przekonywałem, aby odwlókł swój zamiar. Trwało to ponad miesiąc. W Oławie, w rocznicę mojego pierwszego przyjazdu na to święte miejsce, 8 grudnia 1995 r. tym goręcej modliłem u stóp Matki Najświętszej, prosząc Ją o Łaskę uzdrowienia. Po powrocie do domu, w czasie, gdy myłem się, dojrzałem zaskoczony, że nie mam już tych guzów! Wcześniej miałem je na twarzy (nie mogłem się golić), i pod pachami. Lekarz, specjalista onkolog, dr Piotrowski z Łodzi, który przygotowywał mnie na operację aż zaniemówił z wrażenia.

Od tego czasu w dalszym ciągu nawiedzam miejsce objawień Matki Bożej w Oławie co miesiąc (w ubiegłym roku modliłem się tu nawet dwa-trzy razy w miesiącu), aby odwdzięczyć się Matce Bożej za otrzymane tu Łaski. Gdyby nie Jej pomoc, mógłbym do tej pory już nie żyć.

Dodam jeszcze, że w Oławie byłem wraz z wieloma innymi pielgrzymami naocznym świadkiem cudownych znaków na słońcu.

Jan Adamiec, Skierniewice

Trzy osoby zostały uzdrowione

Interesujące świadectwo z pobytu Kazimierza Domańskiego w Belgii nadesłali nam państwo Baldewijns-Ceulemans.

„Drodzy Przyjaciele

Przesyłamy wam kilka zdjęć z myślą, że może się przydadzą do waszego wydania Iskry Bożego Pokoju z Oławy. (…)

Zdj. nr 72. Oławski wizjoner podczas ekstazy 10 IX 1997 r. w kościele Erpe Mere

Zdj. 71. Proboszcz z kościoła Erpe Mere kładzie ręce na głowie p. K. Domańskiego

Pan Domański był u nas w Belgii i w Holandii od 4 XI 1997 r. do 12 XI 1997 r. Trzy kościoły i dwie duże sale były przepełnione ludźmi, było dużo księży, którzy prowadzili grupy modlitewne. To było nadzwyczajne i ponad wszystkie oczekiwania. Księża, którzy spowiadali ludzi byli zdziwieni, że tylu wiernych spowiadało się z całego swojego życia.

Podczas pierwszego spotkania w kościele w Dorne, ludzie widzieli na czole Domańskiego krzyż.

Po ekstazie w Jeper, w kaplicy, gdzie Domański na posadzce leżał krzyżem, powstała wodna plama, na której przez 15 minut można było widzieć postać Matki Bożej z otwartym płaszczem. Ten cud był też w 1994 roku w kaplicy objawienia Matki Bożej w Bannu (Banneux) w Belgii, podczas pobytu Kazimierza Domańskiego. Podczas ostatniego pobytu wizjonera w naszym kraju, w listopadzie 1997 r. trzy osoby zostały cudownie uzdrowione po położeniu na nich rąk przez Kazimierza Domańskiego. Serdeczne pozdrowienia przesyła złączona w modlitwie.

Rodzina Baldewijns—Ceulemans
Do zobaczenia w Oławie!

Od Redakcji: Naszym belgijskim Przyjaciołom, Państwu Baldewijns–Ceulemans, którzy od wielu lat przyjeżdżają na miejsce objawień Matki Bożej Oławskiej serdeczne dziękujemy za nadesłane świadectwo i zdjęcia.

Przeżyłam tu najpiękniejsze chwile mojego życia

W Święto Bożego Miłosierdzia, 19 IV 1998 r. oławskie Sanktuarium nawiedziło bardzo wielu pielgrzymów. Pątnicy z Niemiec przyjechali autokarem razem z kapłanem, ks. Konradem.

Przyjazd gości z Francji, z Valenciennes (dep. Lille) współorganizowała zamieszkała tam nasza rodaczka, pani Ewa Awzan (zob. zdj. nr 73), stała czytelniczka naszego pisma, którą poprosiliśmy o krótką wypowiedź.

Zdj. nr 73. Pani Ewa Awzan i szef firmy transportowej „Transaffaires & Loisirs”, który nie krył swojej radości z przyjazdu do Oławy i zapewniał nas, że jest wielu Francuzów, którzy wierzą w prawdziwość tutejszych objawień Matki Bożej. Dzięki ich współpracy pielgrzymka doszła do skutku

— Przyjechałam tu z pielgrzymką z Francji, aby m. in. pomodlić się w Oławie. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, co tu zobaczyłam. O objawieniach w Oławie dowiedziałam się z książki „Iskra Bożego pokoju w Oławie”. Jestem zbudowana wielką wiarą w Boga, jakiej tu doświadczyłam. Przeżyłam tu najpiękniejsze chwile mego życia doświadczając działania Matki Bożej. Tego się nie da opisać, ani opowiedzieć. We Francji jest zupełnie inaczej. Ludzie nie wierzą tak jak tutaj, dlatego mówienie o współczesnych objawieniach Maryjnych, których przyjęcie zawsze owocuje licznymi nawróceniami napotyka na większe opory, dlatego również bardziej dotkliwie odczuwa się brak wsparcia kapłanów. Rozmawiałam z księżmi, których część nie wierzy w te objawienia, najczęściej dlatego, że nie są one uznane przez wrocławską Kurię. Mimo to prawdę o objawieniach Matki Bożej w Oławie przekazałam ponad dwustu osobom we Francji. Z pewnością moje apostołowanie byłoby łatwiejsze, gdyby nie blokowała je postawa ks. kardynała Gulbinowicza.

— Jednak mimo tych przeciwności z powodzeniem zorganizowała pani pielgrzymkę autokarową z Francji. Gratulujemy!

Jesteśmy już w Polsce osiem dni a jeszcze cudu nie widziałam

Frydolin Kłyszcz, emerytowany pedagog znany jest oławskim pątnikom jako tłumacz, służący pielgrzymom niemieckojęzycznym w czasie ich obecności na miejscu objawień. Towarzyszył Kazimierzowi Domańskiemu w jego pielgrzymkach do krajów niemieckiej strefy językowej. Doświadczył wielu nawróceń, przemian serc podopiecznych mu pielgrzymów. Oto jego świadectwo.

Mieszkam w Chałupkach, w województwie katowickim, gdzie znajduje się przejście graniczne między Polską a Czechami. Wielokrotnie przewodziłem pielgrzymkom (głównie z Austrii, Niemiec, Szwajcarii, Belgii i Holandii) po różnych sanktuariach w Polsce. Utkwiła mi w pamięci pewna pani, Austriaczka, wykładowczyni na wyższej uczelni (tak mi powiedziała), która nie kryła swego sceptycyzmu czy wręcz niewiary w istnienie Boga, Matki Bożej. Bardzo zabolało mnie, kiedy w czasie odsłonięcia Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze ona jedna stała bez uszanowania z założonymi rękami na piersi, podczas gdy inni klęczeli. Sytuacja powtórzyła się, gdy byliśmy w Licheniu, przed ołtarzem podczas odsłonięcia obrazu Matki Bożej Bolesnej, Królowej Polski. Pomyślałem sobie, że jest to osoba niewierząca, albo słabej wiary…

Kiedy przyjechaliśmy do domu pielgrzyma w Trzebnicy — wieczorem podeszła do mnie z uśmiechem mówiąc: „proszę pana, jesteśmy już w Polsce osiem dni, a ja jeszcze nie widziałam cudu!” Odpowiedziałem jej wtedy, że cuda nie dzieją się na żądanie, a ja ich uczynić nie potrafię. W jej słowach pobrzmiewała kpinka z pobożności Maryjnej, której nie znała i nie „trawiła”. Na tym urwała się nasza rozmowa. Wyczuwałem, że dalsze jej kontynuowanie mogłoby ją tylko utwierdzić w jej pysznym światopoglądzie a mnie dostarczyć kolejnych upokorzeń.

Następnego dnia, w sobotę przyjechaliśmy do Oławy, do Sanktuarium matki Bożej Królowej Wszechświata i Bożego Pokoju. Nasz autokar zajechał na plac przed stojącym obok Krzyżem. Opatrzność sprawiła, że pojawiliśmy się tu dzień po cudownym wypłynięciu Krwi z Boku figury Pana Jezusa na Krzyżu. Ślady Krwi były świeże, byliśmy ogromnie wzruszeni, modliliśmy się, pokutnie szliśmy na kolanach. Wielu płakało. W tłumie modlących się Polaków i Austriaków dostrzegłem znajomą twarz wykładowczyni z uniwersytetu, która, ku memu zaskoczeniu, również modliła się. Na moment spotkaliśmy się wzrokiem. Klęczała! Ogromnie ucieszyłem się, że tu objęła ją Łaska boża, że coś w niej pękło.

Po dłuższej modlitwie podeszła do mnie. Powiedziała cicho: „komentarz zbyteczny”. Zaczęła mi się zwierzać z całego swojego życia, ze wszystkich grzechów. Miała nadzieję, że to sprawi jej ulgę. Broniłem się przed ich wysłuchiwaniem, tłumaczyłem, że ja jestem takim samym jak ona człowiekiem, że powinna pójść do kapłana i wyspowiadać się, aby uzyskać Łaskę odpuszczenia grzechów od samego Boga. Wierzę, że tak uczyniła. Powiedziała mi, że dzięki tej pielgrzymce do Oławy odnalazła drogę do Boga.

Na wielu „letnich” austriackich pielgrzymkach, rzadko przychodzących do kościoła – —wielkie wrażenie w Polsce wywierały tłumy ludzi modlących się, zwłaszcza młodzieży. W Częstochowie, w maju austriaccy pielgrzymi, z którymi podróżowałem — widzieli tysiące dzieci pierwszokomunijnych. Mówili, że u nich coś takiego nie byłoby już możliwe. Tylko kiwali głowami… Większość z nich zdaje sobie sprawę z konieczności godnego przyjmowania Komunii Świętej na klęcząco, do ust i z rąk kapłana. Rozumieją orędzia Matki Bożej Oławskiej, która w wielu nadużyciach, świętokradztwach, nieuszanowaniu prawdziwie obecnego Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie ukazuje rzeczywistą przyczynę powszechnego upadku Kościoła Katolickiego na Zachodzie.

Dlatego wielu z nich klęka w czasie przyjmowania Komunii Świętej i stara się omijać tzw. „nadzwyczajnych szafarzy świeckich”, których jest tam szczególnie wiele. Tam również są ludzie, którzy przeciwstawiają się tej zgubnej dla Kościoła „modzie”.

Niektórzy kapłani tłumaczą się, że nie mogą narzucać wszystkim wiernym przyjmowania Komunii Świętej na klęcząco, gdyż wśród nich będą i tacy, którzy byliby temu przeciwni. Świeccy zarzucają kapłanom, że boją się przyznać do błędów, których popełnianie to oni im wcześniej narzucili — brnąc w nich dalej i głębiej.

Towarzyszyłem jako tłumacz wielu pielgrzymkom pana Kazimierza Domańskiego, jakie podejmował do krajów niemieckojęzycznych z polecenia Matki Bożej. Jego spotkania z wiernymi organizowano w kościołach, a także w wynajmowanych salach, restauracjach itp. Zawsze towarzyszyły im tłumy ludzi. Pamiętam tysiące ludzi zgromadzonych w dużym kościele pw. Matki Bożej Fatimskiej w Grazu. 4-5 godzin przed spotkaniem bez przerwy pięciu kapłanów spowiadało wiernych, co tam w Austrii jest zjawiskiem niezwykłym.

Księża byli bardzo uradowani: mówili, że do Sakramentu Pokuty przystępowali ludzie, którzy nie spowiadali się 20 i więcej lat. Bez wątpienia było to wielkim znakiem potwierdzającym prawdziwość działania Łaski Bożej za pośrednictwem wizjonera. Austriacy z zainteresowaniem słuchali Pana Kazimierza, który przekazywał im orędzia Matki Bożej. Jego proste słowa zapadały im głęboko do serca. O wielu sprawach dowiadywali się po raz pierwszy. Po otrzymaniu Łask nawróceń i uzdrowień, organizowali później pielgrzymki na miejsce objawień w Oławie, aby osobiście za nie podziękować Matce Bożej. Do dzisiaj wspomagają finansowo budowę oławskiego sanktuarium.

Przyjeżdżają tu nierzadko specjalnie na wiele dni, aby wspólnie modlić się i wypraszać Boże Miłosierdzie dla swoich rodzin, dla swojej ojczyzny i całego Świata.

Dziękuję Ci, Ojcze Niebieski, za trzykrotne uzdrowienie

Z wykształcenia jestem lekarzem, posiadam tytuł naukowy doktora nauk medycznych w dziedzinie psychiatrii, zaś z zawodu byłem ciężkim grzesznikiem—recydywistą przez 37 lat, bo przez wiele lat nie chodziłem do kościoła, nie uczęszczałem do Spowiedzi, nie przyjmowałem Komunii św. Nie tylko zaparłem się Boga, ale walczyłem z Nim i prześladowałem Jego wyznawców.

Opisałem to szczegółowo w książce pt. Byłem dzieckiem diabła, oddanej do druku w maju 1997 roku. I choć Boga wymazałem ze swojej pamięci, On nie zapomniał o mnie. Nawrócił mnie do siebie na Drodze Krzyżowej w Jerozolimie w 1988 roku, na którą poszedłem nie z potrzeby serca, lecz z ciekawości, jako turysta.

Do Jerozolimy zostałem zaproszony przez Instytut Bohaterów i Męczenników Yad Vashem jako pomagający Żydom przetrwać w czasie okupacji hitlerowskiej w Polsce. Z tej racji zostałem odznaczony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. W czasie tej Drogi Krzyżowej, idąc śladami Chrystusa Pana, przed zobaczyłem wszystkie moje grzechy z całego niecnego życia. Nie byłem w stanie opanować płaczu i głębokiego żalu z powodu krzywdy wyrządzonej przeze mnie mojemu Stwórcy, Zbawicielowi i Odkupicielowi.

Stanem swojego ducha zwracałem uwagę wszystkich pielgrzymów różnych wyznań. Byłem przekonany, że wszyscy ludzie patrząc na mnie mówili: „To pewnie Judasz powstał z grobu i na tej Drodze Krzyżowej usiłuje przeprosić Pana Jezusa za zdradę i ukrzyżowanie!”

Moje powieki były tak opuchnięte od płaczu, że na oczy prawie nie widziałem. Szedłem jak ociemniały, jedynie na wyczucie. Pokonując trasę XIV Stacji Drogi Krzyżowej, błagałem o przebaczenie i Miłosierdzie, mając przed oczyma ogromny bagaż moich grzechów. Zachęcały mnie do tego słowa Jezusa przechowywane w pamięci z nauki religii w podstawówce: „Proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone”.

I nie ma w tym żadnej mojej zasługi, że Pan Jezus przemienił mnie na Drodze Krzyżowej. Tę Łaskę otrzymałem dzięki żarliwym modlitwom życzliwych mi ludzi. Moje pacjentki zawsze mówiły mi: „Będę się modliła za pana do Boga o wszelkie Łaski!”

Gdy wróciłem z Drogi Krzyżowej do hotelu w Jerozolimie przy ulicy 5 Bet – Hakeren St. Dokonywałem w myślach bilansu swojego grzesznego życia, a przed Bogiem, bez udziału kapłana jakby dokonywałem Sakramentu Pokuty i Pojednania, oskarżając się o grzechy popełnione świadomie.

Z chęci zadośćuczynienia dokonałem generalnej Spowiedzi przed kapłanem, a po otrzymaniu rozgrzeszenia pilnie uczęszczałem na ranną Mszę Świętą, przyjmując Ciało i Krew Pana Jezusa. Przechodząc ulicami Lublina, wstępowałem do każdego kościoła. Modliłem się gorąco, błagałem o przebaczenie dla siebie i dla wszystkich grzeszników oraz dusz czyśćcowych. Żeby znaleźć więcej czasu dla Boga oraz mieć sposobność przebłagania za swoje grzechy, pielgrzymowałem do Lourdes, Fatimy, Medziugorje, Betlejem, Nazaretu, Ein Karim, Emaus, Jerycha, Kany Galilejskiej, góry Karmel, Cezarei, Hajfy, Asyżu, Monte Cassino i Rzymu.

Gdy dowiedziałem się o objawieniach Pana Jezusa i Matki Bożej na działce Kazimierza Domańskiego, pielgrzymowałem do Oławy. W czasie mojej pierwszej pielgrzymki od 13 do 15 VIII 1989 roku postanowiłem w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wejść na teren ogródków działkowych, mimo silnej obstawy milicji, Służby Bezpieczeństwa, ZOMO i ORMO. Gdy tylko uklęknąłem przy ogrodzeniu działki Pana Domańskiego i rozpocząłem odmawianie Różańca św., dopadło mnie dwóch funkcjonariuszy w mundurach milicyjnych. Jeden z nich w czasie rozpraw sądowych podawał zmienne dane odnośnie miejsca swojego zamieszkania. Od czasu wniesienia przeze mnie sprawy przeciwko milicjantom do Sądu Rejonowego w Oławie ustały jawne prześladowania miejsca objawień przez pracowników aparatu ucisku.

W dniu 17 IX 1989 roku w czasie objawienia Matki Bożej i św. Antoniego na posesji rodziców Henryka Mazurka, mieszkającego od wielu lat w Kanadzie, u którego płacze krwawymi Łzami Matka Boża Róża Duchowna, przez Kazimierza Domańskiego Matka Boża powiedziała min.:

„Mój synu, przekaż, że ten doktor, który przyjechał, wielką Łaskę otrzymał ode Mnie, bo on odniósł zwycięstwo u Matki Bożej, Królowej Bożego Pokoju w Oławie.

On się całkowicie oddał Mnie i mojemu Synowi. Mój synu, teraz, kiedy były przekazy, już nie stali, wpuszczali wiernych, bo to jest zasługa mego Syna i moja, ale przez tego, który się ofiarował, doktora, który był spisany i miał ręce wykręcane na miejscu objawień Matki Bożej, Królowej Bożego Pokoju. Ja jestem z nim i z jego rodziną, i czekają go wielkie Łaski u mego Syna i u Mnie.

Mój synu, przekaż o Błogosławieństwie, że Ja będę błogosławić mego sługę, który miał ręce wykręcane. To jest mój sługa, który tak pokochał i mimo że mu ręce wykręcano, on szedł dalej z tą wiarą. On się modlił na Różańcu i przeszkodzili mu, mój synu. Przekaż, że Ja kocham całą jego rodzinę i zsyłam Błogosławieństwo na jego rodzinę. W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen”.

Do Boga zostałem nawrócony, kiedy byłem w pełni sił witalnych. Z biegiem lat moje zdrowie zaczęło się pogarszać. Przez kilka lat cierpiałem z powodu żylaków kończyn dolnych. Występowały obrzęki i bóle nóg. Kiedy zawiodło leczenie farmakologiczne, zdecydowałem poddać się zabiegowi operacyjnemu. Na obu kończynach wykonano 24 cięcia, usuwając całe sznury żył. W szpitalu przebywałem od 17 do 26 II 1993 roku (L. ks. gł. 735.) z rozpoznaniem: obustronne żylaki kończyn dolnych.

Obrzęki kończyn, które miały zniknąć po operacji, coraz bardziej się zwiększały. Doszło do tego, że stopy nie mieściły się w obuwiu. Musiałem chodzić bez skarpet, w tenisówkach największych rozmiarów. Z każdym miesiącem obrzęki powiększały się i nie reagowałem na żadne preparaty wpływające na układ żylny. Objętość nóg w kostkach była taka, jak w kolanach. Podejrzewałem, że rozpoczyna się choroba zwana słoniowacizną.

W końcu lipca 1993 roku zgłosiłem się do proboszcza parafii pw. Świętej Rodziny, ks. kanonika Ryszarda Juraka, z którym chodziłem trzy razy na piesze pielgrzymki z Lublina do Częstochowy, aby zapisać się na kolejną pielgrzymkę i wyprosić Łaski uzdrowienia dla moich nóg u Matki Bożej Częstochowskiej. Ksiądz po obejrzeniu moich nóg wykrzyknął przerażony: „Doktorze, nie ma mowy! Ja pana z sobą nie wezmę, bo na trasie musiałbym doktora odstawiać do szpitala lub do domu!” Radził mi, abym samochodem pojechał do Częstochowy, a na rogatkach dołączył do jego grupy i żebyśmy razem weszli na Jasną Górę.

Żeby nie mieć kłopotów z zaparkowaniem samochodu w Częstochowie, postanowiłem pojechać pociągiem do Oławy. Parę godzin przed objawieniem prosiłem Kazimierza Domańskiego, żeby poprosił Pana Jezusa lub Matkę Bożą o uzdrowienie moich nóg. Sam również gorąco się modliłem w tej intencji. W czasie objawienia Pana Jezusa i Matki Bożej w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 VIII 1993 roku (przekaz nr 146), Pan Jezus powiedział m. in.:

Mój synu, klęczy obok ciebie brat, który prosił przez ciebie o uzdrowienie nóg, a który też ma Łaski u Mnie, Jezusa Chrystusa, i u Matki Bożej. Otrzyma tę Łaskę, bo on idzie tą drogą, którą mu wskazałem Ja, Jezus Chrystus. On niesie wiarę do ośrodków zdrowia i wszędzie idzie ze Mną i z moją Matką”.

Ponieważ całą noc jechałem do Oławy i cały dzień byłem na nogach, to były one w kostkach podobne do antałków lub do baleronu. Naciągnięta z powodu silnych obrzęków skóra przybrała barwę pergaminu. Kolejną noc spędziłem w pociągu w drodze powrotnej do Lublina. Po przybyciu do domu wziąłem kąpiel i położyłem się na spoczynek. Po obudzeniu stwierdziłem, że obrzęki zupełnie ustąpiły, a moje nogi są szczupłe jak u kozicy górskiej. To było moje pierwsze cudowne uzdrowienie.

Po dwóch latach od uzdrowienia nóg wystąpił u mnie obustronny niedosłuch. I choć specjaliści laryngolodzy nie znaleźli organicznej przyczyny, to jednak zaordynowali mi leki, które nic nie pomogły. Wyjechałem do Oławy i prosiłem Kazimierza Domańskiego, aby podczas błogosławieństwa dotknął moich uszu. Po błogosławieństwie odzyskałem słuch.

Od wielu lat cierpiałem z powodu przerostu gruczołu krokowego (prostaty). Budziłem się każdej nocy około sześć razy, aby oddać mocz. Przez dłuższy czas nie mogłem zasnąć po oddaniu moczu. Gdy na chwilę zasnąłem, to zaraz musiałem wstawać do ponownego oddania moczu. Przyjmowane preparaty (cardura, impertrofan, poldanen, proscar, tadenan, prostaten) nie dawały żadnego rezultatu. 30 V 1997 roku wyjechałem do Oławy na Jerycho. Prosiłem Matkę Bożą o uzdrowienie mnie z tej choroby. Prawie przez całą noc się modliłem, nie czując przymusu oddania moczu. Taki stan utrzymuje się nadal. Jest to już trzecie moje cudowne uzdrowienie.

Nie jestem w stanie wywdzięczyć się Panu Jezusowi i Najukochańszej Mamusi Niebieskiej za tę bezgraniczną Miłość do mnie, tak nędznego grzesznika, niegodnego sługi. Nie mogę pojąć, dlaczego Mateńka Najukochańsza tak mnie rozpieszcza. Zaczynam rozumieć, na czym polega bezgraniczna i nieskończona Miłość Boga do swego stworzenia oraz Jego nieskończone Miłosierdzie.

Dziękuję Ci, Ojcze Niebieski, w Trójcy Przenajświętszej Jedyny Boże, i Tobie, Matuś moja Niebieska, za trzykrotne uzdrowienie, za nieskończone strumienie Łask, jakie na mnie spływają. Wierzę, że głęboka wiara oraz całkowite oddanie się Bogu czyni cuda. Jestem przekonany, że największe Łaski uzdrowienia na duszy i ciele można otrzymać w czasie każdego Jerycha. Absolutnie wierzę, że Pan Bóg będzie mnie prowadził do całkowitego zwycięstwa przez głęboką wiarę. Mówiła o tym w czasie objawienia w Kępie Gosteckiej 15 VIII 1995 roku Matka Boża przez ukrytą wizjonerkę w następujących słowach:

Prowadź mnie, Mateńko Boża, do Boga Ojca Niebieskiego przez Syna swego, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego. Amen.

Dr n. med. Wiesław Piotr Łyjak, Lublin

Zgromadziłam dokumentację potwierdzającą wielkość i prawdziwość objawień oławskich

Do Oławy przyjeżdżałam wielokrotnie. Przyjeżdżałam, by przede wszystkim rejestrować i gromadzić informacje o niezwykłych wydarzeniach i znakach dawanych na tym miejscu. Na taśmach magnetofonowych zapisywałam relacje ludzi, którzy w tym miejscu otrzymywali wielkie wsparcie, wielką pomoc od Boga. Mam wypowiedzi ludzi uzdrowionych i ludzi niewierzących, którzy w Oławie poznali, czym jest bliskość Boga. Dysponuję relacjami o niezwykłych wydarzeniach, których świadkami byli przybywający do Oławy.

Zdj. nr 74. Pani Krystyna Bednarz-Kulej (pierwsza z prawej) w oławskim sanktuarium

Zgromadziłam w ten sposób obszerny materiał, który jest dokumentacją potwierdzającą wielkość i prawdziwość objawień oławskich. Poprzez druk chciałabym je udostępnić zarówno przybywającym do Oławy pielgrzymom, jak i tym, którzy będą decydować o przyszłości tego miejsca.

Oławie potrzebna jest rzetelna informacja. Relacje prasowe o tutejszych objawieniach bardzo często pełne są uchybień, nieścisłości, błędów wynikających albo ze złej woli dziennikarzy, albo z zupełnej ignorancji sprawy.

Wstyd mi, kiedy czytam takie materiały, bo nas, dziennikarzy, obowiązuje przede wszystkim odpowiedzialność za zebrany i przygotowany czytelnikom i słuchaczom materiał. I dlatego cieszę się, że Wydawnictwo „Arka” z Wrocławia podjęło się wydawania biuletynu „Iskra Bożego Pokoju z Oławy”. Pragnę pogratulować mu rzetelności i profesjonalizmu dziennikarskiego.

Krystyna Bednarz-Kulej

Program III Polskiego Radia Warszawa, 26 IX 97r.

Od redakcji: Pani Krystyno, bardzo dziękujemy za pomoc w uzyskaniu wielu informacji i ciepłe słowa pod naszym adresem. Ogromnie nas cieszy, że pracując w różnych środowiskach, wspólnie służymy sprawie objawień Matki Bożej w Oławie. (Podkreślenie w tekście pochodzi od Autorki świadectwa.)

200 total views, 1 views today